Tak naprawdę trzeba grać to, co nam w duszy gra - rozmowa z Tomaszem Lato [WYWIAD]

Czytaj dalej
Fot. Archiwum
Marek Zaradniak

Tak naprawdę trzeba grać to, co nam w duszy gra - rozmowa z Tomaszem Lato [WYWIAD]

Marek Zaradniak

Z kontrabasistą Tomaszem Lato z krakowskiego zespołu Kroke rozmawiamy o muzyce ilustracyjnej, inspiracjach oraz największych fascynacjach.

Wasza ostatnia płyta „Rejwach” to krążek zawierający muzykę do spektaklu pod tym samym tytułem. Czym jest dla Was tworzenie muzyki ilustracyjnej?

Muzyka ilustracyjna przewija się przez całą naszą karierę. Mieliśmy kilkakrotnie okazję pisać muzykę do filmu. Tym razem tworzenie muzyki do przedstawienia teatralnego było dla nas nowością. Nowym odkryciem, poszerzeniem horyzontów i zdobyciem kolejnej wiedzy. Inaczej pracuje się przy pisaniu muzyki do spektaklu. Dysponowaliśmy tylko i wyłącznie scenariuszem, ale mieliśmy też genialne wsparcie ze strony reżysera Andrzeja Krapkowskiego.

Jakie są różnice w pisaniu muzyki do teatru a pisaniem do filmu?

Znaczące. Przy pisaniu muzyki do teatru mieliśmy do pomocy tylko skrypt i reżysera. Natomiast nie widzieliśmy jeszcze jak to będzie wyglądało na deskach teatru. Nie widzieliśmy choreografii ani jak aktorzy zagrają. Dlatego niezwykle ważna była pomoc reżysera. Był z nami w czasie nagrań, a nagrywaliśmy tylko tydzień co jest niespotykane w naszym przypadku. Ale Andrzej był przygotowany do tego co chciał osiągnąć na scenie i jego sugestie były bardzo trafne. Łącznie z tym, że miał nawet dobrane tempa do poszczególnych postaci. Myśmy przedstawiali mu nasze propozycje muzyczne i on wybierał te, które mu się najbardziej podobają. Natomiast muzyka pisana do filmu rządzi się zupełnie innymi prawami. Chociażby ze względu na to, że przeważnie pracuje się do obrazu, który jest. Widzimy co się dzieje jak to wszystko wygląda i muzyka i tworząc muzykę wiemy jak ona oddziałuje z obrazem. Natomiast w przypadku tworzenia muzyki do spektaklu tego nie widzieliśmy. Widzieliśmy jedynie na pokazie przedpremierowym w Warszawie. Wtedy też jeszcze jakieś nasze sugestie były ważne. Wtedy też swoje uwagi miał autor Mikołaj Grynberg. Sle wszystko przebiegło ładnie i składnie.

Dlaczego kojarzycie się głównie z muzyką klezmerską, chociaż sięgacie znacznie dalej?

Nie do końca kojarzymy się tylko z muzyką klezmerską. To taka etykietka, którą naklejono nam gdzieś na początku naszej kariery, mimo, że nasza pierwsza płyta „Trio” wcale nie była tak bardzo klezmerska. Były tam naleciałości muzyki klezmerskiej, ale także sięgaliśmy do muzyki bałkańskiej i orientalnej. Dopiero druga płyta „Eden” była ukierunkowana na muzykę klezmerską, co było spowodowane tym, że w owym czasie grywaliśmy na Kazimierzu krakowskim i zafascynowani tą kulturą graliśmy (a było to już 27 lat temu) muzykę wyłącznie klezmerską. Chwilę potem znów od tego odeszliśmy. Może jedyną rzeczą, która może nas kojarzyć z tą kulturą to nazwa Kroke, która w języku jiddisz oznacza Kraków. Potem wydaliśmy płytę „The Sounds Of The Vanishing World”, za którą dostaliśmy nagrodę niemieckiej krytyki płytowej. To nam pokazało, że tak naprawdę trzeba grać to, co nam w duszy gra. Wtedy jest się artystą pełnym, który oddziałuje na ludzi. W związku z tym, zaczęliśmy tworzyć muzykę dla ludzi. Nasze autorskie utwory, na które wpływ ma wszystko, cały świat. Zarówno muzyczny jak również emocjonalny. Przyroda, podróże, a w tym wszystkim można doszukać się również elementów klezmerskich, ale także muzyki arabskiej, chińskiej, afrykańskiej czy południowoamerykańskiej. Duże piętno odcisnęło na nas też i to, że jesteśmy wykształconymi muzykami klasycznymi, choć uwielbiamy jazz i improwizację.

O tym, że sięgacie dalej niż do muzyki klezmerskiej, świadczy wasza wcześniejsza płyta „Ser”, nagrana z mongolską wokalistką Urną. Muzykę z niej zagraliście w poznańskim klubie Blue Note. Skąd ten pomysł?

Z Urną znamy się 20 lat. Poznaliśmy się w Berlinie, kiedy wydawaliśmy album „Sounds of The Vanishing World”. Po koncercie powiedziała, że jeśli będzie z naszej strony ochota, to chętnie coś by z nami zrobiła. Może spotkamy się kiedyś muzycznie. Urna zaprosiła najpierw Jurka Bawoła, który uczestniczył przez kilka lat w jej projektach, ale chyba 10 lat temu powiedziała, aby zagrało z nią całe Kroke. Zagraliśmy z nią kilka koncertów w świecie i powiedziała, że tak fajnie to wszystko wygląda, i chciałaby nagrać płytę z nami. I tak się stało. Nagrywaliśmy 6 lat temu, ale płyta ukazała się rok temu. Trzeba wziąć tu poprawkę na to, skąd Urna pochodzi. Mieszka w Niemczech, ale step i Mongolia są bardzo głęboko zakorzenione w jej świecie i światopoglądzie. Czas u niej zupełnie inaczej biegnie. Jest zawieszona gdzieś w przestrzeni i muszą być odpowiednie sploty dat i okoliczności, aby pewne rzeczy powstawały. W związku z tym, ona postanowiła płytę nagraną kilka lat temu wydać dopiero rok temu. I album ten okazał się wielkim sukcesem, bo znalazł się na pierwszym miejscu europejskiej World Music Charts. Takiego sukcesu polska muzyka jeszcze nie odniosła.

Byliście w Poznaniu z Urną. A kiedy koncert z muzyką z "Rejwachu"?

Już teraz w koncertach zdradzamy dwa utwory z płyty "Rejwach", ale przygotowujemy zupełnie inny projekt Startujemy w listopadzie, ale do promocji będziemy się przykładać na przyszły rok.

Co to będzie?

Nasza muzyka filmowa i teatralna. Połączymy utwory z płyty "Rejwach" mamy pomysł, aby stworzyć suitę aby pokazać wszystko w dłuższym ujęciu. Zagramy też suitę z muzyką z filmu „Kabaret Śmierci” i inne utwory, które były wykorzystywane w produkcjach filmowych jak i utwór "The Secrets of the Life Tree” wykorzystany przez Davida Lyncha w filmie "Inland Empire".

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.