Wojewoda wielkopolski: Byłem zakochany w Edycie Bartosiewicz

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Błażej Dąbkowski

Wojewoda wielkopolski: Byłem zakochany w Edycie Bartosiewicz

Błażej Dąbkowski

- Uważam, że każdemu człowiekowi należy się szacunek i nie zgadzam się z hejtem wobec mniejszości seksualnych. Ale to powinno działać w dwie strony - tłumaczy w rozmowie z "Głosem" Łukasz Mikołajczyk, wojewoda wielkopolski i były senator PiS.

W partii mówi się, że decyzja o powierzeniu panu stanowiska wojewody jest kontynuacją "instalowania" w Poznaniu Prawa i Sprawiedliwości w wersji light. Najpierw było pierwsze miejsce na liście wyborczej dla Jadwigi Emilewicz, teraz były senator Łukasz Mikołajczyk otrzymuje urząd wojewódzki. Jest pan tą łagodną twarzą PiS?

Łukasz Mikołajczyk, wojewoda wielkopolski: Zawsze starałem się być otwarty na dialog. Kluczowe jest dla mnie to, abyśmy wszyscy w Wielkopolsce, bez względu na to jakie mamy poglądy, potrafili wspólnie usiąść i rozwiązywać problemy przy jednym stole. W ten sposób zamierzam pracować także w tej chwili – stawiać na dialog i merytoryczną dyskusję, a jednocześnie unikać awantury politycznej. Samorząd nie może funkcjonować bez rządu i odwrotnie. To naczynia połączone, dlatego liczę na współpracę. W środę spotkałem się z marszałkiem województwa Markiem Woźniakiem, z którym ustaliliśmy wspólne pola do działania. Oczywiście, jeśli ze strony samorządowców nastąpi w jakimś momencie nieuzasadniony atak na rząd, nie będę się z tym godził, choć nie chcę uruchamiać dyskusji opartej na krytyce.

Część urzędników i przedstawiciele władz Poznania odetchnęli z ulgą, kiedy dowiedzieli się, że to pan zostanie wojewodą, a nie Tadeusz Dziuba.

Nie słyszałem o tym. Uważam jednak, że obecny wiceprezes NIK Tadeusz Dziuba zrobił wiele dobrego dla rozwoju województwa. Każdy z dotychczasowych wojewodów, czy był to wspomniany Tadeusz Dziuba, Zbigniew Hoffmann, czy Piotr Florek różnili się od siebie. Każdy z nas ma inny temperament, inne spojrzenie na kwestie związane z szeroko pojętą polityką i stylem zarządzania.

"Irytuje mnie, gdy samorządy mówią, że będą miały niższe wpływy do budżetu" - powiedział pan kilkanaście dni temu. To ma zachęcać do dialogu w sytuacji, w której budżety samorządów na 2020 r. są ścinane?

Podtrzymuję te słowa. Gdybyśmy spojrzeli na lata 2010-2019 wpływy do gminnych budżetów są coraz wyższe. Taka sytuacja miała miejsce w dużej mierze dzięki rządom Prawa i Sprawiedliwości. Wystarczy wejść na stronę internetową miasta Poznania, gdzie w tekście z 20 listopada 2018 r., czytamy, że w 2019 r. w miasto wyda się ponad miliard złotych na inwestycje, a wpływy z podatku PIT i CIT będą większe niż rok wcześniej. Te rekordy i wyższe wpływy nie wzięły się znikąd, bo to w znacznym stopniu zasługa uszczelnienia systemu podatkowego przez rząd. O tym się już nie mówi, bo łatwiej jest opowiadać teraz o cięciach w budżecie na 2020 r. Gdybym był prezydentem, cieszyłbym się z tego, że również moi pracownicy odczują obniżenie podatku, a młodzi mieszkańcy do 26 roku życia w ogóle go nie zapłacą. Odsuńmy więc tabelki arkuszu kalkulacyjnego na chwilę na bok i spójrzmy na ludzi, którzy pracują z nami w jednym urzędzie czy jednym mieście.

Prezydent Poznania spoglądając na te tabelki, widzi jednak, że w związku z obniżeniem podatku PIT, stolica Wielkopolski straci 175 mln zł.

