Wybory w Poznaniu: Komitet „Lewica” trzeszczy w szwach. SLD chce więcej „jedynek”

Czytaj dalej
Fot. Pawel Miecznik
Łukasz Cieśla

Wybory w Poznaniu: Komitet „Lewica” trzeszczy w szwach. SLD chce więcej „jedynek”

Łukasz Cieśla

Tomasz Lewandowski kandydatem komitetu „Lewica” na prezydenta Poznania, w sześciu okręgach do poznańskiej Rady Miasta on i jego ludzie z „Inicjatywa Polska” dostają aż cztery „jedynki”. Takie były wstępne ustalenia lewicowych organizacji. W piątek w Poznaniu miała się nawet odbyć konferencja prasowa potwierdzająca ten scenariusz. Ale w środę wieczorem zbuntowali się działacze poznańskiego SLD. Chcą dla siebie więcej „jedynek” i „dwójek” na listach.

Wyglądało na to, że porozumienie jest blisko. SLD, Inicjatywa Polska oraz Partia Razem miały stworzyć w Poznaniu jeden komitet do Rady Miasta. Wspólnym kandydatem na prezydenta byłby Tomasz Lewandowski, były szef poznańskiego SLD, który odszedł z partii i teraz działa w Inicjatywie Polska.

W rozmowach „zjednoczeniowych” brali udział, ze strony SLD, m.in. europosłanka Krystyna Łybacka, szef wielkopolskich struktur partii Wiesław Szczepański oraz Bartosz Kaczmarek, szef poznańskiego SLD.

Zgodzili się, że SLD przypadnie tylko jedna „jedynka” na 6 okręgów w Poznaniu. Cztery „jedynki” miał dostać Tomasz Lewandowski i „jego” radne: Katarzyna Kretkowska, Halina Owsianna oraz Beata Urbańska. W ostatnim szóstym okręgu „jedynka” byłaby dla Partii Razem – podobno dla Anny Wachowskiej-Kucharskiej.

W piątek, czyli jutro, miała się nawet odbyć konferencja prasowa. Tomasz Lewandowski wraz z Krystyną Łybacką, zasłużoną działaczką SLD, mieli ogłosić porozumienie i wspólne listy poznańskiej lewicy. Ale wygląda na to, że pospieszyli się w swoich zamierzeniach.

Wybory w Poznaniu: będą wspólne listy do Rady Miasta?

Z ramienia SLD „jedynkę” miał dostać wieloletni radny Antoni Szczuciński. I tutaj, jak opowiadają nam działacze, pojawiła się kolejna wątpliwość. Podobno Szczuciński w ogóle nie chciał startować, zamierzał poświęcić się pracy zawodowej. Dał się jednak namówić na start. Argumentem „za” miała być wspólna lista poznańskiej lewicy.

- Ale Antoni zapowiedział, że jeśli zdobędzie mandat, to z niego zrezygnuje. Wtedy jego mandat objęłaby kolejna osoba z największą liczbą głosów na liście. Tomek Lewandowski chciał więc na drugim miejscu, w okręgu Szczucińskiego, umieścić Agnieszkę Ziółkowską. Efekt byłby taki, że SLD mógłby nie mieć żadnego mandatu w mieście

– takie obawy są w poznańskim SLD.

Co na to Antoni Szczuciński? Zaprzecza, by zamierzał zrezygnować z ewentualnego mandatu radnego. Start rozważa, jeśli w Poznaniu będzie wspólna lista lewicy.

W środę po południu odbyło się posiedzenie poznańskiej Rady Miejskiej SLD. Przewodniczący zarządu poznańskiego SLD Bartosz Kaczmarek przedstawił działaczom wcześniej zawarte ustalenia. Ci się zbuntowali.

- Brałem udział we wcześniejszych rozmowach. Inicjatywa Polska oraz Partia Razem rzeczywiście chciały dla siebie bardzo dużo. Ich oczekiwania w sprawie podziału miejsc, w stosunku do ich siły, były wręcz komiczne. Uznałem jednak, że czasami warto zrobić krok w tył. Dla dobra lewicy, dla przyszłości, mimo wielu obiekcji postanowiłem zaakceptować taki niekorzystny dla SLD podział miejsc na listach. Chcę uniknąć bratobójczej walki po naszej stronie, z której cieszyłoby się jedynie PiS – podkreśla Bartosz Kaczmarek.

