Zamek w Stobnicy: Cypryjskie spółki, wilki i pióro Andrzeja Dudy, czyli kto i jak buduje sobie zamek

Czytaj dalej
Fot. Paweł F. Matysiak
Marta Danielewicz, Błażej Dąbkowski, Norbert Kowalski

Zamek w Stobnicy: Cypryjskie spółki, wilki i pióro Andrzeja Dudy, czyli kto i jak buduje sobie zamek

Marta Danielewicz, Błażej Dąbkowski, Norbert Kowalski

W małej wiosce pod Obornikami od trzech lat prowadzona jest inwestycja, która znalazła się kilka dni temu na ustach całej Polski. Dlaczego dopuszczono do budowy zamku w Puszczy Noteckiej, kto stoi za kontrowersyjnym obiektem i dlaczego jego powstaniu nie sprzeciwiają się ekolodzy?

Bracia Dymitr i Tymoteusz Nowakowie to główne osoby związane z budową zamku w Stobnicy. To oni są właścicielami spółki D.J.T., która odpowiada za budowę. Ta byłaby jednak niemożliwa, gdyby nie szerokie grono innych osób.

Kim są ludzie, którzy przyczynili się do rozpoczęcia budowy? Jakie są związki między inwestorami a naukowcami, którzy przygotowywali korzystne dla inwestora raporty środowiskowe? I wreszcie - czym jest spółka D.J.T.?

Tak ma wyglądać zamek w Stobnicy!

Inwestycja w Stobnicy, którą od kilku dni żyje cała Polska to zwieńczenie marzeń poznańskiej rodziny Nowaków o zamku z prawdziwego zdarzenia, otoczonego fosą.

Dymitr Nowak - współwłaściciel firmy D.J.T. podkreśla w rozmowie z „Głosem Wielkopolskim”:

- Pomysł na projekt w takiej konwencji rodził się przez wiele lat i jest wynikiem chęci stworzenia przestrzeni, która odwołuje się do historycznych wzorców architektury polskich zamków i której charakter zdecydowanie różni się od nowoczesnego budownictwa.

Zobacz też:
Stobnica: Budują zamek w Puszczy Noteckiej, wcześniej kupili sąsiednią działkę ze stacją badającą wilki

Co dokładnie powstaje w Stobnicy?
15-kondygnacyjny budynek wielorodzinny z czternastoma piętrami, jednym podziemnym, a także całym zapleczem towarzyszącym, z wieżą wysoką na ponad 50 metrów. W środku zaprojektowano 46 lokali mieszkalnych o różnym kształcie i wielkości. W budynku przewiduje się stały pobyt 97 mieszkańców oraz czasowy pobyt personalu obsługowego w liczbie 10 osób. Plotki głoszą, że w budynku znajdzie się też ogromny kryty basen, siłownia. Kto w nim zamieszka? Czy mieszkania będą na sprzedaż? Inwestor nie chce tego zdradzić.

Dodatkowo obok budynku mieszkalnego będzie budynek gospodarczy z kotłownią i pompownią. Inwestor ma także wybudować drogę dojazdową do budynku, która łączyć się będzie z drogą publiczną z Obornik do Obrzycka. Obszar pod zabudowę obejmuje niecałe 2 hektary gruntów, gdzie dotychczas były nieużytki, stawy rybne, i niewielki las.

Czytaj też:
Stobnica: Ministerstwo Środowiska zapowiada kontrolę budowy zamku w Puszczy Noteckiej

Chociaż budowa zamku w Stobnicy rozpoczęła się trzy lata temu, historia tej inwestycji sięga o wiele wcześniej. W przeszłości teren, na którym obecnie powstaje inwestycja, należał do Lasów Państwowych. Te jednak w 1997 roku przegrały proces z byłymi spadkobiercami tych terenów, które ostatecznie przeszły w prywatne ręce. Przez kolejne lata znajdowały się tam stawy rybne, które były ogólnie dostępne dla mieszkańców.

