Susza w Wielkopolsce. Bogumił Nowak: Nie ma rzeki czy jeziora w regionie, które nie cierpiałoby na brak wody

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Marta Danielewicz

Susza w Wielkopolsce. Bogumił Nowak: Nie ma rzeki czy jeziora w regionie, które nie cierpiałoby na brak wody

Marta Danielewicz

By nie było zagrożenia suszą w Wielkopolsce, najbliższe pięć lat musiałoby być wilgotne, a roczne opady na poziomie 600 mm. Bogumił Nowak, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej Wód Polskich w Poznaniu tłumaczy, dlaczego musimy przyzwyczaić się do ekstremalnych zjawisk pogodowych i jak naprawić błędy w temacie gospodarowania wody, które popełniliśmy przez lata.

W styczniu wodowskaz przy moście Rocha wskazał na 151 cm wody w Warcie. Przed rokiem, dokładnie w tym samym miejscu odnotowano 294 cm. Czy zapotrzebowania naszego regionu w wodę są tak ogromne?
Niestety, Wielkopolska i Kujawy są tym obszarem w Polsce, gdzie mamy najbardziej negatywny klimatyczny bilans wodny. To oznacza, że różnica pomiędzy opadem a parowaniem jest ogromna. Biorąc pod uwagę średnią ostatnich pięciu lat, wynosi ona między -200 a -300 mm. Tyle nam brakuje wody. W wielu miejscach poziom wód gruntowych aktualnie sięga 2,5 m poniżej powierzchni terenu. To jest granica skąd rośliny, drzewa są w stanie, przez system korzeniowy, wyciągnąć wodę.

Polecamy: Susza w środku zimy. Wielkopolska latem 2020 będzie przypominać pustynię? „Pozostaje modlitwa o deszcz"

Dlaczego zimą tak istotne jest, by spadł śnieg, był mróz?
Jeżeli mamy trochę więcej deszczu, który przeważa w danym dniu, tygodniu, miesiącu, są dobre parametry gruntu, to wówczas

By nie było zagrożenia suszą w Wielkopolsce, najbliższe pięć lat musiałoby być wilgotne, a roczne opady na poziomie 600 mm.
Łukasz Gdak Bogumił Nowak, dyrektorem Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej Wód Polskich w Poznaniu jest od stycznia 2020 r. Wcześniej związany był z Instytutem Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

następuje infiltracja w głąb i zasilane są głębsze poziomy wodonośne. Dlatego istotne są więc opady deszczu, śniegu zimą, kiedy nie mamy praktycznie transpiracji, a procesy życiowe są zahamowane. Wówczas większość wody infiltruje w głąb gruntu lub spływa powierzchniowo do rzek, do jezior. I wtedy mamy bardzo dużą odnawialność zasobów wód gruntowych, jak i powierzchniowych.

W tym roku tej odnawialności więc nie ma.
Problem polega na tym, że tego deszczu, śniegu zimą generalnie od lat nie mamy za dużo. Średnia dla 50-lecia wynosi 500 mm, a większość przypada na miesiące letnie. W grudniu, styczniu, lutym odnotowujemy opady na poziomie między 30-50 mm dla tych miesięcy. Gdy mamy bardzo śnieżną zimę, taka ilość jest zupełnie wystarczająca. Problemem nie jest więc tylko bezśnieżna zima, ale również gorące i parne lato. Latem, gdy spadnie 150 mm deszczu, a nie daj Boże, będzie to deszcz nawalny, to większość wody po prostu spłynie do rzek, a parowanie wówczas będzie bardzo wysokie. W zeszłym roku w najgorętszym miesiącu, czerwcu, parowanie mieliśmy na poziomie 160-180 mm.

