Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Marek Długopolski

Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa

Marek Długopolski

- Czuję się zaszczycony, że mogłem przylecieć do Krakowa – zapewnił Albrecht Dürer, jeden z najwybitniejszych przedstawicieli niemieckiego renesansu, a także najznamienitszy obywatel Norymbergi. Artysta zatrzymał się, zresztą jakże mogłoby być inaczej, w gościnnych progach krakowskiego Domu Norymberskiego. Niemożliwe? W XXI wieku wszystko jest możliwe!

Jak Adalbert z Ajtos stał się Albrechtem Dürerem

Zacny mistrz, który na chwilę wpadł do Krakowa, nie tylko uświetnił postpandemiczne otwarcie lotnicze między Krakowem a Norymbergą, ale także został naszym przewodnikiem po niezwykłych losach rodziny oraz ukochanej Norymbergi. Nim jednak ruszymy w niespieszny spacer po malowniczych zaułkach i burzliwej historii Dürerstadt, poznajmy wpierw jego samego.

Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa
Marek Długopolski Albrecht był wszechstronnie uzdolniony. Ojciec zaczął go więc przysposabiać do złotniczego fachu. Przykładem niezwykłych zdolności, a zarazem rodzącego się samouwielbienia, jest jego autoportret, pięknie ołówkiem wyrysowany. Widzimy na nim młodego, nieco pucołowatego młodzieńca.

Ojciec Albrechta - również Albrecht – przyszedł na świat na węgierskiej ziemi, w miejscowości Ajtos. Długie lata znano go tam jako Adalberta. Gdy miał kilkanaście lat ruszył w czeladniczą wędrówkę po Europie, by zostać mistrzem w złotniczym fachu. Tak trafił do Norymbergi, po raz pierwszy w 1444 r., a po raz kolejny w 1455 r.

– Przybywając do Norymbergi od razu przetłumaczył ajtos, co po węgiersku oznaczało drzwi, na niemiecki türer. I tak oto Adalbert z Ajtos stał się Albrechtem Türerem, a później Dürerem. Po latach rodzinne „drzwi” trafiły również do rodowego herbu – przypomniał artysta w Krakowie.

Albrecht ojciec był utalentowanym młodzieńcem, ale miał też sporo szczęścia. Nie tylko trafił do warsztatu złotniczego Hieronymusa Holpera, ale także ożenił się z jego 15-letnią córką. Stało się to w 1467 r. Czy był to udany związek? Patrząc na liczbę dzieci – tak. Wspomnieć trzeba w tym miejscu, że Albrecht junior przyszedł na świat 21 maja 1471 r., jako trzecie dziecko z… osiemnaściorga, które powiła Barbara.

Już od najmłodszych lat widać było, że Albrecht jest wszechstronnie uzdolniony. Ojciec zaczął go więc przysposabiać do złotniczego fachu. Szybko się jednak okazało, że dla syna to było za mało. Poszukiwał nowych wyzwań, czegoś odmiennego. Przykładem niezwykłych zdolności, a zarazem rodzącego się samouwielbienia, jest jego autoportret, pięknie ołówkiem wyrysowany. Widzimy na nim młodego, nieco pucołowatego młodzieńca. – To fantastyczny rysunek. Albrecht, gdy go kreślił, miał zaledwie 13 lat – zaznaczył w Krakowie norymberski artysta, prezentując kopię tego dzieła. Oryginał do obejrzenia w wiedeńskiej Albertinie.

- Pasjonowało mnie malarstwo. Przez kilka lat terminowałem u norymberskiego mistrza Michaela Wolgemuta – przyznał szacowny gość. Gdy jednak okazało się, że uczeń przerósł mistrza, Albrecht w 1490 r. ruszył w kilkuletnią czeladniczą podróż. Na jego ścieżce znalazły się pracownie mistrzów m.in. w Nadrenii i Alzacji, ale też w Bazylei i Strasburgu.

Na początku 1494 r. został wezwany do rodzinnej Norymbergi, zapewne po to, by dopełnić uzgodnionego przez ojca ożenku. Jego „wybranką” została – jak wspominali ówcześni – młoda, bo lat wtedy miała 15, piękna, ale przede wszystkim bardzo zamożna Agnes Frey, córka norymberskiego patrycjusza. I było to, jak później się okazało, małżeństwo bardziej z rozsądku, niż z miłości. Małżonkowie byli razem, ale jednak żyli osobno. Czy żywili do siebie głębsze uczucia – chyba raczej nie, choć trudno to z perspektywy lat ocenić.