Będę o tym rozmawiał z samorządowcami w każdym wielkopolskim powiecie. Zamierzam im pokazać konkretne wartości obrazujące, że rząd nie zabiera funduszy żadnej gminie ani powiatowi w Wielkopolsce. Razi mnie to, że prezydent Jaśkowiak, używając takiej argumentacji, podnosi na przykład kwestię podwyżki cen biletów komunikacji miejskiej. Dlaczego zatem, kiedy w ostatnich latach chwalił się wysokimi i rekordowymi wpływami z PIT i CIT, nie obniżył lokalnych podatków czy cen biletów za komunikację miejską? Powinien być konsekwentny w obie strony.

Kwestią sporną na linii rząd-samorząd jest także wysokość subwencji oświatowej. Tu z kolei władze Poznania alarmują o tym, że otrzymają tylko 52 proc. kosztów, a miasto będzie musiało dopłacić ponad 570 milionów złotych do funkcjonowania szkół.

Subwencja oświatowa to temat mi bliski, ponieważ przez kilkanaście lat pracowałem w szkole, najpierw jako nauczyciel, a następnie dyrektor największej szkoły podstawowej w powiecie ostrowskim. Dlatego wychodzę z założenia, że uczeń to nie koszt a inwestycja. Oczywiście samorządy co roku dokładają z własnych budżetów do oświaty, ale trzeba pamiętać, że za wzrostem wydatków w tym obszarze idzie także wyższa subwencja. Mamy przecież wdrożone podwyżki dla nauczycieli, za chwilę pojawią się kolejne, co oczywiście generuje koszty. Edukacja jest jednak na tyle istotna, że każdemu samorządowcowi powinno zależeć na utrzymaniu jej na jak najwyższym poziomie. Przypomnę tylko, że subwencja na 2019 rok wyniosła w skali całego kraju 47 miliardów złotych i była wyższa o 4 miliardy złotych w stosunku do 2018 roku. Z kolei w przyszłym roku sięgnie ona blisko 50 mld zł.

- Zawsze starałem się być otwarty na dialog. Kluczowe jest dla mnie to, abyśmy wszyscy w Wielkopolsce, bez względu na to jakie mamy poglądy, potrafili
Grzegorz Dembiński - Zawsze starałem się być otwarty na dialog. Kluczowe jest dla mnie to, abyśmy wszyscy w Wielkopolsce, bez względu na to jakie mamy poglądy, potrafili wspólnie usiąść i rozwiązywać problemy przy jednym stole - mówi Łukasz Mikołajczyk, wojewoda wielkopolski.

Porównując jednak wydatki z budżetu państwa na oświatę jako procent PKB, widać tendencję spadkową. W 2004 roku państwo wydawało na ten cel 2,72 proc. PKB, a w 2017 roku już tylko 2,11 proc.

Nie twierdzę, że nie trzeba dyskutować o subwencji, zresztą Ministerstwo Edukacji Narodowej pracuje już nad rozporządzeniem dotyczącym sposobu jej podziału dla jednostek samorządu terytorialnego na 2020 r. Na pewno potrzebne jest wypracowanie algorytmu, dzięki któremu wsparcie uzyskałyby szkoły w mniej zamożnych gminach. Kiedy rozmawiam z samorządowcami o oświacie, mówię im, by także zwracali uwagę na arkusze organizacyjne szkół, przydział godzin, czy tworzenie oddziałów pod kątem liczebności i efektywności. Jako były dyrektor szkoły wiem, gdzie można szukać oszczędności.

Kiedy zamierza się pan zająć przywróceniem starego dworca kolejowego pasażerom? Poprzedni wojewoda powoływał zespół ekspertów, spotykał się z władzami PKP, ale do tej pory widocznych efektów brak.

Znam już dobrze ten problem, choć w urzędzie jestem dopiero od niecałych trzech tygodni. Rozmawiałem już na ten temat z minister Jadwigą Emilewicz i radą ekspertów przy wojewodzie wielkopolskim. Prace muszą teraz przyspieszyć. Z moich informacji wynika, że przebudowa starego dworca miałaby zakończyć się w 2023 r. Zasadniczą kwestią będzie oczywiście finansowanie, w tej sprawie spotkam się właśnie z panią minister w tym tygodniu.

