Tata od chwalenia i przytulania. "Dzieci zaangażowanych ojców rozwijają się lepiej i szybciej od rówieśników"

Czytaj dalej
Fot. 123RF
Milena Kochanowska

Tata od chwalenia i przytulania. "Dzieci zaangażowanych ojców rozwijają się lepiej i szybciej od rówieśników"

Milena Kochanowska

Jak bardzo zmieniło się współcześnie postrzeganie roli ojca? Jak ważny jest tata w procesie wychowania dziecka? Rozmawiamy z dr Beatą Rajbą, psychologiem z Dolnośląskiej Szkoły Wyższej.

Erich Fromm twierdził, że miłość matki to miłość bezwarunkowa - matka kocha dziecko za to, że jest. Ojciec kocha je miłością warunkową - za coś, za realizację poleceń, dyscyplinę, posłuszeństwo. Takie myślenie dotyczące rodziców oczywiście się zmieniło, jak bardzo?
Stwierdzenia Fromma odnosiły się bardziej do tradycyjnej rodziny, w której ojciec wyznaczał prawa i zasady, ale też decydował o przyszłości dziecka i rozliczał je z realizacji wyznaczonych przez siebie celów, matka zaś zajmowała się raczej opieką i kwestiami bytowymi. Jeszcze na początku zeszłego wieku dzieci z dobrze sytuowanych rodzin nie widywały ojca za często, bardziej były mu prezentowane przez rzesze guwernantek i nierzadko zwracały się do niego „proszę pana”. W dzisiejszej rodzinie granice między rolami matki i ojca uległy pewnemu zatarciu. Ojcowie biorą coraz większy udział w wychowaniu dziecka i opiece nad nim.

Możemy więc powiedzieć, że teraz oboje rodzice kochają już dziecko bezwarunkowo?
Na pewno z zaangażowania rodzi się lepsza miłość rodzicielska. Dziecko z zasady powinno się czuć kochane bezwarunkowo przez oboje rodziców. Miłość warunkowa - za osiągnięcia czy stopnie, stanowi często fundament przyszłych zaburzeń psychicznych. Dziecko uczy się wówczas, że nie jest wartością samo w sobie, że dopiero musi sobie na miłość zasłużyć, więc gubi siebie w pogoni za rodzicielską akceptacją. Jednak bezwarunkowa miłość nie wyklucza stawiania przed dzieckiem wyzwań, wdrażania reguł i wyciągania konsekwencji za ich łamanie, zachęcania go, może nie tyle do rywalizacji, co do ścigania się z samym sobą, do stawania się lepszym. Dziecko potrzebuje w swoim rozwoju reguł i zasad, najpierw po to, by dawały poczucie bezpieczeństwa, a później, by część z nich łamać i negocjować, niektóre odrzucić i wypracować w ich miejsce własne, a resztę przyjąć jako swoje życiowe wartości. Rola ojca może się tu okazać kluczowa, szczególnie gdy tworzy wraz z matką spójny front, jeśli chodzi o zasady, wpajane dziecku wartości, a także zaangażowanie stymulujące jego rozwój.

Jak jednak pokazują badania, ojcowie nadal nie spędzają z dziećmi zbyt wiele czasu - pół godziny, 15 minut albo 30 sekund. Nie brzmi to dobrze.
To statystyki, a one na szczęście nie oznaczają, że każdy ojciec tak robi, ale w tym momencie warto szczerze odpowiedzieć sobie na pytanie - jakim jestem tatą? I dlaczego ważne jest, aby czas z dzieckiem to było więcej niż 15 minut dziennie. Ojcowie deklarują średnio, że poświęcają dziecku w formie zabawy lub interakcji 30-40 minut dziennie. Niestety, brytyjskie badania faktycznie pokazały, że wielu ojców spędza z dzieckiem średnio 7 minut, a nawet 30 sekund dziennie. Z całą pewnością nie jest to czas wystarczający dla realnego nawiązania i podtrzymania więzi z dzieckiem.

Dlaczego ci statystyczni ojcowie spędzają tak mało czasu z dziećmi? Jaka jest tego przyczyna?
Zapewne wielu z nich, w dobrej wierze, myli „mieć” i „być”. Starają się zapewnić rodzinie jak najlepszy standard życia, zasypują dziecko drogimi zabawkami i gadżetami, bo nie umieją inaczej wyrazić miłości i rodzicielskiej dumy. Nikt ich tego zresztą nie nauczył, bo pokolenie naszych ojców i dziadków hołdowało raczej wzorcowi nieobecnego ojca, który wprawdzie zabierał dzieci od święta na wyprawy, czasem też karał, ale na co dzień cedował wychowanie na matkę. Często jest też tak, że zabawa z małym dzieckiem jest dla rodzica nieszczególnie ciekawa, ale matka potrafi się do tego skłonić, a ojciec już nie.

Jeśli wiemy, że jakość spędzanego czasu ojca z dzieckiem jest ważna, to jak powinien być spędzany ten wspólny czas?
Wiele badań wskazuje, że dzieci zaangażowanych ojców rozwijają się lepiej i szybciej od rówieśników, są pewniejsze siebie, inteligentniejsze i bardziej przebojowe. Czas z dzieckiem trzeba jednak spędzać razem z nim, a nie obok. Wielu ojców czy rodziców ucieka od wspólnie spędzanego czasu, bo wydaje im się on mało kreatywny, albo wręcz przeciwnie - dominuje zabawę, zabiera dziecku kolejkę czy klocki i bawi się samemu. Tu zaś potrzebna jest pewna gotowość do podążania za dzieckiem w jego fascynacjach i dopasowania się do jego możliwości. Zabieranie 4-latka na wycieczkę objazdową lub trasę po górach to doskonały przepis na rozpacz i frustrację po obu stronach.