Dodaje, że liczył się z tym, że jego partyjni koledzy będą mieli inne zdanie.

- W partii mamy wiele doświadczonych osób. Spodziewałem się, że nie przystaną na marginalizowanie SLD. W tej chwili Rada Miejska SLD podjęła uchwałę o renegocjacji porozumienia w sprawie komitetu "Lewica"

– mówi Bartosz Kaczmarek.

Dlaczego działacze SLD chcą renegocjacji? - Ja i inni dopiero w środę dowiedzieliśmy o takiej propozycji podziału miejsc na listach. Nie akceptujemy tego, chcemy dalszych negocjacji oraz wspólnej listy opartej na uczciwych zasadach. W dobrym tonie byłoby, aby w takich rozmowach brali udział wszyscy zainteresowani – przekonuje Marek Niedbała z SLD, w przeszłości poseł tej partii.

W Sojuszu słychać, że wcześniejsze porozumienie zawarto ponad głowami „partyjnych dołów”. Pretensje są kierowane pod adresem partyjnych liderów, w tym Krystyny Łybackiej i Wiesława Szczepańskiego.

Tomasz Lewandowski jest wiceprezydentem Poznania. Wcześniej był szefem poznańskiego SLD. Teraz byli partyjni koledzy mają do niego pretensje, że chce
Waldemar Wylegalski Krystyna Łybacka

Krystyna Łybacka, europosłanka: - Nie wiem, co się działo na środowym spotkaniu SLD. Z kolei we wcześniejszych rozmowach brał udział zarząd poznańskiego SLD, w którym zasiadają dorośli ludzie i biorą odpowiedzialność za podjęte decyzje. Ja nie należę do zarządu.

Wiesław Szczepański, szef wielkopolskiego SLD: - Rzeczywiście, pewne ustalenia wcześniej zapadły, miała się odbyć konferencja w tej sprawie. Zarząd poznańskiego SLD brał udział w tych ustaleniach. Teraz część członków poznańskiego SLD ma wątpliwości, ale nadal będziemy dążyć do jednej, wspólnej listy Lewicy w Poznaniu.

W środę poznański SLD przyjął uchwałę, która torpeduje wcześniejsze ustalenia. Działacze Sojuszu domagają się dla siebie nie jednej, ale trzech „jedynek” do poznańskiej Rady Miasta oraz trzech „dwójek”. Domagają się także możliwości wskazania wiceprezydenta Poznania w sytuacji, gdyby Tomasz Lewandowski wygrał prezydenturę. Jak mówią, takie są ich warunki brzegowe. Na odpowiedź czekają do przyszłego tygodnia.

Co poznański SLD zamierza zrobić, jeśli ich postulaty nie zostaną spełnione? Działacze SLD twierdzą, że pójdą sami do wyborów, a wtedy w wyborach prezydenckich oficjalnie mogą poprzeć urzędującego prezydenta Jacka Jaśkowiaka. To jednak awaryjny scenariusz. W Sojuszu liczą na to, że dojdzie do kompromisu z Inicjatywą Polska oraz Partią Razem.

Tomasz Lewandowski, do którego działacze SLD mają pretensje, że chce akceptować każde nazwisko na liście, nie chce szerzej komentować sprawy. - Mamy porozumienie, co do wspólnego kandydata lewicy na prezydenta, wspólnego komitetu i programu dla Poznania. Natomiast kwestie podziału miejsc na listach budzą pewne emocje ale nie jest to nic nadzwyczajnego. Nie chcę tego komentować na łamach prasy, nie sprzyjałoby to budowaniu kompromisu. Osobiście opowiadam się za tym, aby liderami list były osoby rozpoznawalne, zweryfikowane wcześniej przez wyborców. Budujemy lewicowy komitet społeczny, a nie koalicję partii z parytetami. Liczą się ludzie i ich potencjał, a nie szyld, który za kimś stoi - komentuje Tomasz Lewandowski.

Łukasz Cieśla

Głównie piszę o sprawach kryminalnych, czasami o polityce. Ale chętnie podejmuję również inne, ciekawe i kontrowersyjne tematy.

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.