Renesans „puka” do drzwi Dürera

Jeszcze tego samego roku, a więc w 1494 r. Albrechta widzimy w Wenecji. Terminuje, uczy się, poznaje nowe artystyczne trendy, zjawiska, techniki, barwy… Odkrywa przed sobą nowy wspaniały artystyczny obraz świata, już nie średniowieczny jego porządek, a niezwykłe wczesnorenesansowe oblicze.

Wraca do Norymbergi i usamodzielnia się – jak donoszą kroniki - w 1497 r. Maluje, rzeźbi oraz rysuje. Z tego okresu pochodzi m.in. wspaniały „Chrystus na krzyżu”. To również czas, w którym na poważnie zaczyna interesować się drzeworytnictwem i miedziorytnictwem. Spod jego ręki wychodzi m.in. „najwybitniejszy cykl grafik” ówczesnej Europy, czyli kilkanaście sztychów zatytułowanych „Apocalypsis cum figuris” (można rzec, że były to jednocześnie rozważania o końcu świata mającym nadejść w 1500 r.), a przecież nie da się zapomnieć o wspaniałym „Adamie i Ewie”. Eksperci zajmujący się twórczością norymberskiego mistrza przypominają, że pierwszy datowany sztych pochodzi z 1497 r. Czy były wcześniejsze? Pewnie tak, ale nic o nich nie wiemy.

W 1505 r. znowu rusza na południe, m.in. do Wenecji… Tworzy tam wspaniałe „Święto Różańcowe”. Obrazem tym zyskał nie tylko rozgłos, ale także renomę. Świadczy o tym najlepiej fakt, że rajcy miejscy - niezbyt przecież skłonni do uszczuplania swoich dochodów – zaproponowali na jego utrzymanie w Wenecji aż 200 dukatów. Nie skusił się jednak, wybrał rodzinną Norymbergę.

Wtedy był już wziętym artystą, znanym i cenionym. Nie narzekał również na brak dochodów. Po powrocie powstają m.in. „Adam i Ewa w raju”, niezwykłe „Wniebowzięcie Najświętszej Marii Panny”, cykl cesarskich portretów dla Norymbergii, a także słynna „Adoracja Trójcy Świętej”… I jakby tego było jeszcze mało, tworzy wspaniałą serię ksylografów – „Małą pasję”, „Dużą pasję” oraz „Żywot Marii”. Od tego czasu, tj. od 1512 roku w twórczości Durera przeważają drzeworyty i miedzioryty.

„Rycerz, śmierć i diabeł”, „Św. Hieronim w pracowni”, „Melancholia I”, „Św. Eustachy”… - to jedne z najsłynniejszych sztychów mistrza z Norymbergi. Do dzieł tych można również dodać poruszający rysunek matki artysty, który Albrecht wykonał tuż przed jej śmiercią.

Wielki artysta i wzięty przedsiębiorca

Albrecht Dürer był pierwszym artystą – jak twierdzą znawcy sztuki - który nadał drzeworytom „rangę samodzielnego dzieła”. Ceniono jego perfekcyjną technikę, maestrię w cyzelowaniu detali, a także mistrzostwo w operowaniu światłem. Stał się znany i ceniony w rodzinnej Norymberdze, ale także w całej ówczesnej Europie.

Jednak Dürer był nie tylko świetnym malarzem i doskonałym rytownikiem, ale także teoretykiem sztuki. Spod jego pióra wyszło m.in. „Pouczenie o mierzeniu cyrklem i linią”, a także „Pouczenie o umacnianiu miast, zamków i wsi”. To według jego wskazań włodarze Ulm mieli przebudować mury obronne miasta.