Około 2005 roku teren pozyskała spółka D.J.T. należąca do rodziny Nowaków. Wtedy na czele spółki stał jeszcze Paweł Nowak. Już w 2005 roku spółka (po uzyskaniu pozwolenia wodno-prawnego) zleciła modernizację stawów. Dotychczasowe stawy zostały zalane i stworzono jeden sztuczny zbiornik, na którym usypano sztuczną wyspę.

Zobacz też
Mieszkańcy Stobnicy: Budowa zamku jest owiana tajemnicą. Nic o niej nie wiemy, ale nam nie przeszkadza

Po około czterech latach przedstawiciele spółki zwrócili się do Urzędu Miasta w Obornikach o przygotowanie miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego. Z kolei w 2010 roku marszałek województwa wielkopolskiego wydał decyzję o odlesieniu 2,69 ha terenu, na którym obecnie powstaje zamek.

Jeszcze pod koniec 2011 roku Rada Miejska w Obornikach uchwaliła miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, który zakładał przeznaczenie części tamtego terenu pod zabudowę usługową na podstawie przygotowanej prognozy przez poznańskich naukowców. Natomiast w 2015 roku na wniosek Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska w Poznaniu sporządzona została opinia przez inwestora dotycząca wpływu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego na środowisko. Jej autorzy uznali, że potencjalna inwestycja nie będzie negatywnie oddziaływać na Puszczę Notecką i znajdujący się tam obszar Natura 2000.

Czytaj więcej o budowie zamku w Stobnicy:

Raport, który sporządziły te same osoby, znowu stwierdzał, że budowa zamku nie wpłynie negatywnie na okoliczną przyrodę.

Dzięki temu ostatecznie w 2015 roku starosta powiatu obornickiego wydał pozwolenie na rozpoczęcie prac budowlanych.

Od niewielkiej firmy po budowę ogromnego zamku

Za budowę zamku odpowiada poznańska spółka D.J.T.

Na jej czele obecnie stoją bracia Dymitr i Tymoteusz Nowakowie (wcześniej na czele spółki stał ich ojciec Paweł Nowak). Ten pierwszy urodził się w 1989 roku. W przeszłości miał studiować architekturę na Politechnice Poznańskiej. Co więcej miał nawet swoją wystawę w Starym Browarze. Tymoteusz Nowak to także biznesmen przed 30-stką. Urodził się w 1993 roku.

Historia D.J.T. sięga jeszcze 2002 roku, kiedy to powstało Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Markwitz. Na jego czele stali Mirosław Markwitz oraz Paweł Nowak. Początkowy kapitał spółki wynosił zaledwie... 30 zł, zaś zdecydowana większość udziałów należała do Mirosława Markwitza. Z kolei jako opis swojej działalności firma podawała... „działalność w najszerszym zakresie dozwolonym przez prawo”.

Wraz z upływem czasu firma rozwijała się coraz bardziej, zaś jej kapitał rósł. Zmieniła się także siedziba spółki, która przeniosła się na ul. Głuszyna (tam, gdzie mieści się obecnie D.J.T). W 2005 roku Paweł Nowak wykupił ostatnie udziały Mirosława Markwitza i w praktyce przejął firmę. Część udziałów przekazał swojej matce. W tym samym roku zmieniona została też nazwa firmy - na D.J.T. Spółka miała zajmować się m.in. gospodarką leśną, pozyskiwaniem drewna, hodowlą ryb, ale też wytwarzaniem energii elektrycznej, handlem energią, transportem lotniczym towarów czy kupnem, sprzedażą i wynajmem nieruchomości.

W pierwszych latach działalności D.J.T. co roku osiągało zysk na poziomie 100-200 tys. zł. W 2009 roku jako udziałowiec w D.J.T. pojawiła się Wakon Investments Limited, w której pełnomocnikiem był potem Dymitr Nowak, starszy syn Pawła Nowaka. Już w 2010 roku D.J.T. dysponowało kapitałem rzędu 300 tys. zł, zaś rok później osiągnęło zysk pół miliona zł.

