Wybory do Sejmu 2019 Poznań. Joanna Jaśkowiak: Panowie chcą nas wrzucić na arenę bokserską

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Błażej Dąbkowski

Wybory do Sejmu 2019 Poznań. Joanna Jaśkowiak: Panowie chcą nas wrzucić na arenę bokserską

Błażej Dąbkowski

- Myślę, że wystarczającym rozwiązaniem byłyby związki partnerskie. W większości dotyczyć będą i tak par heteroseksualnych, a nie homoseksualnych - tłumaczy w rozmowie z "Głosem" Joanna Jaśkowiak, liderka poznańskiej listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu.

Nawet Pani najbliższa rodzina – siostra – uważa, że byłoby lepiej, gdyby zajęła się Pani szydełkowaniem w domu, a nie startem w wyborach. Po co Joannie Jaśkowiak polityka?

- Myślę, że wystarczającym rozwiązaniem byłyby związki partnerskie. W większości dotyczyć będą i tak par heteroseksualnych, a nie homoseksualnych - tłumaczy
Łukasz Gdak - Myślę, że wystarczającym rozwiązaniem byłyby związki partnerskie. W większości dotyczyć będą i tak par heteroseksualnych, a nie homoseksualnych - tłumaczy w rozmowie z "Głosem" Joanna Jaśkowiak, liderka poznańskiej listy Koalicji Obywatelskiej do Sejmu.

Joanna Jaśkowiak: Siostra po prostu dba o mnie, a jej słowa wynikają z miłości i troski. Muszę jej za to podziękować. A po co polityka? Są w życiu rzeczy ważne i trzeba ich bronić.

To znaczy? Co to za ważne rzeczy?

Podstawowe, dotyczące wartości. To chyba o to najczęściej rozchodzi się w polityce.

Co to za wartości?

Zaczynając od najważniejszych – to praworządność, szacunek dla prawa i drugiego człowieka.

Chodzi również o wartości związane z prawami mniejszości w Polsce? Mówiła Pani, że do startu skłoniły ją wydarzenia, które niedawno miały miejsce w Białymstoku.

Mniejszości to ludzie. To nie są jakieś twory wyobrażone, nierzeczywiste. To są moi znajomi, pana znajomi, nasi sąsiedzi.

Z jednej strony do wejścia w wielką politykę skłoniły Panią bulwersujące zdarzenia, z drugiej szef Platformy Obywatelskiej Grzegorz Schetyna, z którym spotkała się pani osobiście. Co w sobie ma takiego przewodniczący PO, że przekonał Joannę Jaśkowiak do zmiany zdania?

Pan przewodniczący przekonywał, że są to najważniejsze wybory od 30 lat. Zdecydują one na długo o ustroju naszego kraju, jego rozwoju i miejscu w Europie. Chyba to było dla mnie najważniejsze w jego argumentacji.

Na tę chwilę wszystko wskazuje na to, że Koalicja Obywatelska przegra z Prawem i Sprawiedliwością jesienne wybory, więc nic do zmieniania nie będzie.

Zobaczymy jesienią, czy wygra PiS czy opozycja. Nawet jeżeli PiS, to jest jeszcze kwestia wyniku. Chcę mieć spokojne sumienie, że ja zrobiłam, co mogłam, by PiS nie wygrał tych wyborów. Nawet jeżeli Koalicja Obywatelska nie będzie rządzić, będzie miała tak wielu posłów, że nie dojdzie do zmiany najważniejszej ustawy w kraju. Zmiana Konstytucji przez PiS przekreśli nasze osiągnięcia z ostatnich trzydziestu lat i na wiele kolejnych przesunie nas zdecydowanie na wschód, zarówno mentalnie, jak i pod względem uregulowań prawnych.

Jak twierdzą lokalni politycy Platformy do startu miało tez Panią przekonać zapewnienie Grzegorza Schetyny o wpływie na kształt listy wyborczej w Poznaniu. Kto zatem na niej awansował, a kogo Pani postanowiła wyciąć?

To się dopiero okaże po tym, jak listy zostaną zatwierdzone (śmiech). Mnie zależało na tym, by było jak najwięcej kobiet i osób, które coś już w życiu osiągnęły, a niekoniecznie były do tej pory związane z polityką, czyli osób "świeżych".

