Susza w Wielkopolsce: Za kilkadziesiąt lat w Puszczy Noteckiej będą rosły palmy? Leśnicy robią wszystko w walce z suszą i zmianami klimatu

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Marta Danielewicz

Susza w Wielkopolsce: Za kilkadziesiąt lat w Puszczy Noteckiej będą rosły palmy? Leśnicy robią wszystko w walce z suszą i zmianami klimatu

Marta Danielewicz

Puszcza Notecka to nie tylko 150 tysięcy hektarów sosnowego lasu na wydmach. To unikalne w skali Polski tereny, które mają olbrzymie znaczenie przyrodnicze, ale także kulturowe, społeczne i historyczne. Puszcza Notecka to dzikie zwierzęta, labirynty pagórków, mokradła, kanały, rzeka Wełna - raj dla wędkarzy i kajakarzy. Jednak przed puszczą wiele wyzwań. Tereny dziś i tak suche, są narażone na stepowienie terenu i zmiany klimatyczne. - Jeśli grozi nam wymiana drzewostanu, to chyba na palmy - mówi nadleśniczy z Obornik.

W ostatnich dniach spotkać tu można było rysia Paco, który w swej podróży po Polsce zrobił sobie w Puszczy Noteckiej dłuższy przystanek. Powoli zadomawiają się także żubry, które sprowadziły się na te tereny trzy miesiące temu. Stałymi domownikami są już wilki, ale w niektórych leśnych przybytkach spotkać można nawet dzikie konie.

Puszcza jest też słynna z zamku w Stobnicy, który pośrodku niej rośnie w górę.

Czytaj: Zmiany klimatu i susza. Marcin Popkiewicz, klimatolog: - Musimy dążyć do zmian systemowych. Chyba, że chcemy by nasz kraj pustynniał

Złośliwi mówią, że Puszcza Notecka to uprawa sosny zwana szumnie lasem, a więc jej znaczenie przyrodnicze jest niewielkie. Mówią tak jednak ci, którzy prawdopodobnie nigdy nie zajrzeli do serca lasu.

- Puszcza Notecka to unikalny kompleks leśny. Jedyny tak duży, bo to ponad 150 tysięcy hektarów. Co więcej, obszar ten zarządzany jest przez osiem nadleśnictw z trzech regionalnych dyrekcji: poznańskiej, szczecińskiej i pilskiej. Samo Nadleśnictwo Oborniki liczy 20 tys. hektarów

- mówi Jacek Szczepanik nadleśniczy Nadleśnictwa Oborniki.

Sekrety, które skrywa Puszcza Notecka odkrywamy razem z pracownikami Nadleśnictwa Oborniki: zastępcą nadleśniczego Jarosławem Batorem i leśnikiem Konradem Owczarzakiem. Są naszymi przewodnikami po jednym z piękniejszych terenów zielonych w Wielkopolsce.

Przekonują, że chociaż wszyscy zachwycają się Białowieżą, tu las nie jest tylko szkółką leśną, a potrafi również zachwycać.

Perełki Puszczy Noteckiej ukryte między wydmami

Nadleśnictwo Oborniki to ponad 20 tys. hektarów lasu, który tworzy kilka leśnictw. Króluje tu sosna, której powierzchnia zajmuje ok. 93 procent. Ta monokultura przeplatana jest jednak prawdziwymi perełkami gatunków i siedlisk objętych ochroną prawną. Jedno z takich miejsc znajduje się niedaleko miejscowości Rożnowice.

Pomiędzy jednym a drugim zniesieniem jest naturalne rozlewisko zasilane niewielkim rowem, który o tej porze roku wypełniony jest wodą. Znad niej słychać ptaki, kaczki.

- Bobry robią nam tu niebywałą robotę zatykając wszystkie przepływy. Dzięki temu woda się zebrała i stagnuje. Nazywamy to zbiorowisko lasem olsowym, bo króluje to olcha i łęgi, pojawiają się jesiony. To siedlisko kształtowane przez lata tylko przez wodę i naturę. Takie miejsca zostawiamy przyrodzie, nie użytkujemy ich w żaden sposób. Ich wartość przyrodnicza jest potężna. Niestety, w lipcu i sierpniu już przejdziemy po dnie tego naturalnego stawu suchą stopą

- mówi Jarosław Bator.