W 2013 roku większościowym właścicielem firmy została cypryjska spółka Vola Holdings Limited. Posiadała ona udziały o łącznej wartości ponad 3 mln zł, a jej pełnomocnikiem był... Dymitr Nowak. Mniejszościowym udziałowcem nadal pozostawał Paweł Nowak. Pod koniec 2015 roku Dymitr, wraz ze swoim młodszym bratem Tymoteuszem przejęli część udziałów w D.J.T. Dymitr został prezesem spółki, a jego brat wiceprezesem. Z działalności w firmie wycofał się za to ich ojciec. Z kolei w 2016 roku bracia przejęli wszystkie udziały od cypryjskiej spółki Vola Holdings Limited. W tym samym roku D.J.T. wypracowało zysk na poziomie 448 tys. zł i dysponowało kapitałem w wysokości 3,8 mln zł.

Rodzinne imperium, czyli firmy i spółki Nowaków
Ul. Głuszyna 135 - to siedziba nie tylko firmy D.J.T., ale także spółki Drokan. W dużym skrócie można napisać, że zajmuje się ona budową dróg. Miała też prowadzić prace m.in. w Stobnicy. Spółka została założona w 2007 roku, a jej właścicielem od początku był... Paweł Nowak z żoną Marią. Już pierwszy rok działalności Drokan zakończył z zyskiem 1,2 mln zł. Jeszcze lepiej było w 2008 roku, kiedy to zyski sięgnęły ponad 2 mln zł.

W 2013 roku akcjonariuszem Drokana został Wakon Investmens Limited. Ta sama firma cztery lata wcześniej została udziałowcem D.J.T. A już rok później jedynym akcjonariuszem została... cypryjska Vola Holdings Limited. Przypomnijmy, że z oboma spółkami powiązany był Dymitr Nowak. Z kolei w 2017 roku akcjonariuszem została również maltańska firma Vakola Limited.

W przeciwieństwie do D.J.T. w zarządzie Drokana nie zasiada nikt z rodziny Nowaków. Jedynym członkiem zarządu obecnie jest Mariusz Jezierski. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w przypadku Rady Nadzorczej Drokana. Tam zasiada zarówno Paweł Nowak, jak i jego syn Dymitr. Do 2016 roku w Radzie Nadzorczej była również żona Pawła Nowaka. Ostatecznie sama zrezygnowała ze stanowiska. W 2016 roku Drokan zanotował zysk na poziomie 1,1 mln zł.

Z rodziną Nowaków powiązane są również inne organizacje.

D.J.T. swoje udziały ma m.in. w spółce Eureka Technology Park, która ma zajmować się np. badaniami naukowymi czy działalnością wspomagającą edukację.

Ponadto w marcu 2017 roku członkiem zarządu Eureka Technology Park został młodszy syn Pawła Nowaka - Tymoteusz. Niedługo późnej w skład zarządu wszedł również Dymitr. Z kolei sam Paweł Nowak przez jakiś czas był prokurentem spółki.

Jeszcze pod koniec 2016 roku bracia Nowakowie założyli Fundację Fauna Polski, która ma zajmować się między innymi ochroną przyrody, popularyzacją nauk przyrodniczych czy edukacją dzieci i młodzieży w sprawach dotyczących środowiska.

Prezesem fundacji został Krzysztof Mączkowski, zaś w skład zarządu weszła m.in. dr Aleksandra Kraśkiewicz. Z kolei w radzie nadzorczej fundacji znaleźli się m.in. Jacek Więckowski, prof. Piotr Tryjanowski. Nie byłoby w tym nic zaskakującego gdyby nie fakt, że prof. Piotr Tryjanowski, dr Aleksandra Kraśkiewicz oraz Jacek Więckowski byli autorami korzystnego dla braci Nowaków raportu dotyczącego wpływu, jaki budowa zamku może wywrzeć na środowisko. W radzie nadzorczej fundacji zasiada jeszcze Paweł Nowak.