Okazało się też, że był także wziętym przedsiębiorcą, dbającym o swoje dochody. Było to o tyle łatwe, że jego twórczość cenili cesarze, królowie, książęta kościoła, także najwybitniejsi humaniści i reformatorzy epoki. Niezwykłe grafiki, odbijane w licznych kopiach, trafiały zaś pod „strzechy” zamożnych mieszczan i patrycjuszy. To przysporzyło mu sławy, oczywiście zleceń, ale także tych, którzy zarabiali na nielegalnym kopiowaniu jego dzieł…

Mistrz, jak skrzętnie wyliczono, pozostawił po sobie około 1000 rysunków, ponad 250 drzeworytów i 100 miedziorytów, a także 70 obrazów. Conrad Celtis, jeden z najbardziej znanych niemieckich humanistów i poetów, do którego „Quattuor libri amorum” – dzieła ofiarowanego cesarzowi Maksymilianowi I - Dürer zrobił urocze ryciny nazwał go Germaniae Apelles, uznając tym samym za największego niemieckiego malarza, równego talentem starożytnemu Apellesowi z Kolofonu.

Wspomnieć wypada, że mistrz Albrecht tak utożsamiał się z miejscem, z którego pochodził, że swoje dzieła często sygnował nie tylko inicjałami, ale także słowem „Noricum”, czyli łacińską nazwę Norymbergi.

I tak to w Krakowie toczyła się opowieść o niezwykłym świecie norymberskiego mistrza sprzed wieków.

Dürer na dworze króla Zygmunta

Czy wybitny artysta niemieckiego renesansu bywał w ówczesnej stolicy Polski? A może to jego pierwsza wizyta w grodzie Kraka? – Niestety, Albrechtowi nie udało się dotrzeć do Krakowa, ale jego bratu już tak. Hans został nawet nadwornym artystą króla Zygmunta I Starego – przypomniała Marzena Belz-Wasalski z Nuremberg Convention and Tourist Office.

- Gdyby wtedy istniało połączenie lotnicze między naszymi miastami, pewnie często by tutaj bywał – dodała z uśmiechem Silvia Arai Hoffmann z Airport Nurnberg, portu lotniczego noszącego imię Albrechta Dürera. – Tak jak Albrecht przybył dzisiaj do Krakowa, tak my zapraszamy Małopolan i krakowian do Norymbergi. Rozpoczęliśmy tę podróż, by lepiej poznać krakowian. Liczymy, że i krakowianie zachcą nas odwiedzić i poznać.

Od marca, kiedy to loty z Norymbergi do Krakowa zostały wznowione, Ryanair zaprasza na pokłady swoich samolotów trzy razy w tygodniu.

- Cieszę się, że do naszej siatki powróciło połączenie z Norymbergą. To znak, że Kraków i Małopolska wciąż pozostają atrakcyjnym miejscem dla turystów. Jest to również szansa na szybkie odbudowanie kontaktów gospodarczych po okresie pandemii – zaznaczył Radosław Włoszek, prezes Zarządu Kraków Airport.

Przypomniał też o innej, niezwykłej i mało znanej współpracy między obydwoma portami lotniczymi. – Przy tej okazji chciałem podziękować wszystkim tym, którzy pomagali nam podczas exodusu Ukraińców z ogarniętych wojną terenów. I w Krakowie, i w Norymberdze. Choć nie było to dla wszystkich zauważalne, ale była to wielka pomoc. Raz jeszcze dziękuję za to.

Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa
123rf - Norymberga to arcyciekawe połączenie dawnego średniowiecznego miasta, a właściwie tego, co z niego odbudowano, z czymś co jest na wskroś nowoczesne. Cały czas tętni życiem, pulsuje niezwykłymi rytmami, kusi smakami – mówi Marzena Belz-Wasalski z Nuremberg Convention and Tourist Office

Śladami nie tylko Dürera

Dlaczego warto zajrzeć do Norymbergi? Choćby po to, aby odszukać miejsca, w których żył i tworzył Albrecht Dürer, odnaleźć to, co dotrwało do naszych czasów, mimo dziejowych burz, które nie omijały „środka Europy”, bo i tak zwano miasto nad Pegnitz.

- Norymberga to arcyciekawe połączenie dawnego średniowiecznego miasta, a właściwie tego, co z niego odbudowano, z czymś co jest na wskroś nowoczesne. Cały czas tętni życiem, pulsuje niezwykłymi rytmami, kusi smakami. Odnajdziemy tu również wspaniałe muzea i interesujące dzieła sztuki, nie tylko te związane z Albrechtem Dürerem – zachęca Marzena Belz-Wasalski.

