Władze Poznania dają zielone światło na kontrowersyjne domy przy skarpie nad Stawem Browarnym. Mieszkańcy: Urzędnicy działali "cichaczem"

Czytaj dalej
Fot. Waldemar Wylegalski
Łukasz Cieśla

Władze Poznania dają zielone światło na kontrowersyjne domy przy skarpie nad Stawem Browarnym. Mieszkańcy: Urzędnicy działali "cichaczem"

Łukasz Cieśla

Działki przy skarpie nad Stawem Browarnym w Poznaniu, popularnym miejscu rekreacyjnym, mogą zostać zabudowane. Urząd Miasta pozwolił spółce związanej z Wielkopolskim Funduszem Hipotecznym na budowę trzech budynków dla sześciu rodzin. Oburzona jest część okolicznych mieszkańców. Podkreślają, że Urząd Miasta działał za ich plecami i skorzystał z zapisów tzw. ustawy covidowej, by ograniczyć konsultacje społeczne. - Urząd najpierw traktował nas jako stronę, a potem przestał przysyłać jakiekolwiek informacje – stwierdza Marek Sierzputowski, który mieszka przy ul. Borsuczej, tuż obok planowanej inwestycji.

Początkowo Wielkopolski Fundusz Hipoteczny planował znacznie większą zabudowę skarpy przy Stawie Browarnym, niedaleko poznańskiej Malty, tuż obok Doliny Cybiny. O sprawie pisaliśmy już w „Głosie Wielkopolskim”. Okoliczni mieszkańcy z domów jednorodzinnych oraz z osiedla Warzelnia podkreślali, że inwestycja zniszczy tereny zielone i schodzi niemalże do ścieżek spacerowych i rowerowych oraz do samego stawu.

Czytaj więcej: Deweloper- Wielkopolski Fundusz Hipoteczny - nie komentuje sprawy. Początkowo chciał zbudować 10 apartamentów

Urzędnicy tymczasem mówili, że trwają prace nad miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. I na pewno nie będzie zgody na tyle budynków, ile inwestor przedstawiał na swoich wizualizacjach w internecie.

Jak się okazało, Urząd Miasta nie czekał na zakończenie prac nad planem przez Miejską Pracownię Urbanistyczną. Niedawno wydał deweloperowi warunki zabudowy na trzy budynki, w których łącznie może znajdować się sześć mieszkań. To mniej niż chciał inwestor, ale mieszkańcy i tak są oburzeni działaniami urzędników.

Czytaj więcej: Oczyszczanie dna Stawu Browarnego było fikcją? Świadkowie mówią o ciężarówkach-widmo

Urząd Miasta Poznania powołuje się na koronawirusa i ogranicza konsultacje społeczne. O warunkach zabudowy dla dewelopera mieszkańcy dowiedzieli się po fakcie

Sąsiedzi planowanej inwestycji podkreślają, że Urząd Miasta działał „po cichu”, bo urzędnicy skorzystali na przykład z ustawy covidowej i z powodu epidemii powołali się na możliwość ograniczenia stronom czynnego udziału w postępowaniu. Efekt jest taki, że mieszkańcy już po fakcie dowiedzieli się o wydanych warunkach zabudowy.

- Nam w 2009 roku urząd nie pozwolił na przebudowę garażu na budynek mieszkalny, twierdząc, że nie możemy mieć dwóch domów na jednej działce. Teraz jednak w sąsiedztwie mogą stanąć, na dwóch działkach, trzy duże budynki mieszkalne. Powierzchnia zabudowy tych budynków wyraźnie wskazuje, że nie będą to budynki jednorodzinne. Skąd taka różnica w traktowaniu mieszkańców?

- dziwi się Marek Sierzputowski, mieszkający przy ul. Borsuczej. - Od 2018 roku urząd informował nas o planowanej inwestycji, uznawał nas za stronę, bo przecież mamy kilka metrów do działek dewelopera. Potem jednak urząd przestał nam przysyłać informacje. 11 maja wystąpiliśmy do Urzędu Miasta o wstrzymanie wydawania inwestorowi warunków zabudowy oraz o ponowne uznanie nas za stronę. Urząd odpowiedział po dwóch tygodniach i lakonicznie stwierdził, że warunki zabudowy zostały już wydane. W ogóle nie odniesiono się w tym piśmie do naszego wniosku o pokazanie nam pełnej dokumentacji oraz o ponowne uznanie nas za stronę.