Takich jak Marta Mazurek i Franciszek Sterczewski?

Też.

Takie osoby jak "bohater" afery mieszkaniowej Filip Kaczmarek też powinny ubiegać się o mandat? Jak wiadomo były europoseł jest brany pod uwagę jako kandydat w wyborach do Senatu.

Jestem spoza Platformy, tak, że dla mnie te sprawy są w pewien sposób nowe. Oczywiście mam swoje sympatie i antypatie, więc powiem szczerze – wolałabym kogoś innego.

Kogo? Marcina Bosackiego?

Tak.

Wróćmy jeszcze do listy do Sejmu. Ma Pani na niej swojego faworyta?

Jeszcze nie wiem, jak będzie ona wyglądać, dlatego możemy porozmawiać o tym po ich zatwierdzeniu.

Przed naszą rozmową postanowiłem skontaktować się z kilkoma osobami z różnych stron barykady politycznej i wysłuchać ich opinii o Joannie Jaśkowiak. Od jednego z przedstawicieli ruchów miejskich dowiedziałem się, że nie chce o Pani rozmawiać, druga określiła Panią jako zdrajcę.

To jest ocena tej osoby. Ja mam ze strony kolegów i koleżanek z ruchów miejskich oraz ruchów obywatelskich wyrazy wsparcia. Chociażby od Andrzeja Białasa, myślę że trudno o bardziej wartościowy głos z tego środowiska.

Ale to też jest rozmowa o Pani wiarygodności. Wszyscy doskonale pamiętają, że przed wyborami samorządowymi Joanna Jaśkowiak zapowiadała, że wystartuje do rady miasta z listy społeczników, po czym nastąpił nagły zwrot akcji i ogłosiła start, ale już do Sejmiku z ramienia Koalicji Obywatelskiej.

Niech wyborcy ocenią, czy jestem dla nich wiarygodna. W polityce ważna jest moc sprawcza. Odnoszę się do ruchów miejskich z życzliwością i sympatią, ale zaangażowanie w politykę wymaga umiejętności pracy zespołowej w określonej strukturze. Należy znaleźć odpowiednie proporcje pomiędzy dyskusją i działaniem.

Pamiętam jak przed wyborami samorządowymi rozmawiałem z prezydentem Jackiem Jaśkowiakiem. Po publikacji wywiadu wiele osób było oburzonych jego słowami, które dotyczyły Pani przyszłości w polityce. W sytuacji, w której była Pani dogadana z ruchami miejskimi, on "wysyłał" Panią do Sejmiku. Czy teraz prezydent Poznania też „wysyła” byłą żonę, ale tym razem do Sejmu?

Często z rozbawianiem i zdziwieniem czytam komentarze na Facebooku. Komentarze tego typu dotyczą nie tylko mnie, ale wszystkich kobiet, które wybijają się poza męskie wyobrażenia na temat roli kobiet w życiu społecznym i politycznym. Przebija z nich patriarchalne przeświadczenie, że jesteśmy osobami, które samodzielnie nie myślą i nie działają, a zatem koniecznie potrzebują męskiego wsparcia, aby funkcjonować w społeczeństwie. Ostatnio zastanawiałyśmy się z koleżankami, skąd wśród nas jest tak wiele singielek - z odzysku albo z wyboru. Doszłyśmy do wniosku, że w kobietach jest ogromna siła, która pcha je naprzód – kształcą się, zdobywają nowe umiejętności w różnych dziedzinach, działają, dbają o siebie i o rodzinę. Mężczyźni tymczasem, jakby spasowali.

Więc to kobiety dziś "noszą spodnie"?

Często wręcz muszą to robić.

Co udało się Pani osiągnąć w Sejmiku? Politycy zwracają uwagę, że Joanna Jaśkowiak nie jest tam specjalnie widoczna. Sprawdziłem z ciekawości – ma Pani zero zapytań i interpelacji na koncie.