Problemy komunikacyjne to także transport autobusowy. Z dopłat stworzonego przez rząd Funduszu Rozwoju Przewozów Autobusowych skorzystało w Wielkopolsce niewiele samorządów. Do podziału było 20 milionów, a rozdzielono niecały milion. Eksperci krytykują sposób funkcjonowania funduszu, bo jego założenia są nieżyciowe.

Mamy świadomość tego, że być pewne kwestie trzeba będzie poprawić. Powinniśmy z jednej strony uelastycznić warunki tego programu, z drugiej trzeba położyć większy nacisk na jego promocję. Niektóre samorządy nie chcą z niego korzystać, ponieważ muszą dopłacić do funkcjonowania połączeń ze swojego budżetu, ale nie konsultują już tego z mieszkańcami. Na szczęście nabór na 2020 r. pokazuje, że samorządy wykazały większe zainteresowanie. W Wielkopolsce zgłosiło się pięć powiatów oraz 14 gmin, które oczekują na dopłaty do 186 linii. To o 100 linii więcej niż w 2019 roku.

W najbliższych czterech latach przyjdzie się panu zmierzyć także z niewypałem, jakim jest program Mieszkanie Plus. Przez cztery lata w Polsce nie wybudowano nawet tysiąca lokali, w Poznaniu nie powstał nawet jeden.

Potrzebujemy tu znacznie większej dynamiki, jestem przekonany, że nabierze on rozpędu pod okiem minister Emilewicz. Musimy jednak patrzeć na to, że proces budowy jest wieloletni, pod budowę trzeba przecież pozyskać grunt, czy zdobyć odpowiednie pozwolenia. W Wielkopolsce do tej pory powstało 258 mieszkań w gminie Jarocin. Z kolei w Kępnie oddano 36 mieszkań, których mieszkańcy uczestniczą w programie ,,Mieszkanie na Start”, finansowego wsparcia w ponoszeniu wydatków z tytułu najmu mieszkania w formie dopłat pokrywających część czynszu najmu. W programie ,,Mieszkanie na Start” uczestniczą również najemcy 32 mieszkań w dwóch budynkach wybudowanych w Koninie. W przypadku Poznania bierzemy pod uwagę bardzo atrakcyjny teren Wolnych Torów. W tej chwili wiemy, że w Poznaniu Mieszkanie Plus ma być realizowane także przy ul. Śniadeckich.

Rozpoczynając swoja pracę w urzędzie wojewódzkim, mówił pan, że jednym z priorytetów będzie dla pana bezpieczeństwo i e-bezpieczeństwo dzieci i młodzieży. Na czym mają polegać te działania? Wojewoda odetnie dostęp do internetu najmłodszym?

Z wykształcenia jestem informatykiem i wiem, że dziś nie można funkcjonować bez internetu, ale jako nauczyciel i rodzic dwóch córek mam też świadomość zagrożeń, jakie niesie cyberprzestrzeń. Niestety nie mamy skutecznych działań systemowych w tym zakresie. Dlatego chcę powołać Wielkopolski Zespół Bezpieczeństwa Dzieci i Młodzieży, w którym pojawią się psychologowie, nauczyciele, przedstawiciele służb mundurowych. Będziemy próbowali nie tylko docierać do najmłodszych, ale także postaramy się zwiększyć świadomość rodziców. Chcemy im uzmysłowić, że uzależnienia nie dotyczą tylko osób nadużywających alkoholu czy narkotyków, równie niebezpieczne mogą być infoholizm czy fonoholizm.

Zajmie się pan także hejtem, który w wielu szkołach stał się prawdziwą plagą?

To będzie jeden z obszarów działania tego zespołu. Dziś cały świat zmaga się niestety z hejtem. Jako senator byłem organizatorem seminarium w ramach trójkąta weimarskiego "Hejter, hacker, e-obywatel", podczas którego wymienialiśmy się doświadczeniami z Niemcami i Francuzami. Być może nadszedł już czas, by podjąć radykalne działania legislacyjne, które pozwolą skutecznie walczyć z hejterami. O ile my, dorośli politycy, jesteśmy już uodpornieni na takie zachowania, o tyle psychika dziecka jest na tyle krucha, że hejt może zakończyć się nawet samobójstwem.

