Zygmunt Berling. Generał, który nie chciał być Andersem [ARMIA BERLINGA]

Czytaj dalej
Stanisław S. Nicieja

Zygmunt Berling. Generał, który nie chciał być Andersem [ARMIA BERLINGA]

Stanisław S. Nicieja

Stefan Kisielewski – jeden z najbardziej wnikliwych publicystów oraz obserwatorów polskiej sceny politycznej XX wieku, a jednocześnie zdeklarowany antykomunista – na wiadomość o śmierci w Londynie Władysława Andersa napisał w swoim dzienniku 13 maja 1970 roku: „Umarł generał Anders. Wyprowadził tłum nieszczęsnych Polaków z Rosji, ale potem poszedł na karierę zachodniego generała, z której Polsce nic nie przyszło. Co prawda nie wiadomo, co innego miałby robić – Berlingiem zostać nie chciał. A szkoda!”.

Wcześniej, w 1963 roku, w liście do Jerzego Giedroycia – redaktora naczelnego paryskiej „Kultury” – Kisielewski napisał: Oburza mnie zawsze, gdy we wspomnieniach emigracyjnych oficerów czy polityków poniżany jest czy spotwarzany generał Berling. Wszak fakt, że ten, z legionowych wywodzący się formacji oficer, pozostał w Rosji i potrafił znaleźć wspólny język z komunistami, dla Polski ma większe znaczenie polityczne i praktyczne niż działalność najbardziej bohaterskich oficerów polskich na zachodzie. Takimi opiniami Kisielewski wprowadził wielkie zamieszanie w kręgach totalnych krytyków dowódcy I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, która z przyzwolenia Stalina powstała u boku Armii Czerwonej.

Zygmunt Berling (1896-1980) to postać, która w polskiej publicystyce oraz dyskursie historiograficznym budzi krańcowe emocje i oceny. Dla jednych jest przykładem narodowego zaprzaństwa, renegactwa, targowicy, zdrady narodowej i niesubordynacji, czyli najgorszych cech, jakie mógł mieć polski oficer.

Wylano nań hektolitry brudnej drukarskiej farby, odsądzając od czci i wiary. Niektórzy antykomunistyczni publicyści nie oszczędzili mu żadnego, najbardziej odrażającego epitetu. Daniel Bargiełowski już w tytule swej prawie 400-stronicowej książki biograficznej nazwał go renegatem, a charakteryzując jego osobowość, nie stronił od określeń typu: „kanalia”, „największy z łajdaków”, „komunistyczny kuglarz” itp. Z drugiej strony pisali o nim bardzo wyrozumiali wobec jego wyborów politycznych i cech osobowościowych hagiografowie, jak choćby Andrzej Topol czy Kazimierz Sobczak, usprawiedliwiając niemal wszystko, co budziło kontrowersje w biografii politycznej dowódcy I Dywizji im. Tadeusza Kościuszki.

Churchill: „Nie przekarmić polskiej gęsi”

Przy tej skali rozpiętości ocen politycznych i historiograficznych dotyczących roli, jaką generał Berling odegrał w historii Polski, trudno znaleźć złoty środek.

Dla osób nieuznających jakiegokolwiek kompromisu – besserwisserów, którzy mają dużą łatwość oceniania przeciwników politycznych, czy różnych mędrków publicystycznych goniących za szybkim, sugestywnym bon motem wbijającym przeciwnika w ziemię – nigdy nie będzie dla Berlinga jakiegokolwiek usprawiedliwienia. Dla nich Polska bez Zygmunta Berlinga i Wandy Wasilewskiej byłaby o wiele lepsza.

Nie są w stanie przyjąć nawet najmniejszej sugestii, że bez takich postaci Polska po II wojnie światowej mogłaby nie mieć w swych granicach Szczecina, Kołobrzegu, Wrocławia czy Jeleniej Góry. Nie dopuszczają myśli, że Polska – krańcowo zniszczona działaniami wojennymi, z przetrzebioną ludnością, z wymordowaną masowo inteligencją – mogłaby wyjść z tej wojny jako kraj wielkości Księstwa Warszawskiego: bez Lwowa i Wilna (bo tego Stalin, Ukraińcy i Litwini by nie odpuścili), ale też bez Wrocławia i Szczecina.

