Twardy charakter to wielki atut Agnieszki Dygant

Czytaj dalej
Fot. Przemyslaw Swiderski
Paweł Gzyl

Twardy charakter to wielki atut Agnieszki Dygant

Paweł Gzyl

Dzieciństwo Agnieszki naznaczyły rodzinne tragedie. Najpierw umarł ojciec, potem zachorowała mama, a jeszcze później ojczym zginął w wypadku samochodowym. To jednak sprawiło, że od małego musiała sobie radzić sama w życiu. Z czasem jej się to przydało. Chociaż nie spełniła na razie marzenia o graniu w teatrze, jest niekwestionowaną gwiazdą telewizji i kina.

W pierwszych piętnastu minutach filmu ulega straszliwemu wypadkowi. Jej motocykl zderza się na autostradzie z samochodem. Choć cudem udaje jej się ujść z życiem, cierpi na chroniczne bóle kręgosłupa. Aby je uśmierzyć, podkrada szpitalne leki. Z czasem staje się od nich uzależniona. Tak rozwija się najciekawszy wątek filmu „Botoks”, związany z postacią graną przez Agnieszkę Dygant.

- Widzowie znów dostaną rozrywkę i mocne uderzenie, na które tak liczą. Plus czarne poczucie humoru Patryka Vegi. Kiedy pierwszy raz czytałam scenariusz, pędziłam przez kolejne strony, ciekawa, co będzie dalej. Ten film to prawdziwa kondensacja trudnych i dziwnych przypadków medycznych. Efekt jest wręcz magnetyczny. Trudno się oderwać. Sceny w tym filmie są tak świetnie skomponowane i ułożone w odpowiednim kontekście, że nagle łapiesz się na tym, że śmiejesz się, gdy komuś odpadła głowa - zachęca aktorka w „Telemagazynie”.

To nie jest jej pierwsza rola u polskiego reżysera. Poprzednio widzieliśmy ją w filmie „Pitbull. Nowe porządki”, gdzie grała prostytutkę o pseudonimie „Kura”. Aby wcielić się w rolę morderczyni, oczekującej w więzieniu na karę, aktorka pozwalała sobie na śmiałe eksperymenty.

- Aktorzy nazywają to wchodzeniem w rolę. Przechodziłam przez pasy bez sygnalizacji świetlnej, samochody przejeżdżały i nikt nie chciał się zatrzymać. W pewnym momencie jednak jeden kierowca stanął, żeby mnie przepuścić, a ja pomyślałam sobie: Masz szczęście, gnoju, bo tak się składa, że wczoraj zabiłam człowieka. Poczułam jakiś dziwny „power”, pomyślałam, że jestem niebezpieczna i nieobliczalna. Że mogłabym uszkodzić chłopinę, no albo... przynajmniej jego samochód - śmieje się w „Gazecie na Weekend”.

Czytaj dalej, a dowiesz się jaki wpływ na życie prywatne Agnieszki Dygant miała jej kariera i jak pogodziła sukces zawodowy z macierzyństwem. 

Pozostało jeszcze 83% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Paweł Gzyl

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.