Postać Pawła Nowaka w znana jest w biznesie już od wielu lat. Dość napisać, że był on jednym ze współzałożycieli (wraz ze Stanisławem Bogackim) znanej poznańskiej marki odzieżowej Solar. Później swoje udziały w spółce miał również jego syn Dymitr. Ostatecznie obaj odeszli z Solara w 2013 roku. Dymitr chciał poświęcić się zawodowi architekta. Obecny prezes i także współtwórca marki Solar nie chce komentować odejścia Nowaków ze spółki. Podkreśla jedynie, że jego firma nie ma nic wspólnego z budową zamku w Stobnicy.

Problemy Solara
Wątek Solara jest tu nie bez znaczenia. Bowiem rok wcześniej, nim rodzina Nowaków rezygnuje z prowadzenia odzieżowej firmy, Solar wchodzi na Giełdę Papierów Wartościowych. Co ciekawe Solar wówczas tworzą także cypryjskie spółki, m. in. własnie Wakon Investmens Limited. Kilka lat później, w 2015 roku pojawiają się podejrzenia Komisji Nadzoru Finansowego, że spółka nienależycie sporządzała skonsolidowane raporty okresowe za 2011 r. I półrocze 2012 r, 2012 rok i I półrocze 2013 r, prezentując świetne wyniki, co do nie do końca miało odzwierciedlenie w rzeczywistości. Miało to spowodować zawyżenie wartości aktywów na giełdzie. Fundusze inwestycyjne i emerytalne miały kupować wtedy akcje po 13 zł. Okazało się, że pod koniec 2013 roku kurs spadł o połowę, a wyniki finansowe były dalekie od oczekiwań. Przed samym jednak załamaniem Nowaków w Solarze już nie było.

W samej Stobnicy o rodzinie Nowaków nie mówi się zbyt dużo. Wielu mieszkańców w ogóle nie wiedziało, że to ona stoi za inwestycją. Jednak osoby, które zdawały sobie z tego sprawę, o rodzinie Nowaków wypowiadały się pozytywnie.

- Ten Nowak (Dymitr - dod. red.) to człowiek, co dba o środowisko. Miałam okazję poznać jego i jego żonę jak zaczynali budowę. Sympatyczni ludzie - słyszymy od jednej z mieszkanek.

Obornickie piekiełko
Paweł Nowak w Obornikach nie jest postacią anonimową, choć niemal żaden z lokalnych samorządowców nie chce potwierdzić, że zna założyciela spółki D.J.T.. Dzwonimy do dwóch radnych, którzy w czerwcu 2009 r. zagłosowali w sprawie przystąpienia do sporządzania miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla działek w Stobnicy.

- W zasadzie to nie wiem jak to się stało, że dziś buduje się tam zamek - przyznaje jeden z nich.

Radny nr 2: - O to najlepiej pytać byłą panią burmistrz, ja niewiele pamiętam.

Anna Rydzewska, była burmistrz Obornik i z wykształcenia geodeta po latach przyznaje, że jest zaskoczona rozmachem budowy.

- Z tego co pamiętam nikt nie mówił wtedy o zamku, a czymś w rodzaju kurortu

- wspomina.

W uzasadnieniu do uchwały w sprawie przystąpienia do sporządzenia MPZP tymczasem czytamy: „Zamierzeniem inwestora jest pobudowanie […] budynku usługowego - pięciogwiazdkowego hotelu o bardzo wysokim standardzie wraz z funkcjami towarzyszącymi: kryty basen, SPA, gastronomia, rozrywka, z dopuszczeniem funkcji mieszkaniowej […]".

Niecały rok później projekt miejscowego planu uzyskuje pozytywną opinię Gminnej Komisji Urbanistyczno-Architektonicznej. Do marszałka województwa wielkopolskiego zostaje też skierowane pismo z zapytaniem o odlesienie 2,69 ha.

„Planowana zabudowa stanowić będzie atrakcyjną i unikatową w terenie atrakcję turystyczną nie tylko dla mieszkańców miasta i gminy Obornik, ale także dla turystów z całej Polski” - czytamy w piśmie, pod którym podpisany jest były wiceburmistrz Bogdan Bukowski.