Co więc trzeba obejrzeć w Dürerstadt? Szukając śladów Albrechta Dürera na pewno natkniemy się na poświęcony mu okazały pomnik. A jeśli już będziemy na placu jego imienia, to warto zajrzeć także do Dürerhaus.

W tej malowniczej narożnej kamienicy artysta żył blisko 20 lat. Czy jednak dokładnie w takich warunkach mieszkał i tworzył? Tego nie wiemy, bowiem z tamtych czasów niewiele dotrwało… Może jednak mury szepną nam coś do ucha, gdy wsłuchamy się w ich opowieści, a może posłuchamy Frau Agnes, gdy zechce nam zdradzić parę domowych tajemnic, oprowadzając po swoich włościach.

Warto również zajrzeć na nieodległy Johannisfriedhof, gdzie znajduje się grób artysty. Na tym samym cmentarzu, mającym średniowieczne korzenie, znajduje się także grób Wita Stwosza, twórcy cudownego ołtarza w bazylice Mariackiej w Krakowie.

Zawsze też można ruszyć tropem dürerowskich… zajęcy. Skąd się wzięły w Norymberdze? Tego dowiedzą się wszyscy, którzy zagubią się w zaułkach tego malowniczego miasta.

Nie tylko dom Dürera

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że z czasów Albrechta Dürera w Norymberdze zachowało się całkiem sporo budynków. Jednak to tylko pozory, złudzenie. Zdecydowana ich większość legła bowiem w gruzach 2 stycznia 1945 r., gdy spadły na nie bomby z amerykańskich i brytyjskich samolotów.

Z dawnej, niezwykle bogatej i różnorodnej zabudowy mieszczańskiej dotrwały nieliczne kamienice – dom Piłata, dom Albrechat Dürera, dom Tucherów, Fembohaus (dzisiaj to Muzeum Miejskie), Nassauer Haus…

Norymbergę, tę „starą” wciąż otacza spory fragment murów, ujrzymy też parę baszt. Przy staromiejskim rynku (Hauptmarkt) stoi Ratusz, a w pobliżu blisko dwudziestometrowa studnia – Schoner Brunnen – w kształcie baszty z licznymi rzeźbami.

Będąc w Norymberdze warto obejrzeć również świątynie, a szczególnie ich fasady. Te najstarsze poświęcone są m.in. św. Sebaldowi (1230-1273, tu znajduje się kilka dzieł Wita Stwosza) oraz św. Wawrzyńcowi (XIII-XIV w., też z zespołem rzeźb Wita Stwosza), a także kościołowi Najświętszej Marii Panny (ufundowany przez Karola IV, wznoszony od 1355 do 1361 r.). Przed tę ostatnią świątynię warto wybrać się tuż przed południem. Gdy bowiem wybije godz. 12 ujrzymy, zadzierając nieco głowę, jak siedmiu elektorów składa hołd cesarzowi...

Lochy, piwnice i bunkry sztuki

Podziemna Norymberga również jest godna poznania. Dla wielu będzie to miejsce atrakcyjniejsze niż malownicze uliczki i wąskie zaułki Starego Miasta, czy wspaniały ogród zoologiczny. To w nich wciąż bowiem kryją się tajemnice sprzed wieków, ale też te sprzed kilkudziesięciu lat. Głębokie norymberskie piwnice chroniły przednie trunki – najlepsze wino i piwo – arcydzieła sztuki, ale także uratowały wiele istnień ludzkich.

Od czego najlepiej zacząć? Można od pomnika Albrechta Durera? To stąd powiedzie nas przewodnik w mroczny świat tajemnic Felsengange. Trasę zaś zakończymy zapewne w okolicy jednego z czynnych browarów… Tunele i podziemne kazamaty odnajdziemy także pod wzgórzem zamkowym. Ratusz również kusi podziemnym światem, w którego lochach niejedna dusza odeszła w zaświaty.

Norymberga ma też tzw. bunkry sztuki. I je warto odwiedzić, bo to w nich Niemcy przechowywali zrabowane w całej Europie bezcenne dzieła sztuki. Do nich trafiła również część elementów wywiezionego z Polski ołtarza Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny z bazyliki Mariackiej w Krakowie, jednego z najwspanialszych dzieł późnogotyckiej sztuki rzeźbiarskiej, dłuta Wita Stwosza.

