Z pomocą Putina Trump chce pokonać ISIS

Czytaj dalej
Fot. Richard Drew
Kazimierz Sikorski

Z pomocą Putina Trump chce pokonać ISIS

Kazimierz Sikorski

Prezydent elekt USA jest już po pierwszej rozmowie telefonicznej z rosyjskim liderem. A za plecami Trumpa trwa zacięta walka o stanowiska.

Zniszczenie Państwa Islamskiego było jednym z haseł wyborczych Donalda Trumpa. Po wyborach nie chciał mówić, jak chce tego dokonać. Wydaje się jednak, że bardzo liczy na pomoc Rosji i o tym m.in. rozmawiał podczas swojej pierwszej telefonicznej rozmowy z prezydentem Władimirem Putinem.

Jak podały służby prasowe Kremla, amerykański prezydent elekt i rosyjski lider Władimir Putin byli zgodni co do tego, że powinni zrobić wszystko, by zdusić Państwo Islamskie. Obaj politycy zgodzili się też co do wzmocnienia wysiłków w walce z międzynarodowym terroryzmem, mają też kontynuować kontakty telefoniczne i pracować nad przygotowaniem ich spotkania.

Amerykańsko-rosyjskie stosunki są dziś fatalne. USA krytykują Rosję za jej postawę wobec Ukrainy oraz jej działania w Syrii, które mają na celu podtrzymanie rządów dyktatora Baszara al-Asada.

Napięcie podsyca też ucieczka byłego analityka amerykańskich służb specjalnych Edwarda Snowdena, który znalazł schronienie w Rosji.

Rozmowa obu prezydentów miała miejsce tuż po oświadczeniu jednego z wysokich dowódców ISIS Abu Omara Khorasaniego, który nazwał Trumpa „kompletnym maniakiem”, który wspiera terrorystyczne grupy. Zdaniem terrorysty, który ma swoją bazę w Afganistanie, po niespodziewanej wygranej Trumpa w wyborach prezydenckich do ISIS napłyną teraz nowi ochotnicy przede wszystkim z krajów zachodnich i siła organizacji ulegnie wzmocnieniu.

Khorasani powiedział Agencji Reutera o Trumpie tak: „Ten facet to kompletny maniak. Jego nienawiść do muzułmanów przyciągnie do nas nowych bojowników”.

Ważniejsze jest jednak w tej chwili to, co się dzieje w otoczeniu Trumpa, które - jak donosi amerykańska prasa - walczy zażarcie o wypływy i stanowiska. Najbardziej zacięty bój ma się toczyć o posadę sekretarza stanu między Reince’em Priebusem a Stephenem Bannonem.

Na dodatek sam Trump po rozmowie z Barackiem Obamą miał być zdziwiony ogromem obowiązków, które spadają na barki prezydenta. W otoczeniu miliardera nie ma ludzi doświadczonych w polityce, wiedzą oni tylko, że mają zastąpić ludzi Obamy. Nie wyklucza się, że obecny prezydent będzie musiał poświęcić więcej czasu Trumpowi, by pomóc w zainstalowaniu się jego ekipy w Białym Domu.

A sam miliarder też zaskakuje. Mówi np. o możliwości powierzenia państwowych funkcji swoim dorosłym dzieciom, co byłoby nepotyzmem, i w tym celu domaga się, by sprawdzono je pod kątem dopuszczenia do tajemnic państwowych.

Kazimierz Sikorski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.