Świadkowie bójki: Dlaczego policja reaguje tak wolno?

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Joanna Labuda

Świadkowie bójki: Dlaczego policja reaguje tak wolno?

Joanna Labuda

W centrum Poznania nastolatek padł ofiarą agresywnego mężczyzny. Świadkowie bójki mają żal do policji, że zwlekała z interwencją.

We wtorek późnym wieczorem w centrum Poznania doszło do bójki. Ofiarą ataku agresywnego mężczyzny był nastolatek, który wraz z kolegą spacerował ulicą 27 Grudnia. Świadkowie twierdzą, że choć zdarzenie trwało ponad pół godziny i wielokrotnie wzywali policję, patrol nie przyjechał na miejsce. Policja przekonuje, że interweniowała i posiada dane napastników.

Jednym ze świadków bójki była Małgorzata Pindych z Poznania.

- Mężczyzna, który zaatakował nastolatka był bardzo agresywny, mocno go uderzył w twarz i bluźnił. Myślę, że mógł być nie tylko pijany, ale też pod wpływem narkotyków albo dopalaczy

- mówi Małgorzata Pindych.

Kobieta przekonuje, że osób, które obserwowały bójkę, było więcej, a wiele z nich próbowało skontaktować się z policją. W pewnym momencie po drugiej stronie ulicy miał przejeżdżać nawet patrol, jednak policjanci się nie zatrzymali.

- Wszystko działo się na torach tramwajowych, więc była niezła zadyma, blokowaliśmy ruch tramwajów. Nie wiem, jak mogli nas nie zauważyć

- dodaje poznanianka.

Dlaczego doszło do bójki? Świadkowie tłumaczą, że nastolatek prawdopodobnie nie ustąpił napastnikowi miejsca na chodniku. Po wymianie zdań jego kolega pokazał środkowy palec. Napastnik uderzył za to nastolatka w twarz. Gdy uderzył go ponownie, w obronie chłopca stanął przypadkowy mężczyzna.

Chwilę wcześniej w Teatrze Polskim trwało spotkanie, w którym brała udział Ewa Wójciak, niegdyś dyrektor Teatru Ósmego Dnia. Po wyjściu przed teatr usłyszała krzyki kobiet i mężczyzn.

- Po tym zdarzeniu długo nie mogłam się uspokoić. Już na progu słyszałam bardzo donośne krzyki. Podbiegłam, żeby interweniować, ale na miejscu okazało się, że człowiek, który był sprawcą awantury, został już obezwładniony. Jakiś mężczyzna powalił go na ziemię

- mówi Ewa Wójciak. - Takie postawy są rzadkie. Często ludzie nie reagują, bo albo się boją, albo uważają, że lepiej się nie mieszać - mówi.

Osoby, które widziały bójkę, przekonują, że czekały na policję na tyle długo, że w końcu ustąpili, a napastnik zniknął. Poszkodowany nastolatek poszedł jednak za nim i cały czas był w kontakcie z policją.

Czy policjanci przyjechali za późno?

- Zawsze staramy się reagować na zgłoszenia jak najszybciej

- mówi Maciej Święcichowski z biura prasowego wielkopolskiej policji. Według niego kiedy patrol przyjechał na ulicę 27 Grudnia, nikogo już tam nie było.

- Policjanci poinformowali o tym dyżurnego i dostali od niego numer telefonu do nastolatka, który zgłaszał bójkę - mówi Maciej Święcichowski.

Policjanci spotkali się z nim na ul. św. Marcin. Spisali dane pokrzywdzonego, napastnika i świadków. Jak wynika z ich notatki, nastolatek nie chciał ostatecznie złożyć zawiadomienia o ewentualnym przestępstwie. Nadal nie znamy jednak odpowiedzi, dlaczego nie interweniował patrol, który przejeżdżał obok zdarzenia.

- Jedyne, co w takiej sytuacji przychodzi mi do głowy, to zapisać się na krav magę i wyposażyć się w gaz pieprzowy. Obawiam się o to, czy ktoś pomoże, kiedy stanie mi się krzywda

- mówi Małgorzata Pindych.

- To bardzo niepokojące, kiedy ktoś z potrzeby wyładowania agresji zaczyna bez powodu kopać i bić nastolatka i wymaga natychmiastowej reakcji - komentuje Ewa Wójciak.

*****

Policja nierychliwa... - komentuje Leszek Waligóra

Do ataku doszło vis a vis Teatru Polskiego

Gdyby to było we Wrocławiu, bałbym się napisać cokolwiek. Ze strachu przed wizytą na komisariacie. W porównaniu z tamtym skandalem poznańska policja nie ma żadnych problemów. Co najwyżej - problemiki. Tym bardziej drażnią. Poznańscy policjanci nikogo przecież nie skatowali i generalnie cieszą się dobrą opinią, ale żółwie tempo reakcji na uliczną bójkę każe się zastanawiać, czy angielska flegma to obowiązkowa cecha funkcjonariusza? To po co te testy na szybkie bieganie?

Kiedy kilka lat temu pisaliśmy o podobnie niemrawej reakcji na kradzież w sklepie koło komisariatu - odpowiedź mówiła coś o procedurach. A kiedy zaczynaliśmy pisać o mordowni, w jaką zmieniał się wtedy Stary Rynek - policja zareagowała popisowo. Dosłownie. W wieczór prezydenckiego obchodu zwieziono chyba wszystkie patrole z okolicy. Czy to jest sposób? Dzwoniąc z prośbą o interwencję, mamy mówić: my z gabinetu...?

Joanna Labuda

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.