Zalania, dziury i błoto to codzienność. Jak się żyje na najgorszych ulicach w Poznaniu?

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Nicole Młodziejewska

Zalania, dziury i błoto to codzienność. Jak się żyje na najgorszych ulicach w Poznaniu?

Nicole Młodziejewska

Piach, błoto, kałuże i dziura na dziurze - to obraz ulic, na które skarżą się mieszkańcy Poznania. Od lat ich auta grzęzną w błocie, zawieszenia się psują, a buty i nogawki spodni brudzą przy każdym wyjściu z domu. Niektóre z ulic czekają na remont już... kilkadziesiąt lat.

- Jesteśmy mieszkańcami Poznania. Tutaj płacimy podatki. A nasze ulice wyglądają gorzej niż drogi w środku Puszczy Noteckiej. Aż wstyd, że to jest nadal Poznań

- skarży się pani Ewa.

Ulice, na które narzekają mieszkańcy, znajdują się głównie na Podolanach, Szczepankowie, Morasku i Umultowie. Problemem są nie tylko drogi gruntowe, które po opadach deszczu zamieniają się w błoto, ale także ulice, które mimo że są wyłożone asfaltem lub kostką, stały się zmorą mieszkańców. Często dziurawe, łatane na szybko lub zaprojektowane w nieprzemyślany sposób stanowią zagrożenie dla kierowców i pieszych oraz dla znajdujących się przy nich posesji.

Pół wieku czekania na asfalt to za mało?

Podolany, ulica Marii Wicherkiewicz. Ma nieco ponad pół kilometra długości. Z jednej strony krzyżuje się z ul. Omańkowską, która pokryta jest asfaltem, a z drugiej z także utwardzoną ul. Straży Ludowej. A jak wygląda ulica Wicherkiewicz?

Na miejsce przyjechaliśmy we wtorek. Już na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że drogi praktycznie nie ma tu wcale. Zamiast niej są ogromne dziury. A w każdej z nich zbiera się woda, mimo że ostatnie opady deszczu miały miejsce w ubiegły czwartek. Z relacji mieszkańców wynika, że taki krajobraz na ul. Wicherkiewicz to codzienność. I to od lat.

- Nic tu się nie zmienia. Pół wieku temu mój dziadek budował dom przy tej ulicy. Dom nadal stoi, a dziury jak były, tak są. Kiedyś zrobiono tutaj asfalt. Ale dwa lata później była zakładana kanalizacja i wtedy cały asfalt został zburzony. Od tamtej pory jest, jak jest

- relacjonuje pani Ewa, która przy ul. Marii Wicherkiewicz mieszka od ponad 40 lat. - Raz na parę miesięcy przejeżdża maszyna do wyrównywania, ale to starcza tylko do pierwszego deszczu. Wtedy pojawiają się nowe dziury, nowe kałuże. Naszym marzeniem jest to, żeby wreszcie powstała tu normalna, przejezdna droga. Ale ile można czekać? Kolejne pół wieku?

Niecały kilometr dalej, po drugiej stronie os. Podolany, znajduje się ul. Nałęczowska. Tam pojawiliśmy się w środę. Droga niczym nie ustępuje ul. Wicherkiewicz. Poranne słońce odbija się w licznych kałużach, które wypełniają głębokie dziury. Między nimi znajduje się spora warstwa błota.

Drogę pokazują nam dwaj mieszkańcy - Dariusz Wiórek, który na Podolanach mieszka od 30 lat i jego sąsiad, pan Maciej. Kiedy rozmawiamy, obok nas przez kałuże przeskakuje młoda kobieta na obcasach.

- Mam niskie auto, które nie jest w stanie tu przejechać, dlatego wszędzie chodzę pieszo. Ale trzeba przyznać, że ta ulica to męka. Całe szczęście, że niedługo się stąd wyprowadzam - mówi w pośpiechu pani Weronika.

Chwilę później pojawia się pan Tadeusz, który na nogach ma... gumowce. Przy ul. Nałęczowskiej zaczął mieszkać jeszcze w latach 60.

- Od tego czasu nic się tu nie zmienia. Dlatego, żeby już się nie denerwować, za każdym razem, gdy gdzieś wychodzę, ubieram gumowce

- wyjaśnia pan Tadeusz i pyta retorycznie: - Ile razy dziennie można omijać coraz to nowe dziury, kałuże i góry błota? Co innego można na to poradzić, skoro ani ZDM, ani miasto nie chcą pomóc?

Z podobnym problemem i bezradnością ze strony miasta mierzą się mieszkańcy ul. Kaczmarka.

- Jeszcze jakiś czas temu były plany, żeby naprawić tę drogę. Ale później, jak się okazało, została ona wykreślona z planów ZDM. Do dziś nie wiemy dlaczego

- tłumaczy Marek Szczepański, mieszkaniec ulicy.

- Rada osiedla przekonuje nas, że projekt ulicy jest gotowy. Co z tego, skoro nic nie robią? Tłumaczą nam tylko, że miasto nie ma na to pieniędzy i proponują, żeby mieszkańcy się dołożyli. Tu też pojawia się problem, ponieważ część domów na tej ulicy jest wynajmowana i wynajmujący nie chcą się składać - kontynuuje.

Barbara Dudzińska z Rady Osiedla Podolany przyznaje, że głównym problemem osiedla jest brak pieniędzy.

