Wybory 2019: Rekordowa frekwencja w całym kraju. W Poznaniu wyniosła 74 proc. To efekt coraz większego sporu politycznego i podziału Polaków

Czytaj dalej
Fot. Adam Jankowski
Norbert Kowalski

Wybory 2019: Rekordowa frekwencja w całym kraju. W Poznaniu wyniosła 74 proc. To efekt coraz większego sporu politycznego i podziału Polaków

Norbert Kowalski

Tak wysokiej frekwencji w wyborach parlamentarnych, jak w tym roku, nie było już od lat. Co więcej, rekordowo wysoka frekwencja wyborcza jest zauważalna już od kilkunastu miesięcy i wcześniejszych wyborów samorządowych czy do Europarlamentu. To jednak efekt coraz głębszego sporu politycznego i podziału społeczeństwa. Wysokiej frekwencji można też spodziewać się w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

Tak wysokiej frekwencji w wyborach parlamentarnych, jak w tym roku, nie było już od lat. Co więcej, rekordowo wysoka frekwencja wyborcza jest zauważalna już od kilkunastu miesięcy i wcześniejszych wyborów samorządowych czy do Europarlamentu. To jednak efekt coraz głębszego sporu politycznego i podziału społeczeństwa. Wysokiej frekwencji można też spodziewać się w przyszłorocznych wyborach prezydenckich.

61,74 proc. – dokładnie tyle wynosiła frekwencja wyborcza w tegorocznych wyborach parlamentarnych w całej Polsce. Dla porównania w wyborach parlamentarnych z 2015 roku w skali kraju frekwencja wyniosła zaledwie 50,92 proc. Wzrost frekwencji jest zauważalny gołym okiem. W przypadku Wielkopolski te wyniki są jeszcze bardziej imponujące.

Rekordowa frekwencja podczas wyborów 2019. Takiej nie było od dawna

W województwie wielkopolskim frekwencja w 2015 roku wyniosła 50,16 proc. W tym roku było to 62,95 proc. Jeszcze lepiej wyglądają statystyki w przypadku Poznania, w którym cztery lata temu frekwencja wyniosła 61,63 proc., zaś w tym roku rekordowe 73,95 proc. Była to najwyższa frekwencja w całej Wielkopolsce. Co więcej, w Poznaniu nie zabrakło też komisji, w których głosowało więcej niż 80 proc. uprawnionych mieszkańców. W niektórych lokalach w pewnym momencie nawet... zabrakło kart do głosowania. Dość napisać, że w całym mieście znalazły się jedynie trzy komisje, w których frekwencja nie przekroczyła 60 proc.

– Frekwencja jest rekordowa i porównywalna do 1989 roku. Warto jednak zwrócić szczególną uwagę na frekwencję w dużych miastach. 61 proc. w skali kraju to jest dużo, ale frekwencja powyżej 70 proc. w dużych miastach to już poziom frekwencji występujący w wielu państwach zachodnich

– przyznaje prof. Szymon Ossowski, politolog oraz prodziekan Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa UAM.

Jednocześnie dodaje: – Mieszkańcy miast bardzo się zmobilizowali. Przed wyborami mówiło się o tym, że kluczem w tych wyborach będzie mobilizacja elektoratu. Teraz widać, że PiS zmobilizował wsie, ale opozycja jeszcze skuteczniej zmobilizowała miasta.

Profesor Ossowski nie ukrywa też, że o ile można było oczekiwać frekwencji ogólnopolskiej na poziomie ok. 60 proc., to aż tak wysokiej frekwencji w dużych miastach trudno było się spodziewać.

– Metropolie stają się twierdzami nie do zdobycia dla PiS. Tak jak w przypadku wyborów do Europarlamentu, ta mobilizacja nie do końca się udała, tak w tych wyborach opozycja trafiła do swojego elektoratu. Elektoratu bogatszego, bardziej kosmopolitycznego, wykształconego i liberalnego, na którym konserwatyzm i transfery socjalne PiS nie robią wrażenia – opowiada prof. Szymon Ossowski. I dodaje: – Nawet jeśli takie osoby korzystają z korzyści socjalnych, to jako elektorat z wyższym wykształceniem, bardziej liczą się dla nich takie kwestie jak niezależność sądów, pluralizm mediów publicznych, czy kwestie samorządowe.