Miłośnicy techniki zapewne zaszyją się na dłużej w Muzeum Inżynierii Historii Komunikacji Miejskiej, a może wybiorą się także do Muzeum Transportu. Kusi również blisko 70 000 dzieł zgromadzonych w Muzeum Zabawek.

Wielbiciele „naj” odnajdą tutaj pierwszy w Europie most łańcuchowy (Kettensteg), najstarszą restaurację w Europie, która serwuje kiełbaski (Zum Gulden Stern), a także most Kata (Henkersteg), u którego wylotu stoi dom kata (Henkerhaus).

Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa
123rf Nie byłoby Norymbergi, gdyby nie było chroniącej ją warowni. Teraz jej mury służą głównie turystom, jako wspaniały punkt widokowy na znajdujące się w dolinie Pegnitz miasto

Zamek jak trzy zamki

Nie byłoby Norymbergi, gdyby nie było chroniącej ją warowni. Teraz jej mury służą głównie turystom, jako wspaniały punkt widokowy na znajdujące się w dolinie Pegnitz miasto.

Niegdyś było zupełnie inaczej. Jest to najpewniej miejsce, gdzie najwcześniej osiedlali się ludzie. Położone wysoko ponad rzeką stanowiło naturalnie obronny, w dodatku łatwy do ufortyfikowania teren. Nic więc dziwnego, że dzisiaj nad miastem góruje nie jedna warownia, a trzy zamki - cesarski, burgrabiego i miejski.

Warto wspomnieć, że Norymberga z mroków dziejów wyłoniła się już w 1050 r. - jako Nuorenberc, czyli Skalista Góra – za sprawą jednego z dokumentów cesarza Henryka III. Szybko wyrosła na jedno z najważniejszych miast na szlakach handlowych zarówno tych wiodących z południa (Włoch) na północ, jak i ze wschodu na zachód. Obdarzona licznymi przywilejami, rozwijała się błyskawicznie. Stała się wolnym miastem Rzeszy, a z Pragą łączyła ją tzw. Złota Droga. O jej znaczeniu świadczyło choćby to, że to na Sejmie w Norymberdze w 1356 roku przyjęto słynną Złotą Bullę Karola IV Luksemburskiego, reformującą ustrój Świętego Cesarstwa Rzymskiego.

W XV i XVI stuleciu miasto przeżywało rozkwit, będąc jednym z najważniejszych centrów niemieckiego renesansu. Opływała w dostatek, cieszyła się bogactwem rzemieślników i kupców, bogaciła na handlu. Znajdował się w niej jeden najważniejszych ośrodków europejskiego wolnomyślicielstwa i… drukarstwa. To przecież tutaj w 1543 r. ukazało się m.in. słynne dzieło Mikołaja Kopernika „De revolutionibus orbium coelestium”. Tu świat ujrzał „In te Domine speravi” Wacława z Szamotuł. W Norymberdze zmarł m.in. Wit Stwosz (zresztą jego dzieje godne są sensacyjnego filmu), a także jego syn Stanisław.

W Norymberdze, o czym warto pamiętać, na świat przyszedł nie kto inny jak Hans Behm. To jego dziełem, będąc już w służbie króla Zygmunta Starego, jest słynny wawelski dzwon „Zygmunt”. Gdy 17 lipca 2021 r. w Krakowie obchodzono 500-lecie jego narodzin – pierwszy raz zabrzmiał 13 lipca 1521 roku – zacnego jubilata pozdrowiły także dzwony Norymbergi. Te ze św. Sebalda i św. Wawrzyńca (16 dzwonów), ze św. Idziego i Najświętszej Marii Panny. W ten sposób złożyły hołd krakowskiemu jubilatowi, a także dziełu mistrza Behma!

Na przestrzeni wieków miasta nie omijały jednak również nieszczęścia - morowe powietrze, powodzie, pożary i wojny. Po XIX-wiecznej zapaści, gdy miasto zbankrutowało, nastąpiło kolejne jego odrodzenie.

Wyprawa mistrza Albrechta Dürera z Norymbergi do Krakowa
123rf Kres wiekowej Norymbergi nastąpił 2 stycznie 1945 roku. Wtedy to, podczas nalotu amerykańskich i brytyjskich samolotów, zniszczeniu uległo 90 procent starego miasta, niedokończone gigantyczne budowle, symbole utopijnej wizji „tysiącletniej Rzeszy” bomby w większości oszczędziły...