Stalin z Rooseveltem i Churchillem mogli stworzyć większą NRD – z naszymi obecnymi ziemiami zachodnimi – i Wrocław mógłby obecnie nosić nazwę Breslau i być stolicą niemieckiego landu Niederschlesien. Churchill był przeciwny silnemu okrojeniu terytorium Niemiec na rzecz Polski, do czego parł Stalin. Uważał, że Polska dostaje dwa razy więcej, niż jest to jej potrzebne.

Słynne było jego zdanie wypowiedziane w Jałcie, kiedy postanowiono już ostatecznie, że Polska traci Kresy Wschodnie i jej granica będzie na Bugu i Sanie: „Nie byłoby dobrze, gdyby polska gęś padła z niestrawności na skutek połknięcia zbyt dużej części Niemiec”.

Churchill opowiadał się za wariantem, w którym zachodnia granica Polski miała być nie na Nysie Łużyckiej (czyli pod Zgorzelcem), ale na Nysie Kłodzkiej (czyli pod Skorogoszczą, w połowie drogi między Opolem a Brzegiem). W takim wariancie ogromna połać Dolnego Śląska znalazłaby się w NRD.

Wacław Zbyszewski – jeden z najwybitniejszych polskich analityków politycznych i publicystów, który po wojnie pozostał na Zachodzie – uważał, że w czasie wojny i po jej zakończeniu Polska nie była w stanie prowadzić samodzielnej polityki. W liście z 10 sierpnia 1955 roku wysłanym z Monachium do Jerzego Giedroycia pisał: „Są dwie alternatywy – być satelitą Rosji albo Ameryki”.

Uważał też, że pragmatyczni Amerykanie są w swych sojuszach zmienni – raz prorosyjscy, raz proniemieccy – i w sytuacji, gdy Europę przecięła żelazna kurtyna, ceną proniemieckiej polityki Stanów Zjednoczonych mogłaby się stać utrata polskich pojałtańskich ziem zachodnich, do czego rząd Polski mógłby zostać zmuszony, gdyby Polskę oderwano od bloku komunistycznego. W latach 50. można jeszcze było łatwo przesunąć Polskę za linię Warty i Noteci i oddać Niemcom ziemie nadodrzańskie. Musiało upłynąć pół wieku i na ziemiach zachodnich musiały się urodzić trzy pokolenia Polaków, by te ziemie – dawniej niemieckie – wrosły na trwałe w państwo polskie.

Dla pragmatyków, ceniących u polityków kompromis, nie rozdzielających włosa na czworo, i tych, którzy uważają, że w polityce liczy się tylko efekt końcowy i że aby osiągnąć cel, każdy chwyt jest dozwolony, chłodno kalkulujących i zwalczających programowo hasło „Ja z synowcem na czele, i – jakoś to będzie!”, Berling zawsze będzie miał miejsce w „panteonie bohaterów narodowych”. W każdym razie w ocenie Berlinga zawodowi historycy nadal nie są w stanie wydać zadowalającej w jakimś sensie obie strony sporu wiarygodnej opinii.

Dotychczas najbardziej wszechstronną i umiarkowaną w swych ocenach biografię gen. Zygmunta Berlinga napisał u schyłku XX wieku Stanisław Jaczyński. Szukając przystającego do tej postaci określenia, nadał swej książce biograficznej podtytuł „Między sławą a potępieniem”.

Kresowe wątki w genealogii generała Zygmunta Berlinga

Biografowie piszący o gen. Berlingu niemal zupełnie pomijają jego genealogię i ważny wątek kresowy w jego rodzinie. A w serii moich książek ten wątek jest kluczowy. Najwnikliwszy z dotychczasowych biografów Berlinga, Stanisław Jaczyński, ustalił, iż według legendy rodzinnej generał był pochodzenia szwedzkiego. Jakiś jego wczesny antenat miał być żołnierzem króla Szwecji Karola X Gustawa w czasie potopu szwedzkiego i po zakończeniu działań wojennych miał osiąść na Pokuciu, gdzieś między Kołomyją a Zabłotowem. Do końca XIX stulecia jednym z gniazd licznej już wówczas rodziny Berlingów był Stanisławów oraz leżące w jego pobliżu miasteczka. Osoby o nazwisku Berling udało mi się odnaleźć w księgach parafialnych w okolicach Zabłotowa i Kosowa, w miejscowościach: Chlebiczyn, Debesławce i Trójca.