Faktycznie, do tej pory nie składałam zapytań i interpelacji, co nie znaczy jeszcze, że nie uczestniczę aktywnie w pracach Sejmiku. Pracuję w trzech komisjach, Wielkopolskiej Radzie Działalności Pożytku Publicznego. Od końca września obejmuję funkcję Przewodniczącej Rady Społecznej przy Poznańskim Ośrodku Zdrowia Psychicznego. Uczestniczyłam w pracach Komisji Stypendialnej. Proszę wziąć jednak pod uwagę, że jestem w Sejmiku nową radną i potrzebuję trochę czasu, aby poznać wszelkie reguły jego działania. Przyszedł jednak czas, by tę rzeczywistą działalność rozwijać.

Rozwijać? Przecież za chwilę wyląduje Pani w Sejmie.

Tego nie wiem. Na razie jestem tylko kandydatką na liście.

W Sejmiku jest Pani wiceprzewodnicząca komisji kultury. Czym się tam pani zajmuje?

Rozmawiałam o wprowadzeniu projektu kształcenia młodzieży w zakresie literatury i historii poprzez teatr, a konkretnie poprzez uczestnictwo młodzieży w konkretnych spektaklach. Teatr Nowy w Poznaniu, który jest przecież instytucją marszałkowską, tylko w tej chwili ma kilka przedstawień, które można przedstawić młodzieży. Jest "Pan Tadeusz" wystawiony w sposób zupełnie odmienny od klasycznego, jest "Beniowski", "Obwód głowy". Ta ostatnia sztuka co prawda nie należy do kanonu naszej literatury, natomiast dotyczy ważnych, tragicznych spraw – wynaradawiania dzieci w czasie II wojny światowej. Zależałoby mi na pokazaniu młodzieży "Zapisków z wygnania", reżyserowanych przez Krystynę Jandę.

W tym roku w Poznaniu będziemy mieli sporo kandydatek na listach wyborczych. Oprócz Jadwigi Emilewicz reprezentującej Zjednoczoną Prawicę, także Lewica może wystawić kobietę na "jedynce". Chciałaby się Pani zmierzyć z nimi w debacie?

Zastanawiam się, dlaczego panowie chcą nas wrzucić na arenę bokserską. Jestem gotowa do merytorycznej dyskusji, ale w kobiecym stylu, czyli spokojnie, bez przekrzykiwania się, przepychanek, czy osobistych przytyków. Wierzę, że każdej z nas zależy na tym, by miasto zyskało na naszej działalności jak najwięcej. Dlaczego mamy więc stawać w kontrze do siebie, a nie współpracować?

Można spierać się na argumenty i współpracować.

Dla mnie idea debaty zakłada, że powinnyśmy przedstawiać propozycje dobre dla Polski, Wielkopolski, ale też Poznania. Możemy przy tym współpracować i taka współpraca przyniesie więcej niż spory. Przecież jeszcze niedawno minister Emilewicz - jedynka Zjednoczonej Prawicy była członkiem Platformy Obywatelskiej.

Koledzy z Platformy twierdzą, że będzie Pani unikać debaty. "Emilewicz rozjedzie Jaśkowiak" - usłyszałem od jednego z nich.

Być może. Zobaczymy, jak dobrze minister Emilewicz zna Poznań i jego problemy. Jestem ciekawa, jaki ma pogląd na trójpodział władzy, łamanie Konstytucji, prawa kobiet.

Pani w swoich wypowiedziach nazywała Jadwigę Emilewicz "ministrą", ale jednocześnie zżymała się, kiedy ktoś o Pani mówił "notariuszka".

Trudno się walczy ze stereotypami, ale staram się już o sobie tak mówić.

Czym chciałaby się Pani zająć w Sejmie?

W tej chwili najważniejsze dla mnie są prace toczące się w komisjach ustawodawczej i sprawiedliwości. Interesowałaby mnie także praca w komisji polityki społecznej, gdzie mogłabym się zająć sprawami kobiet i seniorów.

Polityka społeczna to także sprawy związane z mniejszościami seksualnymi. Od kilku lat można Panią zobaczyć na marszach równości w Poznaniu. Jest pani zwolenniczką małżeństw jednopłciowych i adopcji dzieci przez takie pary?

W reportażu z Białegostoku przygotowanym przez jedną z prawicowych redakcji wypowiadała się pani, która stwierdziła, że w Polsce wiele dzieci żyje obecnie w rodzinach jednopłciowych - wychowują je matki i babcie. To kategoria, o której się nie mówi, a jest powszechna.