Nazistowska przeszłość Norymbergi

Niestety, w III Rzeszy Norymberga była jednym z najważniejszych ośrodków ruchu nazistowskiego. Dlaczego? Zapewne dlatego, że symbolizowała dawną świetność Świętego Cesarstwa Niemieckiego. W niej to w 1935 r. zostały ogłoszone norymberskie ustawy rasowe, tu naziści spotykali się na corocznych zjazdach, tutaj chcieli wybudować nowe imponujące miasto (jego pozostałości wciąż jeszcze można obejrzeć) godne utopijnej wizji „tysiącletniej Rzeszy”.

Kres tego miasta, kres tego świata nastąpił 2 stycznie 1945 roku. Wtedy to, podczas nalotu amerykańskich i brytyjskich samolotów, zniszczeniu uległo 90 procent starego miasta, niedokończone gigantyczne budowle bomby w większości oszczędziły...

Nic zatem dziwnego, że po zakończeniu II wojny światowej alianci wybrali Norymbergę na miejsce sądu nad niemieckimi zbrodniarzami. Sędziowie Międzynarodowego Trybunału Wojskowego, a także prowadzący tzw. procesy poboczne, obradowali w Pałacu Sprawiedliwości, często w sali 600. Będąc więc w Norymberdze warto odwiedzić i Pałac Sprawiedliwości, salę 600, a także te wystawy, które przypominają, jaki los Niemcy zgotowali innym narodom.

- Norymberga, mierząc się z trudnym dziedzictwem, mierząc się z niechlubną przeszłością, stara się ją pokazać – zaznacza Marzena Belz-Wasalski.

Kuchnia miła podniebieniu

Wędrując niespiesznie ulicami Norymbergi nie można również pominąć przybytków oferujących specjały kuchni frankońskiej, oczywiście podlanych solidnymi ilościami zacnych gatunków miejscowego piwa. – Koniecznie trzeba też skosztować słynnych norymberskich kiełbasek, serwowanych na bułeczce, albo na kapuście zasmażanej – przypomina Marzena Belz-Wasalski z Centrali Turystyki Miasta Norymberga.

Niezwykłe oblicze Norymbergi, także to kulinarne, ujrzymy zaglądając również do Gostenhof. Niegdyś zaniedbana i opuszczona dzielnica, dzisiaj to miejsca kultowe, pełne interesujących restauracji i knajpek, a także uroczych browarów. Odkrywanie tych tajemnic także może być wielką przygodą…

Nieco inne oblicze zaprezentuje nam zaś Furth. Choć to odrębne miasto, to jednak można do niego dotrzeć metrem z Norymbergi (wraz z Erlangen tworzą zaś tzw. trójmiasto frankońskie). Według jednej z legend osada ta została założona przez Karola Wielkiego. Dzisiaj odnajdziemy w niej nie tylko piękne secesyjne kamienice, sporo zielonych terenów, ale także wspaniałe zabytki kultury żydowskiej. I można jeszcze wspomnieć, że obydwie te miejscowości w XIX stuleciu połączyła pierwsza niemiecka linia kolejowa.

Kraków i Norymberga – miejskie bliźniaki

- Przenikanie się Krakowa i Norymbergi, dwóch wspaniałych miast, jest niezwykłe. Widać to w kulturze, sztuce i gospodarce. Dostrzec to można podczas podróży krakowian do Norymbergi i norymberczyków do Krakowa. To bardzo podobne światy… – zaznacza Marzena Belz-Wasalski. - Wędrując śladami Albrechta Durera, naszego gościa, napotkamy ślady również innych znamienitych obywateli tego miasta, w tym wielu związanych z Polską i Krakowem.

– Z Krakowa do Norymbergi jest tylko 65 minut lotu – przypomina Silvia Arai Hoffmann. - Miejcie się dobrze – tak mistrz Albrecht zakończył krakowskie spotkanie, zapraszając jednocześnie tymi pięknymi słowy do odwiedzenia jego ukochanej Norymbergi, nie bez powodu zwanej często Dürerstadt.

Marek Długopolski

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.