W Debesławcach urodził się m.in. dr Zbigniew Berling (1937-2017). Jego dziadek, Mikołaj, był znanym pszczelarzem w Trójcy, a ojciec, Józef – kowalem i właścicielem dużej kuźni w Debesławcach. Ta część rodziny przeżyła mordy banderowskie, bo w odpowiednim czasie wyprowadziła się z Trójcy i Debesławiec do Kołomyi.

Zbigniew Berling po wojnie ukończył studia pedagogiczne. Doktoryzował się i do emerytury pracował na stanowisku dyrektora Wojewódzkiej Poradni Wychowawczo-Zawodowej we Wrocławiu. Po przejściu na emeryturę związał się mocno z ziomkostwem Pokucian.

W 1992 roku wybrano go na prezesa Towarzystwa Miłośników Kołomyi „Pokucie” i pełnił tę funkcję przez wiele lat, wymiennie z Danutą Krupską. Zorganizował wiele wypraw do Kołomyi i na Pokucie, organizował kolonie dla młodzieży z Kołomyi w Sulistrowiczkach koło Sobótki i w Jelczu. Rokrocznie przez kilka lat w tych koloniach uczestniczyło 30 dzieci z opiekunami. Uczono je wówczas języka polskiego, historii, tańców polskich i piosenek. Organizował spotkania z burmistrzem Nysy – miasta partnerskiego Kołomyi.

Zbigniew Berling był wydawcą biuletynu informacyjnego „Wiadomości z Kołomyi i Pokucia”. W sumie opublikowano 50 edycji tego pisma. Początkowo były to skromne zeszyciki, ale z czasem wydawano je coraz bardziej profesjonalnie i rozsyłano do bibliotek naukowych miast uniwersyteckich. Te biuletyny są kopalnią faktów, są tam setki biogramów Pokucian uratowanych od kompletnego zapomnienia.

Zbigniew Berling organizował przez wiele lat konkursy na wspomnienia z Pokucia. Utrzymywał bliskie relacje z Romanem Lewickim (1912-2004), który przed wojną był właścicielem majątków ziemskich Zahajpol i Pererów w powiecie kołomyjskim, a także prezesem Związku Szlachty Zagrodowej, a po wojnie ministrem w rządzie emigracyjnym w Londynie, odpowiadającym za pomoc krajowi, głównie przez fundowanie stypendiów i wspomaganie edukacji młodzieży. O Romanie Lewickim pisałem obszernie w IV tomie „Kresowej Atlantydy”.

Rodowód Zygmunta Berlinga

Ojcem generała Zygmunta Berlinga był Pokucianin – Michał Berling, brat Mikołaja Berlinga – pszczelarza z Trójcy. Po odbyciu służby wojskowej w austriackim pułku ułanów w Krakowie osiadł w Limanowej, gdzie podjął pracę w kancelarii notarialnej Fleischmanna. Tam ożenił się z pochodzącą z Żywca Aurelią Russek. W 1896 roku urodził się im syn – Zygmunt Henryk. Wkrótce Berlingowie przenieśli się do Zabłocia koło Żywca, gdzie Michał pracował jako kancelista w warsztatach kolejowych. Berlingowie mieli sześcioro dzieci. Po najstarszym – Zygmuncie – rodzili się kolejno: Wanda, Henryk, Emilia, Marian i Adam.

Aurelia Berlingowa była typową matką Polką – dbała o patriotyczne wychowanie swych dzieci. Pod jej wpływem Zygmunt wyrastał na dziełach polskich romantyków oraz na powieściach Henryka Sienkiewicza, które wieczorami czytano w domu na głos. W 1907 roku Berling zdał egzamin wstępny do Cesarsko-Królewskiego II Gimnazjum Klasycznego im. Bolesława Chrobrego w Nowym Sączu – świetnej szkoły średniej, której dyrektorem był dr Stanisław Klemensiewicz.

