Zakręcona Zuzia i jej magiczna kawiarnia, która jest najskuteczniejszym lekarstwem

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Banaś
Paulina Padzik

Zakręcona Zuzia i jej magiczna kawiarnia, która jest najskuteczniejszym lekarstwem

Paulina Padzik

Borelioza, choroba Crohna, Hashimoto... Lista jej chorób jest długa. Ale nie o choroby w tej historii chodzi, a o to, by żyć pięknie mimo nich. A dla Zuzi najpiękniejsze jest pieczenie. Dla innych

Zakręcona Kawiarenka na krakowskim Kazimierzu. - Zawsze chciałam mieć lokal nie w centrum, tylko na uboczu, żeby było zacisznie i przytulnie - mówi Zuzia. W środku kilka stolików - przy jednym stoi wielka, narożna kanapa. Wysiedziana, jak w domu. Na pianinie kartka: „Umiesz zagrać? Zagraj!”. Klienci czasem dają minikoncerty.

Za przeszkloną ladą ciasta, ciasteczka, babeczki i bułki. Wszystko wypiekane przez Zuzię. Ściany kawiarni zdobią jej dyplomy za udział w szkoleniach cukierniczych. Na ścianie ogromne portretowe zdjęcie Zuzi z kotką, którą przygarnęła jej rodzina. - W domu wisiało w centralnym miejscu. Teraz to jest dom, więc przenieśliśmy zdjęcie tutaj - opowiada mama Zuzi. Obie z córką noszą szare fartuchy w różowe kropki. Tata zakłada okazyjnie.

Traf chciał, że kawiarnia - przeznaczona także dla osób chorych - stanęła tuż koło szpitala zakonu bonifratrów. Na Zuzię, właścicielkę, też spadły choroby: celiakia, borelioza, bartonella, yersinioza, insulinooporność, Hashimoto, choroba Crohna, reumatoidalne zapalenie stawów... 22-latka może powiedzieć, że prowadzi kawiarnię dla takich jak ona.

Zuzia piecze od piątej rano. Chyba że choroba nie pozwala jej nawet wymieszać ciasta. Ale to kawiarnia, tak uważa, trzyma ją przy życiu

Do Krakowa trafiła ze Szczecina. Rodzice sprzedali mieszkanie i razem z nią przeprowadzili się na krakowski Kazimierz. Dziś pomagają w prowadzeniu kawiarni. Tata pracuje na zmywaku (bo za bardzo zagaduje klientów), mama parzy kawę i obsługuje kasę.

Zuzia piecze od 5 rano

Zuzia piecze, ale bywają dni, że nie ma tyle siły, żeby wymieszać ciasto. To wtedy, kiedy pojawiają się toksyny wydzielane przez bakterie boreliozy i mięśnie bardzo słabną. W te dni pojawia się myśl, jak to będzie dalej, skoro już teraz Zuzia jest tak słaba. Na razie wystarcza motywacja.

- Kawiarnia to jedyne, co mnie trzyma przy życiu - mówi Zuzia Jankiewicz.

A to życie od początku jej nie rozpieszczało. Gdy miała pięć lat, często bolały ją stawy, głowa, brzuch. W szpitalu spędziła pół roku, lekarze szukali przyczyny. - Było przypuszczenie, że to borelioza - mówi Zuzia. Ale lekarze wykluczyli tę opcję. Podali sterydy i wypuścili do domu. Być może, gdyby wtedy postawili prawidłową diagnozę, Zuzia nie przeszłaby później przez piekło.

Czytaj więcej i dowiedz się: 

  • co zmotywowało Zuzię do rozpoczęcia przygody z wypiekami?
  • jak choroba wpływa na pracę Zuzi - i to niezwykle pozytywnie? 
Pozostało jeszcze 75% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paulina Padzik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.