Jakie role w wychowaniu dziecka spełnia ojciec?
Przede wszystkim uniwersalne role rodzicielskie - dawanie miłości, budowanie samooceny, tworzenie zestawu zasad i ograniczeń, które zapewniają dziecku poczucie bezpieczeństwa i przewidywalności. Uczy je też wybaczania, by dziecko wiedziało, że porażki i błędy stanowią nieuniknioną część życia, a także socjalizacji, czyli przystosowania do życia w społeczeństwie. Wreszcie - pokazuje i przekazuje wartości, które dziecko sobie przyswoi.

Nieco inna jest rola ojca w wychowaniu dziewczynek i chłopców. Na czym polega ta różnica?
Dla chłopca dobry ojciec stanowi wzór tego, jakim mężczyzną powinien on stać się w przyszłości. Dla dziewczynki to wzór relacji z mężczyzną, podwaliny pewności siebie i kobiecości, jaka by ona nie była - bardziej lub mniej tradycyjna. W obu przypadkach ogromną rolę w budowaniu pewności siebie dziecka spełniają pochwały rodzica, jego akceptacja i podziw.

Dlaczego tak ważne jest, by ojciec okazywał dzieciom swoje uczucia, przytulał je?
Dzieci szorstkich rodziców zwykle dopiero jako dorośli zaczynają rozumieć, że nie doświadczały odrzucenia, albo że nie było to intencją rodzica. Ojciec, który ukrywa swoje emocje, ryzykuje, że będzie postrzegany jako nieautentyczny, odległy i obojętny, ale też nie nauczy dzieci, jak sobie z emocjami radzić. Oczywiście przesada w każdą stronę jest zła - rodzic, który obciąża czy przeciąża dziecko swoimi emocjami, traktuje je jak powiernika, składa na jego barki ciężar nadmierny. W psychologii zwiemy taką sytuację parentyfikacją i nigdy dość podkreślania, jak bardzo jest ona szkodliwa dla rozwoju dziecka, które w poczuciu odpowiedzialności za emocjonalny i fizyczny stan rodzica uczy się poświęcania siebie. Potem realizuje ten sam schemat we wszystkich dalszych relacjach, dając się wykorzystywać, a złość przekuwając w nerwicę lub depresję.

Wielu ojców twierdzi, że dla nich kontakt z małymi dziećmi jest trudny, ale z nastolatkami jest chyba jeszcze trudniejszy?
Wiek nastoletni jest trudny z wielu powodów. Rozwojowo wpisane w niego jest kontestowanie wartości rodziców, buntowanie się przeciwko zasadom, niepewność obrazu siebie, niezwykłe nasilenie, amplituda i zmienność emocji, a do tego pogorszenie możliwości radzenia sobie z nimi. Jeśli mogłabym mieć jakąś radę dla ojców nastolatków, to chyba tylko taką, żeby nauczyli się odpuszczać w sprawach, które nie są najważniejsze, nie odbierali, choć nie jest to łatwe, buntu nastolatka i jego krytyki jako wymierzonych w siebie, negocjowali zasady i mówili wprost o tym, co w ich dorastającym dziecku dobre i wartościowe.

Gdy rodzice są po rozwodzie, kontakt z dzieckiem jest często utrudniony lub zminimalizowany, nieważne już z winy której ze stron. O czym trzeba wtedy pamiętać?
Przede wszystkim i tu należy zadbać o to, żeby czas spędzony z dzieckiem był dobry jakościowo, żeby nie polegał na tym, że tata z synem pójdą na frytki, a resztę czasu ojciec siedzi przy komputerze i pracuje. W wielu rodzinach po rozwodzie ustala się podział ról na rodzica „złego”, pierwszoplanowego, który nakazuje, zakazuje, zagania do lekcji i sprzątania pokoju, i tego drugiego - który z doskoku serwuje wyłącznie atrakcje. Ponieważ w 60 proc. przypadków dzieci zostają z matką, a tylko w 5 proc. z ojcem, najczęściej mamy do czynienia z „niedzielnymi tatusiami”. Warto więc do sprawy wychowania dzieci podejść dorośle i nawet po zakończeniu małżeństwa ustalić wspólne stanowisko w najważniejszych sprawach. Kolejnym raniącym zabiegiem jest branie rozwodu nie tylko z partnerem, ale i z dziećmi i zrywanie z nimi kontaktu. Często też rodzic, który nie mieszka na stałe z dziećmi, unika spotkań, bo nie radzi sobie ze złością dzieci. Powinniśmy się jednak przemóc, przeczekać, być przy dziecku w tym trudnym okresie i przyjmować jego złość jako coś, do czego ma prawo, moderując jedynie sposób, w jaki ją wyraża. Równie częstym scenariuszem jest rozgrywanie przez rodziców dzieci przeciwko sobie nawzajem. Rozwód i tak najczęściej pozostawia dziecko w olbrzymiej niepewności, czy dalej jest kochane, bez sztywnych ram rodziny, w niepewności jutra. Wykorzystywanie go przeciwko drugiemu rodzicowi tworzy nowe traumy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Milena Kochanowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.