Tenis stołowy dźwiękowy narodził się w Wielkopolsce. Dźwiękowy ping pong nie wyklucza widzących

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Anastazja Bezduszna

Tenis stołowy dźwiękowy narodził się w Wielkopolsce. Dźwiękowy ping pong nie wyklucza widzących

Anastazja Bezduszna

Pasja i sport. Talent i praca - jak każdy inny sportowiec, tak i Mateusz zbierający laury w tenisie dźwiękowym ma prosty przepis na sukces. Tyle, że właśnie jemu sportowa rywalizacja pozwoliła wrócić do aktywnego życia nastolatka.

Kto z nas nie próbował grać w tenisa stołowego? Zwany częściej ping pongiem, został wymyślony w Anglii pod koniec XIX wieku. Od tego czasu przeszedł wiele modyfikacji do postaci, którą znamy dziś. Ale oprócz ogólnie znanej wersji - gdzie dwóch lub czterech graczy uzbrojonych w rakietki przekazuje sobie piłeczkę przez stół - istnieje jeszcze jedna - tenis stołowy dźwiękowy. Wymyślono go w Wielkopolsce. Nie używa się w nim rakietek, a dookoła musi panować cisza. Grają w niego najczęściej niewidomi. Jego historia zaczęła się w 2011 roku w Owińskach.

- Kiedyś ze swoją grupą dzieci z niepełnosprawnością wzrokową czekałem pod salą na rozpoczęcie rehabilitacji - opowiada Leszek Szmaj, pomysłodawca gry i nauczyciel wychowania fizycznego w Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym dla Dzieci Niewidomych w Owińskach. - W tym czasie inna klasa miała tam wf. Uczniowie grali w ping ponga. Było słychać jak kibicują i przeżywają grę. Pod koniec ostatniego seta wszyscy bili brawo i radośni wyszli z zajęć. Moje dzieciaki poprosiły, by przybliżyć im zasady gry. Także chciały przeżyć te niesamowite emocje. Wiedziałem, że to się nie uda, jeśli zostawię siatkę i dam im paletki. Postanowiłem wtedy nieco tenisa stołowego zmodyfikować.

Tenis bez rakietek

Na samym początku pan Leszek zrezygnował z rakietek. Następnie została zdjęta siatka, za to na krawędziach stołu pojawiły się „anteny”. Z czasem trener opracował szczegółowe przepisy, gdzie kluczową rolę odgrywa dźwięk. Dziś odbywają się zawody i mistrzostwa z tenisa stołowego dźwiękowego, na które przyjeżdżają zawodnicy nie tylko z Polski, ale też z zagranicy. Gra ma już swoich miłośników także na Węgrzech, Słowacji i Ukrainie.

Tenis stołowy dźwiękowy polega na podawaniu piłeczki za pomocą rąk, ale w taki sposób, żeby ta odbiła się minimum dwukrotnie na polu podającego i nie została złapana przez przeciwnika. Ten z kolei może ją chwycić tylko używając dłoni i przedramienia. Wszystko powyżej łokcia nie wchodzi w grę.

Chociaż dźwiękowy tenis stołowy jest dedykowany niewidomym, może w nim swoich sił spróbować każdy, bo na czas gry i tak zawodnicy wkładają gogle przez które nic nie widać. Wtedy osoby niewidzące mają nawet przewagę, ponieważ łatwiej orientują się w ciemności i lepiej wykorzystują swój słuch. I właśnie o to chodzi.

- Dzieciaki, którym trudno odnaleźć się w życiu, przy stole czują się pewniej. Skupiają się na dźwięku piłki. Rywalizują. Starają się wygrać. To przynosi satysfakcję. Dlatego wracają na treningi

- mówi Leszek Szmaj. - Gra sprawia im przyjemność, ale też wspomaga realizację celów terapeutycznych, jakie stawiamy naszych uczniom.

Terapia przez sport

Mateusz nie opuszcza ani jednego treningu. Piętnastolatek trzy lata temu trafił do ośrodka. Stracił wzrok z powodu guza mózgu.

- W 2013 roku, kiedy Mateusz miał 8 lat, zaczął nam mówić, że słabo widzi - mówi Honorata Gieprz, mama chłopaka. - Okulista doradził nam konsultacje u neurologa. Ten z kolei powiedział, że coś ewidentnie uciska na nerwy wzrokowe. Wraz z lekarzami działaliśmy szybko. Po tomografii okazało się, że synek ma guza w mózgu.

Wiosną 2013 roku u Mateusza zdiagnozowano czaszkogardlak. To tak zwany łagodny nowotwór mózgu zlokalizowany w okolicy siodła tureckiego, które leży w pobliżu skrzyżowania nerwów wzrokowych. W populacji występuje dość rzadko. Mateusz okazał się tym jedynym na pół miliona osób.

Mimo że chłopak przeszedł operację dość szybko, po diagnostyce guz zdążył uszkodzić już nerwy wzrokowe. I to niestety, wciąż nie był koniec ich walki.

- Po operacji Mateusz widział tylko na lewe oko. Często też skarżył się na ból głowy. Podczas kontroli u lekarza okazało się, że nowotwór powrócił. Musieliśmy zrobić kolejną operację - opowiada mama Mateusza.

Po drugim wycięciu guza chłopak przeszedł serię naświetleń. Choroba odstąpiła. Ale on całkowicie stracił wzrok.

