Te, co skaczą i fruwają, biją własne rekordy

Czytaj dalej
Fot. Paweł Miecznik
Katarzyna Sklepik

Te, co skaczą i fruwają, biją własne rekordy

Katarzyna Sklepik

Ogromne i całkiem maleńkie, miłośnicy kąpieli, wspinania się na drzewa, biegów i... lansu. Z bardzo, bardzo daleka i z całkiem bliska... Poznańskie zoo to świat pięknych kontrastów.

Każdy zwiedza zoo po swojemu. Jedni konsekwentnie odwiedzają wybiegi - jeden po drugim i poszczególne pawilony. Inni od razu biegną do swoich ulubieńców. Wszyscy spotykają jakichś rekordzistów. Dziś przedstawiamy tylko niektórych z nich.

Rozmiar ma znaczenie

Co prawda rozmiar to nie wszystko, to jednak w przypadku największego mieszkańca naszego nowego zoo, słonia Ninio, nie sposób go zignorować. Ninio waży 5,5 tony, czyli tyle co cztery 12-metrowe autobusy Solaris Urbino. Ma 3,5 metra wzrostu i 4,5 metra długości.

Wiadomo, że przy takich rozmiarach trzeba porządnie zjeść. Jeśli - jak słonie jest się roślinożercą - dobrze znaczy dużo. Dlatego też posiłek Ninia również bije rekordy. Stukilogramowy całodzienny posiłek (słonie jedzą przez 18 godzin!) zawiera siano, liście, zielonkę oraz jabłka, arbuzy, fistaszki, nasiona... Jak się je, to się wydala - to prawda stara jak świat. W przypadku słoni codzienna kupa jest rekordowa - waży około 100 kilogramów.

Być może słonie miałyby szanse w jeszcze jednej konkurencji - najdłuższe i najgęstsze rzęsy w zwierzęcym świecie. Tu jednak pewności nie ma, bo konkurują z nimi na przykład żyrafy. Urodę rzęs tych ostatnich ocenić trudno, bo są... za wysoko. Spojrzeć w oczy Liptonowi - samcowi żyrafy Rothschilda, najwyższemu mieszkańcowi poznańskiego zoo można by było mniej więcej z poziomu drugiego piętra lub ze strażackiej drabiny. Ponad 5,5 metra swoje znaczy.

Warto tutaj wspomnieć, że Lipton wraz z Vilmą, Dobravką, Epsi, Soroti i wszystkimi żyrafami świata obchodzili 21 czerwca swoje święto: Światowy Dzień Żyrafy. Był on okazją nie tylko do podziwiania, ale i przypomnienia, że żyrafa tak jak większość innych ssaków (w tym ludzie) ma siedem kręgów szyjnych. Siedem - ale za to jakich...

Na drugim biegunie, jeśli chodzi o wielkość jest mieszkająca w pawilonie drobnych ssaków mysz karłowata. Pochodzi z Afryki, ma rude futerko i bystre, koralikowate oczka. Waży od 3 do 12 gramów. Dla porównania hotelowa porcja masła w pudełeczku to 10 gramów.

Jak senior z juniorem

O ile rozmiar zwierzaka widać gołym okiem, o tyle jego wiek na ogół pozostaje słodką tajemnicą opiekunów. Uchylamy jej rąbka. Seniorzy poznańskiego zoo mają po 48 lat. Bunia - gibbon siamang jest mieszkanką Starego Zoo. Jej rówieśników - kajmany okularowe Hektora i Luizę można też odwiedzać przy ulicy Zwierzynieckiej. Poznański ogród nie narzeka też na brak maluchów. Na razie najmłodszą jego mieszkanką jest Bulwa - tapir anta, córka Madzi i Gwizdka, która przyszła na świat zaledwie parę tygodni temu. Ale jak ćwierkają ptaszki w zoo, Bulwa nie będzie długo cieszyła się pozycją beniaminka. Kolejne narodziny już wkrótce. Czy pałeczkę najmłodszego mieszkańca zoo przejmie mała żyrafka? Przekonamy się wkrótce.

Z daleka i z bliska

Mieszkańcy poznańskiego zoo pochodzą ze wszystkich stron świata. Z bardzo daleka, jak tapiry anta, kapibary, nandu czy czepiaki czarnorękie wywodzące się z Ameryki Południowej i Środkowej. Są też mieszkańcy wszystkich stron - jak niedźwiedzie po przejściach, które w Poznaniu znalazły nowy dom czy znaleziony w Bieszczadach i odratowany wilk Puszek.

Królowa Cisna, jak mówią o niej fani, trafiła do Poznania pod koniec kwietnia ubiegłego roku jako niedźwiedzie niemowlę. W towarzystwie mastifa tybetańskiego - Bariego, podarowanego jej przez właścicieli kantoru Park (zwanego Księciem Barim) szczęśliwie weszła w wiek dziecięcy.

Zakochanych w nim fanów nie brakuje też niedźwiedziowi Baloo. Odebrany w ubiegłym roku ze śląskiego zoo, okaleczony, źle odżywiany, trzymany w ciasnej klatce we własnym kawałku lasu nad Maltą odzyskuje formę i odkrywa niedźwiedzie przyjemności jak kąpiele czy wyjadanie mrówek z wybiegu.

To tylko niektórzy rekordziści. Uważni zwiedzający na pewno odnajdą też np. największego celebrytę - strusia afrykańskiego Szczepana czy... najlepszego fryzjera - lemura wari Leosia.

Katarzyna Sklepik

Przeżyłam dwunastu ministrów edukacji, na kolejnych reformach oświaty zjadłam zęby. Przedszkola, szkoły podstawowe, szkoły średnie, szkolnictwo zawodowe i uczelnie nie mają przede mną żadnych tajemnic. Sama jestem wyedukowana bardzo gruntownie, bo co roku na nowo zdaję maturę, o pozostałych egzaminach już nie wspominając. Od kilkunastu lat, przygotowuję - wspólnie z poznańskimi nauczycielami - testy powtórkowe dla uczniów. A podczas egzaminów dbam o to, by mogli szybko sprawdzić czy egzamin ósmoklasisty i matura poszły im dobrze. Znam problemy nauczycieli, rozumiem kłopoty uczniów. Polskie kino nie ma przede mną tajemnic, podobnie jak historia. Lubię gotować, więc tematy kulinarne i zdrowotne są mi bliskie. Dla dobrego kryminału jestem w stanie zarwać noc, a dla Lecha Poznań zedrzeć gardło. Na co dzień towarzyszy mi czarna kawa. Jeśli dodatkiem do niej będzie wolna chwila, muzyka Czesława Niemena, szczypta poezji i czekolada nadziewana marcepanem, wiem, że to jest dobry dzień.


 

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.