Wodę z płynem do dezynfekcji podano do obiadu dzieciom w żłobku

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Marta Żbikowska

Wodę z płynem do dezynfekcji podano do obiadu dzieciom w żłobku

Marta Żbikowska

Do nieszczęśliwego wypadku doszło w jednym ze żłobków na poznańskich Jeżycach. Pracownica pomyliła butelki i nalała dzieciom do obiadu płynu do dezynfekcji.

Nie wiadomo, jak długo butelka po wodzie, do której ktoś przelał niebezpieczną substancję stała w kuchennej szafce w jednym z poznańskich żłobków. Nie wiadomo też, kto ją tam postawił.

Wiadomo, że 9 sierpnia jedna z pracownic pomyliła się i płyn do dezynfekcji trafił do dziecięcych kubeczków.

- To dla nas niezrozumiały i tragiczny ciąg zdarzeń, który staraliśmy się wyjaśnić - tłumaczy Marzena Mierkiewicz, właścicielka żłobka Ogrody Montessori przy ul. Polnej w Poznaniu. - Okazało się, że 5-litrowy baniak z rozcieńczonym płynem do dezynfekcji stał w tej kuchni od kilku miesięcy. W tej chwili nie jest już możliwe ustalenie, jak do tego doszło, ale mogę zapewnić, że osoby, które w dniu wypadku pracowały z dziećmi, zostały ukarane.

Właścicielka zapewnia, że zaraz po nieszczęśliwym wypadku, w żłobku został powołany zespół, którego celem było wyjaśnienie zajścia. Efektem prac zespołu był protokół, z którym mogli zapoznać się rodzice. Wielu z nich jednak, czuje się rozczarowana postawą placówki.

- Protokoły, komisje i kontrole to działania podjęte po czasie, czuję ogromny żal do kierownictwa, że nie zostaliśmy poinformowani natychmiast po zdarzeniu

- mówi mama Alana. - O tym, że w żłobku doszło do takiego wypadku dowiedziałam się kilka dni później, z maila otrzymanego od jednej z mam.

Inna mama przyznaje, że pracownicy tego samego dnia poinformowali ją, że jej dziecko wypiło feralny płyn.

- To zdarzenie miało miejsce około godziny 13, a ja dowiedziałam się o tym o 17, gdy odbierałam dziecko ze żłobka - żali się kobieta. - Czy tak trudno jest zadzwonić i powiedzieć, że zdarzył się wypadek, żeby rodzice mogli sami zadecydować, jak dalej postępować? Ze żłobka natychmiast pojechaliśmy do szpitala.

Ojciec dziecka dodaje: Byliśmy już przyjęci do szpitala, a późnym wieczorem dostaliśmy wiadomość, że przejrzano monitoring i syn nie wypił tej wody. Wróciliśmy więc do domu. Kolejnego dnia, żona wystąpiła z oficjalną prośbą o przekazanie nam nagrania. Wtedy okazało się, że doszło do pomyłki i syn jednak wypił tę skażoną wodę. Na szczęście, nic mu się nie stało.

Dyrekcja placówki zapewnia, że rodzice tych dzieci, które znalazły się w grupie ryzyka, zostali poinformowani o zajściu jeszcze tego samego dnia.

- Z pozostałymi rodzicami rozmawialiśmy w kolejnych dniach - wyjaśnia Marzena Mierkiewicz.

Wielu rodziców zdecydowało się zgłosić do szpitala, aby sprawdzić, czy z ich dziećmi wszystko jest w porządku.

W dwóch przypadkach lekarze zadecydowali o zatrzymaniu maluchów na obserwacji. Ich wyniki badań okazały się być niepokojące.

Obecnie, ich zdrowiu nie zagraża żadne niebezpieczeństwo.

Rodzice mają żal nie tylko o to, że nie zostali natychmiast poinformowani o wypadku. Zastanawiają się, dlaczego od razu nie wezwano pogotowia, lekarza albo chociaż pielęgniarki, która mogłaby ocenić stan zdrowia maluchów.

- Skontaktowaliśmy się z infolinią producenta środka do dezynfekcji i udzieliliśmy dzieciom takiej pomocy, na jaką wskazywała karta charakterystyki produktu - tłumaczy Marzena Mierkiewicz. - Dzbanek ze skażoną wodą znalazł się na jednym stoliku, przy którym siedziało około dziesięciorga dzieci. Nie zatailiśmy niczego przed ich rodzicami.

Ci jednak nie czują się usatysfakcjonowani. O wyjaśnienie sytuacji zwrócili się do Urzędu Miasta Poznania, od którego żłobek otrzymuje dotację. Urzędnicy poinformowali rodziców, że podjęli w placówce natychmiastową interwencję przeprowadzając kontrolę. Uznali też, że

doszło tutaj do bezpośredniego narażenia zdrowia i życia dzieci, dlatego o możliwości popełnienia przestępstwa poinformowano prokuraturę.

O zadośćuczynienie postanowili walczyć rodzice jednego z dzieci wynajmując prawnika.
- Na razie prowadzimy negocjacje ugodowe z placówką - mówi mecenas Radosław Szczepaniak, pełnomocnik rodziny. - W takim przypadku za doznany stres i cierpienie psychiczne przysługuje rodzicom zadośćuczynienie. W przyszłym tygodniu wystąpimy do żłobka z oficjalną propozycją ugody. Na razie nie mamy zamiaru wszczynać sprawy sądowej.

Marta Żbikowska

m.zbikowska@glos.com

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.