- Staraliśmy się go wspierać jak się dało. Mateusz uczył się w domu codziennie po trzy godziny - mówi Marek Gieprz, tata Mateusza.

- Prowadziliśmy go wszędzie za rękę, co spowodowało, że zaczął robić się mniej samodzielny - przyznaje mama Mateusza. - Jednak podczas jednej wizyty u lekarza, dowiedzieliśmy się o ośrodku w Owińskach. Akurat w bliskim terminie mieli drzwi otwarte, na które pojechałam z Mateuszem - opowiada pani Honorata.

Chłopcu miejsce się spodobało. Po rodzinnej naradzie zapadła decyzja, by rozpocząć przygodę z ośrodkiem. W 2017 roku Mateusz rozpoczął naukę w Owińskach. Od tej pory od poniedziałku do piątku mieszka w ośrodku, a na weekendy zabierają go rodzice do domu.

- Na początku Mateuszowi było ciężko. Nagle musiał sam sobie radzić: odnaleźć swoje rzeczy, iść na zajęcia, odrabiać lekcje - mówi mama Mateusza.

Wtedy też zaczął się buntować przeciw regułom panującym w ośrodku. Mówił cały czas, że jest zmęczony. Nie chciał chodzić na zajęcia. Aż pewnego dnia koledzy zaprosili go na trening do pana Leszka.

Zakręcił się jak piłka na stole tenisowym

- Przyszedłem z ciekawości. I tak do tej pory chodzę - mówi Mateusz.

- Tenis mi się bardzo podoba. Już przygotowuję się do kolejnych zawodów. Staram się nie przepuszczać treningów.

Chłopak uczestniczy w treningach trzy razy na tydzień. Łącznie spędza przy stole tenisowym cztery godziny.

Podobnie jak inni, niepewnie wchodzi na salę, ale przy stole nabiera śmiałości, prostuje plecy i koncentruje się na grze.

- Mateusz przyszedł taki trochę zagubiony na pierwsze zajęcia, ale szybko zrozumiał zasady gry. Udawało się mu coraz lepiej. Pojawia się na każdym treningu, a jak ma się spóźnić to dzwoni i informuje - bardzo mu zależy - mówi trener.

Jak każdy dobry zawodnik ma swoje triki. Kilka technik, które opanował do perfekcji, sprawia, że wygrywa prawie zawsze.

- Umiem rzucić bardzo wysoko, tak by piłka była nie do złapania. Podaję też „klipsem” - wtedy piłka leci bardzo szybko i nisko nad stołem, a przeciwnik nie zdąży wysłuchać gdzie ona jest

- zdradza niektóre swoje sposoby Mateusz.

Na słuch odróżnia też przeciwników. Po głosie i ruchach jest w stanie określić, gdzie się znajdują, jak planują atakować. Cisza podczas treningu i zawodów, którą zachowują zarówno zawodnicy, jak i kibice jest więc kluczowa.

Za każdym razem, gdy Mateusz wygrywa, z podniesioną głową czeka na uścisk dłoni przeciwnika. - Mateusz jak nietoperz wyczuwa piłkę. Wykorzystuję jego umiejętności i chęci przy nowych uczniach. Tylko wtedy proszę go, by grał na pół gwizdka czy na przykład, jedną ręką - mówi Leszek Szmaj.

Na ostatnich treningach Mateusz pomaga Patrykowi. Chłopak, też z niepełnosprawnością wzroku, w dźwiękowym tenisie stołowym stawia pierwsze kroki.

- Często Mateusz mi pomaga w odnalezieniu tych, którzy potrzebują wsparcia. Działa nie tylko podczas zajęć, ale też zachęca takie osoby do przyjścia do nas na trening

- relacjonuje trener.

Rodzina wspiera Mateusza w sportowych poczynaniach.

- Bardzo mu zależy na tenisie. Byłam na jednych jego zawodach. Zajął wtedy trzecie miejsce. Kibicujemy mu całą rodziną - mówi Honorata Gieprz.

Chociaż Mateusz polubił ośrodek, z wielką przyjemnością wraca do domu. Jedyne co może go zatrzymać w weekendy w Owińskach to właśnie treningi przed kolejnymi zawodami.

Sport to także dobra motywacja, by po utracie, częściowo lub w całości, wzroku wrócić do życia. Tenis stołowy dźwiękowy dyscyplinuje, ale też daje poczucie sprawności.

„Dźwiękowy tenis stołowy jest nową formą wszechstronnego wspomagania rozwoju fizycznego, umysłowego i społecznego większości osób niepełnosprawnych (przyp. red. - wykluczone z gry są tylko osoby głuche i niedosłyszące)” - w opinii o tenisie pisze prof. dr. hab. Stanisław Kowalik z AWF w Poznaniu. „Rozwija on procesy poznawcze, jak percepcja słuchowa, lokalizacja przestrzenna źródła dźwięku czy też myślenie wyobrażeniowe, oraz procesy wykonawcze: koordynacja ruchów i ich precyzja” - tłumaczy profesor.

Dzięki temu codzienność staje się łatwiejsza.

Anastazja Bezduszna

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

cena obniżona -50%

Dostęp do gazety online na 30 dni za połowę ceny

20,00 40,00

Czytaj aktualną gazetę w formacie PDF bez wychodzenia z domu. Pobierz ją i podziel się z bliskimi. Bądźcie na bieżąco z informacjami!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.