Ale ta kategoria w żaden sposób nie jest sformalizowana, a ja pytam o małżeństwa jednopłciowe.

Myślę, że wystarczającym rozwiązaniem byłyby związki partnerskie. W większości dotyczyć będą i tak par heteroseksualnych, a nie homoseksualnych. Ich wprowadzenie uregulowałoby natomiast wiele codziennych i prawnych kwestii, z którymi pary te się borykają – np. dostępu do informacji medycznych czy dziedziczenia.

Błażej Dąbkowski

Komentarze

7
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Ania

jeszcze przypomniało mi sie to:
zeby "asiu" wiedziała do jakiej kategorii ludzi dołączasz:

https://wpolityce.pl/polityka/458632-nitras-prezentowal-kandydatke-po-na-marszalka-i-zrobil-cyrk

Gdy w grudniu 2016 r. (podczas „puczu”) sejmowe męczeństwo posła Nitrasa się zaczęło, był on wręcz nabuzowany energią. Do tego stopnia, że poseł PiS ze Szczecina (czyli krajan i dobry znajomy) Krzysztof Zaremba pytał go: „Nitras, powiedz mi kochany, na czym ty dzisiaj jedziesz?”. Nie wiadomo, na czym Sławomir Nitras jechał kilka dni później, gdy z nagrywającym obraz smarfonem buszował wśród ław posłów PiS. Kiedy wicemarszałek Ryszard Terlecki wspomniał o tym nie wymieniając nazwiska, a w mediach społecznościowych pojawił się hasztag #CoUkradłNitras, sam zainteresowany wyjaśnił, że „nie przeglądał prywatnych rzeczy posłów”. Wziął „tylko książki, które leżały na ziemi, żadnych rzeczy nie dotykał”. I zamieścił filmik, gdzie faktycznie interesuje się książkami leżącymi na podłodze. W nagraniu z sejmowych kamer widać jednak, jak Sławomir Nitras bierze z pulpitu dokumenty należące do posłów PiS, przegląda je i fotografuje. Jeden z egzemplarzy książki (Jarosława Kaczyńskiego „Pozorumienie przeciw monowładzy”) też zabrał, a potem zachęcał innych posłów PO, żeby również buszowali na miejscach zajmowanych przez PiS, co zrobili m.in. Iwona Radziszewska, Marek Biernacki oraz Robert Kropiwnicki.

Najbardziej znaczący przed zatargiem z marszałkiem Kuchcińskim wyczyn Sławomira Nitrasa wiąże się z tym, co się zdarzyło w listopadzie 2006 r. Sąd nakazał wtedy politykowi PO opublikowanie takich przeprosin: „Sławomir Nitras przeprasza panią Teresę Lubińską za rozpowszechnianie nieprawdziwych informacji, jakoby Teresa Lubińska jako minister finansów umorzyła zobowiązania posła Samoobrony Bernarda Ptaka w kwocie 300 tys. zł”.

Sławomir Nitras tak wyjaśniał powody nakazanych przez sąd przeprosin w autoryzowanej wypowiedzi zawartej w tekście o nim w „Rzeczpospolitej” (z 3 października 2008 r.), autorstwa Joanny Lichockiej (obecnie posłanki PiS). „Był tydzień do wyborów i wiedzieliśmy, że mamy jeden słaby punkt. Kontrowersję wokół mieszkania komunalnego, które zostało Krzystkowi (Piotrowi, ówczesnemu kandydatowi PO na prezydenta Szczecina, obecnemu prezydentowi miasta) przyznane. Wyciągnął to PiS. Ich kandydatką była Teresa Lubińska. Było tylko kilka godzin, żeby im ‘oddać’. Posadziłem kilka osób przed komputerem i kazałem szukać. No i znaleźliśmy: sprawę umorzenia przez Ministerstwo Finansów długów pewnego działacza Samoobrony. Gdy oskarżyłem o to Lubińską, wiedziałem, że to nie ona podejmowała decyzję i że potem pewnie będę musiał przepraszać. Ale efekt został osiągnięty”.