Tymczasem w raporcie oddziaływania na środowisko powstałym w 2015 r. o tym samym terenie możemy znaleźć informację, że nie jest na nim planowany rozwój turystyki i rekreacji.

- To była dziwna sytuacja, bo wszystkie sprawy tego typu załatwiała szefowa.

Tego dnia przyszła do mnie jedna z urzędniczek i bardzo zależało jej na moim podpisie - tłumaczy B. Bukowski.

A. Rydzewska: - Rzeczywiście, z racji wykształcenia ja załatwiałam rzeczy związane z gruntami.

Urząd marszałkowski wydaje zgodę, ale rada miejska w Obornikach, uchwalając końcową wersję planu miejscowego nie uwzględnia uwag zawartych w odpowiedzi. Chodzi o obniżenie powierzchni zabudowy, tak by nie mogła być ona większa niż 80 proc. tego terenu. Dlaczego tak się dzieje?

- Od momentu kiedy zostałem burmistrzem 6 grudnia 2010 r. nikt nie zmienił nawet przysłowiowego przecinka w projekcie zaopiniowanego już przez wszystkich planu miejscowego. Gdyby ktoś w nim cokolwiek zmienił musiałyby nastąpić ponowne uzgodnienia ze wszystkimi organami od nowa. A takich nie było. Poza tym urząd marszałkowski odniósł się do całego terenu, a nie 2, 69 ha, które miała być odlesione - tłumaczy Tomasz Szrama, burmistrz Obornik.

W tym samym czasie kiedy firma Pawła Nowaka stara się o przyjęcie korzystnego MPZP (i później), sam właściciel bywa gościem na samorządowych salonach. Na stronie internetowej gminy można znaleźć relację z toastu noworocznego, który odbył się na początku stycznia 2011 r. Właściciel spółki bierze udział w licytacji charytatywnej.

„Wyjątkowe ciasto w kształcie amarantowego fortepianu osiągnęło niebotyczną cenę 12 tys. 50 zł! Był to absolutny rekord piątkowego wieczoru, uzyskany dzięki dwóm osobom: Pawłowi Nowakowi, prezesowi firmy DJT z Poznania, który pragnie rozpocząć inwestycje w Obornikach oraz Igorowi Gavrilovowi, reprezentującemu, wraz z Remigiuszem Siebrechtem spółkę NORTEX.” - czytamy na stronie.

Pięć lat później, również podczas noworocznej imprezy P. Nowak licytuje tureckie pióro, przekazane władzom gminy przez prezydenta Andrzeja Dudę. Tym razem wykłada 15 tys. zł. Były współtwórca marki Solar jest też zapraszany na uroczyste sesje rady miejskiej organizowane z okazji Dni Obornik i udziela się społecznie. Jeden urzędników mówi nam, że zaangażował się w walkę o zachowanie zabytkowego mostu kolejowego w Stobnicy, który wybudowano w 1910 r.. W ostatnich latach obiektowi groziła rozbiórka.

- Paweł Nowak znalazł się wśród gości na toast noworoczny w 2011 r. i w kolejnych latach oraz sesje uroczyste, ponieważ był już gościem zaproszonym przez poprzednią panią burmistrz.

Lista gości corocznie jest kontynuacją list z poprzednich lat wraz z nowymi wpisami. Ja mogę tylko oficjalnie oświadczyć, że nie miałem żadnych, zupełnie żadnych relacji z Pawłem Nowakiem. Przyjmowałem go osobiście w urzędzie o wiele później, gdy zwrócił się do mnie z kwestią mostu w Stobnicy - opowiada burmistrz.

W urzędzie, jak twierdzi T. Szrama, P. Nowak pojawił się po raz drugi, kiedy przedstawiał wizualizację zamku.

A. Rydzewska:

- Nie kojarzę, by za moich czasów pana Nowaka zapraszano, widywałam go za to na późniejszych toastach noworocznych.

To była nowa postać w Obornikach.

Skąd tak rozbieżne stanowiska? Jeden z naszych rozmówców podkreśla skalę wzajemnych animozji między byłymi, a obecnymi władzami gminy Oborniki.