- Nam też zależy, żeby te drogi były w dobrym stanie. Dostaliśmy 60 tys. zł i z tego udało nam się wyremontować jedynie fragment ul. Kaczmarka. Żeby ją dokończyć, potrzebujemy jeszcze ponad 1 mln zł - przekonuje Barbara Dudzińska.

Jednocześnie dodaje, że na niektóre ulice są już gotowe projekty.

- Wciąż brakuje nam pieniędzy, żeby je zrealizować. Mamy koncepcje na ul. Druskiennicką, Jasielską, Zakopiańską. W przypadku ul. Wicherkiewicz, która jest jedną z najgorszych, potrzebujemy ok. 6 mln zł. Rada osiedla stara się jak może, składamy wnioski, bierzemy udział w Poznańskim Budżecie Obywatelskim, z którego np. udało nam się uzyskać pieniądze na remont ul. Dukielskiej. W jej przypadku czekamy na ogłoszenie przetargu. Próbujemy jakoś to pogodzić - mówi.

I dodaje: - W pierwszej kolejności przeznaczamy pieniądze na te ulice, które prowadzą do szkół, przedszkoli, na przystanki.

Natomiast ZDM utrzymuje, że w najbliższym czasie planowane są prace na Podolanach.

- Dla ul. Kaczmarka został przygotowany projekt budowy. Prace mają rozpocząć się jeszcze w tym roku i będą prowadzone od skrzyżowania z ul. Drwęskiego

- zapowiada Agata Kaniewska, rzecznik ZDM.

Urzędnicy przekonują, że remontowana będzie także ul. Dukielska. W tym przypadku inwestorem zastępczym jest Aquanet.

Oprócz dróg gruntowych problemem są także ulice, które mają już twardą nawierzchnię. Przykładem jest ul. Tyska - jedna z najkrótszych ulic na Podolanach w kształcie litery „L”. Mieszka na niej 9 rodzin. Ulica jest wykonana tak, że przy obfitych opadach deszczu woda spływa z dwóch jej końców do środka, przez co powstaje kałuża sięgająca płotów posesji.

- Tworzy się wielkie jezioro, przez które nie da się przejść. To nie jest kwestia dużego kroku, czy przeskoczenia kałuży. Tu po prostu trzeba zanurzyć buty i nogawki w wodzie, żeby można było się stąd wydostać. Nie ma tu żadnych studzienek, które mogłyby odprowadzać tę wodę - skarży się Dariusz Wiórek.

Ul. Tyska nie jest jedyną utwardzoną, a jednocześnie zalewaną, drogą na Podolanach. „Jezioro” można znaleźć też na ul. Czorsztyńskiej.

- Po deszczu woda z okolicznych ulic ścieka na ul. Czorsztyńską od strony Krynickiej. ZDM pisał kiedyś, że to najniższy punkt w tej okolicy. Woda stoi tu długo i wlewa się na niektóre działki. U jednej z sąsiadek zalało kiedyś piwnicę, a woda wybiła z podłogi do domu. To nie jest normalne - grzmi pan Edward.

- Co do ul. Czorsztyńskiej - prowadzone są prace, których celem jest umożliwienie budowy nowych kanalizacji w rejonie zlewni Bogdanki (w tym także dla ulicy Czorsztyńskiej) - wyjaśnia z kolei Agata Kaniewska i dodaje: - Wraz z Radą Osiedla Podolany zamierzamy wyremontować chodnik na ul. Czorsztyńskiej.

Z relacji mieszkańców wynika, że słabym punktem Podolan są nie tylko stare ulice. Niektóre z wyremontowanych już dróg również sprawiają kłopot. A przyczyną jest sposób ich wykonania.

- One wyglądają jak praca studenta na zaliczenie, której i tak nie zaliczył

- komentuje Marek Szczepański.

- Często po remontach ulice są zwężane. Przez to z drogi, na której spokojnie mogły mijać się dwa samochody, robi się droga z szerokością tylko na jeden - dodaje pan Marek. Ponadto podkreśla, że często przy takich ulicach nie ma chodnika, a z boku zaparkowane są samochody. - Tak jest np. na ul. Rugego. Auta wtedy jeżdżą ludziom po palcach. Moja 15-letnia córka boi się iść tędy na przystanek. Nie wspominając już o matkach, które z wózkami idą tędy do żłobka - mówi.

Na źle wykonaną drogę skarży się także pani Natalia. Ul. Pajzderskiego, przy której mieszka, została niedawno wyremontowana. Z dwóch stron, przy płotach posesji, droga została wyłożona jasną kostką. Pomiędzy znalazł się wąski pas z płyt ażurowych, którego zadaniem było przepuszczanie wody. Jednak przy pierwszych deszczach okazało się, że nie zdaje to egzaminu.

- Przed domem mam jezioro. Dochodziło już do takich sytuacji, że musiałam rozmawiać z listonoszem przez okno i prosić go, by przyszedł za kilka dni, bo nie miał jak dostać się do mnie do domu i przekazać korespondencji

- wspomina pani Natalia.

Jak wyglądają najgorsze ulice na Szczepankowie, Morasku i Umultowie? Kiedy ZDM zamierza coś z nimi zrobić? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 36% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Nicole Młodziejewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.