Nauka przychodziła mu łatwo. Był uczniem wrażliwym, o nastawieniu prospołecznym. Nic dziwnego, że zaangażował się razem z kolegami z kolejarskich rodzin, m.in. z Antonim Rzęsikowskim i Józefem Kustroniem (przyszłym generałem), w działalność Strzelca. Jako członek Związku Strzeleckiego, o pseudonimie Żuk, uczestniczył w kursach paramilitarnych. Gdy wybuchła I wojna światowa, jak wielu z jego pokolenia poszedł do Legionów, lecz nie do I Brygady Piłsudskiego, ale do Hallera, czyli do II Brygady. Był ofiarnym żołnierzem.

Walczył w krwawych bitwach pod Mołotkowem i Rafajłową, gdzie doznał dość ciężkich kontuzji. Po wyjściu ze szpitali wracał na front. Walczył na ziemi rodzinnej, na Huculszczyźnie, w rejonie Zielonej, Kołomyi i Pasiecznej. W marcu 1915 roku przerzucono go z Kołomyi do centralnej Polski. Uczestniczył w jednej z najkrwawszych bitew – pod Jastkowem koło Lublina. Po tych zmaganiach dostał stopień chorążego. Następnie walczył pod Stochodem i Rudką Miryńską, gdzie przestrzelono mu płuco. Leczono go w Kowlu, Krakowie i Nowym Sączu. Po wyzdrowieniu objął stanowisko dowódcze w Polskim Korpusie Posiłkowym w Bolechowie pod Stryjem. W czasie kryzysu przysięgowego był internowany. U schyłku wojny wrócił do Nowego Sącza, gdzie przygotowywał się do studiów prawniczych na Uniwersytecie Jagiellońskim.

W Polsce międzywojennej Berling systematycznie awansował – doszedł do stopnia pułkownika. Obejmował różne ważne stanowiska dowódcze, m.in. w Kielcach i Wilnie. Miał skomplikowane życie rodzinne – uwikłany był w konflikty ze swoimi byłymi żonami. Toczył z nimi nieprzyjemne spory o majątek. Dotyczyło to głównie jego drugiej żony – Jolandy Magyarosi, bogatej rumuńskiej arystokratki, którą poznał w szpitalu na Węgrzech w 1914 roku, gdy leczył rany po bitwie pod Mołotkowem. Jolanda była wówczas sanitariuszką Czerwonego Krzyża. Przez wiele lat łączył ich romans korespondencyjny. Pisali do siebie namiętne listy. Pobrali się 20 lat później, w 1934 roku, i zamieszkali w Wilnie. Ale związek szybko się rozpadł, i to bardzo dramatycznie. W sprawie podziału majątku małżonków interweniowała nawet ambasada rumuńska.

W kręgach wojskowo-politycznych źle to wpływało na ocenę moralnej strony Belinga. W końcu tak się naraził swoim kolegom wyższym rangą, zwłaszcza generałom Stefanowi Dąb-Biernackiemu i Michałowi Tokarzewskiemu, że z dniem 31 lipca 1939 roku przeniesiono go w stan spoczynku. Gdy miesiąc później wybuchła wojna, nie został zmobilizowany i jako wyższy oficer nie dostał przydziału służbowego.

Nim to się jednak stało, okres międzywojenny należy uznać za najlepszy w jego biografii osobistej. Był młody, tryskał wigorem i w jednostkach, w których dowodził, cieszył się mirem żołnierzy. Imponował swym podwładnym, miał też opinię zdolnego dowódcy. Ale przez swój krnąbrny, choleryczny charakter nie był lubiany przez przełożonych. Z trudem poruszał się wśród legionowych koterii, w których dominowali piłsudczycy. Mimo że w 1926 roku w czasie przewrotu majowego poparł Piłsudskiego, piłsudczycy nie darzyli go – hallerczyka – zaufaniem.

Jako przystojny, inteligentny, dobrze wykształcony oficer odnosił sukcesy na salonach towarzyskich. Mieszkająca po wojnie w Londynie Krystyna Rajgrodzka-Colwell wspominała, że w latach 30. XX wieku, jadąc z piosenkarką Hanką Ordonówną i pułkownikiem Zygmuntem Berlingiem na bal oficerski, była oczarowana swoim towarzyszem podróży: „Był to niezwykle elegancki pan, o dużej kulturze osobistej. Robił wrażenie światowca”.
akie opinie kobiet o Berlingu nie były odosobnione. Prowadził aktywne życie towarzyskie. Uczestniczył w polowaniach, kuligach, balach i wspinaczkach wysokogórskich. Często bywał też w rodzinnych stronach – w Zabłotowie, Trójcy i Chlebiczynie, w dworach Dobków i Wartanowiczów.