- Oborniki to takie małe piekiełko, miasto gdzie kiedyś rządził PSL, a później wszyscy - PO, SLD i PiS się dogadali przeciwko ludowcom. Dziś tak naprawdę gminą trzęsie egzotyczna jak na obecne czasy nieformalna koalicja PO i PiS.

Nie ma w tym nic dziwnego, że Anna Rydzewska i Tomasz Szrama próbują wzajemnie zwalać winę na siebie

- opowiada.

Postępowanie od 2011 r. do 2015 r., toczyło się poza urzędem miejskim. W tym czasie starosta obornicki wydał pozwolenie na budowę przy spełnieniu warunków po pozytywnej ocenie RDOŚ-u i Lasów Państwowych oraz innych instytucji. W 2015 r. inwestor przystąpił do budowy.

- To dość zabawne, że prawicowe media próbują przedstawić sprawę jako spisek Platformy i PSL.

Powiatem od lat rządzą starosta Adam Olejnik z PO i jego zastępca Andrzej Okpisz z PiS

- kontynuuje nasz rozmówca.

Przyrodnicy i ekolodzy
Budowa zamku w Stobnicy jest wielowątkowa, ale największe wątpliwości budzi współpraca inwestorów - rodziny Nowaków z pracownikami Uniwersytetu Przyrodniczego m. in: prof. Piotrem Tryjanowskim, dr Aleksandrą Kraśkiewicz, Jackiem Więckowskim, którzy od lat są opiekunami wilków w Stobnicy. Ich znajomość rozpoczęła się przynajmniej osiem lat temu, kiedy teren inwestycji należał już do Nowaków. Do tej współpracy dołączył potem Borys Kala z Polskiego Towarzystwa Ochrony Przyrody Salamandra i Rafał Kurek z Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

Najwięcej kontrowersji wzbudza postać profesora Piotra Tryjanowskiego. To osoba znana szerokiemu gronu ekologów i przyrodników z całej Polski. Prof. Tryjanowski przez wielu jest uznany za autorytet w dziedzinie ochrony przyrody i ornitologii. Od 2009 roku jest szefem Instytutu Zoologii i Zakładu Zoologii na Uniwersytecie Przyrodniczym, był także szefem Stacji Doświadczalnej w Stobnicy, która dziś już także należy do rodziny Nowaków (Uniwersytet Przyrodniczy w 2016 roku sprzedał grunty firmie D. J. T. za 691 tys. zł.). Zasłynął przede wszystkim z gorącej obrony Puszczy Białowieskiej przed wycinką, zajmuje się ochroną ptaków. Ale jednocześnie jest on jednym z twórców raportu oddziaływania na środowisko przygotowany dla inwestora w 2014 roku na wniosek Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska. Oprócz niego autorami raportu byli: ornitolog dr Tadeusz Mizera, dr Jan Mazurkiewicz, dr Aleksandra Kraśkiewicz, Jacek Więckowski i dr Katarzyna Krupa.

Nie był to zresztą pierwszy raport przygotowany przez Tryjanowskiego. Już wcześniej profesor przygotowywał podobne opracowania dla inwestorów zajmujących się stawianiem farm wiatrowych także w Wielkopolsce.

Kontrowersyjne w tej sprawie jest to, że prof. Tryjanowski, jak i inni pracownicy Uniwersytetu Przyrodniczego przed sporządzeniem raportu oddziaływania na środowisko w 2011 roku przygotowali prognozę oddziaływania na środowisko projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, na podstawie której rada miejska w Obornikach uchwaliła miejscowy plan pod inwestycję rodziny Nowaków. Na tym współpraca z Nowakami się nie zakończyła.

Prof. Tryjanowski, jak i pozostali przyrodnicy zasiadają w radzie nadzorczej fundacji Fauna Polski, której członkiem jest nie kto inny a Paweł Nowak - ojciec aktualnie występujących inwestorów z firmy D. J. T. - Dymitra i Tymoteusza Nowaków. Fundacja Fauna Polski powstała w 2017 roku, czyli kiedy zamek w Stobnicy już piętrzył się w górę. Fundacja zarejestrowana jest pod tym samym adresem, gdzie do tej pory działała Stacja Doświadczalna UP, czyli na gruncie Nowaków.

