Szpital w Puszczykowie sprzedał blok, w którym mieszkało 100 rodzin. Najbiedniejsi nie mają, gdzie się podziać

Czytaj dalej
Fot. Robert Woźniak
Marta Żbikowska

Szpital w Puszczykowie sprzedał blok, w którym mieszkało 100 rodzin. Najbiedniejsi nie mają, gdzie się podziać

Marta Żbikowska

Wszystko miało wyglądać inaczej. Inne miało być życie pani Teresy. Nie tak wyobrażał sobie swoją przyszłość pan Karol. Mieszkanie w sypiącym się byłym hotelu pracowniczym w Puszczykowie pod Poznaniem nie było szczytem ich marzeń. Konieczność opuszczenia tego miejsca to kolejny dramat w życiu ludzi, których los nie rozpieszczał.

Wyprowadzka jest nieunikniona. O tym, że szpital w Puszczykowie chce pozbyć się balastu, za jaki dyrekcja uważała dziesięciopiętrowy budynek po hotelu dla pielęgniarek, mieszkańcy wiedzieli od kilku lat. Od roku podpisywali umowy najmu co kwartał. Ostatnie wygasły z końcem ubiegłego roku.

- Ten budynek to spuścizna po kolejowej przeszłości naszego szpitala

- mówi Marzena Rutkowska-Kalisz, rzeczniczka Szpitala w Puszczykowie. - W 2014 roku szpital powołał spółkę, której celem była sprzedaż tej nieruchomości. W ciągu czterech lat trzykrotnie były podejmowane próby zawarcia transakcji. Ostatnia zakończyła się sukcesem.

Pomysłów na rozwiązanie problemu hotelu pracowniczego było kilka. Jednym z nich była sprzedaż poszczególnych mieszkań i założenie wspólnoty mieszkańców. Okazało się, że lokatorzy nie są zainteresowani takim rozwiązaniem. Tylko kilkoro z nich wyraziło chęć kupna mieszkania za kwotę zaproponowaną przez szpital. Było to około 2300 złotych za metr kwadratowy.

Większość lokali to pojedyncze pokoje z łazienką i aneksem kuchennym o łącznej powierzchni ok. 20 metrów kwadratowych.

- Od czterech lat wiadomo było, że blok będzie sprzedany, nie jest prawdą, że mieszkańcy byli zaskoczeni i dowiedzieli się w ostatniej chwili, że muszą opuścić lokale - podkreśla Marzena Rutkowska-Kalisz. - Doskonale zdawali sobie sprawę, jakie mają umowy najmu i dlaczego są one zawierane na takie krótkie okresy.

Budynek przy ul. Kraszewskiego w Puszczykowie został ostatecznie sprzedany 27 grudnia 2018 roku. Choć można było spodziewać się takiego obrotu spraw, to wiadomość o sfinalizowaniu transakcji wywołała wśród mieszkańców wiele niepokoju. Dopiero po informacji o zmianie właściciela, wielu zaczęło zadawać sobie pytanie: co z nimi będzie?

- Pracowałem na kolei, byłem konduktorem. Do czasu wypadku. Trafiłem wtedy do tutejszego szpitala, gdzie leżałem pół roku

- opowiada Karol Kochański z drugiego piętra. - Po wyjściu okazało się, że mój stan zdrowia nie pozwala na powrót do pracy. Po wypadku została mi padaczka. Przeszedłem wtedy na rentę.

W szpitalu pan Karol poznał swoją przyszłą żonę, która w Puszczykowie pracowała jako pielęgniarka. Po ślubie w 1992 roku zamieszkali w hotelu pracowniczym. Miało to być rozwiązanie tymczasowe, ale pani Arleta również zachorowała.

- Ja mam 669 złotych renty, bo w momencie wypadku nie miałem nawet dziesięciu lat przepracowanych - mówi pan Karol. - Żona ma niecałe 1500 złotych miesięcznie renty. Za te pieniądze nie jesteśmy w stanie wynająć niczego na wolnym rynku. Sąsiedzi, którzy szukają nowych mieszkań, mówią, że za kawalerkę trzeba płacić minimum 1200 złotych plus opłaty. Nie stać nas na to.

Mały pokoik w byłym hotelu kosztuje małżeństwo, razem z opłatami, 516 złotych miesięcznie.

- Wcześniej zajmowaliśmy dwa pokoje na wyższym piętrze, ale żeby ograniczyć wydatki zamieniliśmy je na jeden pokój, tu jest taniej - mówi pan Karol.

Po zapłaceniu za mieszkanie, ponad połowę z tego, co im zostaje, wydają na leki. Pan Karol i pani Arleta nie wiedzą, dokąd mogliby się przeprowadzić. Złożyli wniosek o przyznanie mieszkania komunalnego. Zostali umieszczeni na liście osób oczekujących. Zajmują na niej 81. pozycję.

Pani Teresa też nie ma pomysłu na to, co ze sobą począć. Ma 89 lat i boi się zmiany.

- Jestem naprawdę stara i naprawdę chora

- mówi pani Teresa. - Całe życie pracowałam w służbie zdrowia, byłam felczerem, miałam dyżury na oddziale w szpitalu, jeździłam karetką pogotowia, przyjmowałam pacjentów w przychodni.

Przez kilkadziesiąt lat w zawodzie medycznym pani Teresa wypracowała sobie rentę w wysokości 1400 złotych miesięcznie. Dostaje 500 złotych więcej, bo zawiesiła swoje świadczenie i zdecydowała się na emeryturę po mężu, który zmarł w 1985 roku.

Jaką pomoc mieszkańcom oferują władze Puszczykowa? Do kiedy kazał im się wyprowadzić nowy właściciel budynku? O tym przeczytasz w dalszej części artykułu.

Pozostało jeszcze 63% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Żbikowska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.