Sekrety, które skrywa Puszcza Notecka odkrywamy razem z pracownikami Nadleśnictwa Oborniki: zastępcą nadleśniczego Jarosławem Batorem i leśnikiem Konradem
Łukasz Gdak - Puszcza Notecka to unikalny kompleks leśny. Jedyny tak duży, bo to ponad 150 tysięcy hektarów. Co więcej, obszar ten zarządzany jest przez osiem nadleśnictw z trzech regionalnych dyrekcji: poznańskiej, szczecińskiej i pilskiej. Samo Nadleśnictwo Oborniki liczy 20 hektarów - mówi Jacek Szczepanik nadleśniczy Nadleśnictwa Oborniki.

- Przed laty takie miejsca powstawały właśnie w dolinach rzek i były przez wodę kształtowane. Niestety, dzisiaj, w momencie kiedy człowiek tak mocno ingeruje w przyrodę, gdzie przekształcane są koryta rzeczne, a tereny zalewowe są likwidowane, by móc wykorzystywać grunty pod różne cele: rolnicze, budowlane, takich siedlisk na mapach naszego kraju jest coraz mniej - dodaje.

Po drugiej jego stronie rozlewiska jest sztuczny zbiornik retencyjny, który przed lat stworzyli leśnicy, pogłębiając naturalny staw.

- Ten zbiornik ma już dobre 10 lat. Na jego środku jest wyspa, a więc ptaki mają swoje miejsce lęgowe, schronienie, gdzie nie docierają do nich drapieżniki i są bezpieczne - tłumaczy nadleśniczy.

Sztuczny zbiornik pełni też rolę przeciwpożarową. Drzewostany nadleśnictwa należą bowiem do pierwszego stopnia zagrożenia pożarowego. Zbiorniki te zabezpieczają ponadto ptaki i zwierzęta w wodę jako sztuczne poidła.

- Idealnie jest magazynować wodę w postaci naturalnej, ale niestety jest to na naszym terenie utrudnione. Królują tu wydmy i jest sucho. Nie mamy w ogóle jezior, jak Nadleśnictwo Sieraków, a więc od przynajmniej kilkunastu lat w obniżeniach staramy się tworzyć sami takie zbiorniki i gromadzić tam wodę

- dodaje Jarosław Bator.

Woda, a zwłaszcza jej brak to dziś problem, który spędza sen z powiek leśników.

Polecamy: Susza w środku zimy. Wielkopolska latem 2020 będzie przypominać pustynię? „Pozostaje modlitwa o deszcz"

- Mamy olbrzymi deficyt wody. Zwłaszcza na terenie naszego nadleśnictwa. Jeżeli spojrzymy na mapę, to analizy hydrologiczne wskazują, że w Obornikach potencjał do retencjenowania wody jest najmniejszy. Jest tu więc spore ryzyko przesuszenia i konsekwencji, które z tym się wiążą. Dla tego fragmentu Puszczy Noteckiej będą najdotkliwsze - mówią leśnicy.

Susza w Puszczy Noteckiej. Zamiast sosen będą palmy?

Przemierzając Puszczę Notecką leśnymi duktami trudno jednak nie oprzeć się wrażeniu, że niektóre jej fragmenty przypominają bardziej pobojowisko niż las. Puste przestrzenie, obalone konary drzew, piach, brak krzewów. W tych miejscach odbywa się hodowla lasu, która prowadzona jest w oparciu o Plan Urządzania Lasu. Co kilkadziesiąt lat następuje bowiem wymiana sosen na młode drzewa.

Leśniczy starają się przełamać tą monokulturę sosnową, wprowadzając w tych miejscach odrobinę bioróżnorodności. Nowe nasadzenia są grodzone w obawie przed zwierzyną.

- W celu zwiększenia naturalnej odporności biologicznej i skutecznego zabezpieczenia drzewostanów przed szkodnikami staramy się trochę przebudować ten drzewostan, wprowadzając las liściasty - tłumaczą leśnicy.

Mijamy także pracowników leśnych, którzy zajmują się wycinaniem pojedynczych drzew. Leśnicy tłumaczą, że drzewostan co jakiś czas jest poddawany zabiegom pielęgnacyjnym - odbywa się tam trzebież, czyli usuwanie pojedynczych drzew. Pozyskane drewno jest sprzedawane.