Jaki jest jej cel? Pomoc dużym drapieżnikom.

- W przyszłości Fundacja Fauna Polski chce na tym terenie prowadzić Wilczy Park. Plany jego powstania były na długo przed budową zamku. Zwierzęta nawet dziś podchodzą pod płot inwestycji. Chcemy w ten sposób obalić mity dotyczące drapieżnych zwierząt. Zwierzęta do Parku chcemy pozyskać z Wilczych Parków, które już funkcjonują na terenie Europy - opowiada prof. Piotr Tryjanowski.

Prof. Tryjanowski nie widzi problemu w tym, że najpierw sporządził prognozę oddziaływania na środowisko projektu miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, następnie przygotował raport oddziaływania na środowisko dla inwestorów braci Nowaków, a dziś z ich ojcem współpracuje w fundacji Fauna Polski.

- Gdybyśmy za działalność fundacji pobierali jakiekolwiek wynagrodzenie, to wtedy mogłoby budzić to wątpliwości.

A tego nie robimy. Statut naszej fundacji głosi, że pomagamy dużym zwierzętom, które występują na tym obszarze. Tworzą ją przyrodnicy - mówi prof. Tryjanowski.

Nie chciał jednak komentować, że oprócz przyrodników w fundacji jest także biznesmen i były polityk. Tym drugim jest były poznański radny z ramienia PiS, a następnie niezrzeszony oraz były wiceprezes Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Poznaniu.

K. Mączkowski od lat kojarzony jest z ruchem ekologicznym - jest między innymi koordynatorem Społecznego Obserwatorium Środowiska. „Urodził się w Wolsztynie w 1970 r. i z tematyką ochrony środowiska jest związany od 1982 r., gdy jako 12-latek zaczął interesować się sprawami ekologii. Z tematyką ekologiczną związany zawodowo od 1993 r.” - czytamy w jego biogramie. Prezesem Fauny Polski został w ubiegłym roku.

Dziś zarzeka się, że nie miał pojęcia co powstaje obok działki, którą od uczelni kupiła spółka D.J.T., twierdzi, iż jest tym faktem zaskoczony. K. Mączkowski, po burzy jako wybuchła w związku z budową zamku przyznaje, że nie wie czy dalsza działalność fundacji ma jeszcze sens.

Nie tylko Krzysztof Mączkowski twierdzi, że nie wiedział o powstającej inwestycji, która jest olbrzymich rozmiarów. W podobnym tonie wypowiadają się inni członkowie fundacji Fauna Polski.

Niektórzy podkreślają, że nigdy żadnych ekspertyz dla inwestorów nie przygotowywali.

- Nie wiem kto był inicjatorem założenia fundacji. Zostałem zaproszony do udziału w radzie w momencie, gdy pomysł utworzenia Fundacji i ogólny zarys jej działalności, były już gotowe. Wraz z zaproszeniem otrzymałem informację, iż UP sprzedaje teren Stacji Doświadczalnej więc sytuacja była krytyczna - kontynuacja działalności tego wyjątkowego miejsca była skrajnie zagrożona. Fundacja to była wtedy jedyna szansa utrzymania pierwotnej działalności Stacji oraz kontynuowania tradycji i realizacji pomysłów zapoczątkowanych przez wybitnych polskich zoologów - prof Graczyka, prof. Bereszyńskiego - tłumaczy w rozmowie z „Głosem” Rafał Kurek, sekretarz Pracowni na rzecz Wszystkich Istot.

On, wraz z innymi przyrodnikami dziś deklaruje, że złożył rezygnację z działalności w fundacji Fauna Polski.

- Celem mojego udziału w radzie było merytoryczne wspieranie działań dla zachowania i rozwoju stacji edukacyjnej - podkreśla. -Aktualnie bezpodstawne stawianie równości pomiędzy działalnością Fundacji a budową „zamku” oznacza tak naprawdę definitywny koniec tego wyjątkowego w skali kraju miejsca. Stacja edukacji w tym miejscu nie ma racji bytu, bo już zawsze będzie kojarzona ze skandalem medialnym a nie czterdziestoma latami historii i jej bezcennym wkładem w edukację polskich przyrodników.