Relacja Edwarda Laskowskiego

Edward Laskowski – po wojnie wielce zasłużony animator oświaty w Wielkopolsce wspominał: Dla mnie i mojej rodziny gen. Zygmunt Berling to postać niezwykła, bohaterska, patriotyczna – marząca i walcząca o wolną, niepodległą, demokratyczną i suwerenną Polskę w bitwach z Rosjanami pod Mołotkowem czy Rudką Mirzyńską. Generał uratował tysiące zesłańców i Kresowiaków, którzy walczyli z Niemcami hitlerowskimi w utworzonym przez niego Wojsku Polskim. Była to też postać tragiczna, bo nie o takiej Polsce marzył.

Moja prababka – Paulina Berlingówna była kuzynką Zygmunta Berlinga. Po wyjściu za mąż za Józefa Willmana, mego pradziadka, zamieszkali w Trójcy. Mieli jedenaścioro dzieci. Ich córka, Katarzyna Willman (ur. 1882) wyszła za mąż w 1903 roku za Feliksa Laskowskiego i mieli troje dzieci: Rozalię, Stefanię i Józefa (mego ojca).
Zygmunt Berling od lat gimnazjalnych przyjeżdżał z Nowego Sącza na wakacje do Trójcy, do Willmanów. Później jako oficer Wojska Polskiego bywał często w Trójcy w dworku Dobków, w którym pracowała jako pokojówka Antonina Gajewska (moja mama). Wspominała, że przyjeżdżał nieraz zimą na polowanie, a nieraz latem na owocobranie w dużym sadzie dworskim. Wtedy też Berling poznał mego ojca – Józefa i innych przedstawicieli rodziny Laskowskich. W Trójcy mieszkał stryj Berlinga – Mikołaj Berling, właściciel dużej pasieki. Z Trójcy pochodził też ordynans Berlinga – Piotr Podlaski, stryj Jana Podlaskiego. Mieszkańcy Trójcy szczycili się znajomością z gen. Berlingiem i darzyli go sympatią.

Mój ojciec Józef Laskowski i jego kuzyn – również Józef Laskowski byli żołnierzami gen. Zygmunta Berlinga. Gdy front doszedł już do Wisły, a na Pokuciu trwały bestialskie rzezie upowców, Józef Laskowski (kuzyn) poprosił gen. Berlinga o kilkudniowy urlop, by móc pojechać w rodzinne strony, aby zabezpieczyć los swej młodej żony – Heleny z Korzeniowskich oraz swych teściów. Przyjechał do Trójcy w mundurze żołnierza Wojska Polskiego, ale bez broni, i niespodziewanie stał się świadkiem bestialskiego mordu na swoich teściach. Józef z żoną Heleną oraz jej siostrą Marią zdążyli się ukryć w specjalnym schronie zbudowanym pod klepiskiem w stodole. Po szoku, jaki przeżyli, widząc zmasakrowane ciała swych najbliższych, zajęli się pochówkiem pomordowanych, a było ich w Trójcy około 70. Ze względu na niebezpieczną sytuację (szalejące wokół pożogi i skrytobójcze mordy) Józef wraz z żoną wrócił do swojej jednostki dwa dni później, niż przewidywał urlop. Oficer polityczny zażądał sądu polowego i wyroku śmierci za dezercję (wówczas, aby utrzymać dyscyplinę, wydawano tak okrutne wyroki za byle przewinienie). Józefowi Laskowskiemu z żoną udało się dotrzeć jednak do gen. Berlinga i zdać mu dokładną relację z tego, co widzieli w Trójcy, oraz wyjaśnić powód spóźnienia się do jednostki. Berling nie pozwolił na rozstrzelanie Laskowskiego.

Stanisław S. Nicieja

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Kazimierz Sowa

W swoim już dostatecznie długim życiu nie czytałem jeszcze nic tak BEZNADZIEJNEGO !!!!! o tym komuszym alabastrowym BOHATYRZE!!!!!!!!!!,jak to przydarzyło mi się dzisiaj!!!!!!!!!!.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.