Zapowiedział pan, że osobiście przejmie nadzór nad kuratorium oświaty. Będzie pan zlecał kontrole w szkołach, w których organizowane są Tęczowe Piątki?

Oczywiście. Dla mnie Tęczowe Piątki są niedopuszczalne, jeśli dyrektor nie uzyska zgody rodziców na organizację takich wydarzeń. Warto rozróżnić promocję pewnych poglądów od realizacji celów zgodnych z wytycznymi ministerstwa edukacji. Tam, gdzie Tęczowy Piątki stały się pewną tradycją, rodzic powinien to wiedzieć w momencie, kiedy wybiera dziecku szkołę. Jeżeli jemu to odpowiada, nie widzę tu żadnego problemu. Dla mnie jednak nieco przykre jest to, że część rodziców nie posyła swoich dzieci na lekcje ze względu na organizację tego typu akcji. Taka sytuacja mnie przeraża jako wieloletniego nauczyciela, dla którego wychowanie w kanonie tradycyjnych wartości jest niezwykle istotne. Wszyscy rodzice powinni mieć wpływ na to, czy tego typu akcje powinny się odbywać w szkole. Brak zgody choćby jednego rodzica powinien tę akcję dyskwalifikować. 

Nie uważa pan jednak, że Tęczowe Piątki są przynajmniej po części odpowiedzią właśnie na hejt wobec mniejszości seksualnych?

Uważam, że każdemu człowiekowi należy się szacunek i nie zgadzam się z hejtem wobec mniejszości seksualnych. Ale to powinno działać w dwie strony – środowisko LGBT niejednokrotnie również uderza w katolików, co było widać np. na niektórych marszach równości. Oczywiście nie chcę uogólniać, bo wśród swoich uczniów miałem także osobę homoseksualną i nie mieliśmy żadnego problemu, by wspólnie usiąść i porozmawiać. Szanowaliśmy się nawzajem. Szacunek jest potrzeby w relacjach z każdym człowiekiem, niezależnie od jego poglądów, orientacji, rasy czy płci.

Zdążył się już pan przeprowadzić do Poznania?

Tak.

- Zawsze starałem się być otwarty na dialog. Kluczowe jest dla mnie to, abyśmy wszyscy w Wielkopolsce, bez względu na to jakie mamy poglądy, potrafili
Grzegorz Dembiński - Zawsze starałem się być otwarty na dialog. Kluczowe jest dla mnie to, abyśmy wszyscy w Wielkopolsce, bez względu na to jakie mamy poglądy, potrafili wspólnie usiąść i rozwiązywać problemy przy jednym stole - mówi Łukasz Mikołajczyk, wojewoda wielkopolski.

Czym się pan zajmuje po pracy?

Póki co wychodzę z urzędu bardzo późno. Po powrocie do mieszkania zajmuję się merytorycznym przygotowaniem do kolejnego dnia pracy.

Pytam, bo pana poprzednik Zbigniew Hoffmann opowiadał, że w czasie wolnym lubi poszukiwać dobrych płyt jazzowych.

W domu, kiedy spędzam czas z rodziną, lubię bardzo gry planszowe. Z sześcioletnią Tosią gramy w chińczyka czy memory, to daje nam ogromną frajdę. Zawsze sporo czytałem, ale ostatnio wystarcza jedynie czasu na lekturę dokumentów urzędowych, więc sporo książek czeka w kolejce do przeczytania. Wielkim fanem jazzu nie jestem, ale muzyki sporo słucham i zróżnicowaną – od Stinga, Celine Dion po Edytę Geppert. Mam też słabość do twórczości Edyty Bartosiewicz, w której jako nastolatek byłem zakochany (śmiech).

Na półce ma pan książki Olgi Tokarczuk?

Przyznaję, że nie przeczytałem żadnej, ale jedną mam.

Więc nie odpowie pan na pytanie, czy zasłużenie zdobyła literacką nagrodę Nobla?

To znaczące i ważne w świecie wyróżnienie, natomiast fachową ocenę pozostawiam literaturoznawcom, specjalistom w tej dziedzinie. Dla mnie to motywacja, aby zapoznać się z jej twórczością. Zacznę od "Prawiek i inne czasy".

Błażej Dąbkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.