Susza w Wielkopolsce

Skoro zimą mamy już suszę rolniczą, prawdopodobieństwo, że latem będzie susza hydrogeologiczna, jest bardzo wysokie.
Suszę hydrogeologiczną mamy praktycznie od 2015 roku. Nawet mimo wilgotnego roku 2016 i 2017. To wskazuje na to, że odnawialność wód podziemnych jest bardzo ograniczona. Susza, z którą mieliśmy do czynienia w 2015 roku, sprawiła, że kolejne dwa lata nie były w stanie uzupełnić nam braku tej wody, którą wówczas utraciliśmy. Z kolei suchy 2018 i 2019 tę sytuację tylko pogłębiły. W wodach powierzchniowych był wyraźny skok wzrostowy w 2016 i 2017 roku, natomiast w wodach podziemnych, zwłaszcza w tych głębszych poziomach wodonośnych, było to nieodczuwalne. Biorąc jeszcze pod uwagę zwiększone pobory wód podziemnych na potrzeby komunalne, gospodarcze, a zwłaszcza rolnicze, których jest coraz więcej, to sprawia, że sytuacje suszy hydrogeologicznej jest z roku na rok coraz gorsza.

W związku z tym, nawet gdyby od teraz przez kolejny rok padał deszcz i tak będziemy zmagali się kolejne lata z suszą.
Pięć takich lat musiałoby minąć, by zasoby wód podziemnych się odnowiły. I to wilgotnych lat, gdzie roczne opady byłyby na poziomie co najmniej 600 mm.

Jak dochodzi do tego, że mimo ogłoszonej suszy, jak to było w zeszłym roku na terenie Wielkopolski, niektóre regiony borykały się jednocześnie także z powodziami?
Niestety, to jest problem długofalowych melioracji i nie do końca dobrze prowadzonej gospodarki wodnej. Przyczyniło się do tego rolnictwo, ale także zabudowa terenów i uszczelnianie zlewni. Im więcej będziemy stawiać bloków, budować parkingów, dróg, które nie będą miały studni rozsączających, chłonnych albo nie będą budowane z ażurowych płyt, to będziemy mieli efekt w postaci zalewania miast. Dlaczego? Dawniej na terenach, gdzie mieliśmy grunty piaszczyste, a wskaźnik infiltracji efektywnej wynosił między 30 a 40 procent, była duża odnawialność zasobów wód podziemnych. W tej chwili przy zabudowie szczelnej infiltracja wynosi 1-2 procent, a reszta wody spływa. Ta woda, która kiedyś infiltrowała w głąb ziemi, w tej chwili, przy nawalnych deszczach, bardzo szybko się gromadzi w uszczelnionych powierzchniach i mamy tzw. powodzie błyskawiczne, które coraz częściej nawiedzają miasta. Co więcej, kiedyś aglomeracje były otoczone polami, lasami, użytkami zielonymi, które dodatkowo tę wodę infiltrowały.
Dziś miasta są uszczelnione. Takie nawalne powodzie sprawiają, że nie odnawiają się zasoby wód podziemnych i retencja gruntowa w ogóle nie ma miejsca, bo nie ma takiej możliwości. Gdy mamy miasto, które jest szczelnie wybetonowane, nie ma możliwości, by pod tym miastem gromadziły się zasoby wód podziemnych.

Podobnie jest na gruntach rolniczych. Przez wiele lat okresu powojennego mieliśmy głównie melioracje, które polegały na tym, by osuszać teren, by rolnicy mogli jak najszybciej wjechać na pole, by je użytkować, by jak największą powierzchnię gruntów ornych pozyskać. Póki tego deszczu było w miarę dużo to roślinność, która zaczynała w kwietniu, maju rosnąć, miała dostęp wody z góry. Pozostała część wody sączkami, drenami była odprowadzana, by pole było jak najszybciej przygotowane do prowadzenia prac. Dziś w miarę wzrostu temperatury powietrza, zwiększenia parowania, wszystkie zasoby wodne bardzo szybko się zużywają. Nie ma też możliwości, by wodę pobierać, bo nie jest ona magazynowana już na mokradłach, jeziorach, stawach.

Jako społeczeństwo powinniśmy przygotować się do przeżywania takich ekstremalnych zjawisk pogodowych jak susze czy powodzie?
Właściwie cały czas się o tym mówi. Niestety, większość społeczeństwa ma takie oczekiwania, by w trakcie powodzi wodę jak najszybciej odprowadzić i ochronić miasta, zabudowania, grunty orne. Z kolei w przypadku, gdy mamy suszę ludzie chcieliby mieć wodę dostępną przez cały rok, najlepiej by to była woda z głębszych poziomów wodonośnych. Każdy chce z niej korzystać, kąpać się czy podlewać ogród.

