Trewir kończył powstanie, ale nie kładł kresu walkom

Czytaj dalej
Fot. Wielkopolskie Muzeum Walk Niepodległościowych, koloryzacja zdjęcia Mikołaj Kaczmarek
Grzegorz Okoński

Trewir kończył powstanie, ale nie kładł kresu walkom

Grzegorz Okoński

16 lutego 1919 roku, rozejm w Trewirze oficjalnie kończył czas walk Powstania Wielkopolskiego. One jeszcze toczyły się w najlepsze, ale ich wynik był przesądzony. Biały orzeł pokonał czarnego.

I wojna światowa zakończyła się 11 listopada 1918 roku rozejmem podpisanym w wagonie kolejowym w Compiegne. Droga do traktatu wersalskiego, kończącego praktycznie konflikt, była jeszcze daleka, i Niemcy nadal prowadziły działania wojenne. Powstanie Wielkopolskie, w czasie którego toczono regularne walki, z wykorzystaniem broni maszynowej, gazowej, pancernej i lotnictwa, było tego najlepszym dowodem.

Mocarstwa zachodnie dobrze o tym wiedziały i zdawały sobie sprawę, że - jak donosił Kurier Poznański, relacjonując informacje Władysława Grabskiego, delegata Naczelnej Rady Ludowej do Komitetu Narodowego - „Niemcy poczuli się znowu w sile, że jeżeli dziś przywarunkach zawieszenia broni stawiają opór, tem trudniej będzie narzucić im uciążliwe dla nich, a zasłużone warunki pokojowe”. W czasie konferencji paryskiej Roman Dmowski przedstawiał „całokształt sprawy polskiej na specjalnych konferencjach z przedstawicielami 5 wielkich mocarstw”, mówił o tym poangielsku i francusku przez ponad sześć godzin, wywierając „głębokie wrażenie, specjalnie na prezydencie Wilsonie, który bardzo interesował się wywodami przedstawiciela Polski”.

„Prasa nie tylko francuska, ale i angielska poczęła wskazywać na to, że Niemcy nie są pokonane, że jedynym na to sposobem jest energiczne wystąpienie wobec podnoszącego głowę prusactwa, a zwłaszcza określenie wschodnich granic Niemiec przez stworzenie silnej Polski” - zapewniał Kurier.

Historyk Janusz Karwat napisze - „obrona wyzwolonego obszaru nie byłaby możliwa bez wysiłku Komisariatu Naczelnej Rady Ludowej i Komitetu Narodowego w Paryżu. Bez tak zdecydowanej interwencji dyplomatycznej nie doszłoby do zmuszenia Niemców do podpisania zobowiązań rozejmowych”.

I kontynuacją Compiegne był Trewir, gdzie podpisano układ kończący Powstanie Wielkopolskie. Biuro Telegraficzne Wolffa, szanowana agencja prasowa, przesłało do gazet „telegram z dyjalogiem w Trewirze, w sprawie stworzenia linji demarkacyjnej w W.Księstwie Poznańskiem”.

Foch wziął sprawy w swoje ręce

Według niego Matthias Erzer-berger, niemiecki minister odpowiedzialny za sprawy zawieszenia broni pytał, jaki jest sens jej wyznaczenia. Marszałek Foch odpowiedział „naczelne dowódz-two koalicji doręczyło delegacji niemieckiej mapę. Znajduje się na niej zielona linja demarkacyjna. Wewnątrz tej zielonej linji demarkacyjnej nie może przyjść do żadnego ataku ze strony niemieckiej przeciwko Polakom”. Zapewnił, że strona polska ma także wstrzymać się na tym obszarze od działań wojennych, awojska obu stron mają stać „tam, gdzie dzisiaj stoją”.

Marszałek Foch przeforsował w treści dokumentu rozejmowego punkt mówiący o przerwaniu walk w Poznańskiem i wyznaczeniu linii oddzielającej tereny zajęte przez wojska obu walczących stron. Ta linia demarkacyjna, której oddziałom niemieckim nie wolno było przekraczać biegła - jak precyzuje znakomita Encyklopedia Powstania Wielkopolskiego pod redakcją Janusza Karwata i Marka Rezlera - przez dawną granicę Prus Wschodnich i Prus Zachodnich z Rosją do Dąbrowy Biskupiej, następnie na zachód od Dąbrowy, od Nowej Wsi Wielkiej, na południe od Brzozy, na północ od Szubina, od Kcyni, na południe od Szamocina, Chodzieży, na północ od Czarnkowa, na zachód od Miał, Międzychodu, Zbąszynia i Wolsztyna, na północ od Leszna i Rawicza, na południe od Krotoszyna, na zachód od Odolanowa i Ostrzeszowa, na północ od Wieruszowa, aż do granicy śląskiej.

