Świąteczne zakupy: promocja z pułapką

Czytaj dalej
Fot. Michal Gaciarz
Zbigniew Biskupski

Świąteczne zakupy: promocja z pułapką

Zbigniew Biskupski

Unoszący się aromat cynamonu, pomarańczy i gałązek świerku wprowadza w błogi nastrój. Łatwiej wtedy tracimy głowę i głębiej sięgamy do portfela. Trendy są niezmienne już od lat. I tak, dla pań kupujemy perfumy i biżuterię, a dla panów - perfumy i elektronikę.

Grudzień to najlepszy miesiąc handlowy w całym roku i okres żniw dla sprzedawców. Gotowe zestawy prezentów, pachnące pierniki i choinki oraz świąteczne ceny zachęcają nas do zakupów. Niestety, niektóre promocje są pozorne, a sprzedawcy tylko czyhają na to, aby złapać nas w świąteczną pułapkę.

- Nawet 70 proc. artykułów kupionych przed świętami, nie było wcześniej planowane. Jeżeli idziemy do centrum handlowego z zamiarem wydania pieniędzy, to o wiele łatwiej ulegamy trikom handlowców i zostawiamy w sklepie więcej pieniędzy niż zamierzaliśmy. Wpływ na nasze decyzje ma radosna atmosfera Świąt, muzyka i żywe wspomnienia naszego dzieciństwa - mówi dr Marek Borowiński, znany jako Shop Doctor.

Co więcej, według badań sklepy, które nie przygotowały świątecznych dekoracji, nie wzbudzają zaufania u klientów, a nawet niektórzy odbierają to jako sygnał, że sklep ma problemy i nie będzie istniał w przyszłym roku, dlatego nie przygotował standardowej oferty.

- Gotowe zestawy produktów, na przykład kosmetyków z jednej linii czy kawy ze świątecznym kubkiem, wydają się być idealnym rozwiązaniem prezentowym dla osób ceniących sobie czas. Kuszą ładnym designem, ale może okazać się, że te same produkty kupione oddzielnie będą kosztować mniej niż w zestawie. Producenci chcą nas złapać w pułapkę złudzenia optycznego, gdyż wydaje nam się, ze duże pudełko oznacza bogatą zawartość, dopiero po rozpakowaniu prezentu okazuje się, że same produkty zajęłyby około 1/3 pojemności opakowania - ostrzega dr Marek Borowiński.

Kluczową rolę odgrywa jednak cena. Końcówka 99 groszy to zabieg stary jak świat. Widzimy cenę 199,99 zł, wiemy, że to dwieście złotych bez grosza, ale nasz mózg na to nie reaguje, bo widzi jedynkę z przodu. I to działa. Czytamy od lewej strony do prawej, dlatego po pierwszej cyfrze aktualizujemy informację o cenie. Ale trikiem sklepowym, który jeszcze lepiej działa na konsumentów jest przecena. Wyraźny sygnał zakupowej okazji („było 499 zł, jest 399 zł”) skłania konsumentów do zakupu, choć czasem „stara” cena może być tylko przynętą, a produkt „debiutuje” na półce od razu w przecenionej cenie.

Zbigniew Biskupski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.