Zapobieganie suszy

Jak można zapobiec suszy? Zwłaszcza tej na polach?
Jako Wody Polskie mamy program przeciwdziałania skutkom suszy, rozwoju retencji po to, by właśnie tę wodę w górnych partiach zlewni, w miejscach, które przez dziesiątki lat były osuszane, odtwarzać, magazynować w okresach wysokich opadów, a jednocześnie w ten sposób przeciwdziałać tym błyskawicznym powodziom. Zatrzymanie wody w górnych partiach zlewni spowoduje podniesienie poziomu wód gruntowych, zwiększenie retencji gruntowej i stabilizację przepływów w rzekach i zaopatrzenie w wodę rolnictwa na kolejne miesiące.

Czytaj: Wysychają najpiękniejsze i najczystsze jeziora Wielkopolski. Pojezierze Gnieźnieńskie zniknie z mapy Polski?

Czy degradacji uległy jakieś cieki w Wielkopolsce? Wyschły jeziora?

Tak naprawdę to nie ma rzeki w Poznaniu czy Wielkopolsce, która nie miałaby problemów, jeśli chodzi o ilość wody. Wszędzie jest deficyt, tak samo jest z jeziorami.

Wiele jezior, które leżą w źródłowych odcinkach zlewni, zwłaszcza na Pojezierzu Gnieźnieńskim, ale też Pojezierzu Poznańskim, m.in. w rejonie Wielkopolskiego Parku Narodowego, było jeszcze 20-30 lat temu jeziorami przepływowymi. W tej chwili poziom wody opadł w nich na tyle, że stały się jeziorami bezodpływowymi, jak choćby jeziora: Góreckie, Budzyńskie. Największy problem dotyczy jednak przede wszystkim jezior na Pojezierzu Gnieźnieńskim. Tam od 20 lat w wyniku procesów naturalnych, ale też antropogenicznych: odwodnień górniczych, zwiększonych poborów wód podziemnych na potrzeby rolnicze, komunalne doszło do drastycznych zmian hydrologicznych. Dziś zlewnie, które mają powierzchnie 40, 50, nawet 300 km kwadratowych odpływ jednostkowy posiadają na poziomie równym zeru. To są jeziora, w których poziom wody obniżył się średnio metr, dwa metry na przestrzeni lat. A w wybranych jeziorach poziom wody spadł w skrajnych przypadkach aż o sześć metrów. Ich powierzchnia została zredukowana o połowę, objętość też. Zanikają również rzeki,

By nie było zagrożenia suszą w Wielkopolsce, najbliższe pięć lat musiałoby być wilgotne, a roczne opady na poziomie 600 mm.
Łukasz Gdak - W perspektywie kilkudziesięciu lat mogą pojawić się problemy z zaopatrzeniem mieszkańców w wodę - B. Nowak.

np. Noteć, która regularnie wysycha, tak że przez 10 miesięcy w roku, na kilkunastu kilometrach w okolicach Sompolna nie ma w niej wody. Takich rzek jest zresztą znacznie więcej: Meszna, rozpoczynająca się w Jeziorze Powidzkim, Noteć Zachodnia, która bierze początek z Jeziora Skorzęcińskiego, czy Wełna wypływająca z Jeziora Wierzbiczańskiego. Rokrocznie od lat w górnych odcinkach przestają one funkcjonować w okresie letnim, gdy nie mamy opadów.