Rafał Kurek podkreśla, że na spotkaniach rady, w których uczestniczył też Paweł Nowak nie padło choćby słowo o inwestycji.

- Wyraźnie było widać, że unika rozmowy na ten temat - mówi Kurek. - O inwestycji wiedziałem tyle co wszystkie osoby postronne, czyli praktycznie nic. Jako członkowie rady zaś nie pytaliśmy pana Nowaka o konkrety, bo budowa „zamku” nigdy nie była związana z fundacją. Nie byłem członkiem żadnego zespołu i nigdy nie opracowywałem ekspertyz środowiskowych czy innych dokumentów związanych z budową „zamku”, te dokumenty powstawały przed moim udziałem w Radzie Fundacji.

Nie chcą komentować
Chociaż wśród internautów to wątek współpracy ekologów z inwestorem wzbudza największe emocje, niewielu przyrodników i ekologów chce komentować zarówno samą budowę zamku w Puszczy Noteckiej, jak i współpracę naukowców z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu z inwestorem - Pawłem Nowakiem.

- Każda inwestycja lokowana na terenach potencjalnie cennych przyrodniczo powinna być obwarowana koniecznością opracowania wszystkich raportów oddziaływania na środowisko. Nie znam treści raportu dotyczącego tej inwestycji, ale prof. Tryjanowski, który ją m.in. przygotował to znany autorytet - mówi prof. Rafał Kowalczyk z Instytutu PAN, który był wraz z prof. Tryjanowskim jednym z sygnatariuszy listu w obronie Białowieży.

Przyznaje jednak, że takie obiekty nie powinny powstawać w takim miejscu. Pytany o to, czy to moralne by prof. Tryjanowski przygotowywał raport dla inwestora, a następnie wraz z nim zasiadał w jednej fundacji - nie chce odpowiadać.

W podobnym tonie wypowiada się Andrzej Kepel z Salamandry:
- Dużo gorsze obiekty powstają w dużo bardziej cennych przyrodniczo miejscach. O tym jak to wpłynie na krajobraz nie chcemy się wypowiadać, ponieważ jesteśmy przyrodnikami, a nie specjalistami od architektury. Z pewnością ten zamek nie zachwyca.

Z kolei Greenpeace Polska zaznacza, że budowa zamku w Puszczy Noteckiej, na obszarze chronionym nie powinna mieć miejsca.

- Kwestie przyrodnicze przy każdej inwestycji powinny być najważniejsze. W tym przypadku tylko ponowna ocena oddziaływania na środowisko da potwierdzenie, czy faktycznie nie doszło tam do naruszeń - mówi Marek Józefiak z Greenpeace Polska. - Budowa tego zamku to symbol słabości państwa polskiego i przepisów, które umożliwiły powstanie tej inwestycji.

Jednocześnie Józefiak poinformował, że Greenpeace Polska wysłał apel o interwencję w tej sprawie do premiera Mateusza Morawieckiego.

- Chcemy poprawy przepisów dotyczących planowania przestrzennego. Mechanizm, który pozwolił na postawienie tego zamku, pozwalać może przecież na powstawanie podobnych obiektów w innych, cennych przyrodniczo miejscach w Polsce.

Zwłaszcza, że ten przypadek pokazuje, że inwestor często występuje w podwójnej roli. To on wybiera wykonawcę raportu oddziaływania na środowisko i to on ten raport zleca. To pole do dużych nadużyć - mówi Józefiak.

W pozostałej części artykułu przeczytasz:

  • - skąd wzięła się spółka D.J.T.?
  • - co o wielkiej budowli mówią urzędnicy?
  • - jaką rolę odegrali naukowcy z Uniwersytetu Przyrodniczego?

 

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Danielewicz, Błażej Dąbkowski, Norbert Kowalski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.