- W miejscach, gdzie prowadzimy gospodarkę leśną nie możemy zostawić suchych drzew samych sobie, bo stanowią zagrożenie, w dużej mierze dla turystów, spacerowiczów. Odbywa się tu bowiem turystyka piesza, konna, rowerowa, organizowane są biwaki - wymieniają leśnicy.

Sekrety, które skrywa Puszcza Notecka odkrywamy razem z pracownikami Nadleśnictwa Oborniki: zastępcą nadleśniczego Jarosławem Batorem i leśnikiem Konradem
Łukasz Gdak - Takie miejsca zostawiamy przyrodzie, nie użytkujemy ich w żaden sposób. Ich wartość przyrodnicza jest potężna. Niestety, w lipcu i sierpniu już przejdziemy po dnie tego naturalnego stawu suchą stopą - mówi Jarosław Bator.

To leśniczy oznacza farbą te okazy, które nadają się do wycinki. Są to w znacznej mierze te drzewa, których żywotność jest krótsza od pozostałej reszty, które w perspektywie najbliższego dziesięciolecia i tak by uschły.

- Na etapie wyznaczania staramy się wybrać te, na których nie ma dziupli. Przeglądamy drzewostan dwukrotnie. Na szczęście, na takich smagłych sosnach łatwo je dojrzeć. Zdarzają się jednak pomyłki, gdy np. dziupla jest umiejscowiona na wysokości 11 metrów, a z dołu przy ostrym słońcu trudno ją dojrzeć. Nie są to nigdy umyślne nasze działania - przyznaje Konrad Owczarzak.

Zobacz: W wielkopolskich lasach trwa... baby boom. Pojawiają się też drapieżniki od lat niewidziane: ryś, wilk, żubr

Niestety drzew przeznaczanych do wycinki jest coraz więcej. Wszystko przez zmiany klimatu.

- Mówi się, że grozi nam wymiana drzewostanu i gatunków. W puszczy nie da się tego zrobić, chyba, że zaczniemy sadzić palmy. Bo jest tu tak ubogie siedlisko, że przy tej ubogości gleby i wilgotności inne drzewa nie urosną

- przyznaje Jacek Szczepanik.

Co więcej, w konarach niektórych sosen pojawiają się szkodniki, które jeszcze bardziej uszkadzają osłabione sztuki. Leśniczy przyznają, że liczą się z tym, że za kilkanaście lat charakter lasu może się zmienić. - Na południu Europy lasem nazywają już wysokie krzaki. Niewykluczone, że i u nas trzeba będzie je sadzić, jeśli nie znajdziemy odpowiedniego drzewostanu - mówi Owczarzak.

Spór o wodę

Nadleśnictwo Oborniki najdotkliwiej bowiem odczuwa towarzyszącą nam kolejny rok suszę. W przeciwieństwie do innych nadleśnictw, niewiele jest w tej części Puszczy Noteckiej mokradeł, rzek, nie ma w ogóle jezior.

Dlatego leśnikom tak bardzo zależy na Wełnie. To rzeka, która jeszcze kilka lat temu była źródłem wielu sporów wśród różnych grup interesu. Ma cechy rzeki górskiej, stad niesie za sobą duży potencjał energetyczny. Przedstawiciele przemysłu zakładali tu elektrownie, tworząc gigantyczną barierę dla ryb, wędkarze i ichtiolodzy załamywali ręce, a kajakarze chcieli mieć przestrzeń do rekreacji.

Dziś, dzięki prowadzeniu Lasu Modelowego (czyli podjętej współpracy między wszystkimi grupami interesu) udaje się tak zarządzać rzeką, by każdy mógł czerpać z niej korzyści. Niestety, natura jest nieubłagana i wody w rzece też zaczyna brakować. Rocznie odbywa się tu kilkaset spływów kajakowych. Tego lata prawdopodobnie liczba osób spływająca tą rzeką będzie musiała być limitowana.

- Widać jak woda się obniża. Jedna rzeka, jeden wspólny zasób naturalny z którego chcą czerpać korzyści wszyscy. Więc dyskusja co dalej jest bolesna. To, co byśmy chcieli i mamy zapisane w planie strategicznym to renaturyzacja tej rzeki - przywrócenie jej cech naturalnych, poprzez np. meandrowanie. Uniwersytet Przyrodniczy w Poznaniu przygotowuje dla nas takie koncepcje. Pytanie pozostaje o dalszą perspektywę realizacji tego projektu - mówi Jarosław Bator.