Warunki zabudowy zostały wydane 13 maja. Inwestor, jak wskazano w decyzji, musi zwrócić uwagę, że teren jest zlokalizowany w bezpośrednim sąsiedztwie obszaru zagrożonego ruchami ziemi. Inwestycja wymaga również oceny „stateczności zbocza”. W ocenie mieszkańców, urząd sam przyznaje, że domy mają stanąć na niepewnym gruncie.

Urząd Miasta: od października nie było uwag. A nawet gdyby wnioski wpłynęły wcześniej, nie było przesłanek do wstrzymania wydania warunków zabudowy

Jednak poznański Urzędu Miasta widzi tę sprawę inaczej. Jak słyszymy, w decyzji o warunkach zabudowy padają standardowe sformułowania. Ponadto, jak wskazują urzędnicy, od października ubiegłego roku żadna ze stron nie wniosła uwag do sprawy. Z kolei niedawne wnioski o zawieszenie postępowania wpłynęły już po wydaniu decyzji dla dewelopera.

SPRAWDŹ
Urząd Miasta już wcześniej zapowiadał, że nie będzie zgody na wizualizacje dewelopera, Wielkopolskiego Funduszu Hipotecznego

Trzy domy dla sześciu rodzin mają stanąć tuż przy skarpie nad Stawem Browarnym. Zdaniem grupy mieszkańców - inwestycja nie tylko zniszczy krajobraz i
Waldemar Wylegalski Trzy domy dla sześciu rodzin mają stanąć tuż przy skarpie nad Stawem Browarnym. Zdaniem grupy mieszkańców - inwestycja nie tylko zniszczy krajobraz i Dolinę Cybiny, ale także będzie niebezpieczna, bo ingeruje w skarpę. Z kolei w ocenie Urzędu Miasta zabudowa jest możliwa. Ciąg dalszy sporu zapewne nastąpi, bo mieszkańcy zapowiadają skargę do Samorządowego Kolegium Odwoławczego.

Sprawę skomentował również Bartosz Guss, zastępca prezydenta Poznania.

- Warunki zabudowy, które wydaliśmy, są zgodne z założeniami studium i przygotowywanego planu miejscowego. Nie było też podstaw prawnych, by odmówić inwestorowi zabudowania terenu poprzez postawienie trzech budynków nawiązujących do stojących obok domów jednorodzinnych. Prawa strony w tym postępowaniu przyznano dziesięciu okolicznym mieszkańcom. Sądzę więc, że społeczność lokalna była reprezentowana w wystarczający sposób. Skorzystaliśmy rzeczywiście z zapisów ustawy covidowej i nie wysyłaliśmy mieszkańcom niektórych dokumentów podczas trwania procedury. Ich wnioski o wstrzymanie procedury wpłynęły już po wydaniu warunków zabudowy. Ale nawet, gdyby wpłynęły wcześniej, nie było przesłanek prawnych do wstrzymania wydania warunków zabudowy. Strony mają prawo odwołać się od decyzji miasta

– zapewnia nas Bartosz Guss.

Mieszkańcy zapowiadają, że skorzystają z drogi odwoławczej i poskarżą się do SKO. Postawę urzędników uważają za arogancką.

- Najlepiej gdyby skarpa pozostała niezabudowana, biorąc pod uwagę cenne przyrodniczo tereny zielone oraz niestabilność samego zbocza. A jeśli już teren miałby zostać zagospodarowany w ten sposób, to znacznie niższą i mniej intensywną zabudową. To byłby taki zgniły kompromis. Na pewno nie będzie naszej zgody na to, co planują urzędnicy, czyli budynek dla sześciu rodzin o szerokości 72 metrów. To gruba przesada. Te osoby, które mają status strony, złożą skargę do SKO. Ale przeciwników inwestycji jest więcej. W pięć dni zebraliśmy już ponad 500 podpisów pod naszą petycją sprzeciwiającą się zabudowie - zaznacza Małgorzata Jazel, mieszkanka Warzelni.

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.