Efekt to zwycięstwo Piotra Krzystka i porażka Teresy Lubińskiej. Sławomir Nitras miał pretensje do siebie nie za cyniczne kłamstwo i opartą na nim jeszcze bardziej cyniczną strategię wyborczą, lecz za to, iż „nieco powierzchownie autoryzował swoje wypowiedzi”. „Wiedziałem, że dokument umarzający długi działacza Samoobrony nie został podpisany przez Teresę Lubińską, lecz jej zastępcę. Uważam, że urzędnik państwowy ponosi odpowiedzialność za czyny swojego zastępcy. I właśnie tego zdania w mojej wypowiedzi dla ‘Rzeczpospolitej’ zabrakło” - tłumaczył. Tyle że to kolejne kłamstwo Nitrasa: decyzja o umorzeniu została podpisana 27 stycznia 2006 r., zaś prof. Teresa Lubińska przestała być ministrem finansów 7 stycznia 2006 r.

„Wyrok oznacza, że Nitras jest kłamcą” – mówił w listopadzie 2006 r. szczecińskiej „Gazecie Wyborczej” Andrzej Łuc, współpracownik Teresy Lubińskiej.
współpracownik Teresy Lubińskiej. „Takie słowa [kłamstwo o prof. Teresie Lubińskiej] dyskwalifikują go jako polityka o aspiracjach ogólnopolskich. Teraz nigdy już nie będzie wiadomo, kiedy poseł Nitras mówi prawdę” – stwierdził Bartosz Arłukowicz, wtedy szef sztabu Jacka Piechoty, kandydata Lewicy i Demokratów na prezydenta Szczecina, potem partyjny kolega Nitrasa w PO, obecnie eurodeputowany.

tak sie robi "kariere" w tym sorcie

andrzej.jaskowiak

RATUNKU!!! Oto dlaczego opozycja jest beznadziejna! Bo wybierani są tacy oto ludzie. Joanna Jaśkowiak od czasu jej wyboru jako radna Sejmiku Wojewódzkiego czyli od około DZIESIĘCIU MIESIĘCY - NIE ZŁOŻYŁA ANI JEDNEGO ZAPYTANIA, ANI JEDNEJ INTERPELACJI. Ludzie! Prawie rok!!! Nie wiedziała po co kandyduje? Nie miała programu, czyli oszukała. Dopiero musi się uczyć? Witamy w krainie PiS, Elżbieta Witek też się chciała uczyć. Ale Grzegorz Schetyna dojrzał zalety Joanny Jaśkowiak !!!??? i daj jedynkę na liście w Poznaniu ? Jaśkowiakowa z pozycji jedynki - może zostać posłanką, ale z SIŁĄ OPPOZYCJI znowu będziemy w czarnej ....!

Ania

TAK sobie "luźno" myśle - i tak sie zastanawiam
ciekawe co by było gdyby Sterczewski startował jako niezależny na senatora...

Ania

Franciszek Sterczewski bedzie kandydatem "tego sortu" no ładnie Franciszku ładnie, jak tam Franciszku "praca" w MTP -> ile płacom ?

a tak serio to zastanów sie człowieku co czynisz, z tym sortem sie nie współpracuje bo oni nigdy nigdy sie nie zmienią,

Ania

Tak sobie nieskromnie myślę, że moja przewaga, czy jak kto woli „wartość dodana”, która wyróżnia mnie na tle pozostałych publicystów i felietonistów, to wcale nie talent. Najbardziej sobie cenię w „mojej osobie”… pracę fizyczną. Gwarantuję wszystkim gryzipiórkom, że po jednym dniu na budowie albo w warsztacie samochodowym nigdy w życiu nie wróciliby do filozoficznych rozpraw o wyższości pracy intelektualnej nad robotą fizyczną. Zresztą nie istnieje coś takiego jak ciężka praca intelektualna, może być trudna, wybitna, ale nie ciężka.

