TUPLICE. Niemcy zabiorą „swoje” odpady. Tylko kiedy?- pytają mieszkańcy gminy.

Czytaj dalej
Fot. Lucyna Makowska
Lucyna Makowska

TUPLICE. Niemcy zabiorą „swoje” odpady. Tylko kiedy?- pytają mieszkańcy gminy.

Lucyna Makowska

Hałda 40 tysięcy ton odpadów z niemieckiej huty cynku , która od sześciu lat zalega na prywatnym terenie w Tuplicach ma szansę zniknąć. Jak? Po latach walki, strona niemiecka została zobowiązana do zabrania żużlu, na własny koszt.

- O tym zapewniali nas w maju tego roku, podczas wizyty w gminie przedstawiciele Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska – mówi wójt Katarzyna Kromp.- To jest już jakieś światełko w tunelu, ale jestem realistką i dopóki nie zobaczę, jak wyjeżdżają stąd ciężarówki, i ktoś nam przeprowadzi badania, że teren jest czysty, będę spokojniejsza. Na razie radość jest przedwczesna.

Mogli odpady składować i przerabiać
Pierwszy transport żużla z niemieckiej fabryki cynku w Chemnitz, trafił do Tuplic w połowie 2013 roku, gdy gminą rządził Tadeusz Rybak. Kolejne w 2014 i 2015 roku. Wtedy to na mocy decyzji ówczesnego starosty żarskiego, spółka otrzymała zezwolenie na zbieranie odpadów i ich przerabianie na kruszywo budowlane, które mogło być wykorzystywane na przykład do budowy dróg. Teren był prywatny, ciężarówki z żużlem wjeżdżały nocą i niewiele osób wiedziało co tak naprawdę trafia na składowisko. Tym bardziej, że działka jest na uboczu miejscowości, w pobliżu ruin stacji PKP. Gmina zgłosiła wtedy też sprawę do prokuratury, ale ta odesłała ją do Wojewódzkiego Inspektora Ochrony Środowiska.
W 2015 roku wójt K. Kromp zwołała konferencję prasową, na którą zaprosiła wszystkie strony sporu. Wtedy szefowie WIOŚ przyznali publicznie,że pobrane były próbki z hałdy wskazują na obecność arsenu, ołowiu, ale i śladowych ilości niklu czy rtęci. Na mieszkańców padł blady strach.
Zanim zalegającą na terenie Tuplic górą odpadów zainteresowały się władze wojewódzkie, a potem ogólnopolskie instytucje ochrony środowiska, mieszkańcy Tuplic od lat zwracali się o pomoc do urzędów i instytucji lokalnych i wojewódzkich. Mówią, że przypominało to odbijanie piłeczki.
W pobliżu działki na której składowane były odpady znajdowało się kilka stawów. Już w 2016 roku wędkarze zauważyli niepokojące zjawisko śnięcia ryb. Niestety wciąż odbijali się od drzwi. W tym roku w kwietniu sytuacja się powtórzyła. Henryk Warchał mieszkający w pobliżu hałdy od lat zabiegał o uprzątnięcie odpadów. Nie mógł się pogodzić z niechcianym sąsiedztwem, bo jako celnik walczył, aby podobne śmieci nie wjeżdżały do Polski.
- Dziś już życie w stawach wokół składowiska odpadów wyginęło- mówi Robert Warchał. – Niedawno, w kwietniu w Księżycowym Stawie znów pływały śnięte ryby. Cieszę się, że coś w sprawie naszej hałdy drgnęło. Trzymam za to kciuki.

Wywieźć to za mało...
- Sprawa ma w tej chwili zasięg międzynarodowy, my ją tylko nagłośniliśmy i teraz już nie jesteśmy stroną, a jesteśmy tylko informowani o postępach.
W maju tego roku w gminie byli przedstawiciele WIOŚ GIOŚ i ich niemieckiego odpowiednika Landesdirection Sachsem. Niemcy, którzy przegrali toczący się i kilka lat urzędowy spór, przyjechali zrobić rozeznanie i w ciągu dwóch, trzech miesięcy mieli znaleźć firmę, która wyceni koszt tego transportu. We wrześniu pewnie poznamy szczegóły.
Zdaniem K. Kromp, wywieźć hałdę to za mało. - Jedni mówią, że odpady są nieszkodliwe, inni że mają śladowe ilości niklu rtęci czy ołowiu. Nie chcemy siać paniki, ale nie zgodzimy się by to u nas zalegało – przekonuje wójt. - Gmina leży na terenie chronionym ( obszar Natura 2000 i pogranicze Łuku Mużakowa), więc absurdem jest , że takie śmieci tu zwieziono. Myślę, że to nie jest finał tej sprawy, bo nie wyobrażam sobie, by to było ładowane koparką na samochody. Najgorsze, że część z tych odpadów na zawsze u nas zostanie, bo to nimi wybrukowano teren, na którym są złożone. Nie zakładam też , że nastąpi rekultywacja tego terenu.

Będzie je wywozić 2 tysiące ciężarówek
Odpady zwożone z Niemiec miały być wykorzystane jako kruszywo do budowy dróg. Zgodnie z pozwoleniem starosty, firma miała je nie tylko składować, ale i przetwarzać. To jak tłumaczył ówczesny wójt Tuplic- było warunkiem. W grudniu 2014 r. WIOŚ uznał że sposób ich składowania nie ma oddziaływania na środowisko. Niedawno wszystkie zalegające na terenie Tuplic odpady uznano za nielegalne. Mają być wywiezione z Polski i to na koszt strony niemieckiej. Szacuje się , że będzie to kosztować 3,5 mln euro, a 2 tysiące tirów będzie je transportować do Niemiec przez pół roku.

Polecane
Gmina Żagań. Mandat za skażenie gleby i nakaz zamknięcia działalności dla firmy z podżagańskiego Tomaszowa.
Zobacz

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Wielkopolskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Wielkopolskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Wielkopolskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Lucyna Makowska

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Danuta W

Pani redaktor nie umie liczyć.
Całość tego niemieckiego syfu zmieści się na 2000 ciężarówek.
A nie że 2 tys. ciężarówek będzie to wozić.
Taka drobna różnica.

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.