61,74 proc. – dokładnie tyle wynosiła frekwencja wyborcza w tegorocznych wyborach parlamentarnych w całej Polsce.
Łukasz Gdak - Metropolie stają się twierdzami nie do zdobycia dla PiS - zauważa prof. Szymon Ossowski.

Wybory 2019: Spór polityczny i podział Polaków

– Duża frekwencja wyborcza to dowód na to, że demokracja działa, a po stronie wyborców jest wola uczestnictwa w wyborach. Mobilizacja elektoratów z obu stron dowodzi, że Polacy słuchają przekazów i coraz bardziej wierzą w to, że mają wpływ na przyszłość. Do tej pory różnie z tym bywało

– tak tuż po wyborach mówił Marek Woźniak z PO, marszałek województwa wielkopolskiego.

Czytaj też: Wybory 2019: Wielkopolska opozycja nokautuje PiS w wyborach do Senatu. Tylko jeden mandat dla PiS, aż siedem dla Koalicji Obywatelskiej

W podobnym klimacie wypowiadało się wielu innych polityków, którzy również podkreślali, że wzrost frekwencji wiąże się z większą świadomością Polaków i chęcią decydowania o losach kraju. Jednak w praktyce może być inaczej.

– Stały wzrost frekwencji wynika ze wzrastającej polaryzacji sceny politycznej. Mamy grono zwolenników PiS, popierających partię rządzącą głównie ze względu na politykę socjalną, a z drugiej strony rośnie też grono przeciwników PiS, którym nie odpowiada polityka rządzących w stosunku do sądów, mediów publicznych, obciążeń dla pracodawców czy w kwestiach światopoglądowych. Zwolennicy PiS poszli na wybory, żeby bronić swoich korzyści socjalnych, zaś elektorat opozycji zagłosował, gdyż nie podoba mu się styl rządzenia PiS – argumentuje prof. Ossowski.

Jednocześnie dodaje: – Nie sądzę, żeby w ciągu ostatnich 2-3 lat nagle zmieniła się gwałtownie świadomość Polaków. Rosnąca polaryzacja i spór polityczny spowodowały, że do ludzi zaczęło docierać, że są albo zwolennikami PiS i jego rozwiązań, albo jego przeciwnikami. Można to trochę porównać do sytuacji z połowy lat 90., kiedy mieliśmy inny dychotomiczny podział „Postkomuna lub PostSolidarność”. A teraz mamy „za” lub „przeciwko” PiS.

Wybory 2020: Za pół roku znów masowo do urn?

Tegoroczne wybory parlamentarne są już trzecimi z rzędu, w których rośnie frekwencja wyborcza w porównaniu do wcześniejszych. Zaczęło się od wyborów samorządowych. W 2014 roku frekwencja w całym kraju wyniosła w nich 47,21 proc. Z kolei podczas ubiegłorocznych wyborów samorządowych do urn wyborczych poszło 54,9 proc. Polaków, zaś w samym Poznaniu 57,19 proc.

Wzrost odnotowano także przy okazji wyborów do Parlamentu Europejskiego. W 2014 roku uczestniczyło w nich zaledwie 23,83 proc. Polaków. Natomiast wiosną tego roku frekwencja wyborcza do Europarlamentu wyniosła 45,68 proc., co uznano za bardzo dobry wynik. Teraz frekwencja wyborcza znacząco poprawiła się także w wyborach parlamentarnych.

Wszystko wskazuje na to, że poprawy frekwencji można spodziewać się też przy okazji przyszłorocznych wyborów prezydenta Polski, które odbędą się wiosną. Podczas wyborów prezydenckich w 2015 roku frekwencja wyniosła 48,96 proc.

– Wybory prezydenckie zazwyczaj cieszyły się największym zainteresowaniem, gdyż były „najprostsze” i najbardziej interesujące dla wyborców. Dlatego jeśli ten spór polityczny będzie trwał, a prawdopodobnie będzie, to znów możemy spodziewać się rekordowej frekwencji – komentuje prof. Szymon Ossowski. - Gdyby np. była druga tura wyborów, w której zmierzyłby się kandydat PiS i silny kandydat opozycji, to frekwencja mogłaby być równie wysoka jak w dużych miastach w wyborach parlamentarnych - dodaje.

Norbert Kowalski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.