Jak się ciężko popracuje fizycznie, to się w człowieku natychmiast budzi skojarzenie: „trzeba było się uczyć”, tak działa robota, która uszlachetnia, kształtuje charakter i pozwala spojrzeć na rzeczywistość z tak zwanej życiowej perspektywy. Ludzie to wiedzą, bo zdecydowana większość ludzi pracuje fizycznie i tylko w III RP powstała sekta Balcerowicza, która „wyszkoliła” „sales managerów” kasy w „Biedronce”, po licencjacie z marketingu i zarządzania. Ciężko, średnio i lżej pracujący fizycznie, po robocie mają dość proste marzenia. Zjeść coś dobrego, żeby się zregenerować, kupić sobie coś fajnego za ciężko zarobione pieniądze, zrealizować większe plany, na przykład urlop, czy zakup nowych mebli do kuchni.
Jeśli się intelektualistom wydaje, że ich codzienne potrzeby są „wyższe” i bardziej wyrafinowane, to chciałbym zapytać kto masowo bronił tandety z IKEI i wybierał się na zakupy? Kto czyta i ogląda te wszystkie „designerskie” porady i kto stawia chałupę za kredyt we frankach, jak idiota Matka Kurka? Wieczna wojna pomiędzy „fizycznymi” i „umysłowymi” od zarania ma jedną przyczynę, to umysłowi gardzili fizycznymi, dopiero potem ci drudzy się odwzajemniają.

Przekładając te proste prawdy i fakty życiowe na politykę, bardzo szybko zrozumiemy dlaczego POKO w kolejnych wersjach koalicyjnych i „programowych” jest skazane na łomot w najbliższych wyborach i oby tak przez cztery kadencje. Oni przemawiają do „umysłowych”, ale takich fizycznych umysłowych, czyli ćwierćinteligentów i „artystów”, którzy gardzą „fizycznymi”. Jako się rzekło „fizycznych” jest znacznie więcej, co automatycznie przekłada się na procenty wyborcze. Mieszanie w tym samym tyglu, tych samych zaklęć sprowadzających się do pogardy dla większość elektoratu, z politycznego, psychologicznego i ludzkiego punktu widzenia zawsze i wszędzie zraża, odstrasza, no i mobilizuje pogardzanych.

Wypada zapytać, czy POKO tego nie widzi i nie rozumie? Nawet jeśli nie widzi i nie rozumie, to przecież tysiące razy, we wszystkich możliwych mediach, wielu analityków, również tych nienawidzących PiS, wykładało tę kwestię, jak chłop krowie na rowie. No i co nadal nic do łba nie dociera, „nowoczesna” zbieranina jest aż odporna na wiedzę? Przy całym krytycznym stosunku do nich, w to nie uwierzę. Wprawdzie nie są geniuszami, a i daleko im do średnio rozgarniętych, ale podstawy rozumieją na pewno.

Co nie pozwala im na skorygowanie kursu politycznego i okazanie szacunku dla większości Polaków? Natura, „wychowanie”, geny, mentalność, nienawiść. Była przez krótki okres taka próba i wręcz apele, żeby już dłużej nie lżyć „fizoli”, „pisiorów”, „katoli”, bo to przyniosło tragiczny dla POKO skutek w postaci sromotnej porażki w wyborach europejskich. I co? Wytrzymali niecały tydzień, potem natura, geny, „wychowanie” i nienawiść zrobiły swoje. Nic, ale to absolutnie nic się nie zmieni w politycznej „strategii” opozycji, oni nie są zdolni do takiej zmiany, która po pierwsze nie będzie gnoić Polaków, po drugie przekona większość Polaków. Im się ciągle wydaje, że są „umysłową elitą” i jakieś tam „fizyczne pisiory” nie mają prawa zachowywać się inaczej, niż bić pokłony „elicie”. Mogę się założyć z każdym, że cała jesienna kampania w wykonaniu „opozycji” będzie dokładnie tak wyglądała, jak wszystkie pozostałe. Natury nie oszukasz, genów nie wydłubiesz i braków w wychowaniu u starych koni nie nadrobisz.
specjalnie dla ciebie Franciszku to wklejam

Ania

I ZADNEGO PYTANIA o to ze kampanie "joasi" prowadzić ma Gołek -> który zarabia "tylko" 28 000zł/mies w PIM z "nadania" "jacka" , gołek-> pierwsza POważna praca pod studniach to praca na stanowisku sekretarku jacka haha i potem do pimu hehe

Ania

szkoda komentować ten bełkotliwy bełkot -> każdy akapit można wypunktować w dowolny sposób i nie trzeba byc "znawcą" zeby to zrobić,

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.