Nadleśnictwo Oborniki uczestniczy także w ogólnopolskim projekcie, który zakłada budowę 73 urządzeń piętrzących wodę.

- Staramy się w taki sposób uchronić się przed suszą: magazynując i łapiąc wodę opadową, albo wodę, która pochodzi z melioracji. Zamysł jest taki, by podpiętrzyć zastawkami, progami, najprostszymi elementami, by spowolnić odpływ wody z tych terenów. Jeśli jednak z nieba nie będzie padał deszcz, to na nic te urządzenia się nie przydadzą

- przyznaje nadleśniczy Bator.

Sekrety, które skrywa Puszcza Notecka odkrywamy razem z pracownikami Nadleśnictwa Oborniki: zastępcą nadleśniczego Jarosławem Batorem i leśnikiem Konradem
Łukasz Gdak To właśnie w tej części nadleśnictwa znajdują się miejsca nietknięte ludzką ręką, gdzie szlaki wyznacza woda, a zwierzęta czują się w tu procentach bezpiecznie. - Jesteśmy dumni z tej naszej małej Białowieży - mówią leśnicy.

Wełna to niejedyne źródło konfliktu o wodę. Od lat trwa spór między okolicznymi rolnikami, a nadleśnictwem. W Leśnictwie Wełna znajduje się bowiem główny ciek melioracyjny, który zbiera i odprowadza wodę z pól.

- Problem polega na tym, że w lesie nigdy tej wody nie jest za dużo, ona nam nigdy nie przeszkadza, ale przeszkadza rolnikom. Bo do kanału przylegają grunty orne. My chcielibyśmy tę wodę jak najdłużej zatrzymywać, ale wówczas pola rolników są podtapiane i mają problem by je obsiać - mówi Adam Jóźwiak leśniczy z Leśnictwa Wełna.

- Proszą mnie wtedy, by zastawką trochę tej wody puścić, ale gdy to zrobię, to w połowie kwietnia już nie mamy co łapać. Namawiam ich, by przy tym kanale w bezpośrednim sąsiedztwie pozakładali łąki, pastwiska. Niektórzy już to robią, ale wciąż nie wszyscy

- tłumaczy.

To właśnie w tej części nadleśnictwa znajdują się miejsca nietknięte ludzką ręką, gdzie szlaki wyznacza woda, a zwierzęta czują się w tu procentach bezpiecznie. - Jesteśmy dumni z tej naszej małej Białowieży - mówią leśnicy.

Rozmowa: Kosić czy nie kosić? Prof. Piotr Urbański wyjaśnia, kiedy należy kosić trawę w mieście i ile korzyści daje tworzenie łąk kwietnych

Leśnikom pomagają bobry, ale też... koniki polskie

Pracownicy nadleśnictwa od lat starają się także odtwarzać dawne siedliska, wnosić bioróżnorodność na te tereny. Pomagają im w tym zwierzęta. Wspomniane wcześniej bobry zatrzymują wodę, a na skraju Nadleśnictwa Oborniki, w Leśnictwie Daniele swoje zadanie do wykonania mają koniki polskie. To jedyne takie miejsce w Polsce, gdzie prowadzony jest kontrolowany wypas tych zwierząt. Koniki polskie przez kilka miesięcy żyją samopas. Po co?

- Przed laty ludzie na tych terenach prowadzili wypas bydła, gdy jeszcze takiego zakazu nie było. Dzięki temu, że te zwierzęta się przez te tereny przemieszczały, żrąc i zgryzając tę roślinność, rozprzestrzeniały ją po całym terenie. Dzięki temu ukształtowały się bardzo bogate roślinne zbiorowiska zwane „świetlistymi dąbrowami”. Od kiedy tego wypasu się już nie prowadzi, siedlisko znalazło się w pewnym regresie. My chcemy je przywrócić. Eksperymentalnie prowadzimy tu wypas konika polskiego. Od siedmiu lat je tu wpuszczamy na ten teren - tłumaczy Jarosław Bator.

Koniki dopiero pierwszy tydzień spędzają w lesie. Będą tu do przełomu października i listopada. Czy wystarczy im pożywienia? - Koniki pochodzą ze stadniny w Sierakowie. Ich właściciel co jakiś czas dostarcza im żywności - mówią leśnicy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Marta Danielewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.