Niemcy musieli zgodzić się z zapisami traktatu, ale w praktyce ich nie przestrzegali - już 17 i 18 lutego dochodzi do walk pod Nową Wsią Zbąską i Rynarzewem, a w lipcu - a więc grubo po podpisaniu przez Niemców traktatu wersalskiego - pod Kąkolewem, Rawiczem, Miejską Górką… Prasa donosiła, że 17-go trzy samoloty niemieckie ostrzelały pociąg osobowy, „który jechał o godzinie 2. po południu z Ostrowa do Skalmierzyc, raniąc ciężko pewną kobietę. Pociąg zatrzymał się, a podróżni powychodzili. Lotnicy nie przestali do nich strzelać z karabinu maszynowego”...

Walki już po traktacie...

Tymczasem 20 lutego Kurier Poznański przekazywał „Komunikat Głównego Dowództwa w Poznaniu z dnia 19 lutego 1919”, w którym pisał, że „... wzdłuż Noteci zwykła działalność artylerji i utarczki patroli. Tylko pod Rynarzewem silniejszy atak niemiecki poparty pancernym pociągiem. Atak rozbił się zupełnie w naszym ogniu, a pociąg pancerny wraz z 1 armatą rewolwerową, 1 granatomiotaczem, kilku kulomiotami i znaczną amunicją dostał się w nasz ręce. Zdobyto także wiele karabinów”.

Zakończenie powstania nie zakończyło walk - te trwały jeszcze w najlepsze. Polski komunikat głosił, że 19 lutego „przez cały dzień ożywiona działalność artylerji niemieckiej pod Kamionną, Zbąszyniem i Kopanicą. Wieczorem ostrzeliwał nieprzyjaciel, po części pociskami gazowemi Nowy Dwór, Łomnicę, Pierzyny, M. Grójec, Chobienice i Godziszewo. Noc minęła na ogół spokojnie. Pod Lesznem strzelała artylerja niemiecka na Klonówiec i las pod Trzeboniem. Z Włoszakowic wyparł nieprzyjaciel nasze posterunki”.

Walki trwały tak samo na froncie południowym - niemiecka artyleria i miotacze min prowadziły silny ogień na wschód od Rawicza, a także wspierały własne oddziały szturmujące polskie pozycje pod Chachalnią i Borownicą pod Zdunami. Pięciokrotnie Niemcy podchodzili tam do ataku i za każdym razem, przy dużych stratach byli odrzucani.

Komunikacja kolejowa z Berlinem przez Krzyż była zerwana: za Wronkami zniszczono tory kolejowe, pociąg do Berlina musiał zawrócić, a do Poznania nie dotarły gazety berlińskie, ani telegramy biura telegraficznego Wolffa. „Kurier” przypominał jednocześnie, by mieszkańcy w piątek przed południem powitali członków misji koalicyjnej przyjeżdżającej do Poznania - przystroili domy sztandarami wszystkich narodów koalicji w równej ilości, by nie przeważały barwy francuskie, a było mało brytyjskich, włoskich, czy amerykańskich.

Wojna trwała dalej, 21 lutego: pod Nakłem strzelały niemieckie działa, a atak na polskie posterunki notowano na zachód od Kowalewka i na północ od Budzynia. Niemcy odnieśli tu sukcesy, ale po kontrataku Polacy odzyskali wsie Jaktorowo, Sypniewo, Radwanki, Podstolice i Knary. Gazety pisały: „mimo zakazu Niemcy w dalszym ciągu postępują ofenzywnie i to ze zdwojoną furją. Dzisiaj zaś otrzymujemy od świadków, przybyłych z Krotoszyna, że Niemcy bombardowali znowu od wczoraj do dziś rano Krotoszyn pociskami najróżniejszego kalibru. Wszyscy mieszkańcy opuścili mieszkania, chroniąc się w piwnicach. Oto więc nowy przykład, jak Niemcy dotrzymują umów i jak respektują nakazy koalicji”.

Niemcy przygotowywali się do wielkiej ofensywy w maju 1919 roku, wobec której wojska wielkopolskie nie miałyby wielkich szans - ale Ferdinand Foch pilnował ustaleń z Trewiru i zagroził akcją wojsk francuskich. Pokój został zachowany.

Grzegorz Okoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.