Czy jako mieszkańcy Poznania powinniśmy się martwić o zasoby wodne w naszym mieście?
Poznań jest w tej dobrej sytuacji, że większość zaopatrzenia ludności w wodę pochodzi z ujęcia infiltracyjnego, brzegowego, które jest zlokalizowane na Warcie. A Warta wciąż płynie, tak szybko wody z niej nie ubędzie. W razie czego mamy jeszcze zbiornik Jeziorsko, z którego w odpowiednim czasie można wodę też spuścić, by zasilić środkowe i dolne partie rzeki. Gdyby była taka sytuacja, że w Warcie byłby skrajnie niski poziom wody i byłoby realne zagrożenie, że to ujęcie nie byłoby w stanie zaopatrzyć całej ludności w wodę, to mamy duże, zapasowe ujęcia wód podziemnych, zlokalizowane na wschód od Poznania, w miejscowości Promienko. Ich wydajność bez problemu starczy, by zaopatrzyć cały Poznań i okolice. Należy tu jednak zaznaczyć, że są to wody podziemne, które są trudno odnawialne. W perspektywie kilkudziesięciu lat może się zdarzyć sytuacja, że jeśli nie będziemy gromadzić wody w okresach wilgotnych i nie zwiększymy retencji, to mogą się pojawić problemy z zaopatrzeniem ludności w wodę nie tylko w Poznaniu, ale i w całej Wielkopolsce.

Wysychają jeziora i rzeki w Wielkopolsce

Pytam o to, bo w minione wakacje, w niektórych podpoznańskich miejscowościach brakowało już wody. Strażacy musieli szukać innych źródeł, a mieszkańcy czerpali wodę z beczkowozów.
To jest jedna rzecz, że jest ubytek wody i zasadniczo zmniejszają się jej zasoby, ale trzeba pamiętać też o tym, że takie miejscowości jak Rogalin, Mosina, Stęszew, Komorniki i inne położone dookoła Poznania mają ujęcia budowane kilkadziesiąt lat temu. Wydajność tych ujęć była przeznaczona na mniejszą liczbę mieszkańców poszczególnych gmin. Wówczas miały one zaopatrywać 5-10 tysięcy mieszkańców. W tej chwili zaopatrują one po 20 tysięcy osób. A więc pobór jest dwa razy wyższy i zwiększa się jeszcze dodatkowo, bo każdy ma ogródek, trawnik, który podlewa i zużywa tej wody trzy razy więcej niż jeszcze dziesięć lat temu. W efekcie te ujęcia nie są w stanie zaopatrzyć ludności.

Tak naprawdę wszystkie te samorządy będą musiały inwestować potężne nakłady, by wykonać nowe, głębsze studnie, by wody wystarczyło dla wszystkich.

Czy Państwa działania są wystarczające, by załatać te błędy, które przez tyle lat, jako społeczeństwo popełniliśmy? Może powinien zostać opracowany system praktyk działań dla miasta, by kolejne inwestycje miejskie były przygotowywane właśnie pod kątem walki z suszą.
Tego rodzaje plany były przygotowywane w IMGW-PIB. Są to „Adaptacje miast do zmian klimatu” i między innymi 100 najliczniejszych miast w Polsce miało przeprowadzoną bardzo szczegółową analizę, jak zmiany klimatu, czyli właśnie występowanie tych gwałtownych zjawisk pogodowych będzie wpływało na miasta. Jednocześnie został opracowany katalog działań, które należy przedsięwziąć, by przeciwdziałać temu.

Jakie inwestycje na terenie Wielkopolski muszą zostać poczynione, by przeciwdziałać skutkom suszy?
W tej chwili jest budowany zbiornik Tulce w gminie Kleszczewo na rzece Męcinie, który ma stworzyć taką rezerwę na potrzeby rolnictwa. Ma tam być magazynowe 242 tys. metrów sześciennych wody. To ma być zbiornik o powierzchni ok. 17 hektarów. Tę wodę będzie można wykorzystywać także do celów rekreacyjnych, ale też w razie wystąpienia wysokich opadów będzie to bufor bezpieczeństwa, by ograniczyć ewentualne zalania terenów, które są poniżej. Cały czas mamy na uwadze zbiornik Wielowieś Klasztorna, który będzie budowany na Prośnie. Tutaj procesy inwestycyjne trwają. Jego powierzchnia będzie wynosić ponad 1,7 tys. hektarów, pojemność łączna to blisko 50 mln metrów sześciennych. Co ciekawe, na etapie projektowania tego zbiornika w połowie lat 70. miał on być przeznaczony na potrzeby ochrony przeciwpowodziowej Kalisza oraz miejscowości położonych poniżej. W tej chwili jego główną rolą będzie retencjonowanie wody, łapanie jej nadwyżek w okresach, kiedy występuje wezbranie, by podnieść poziom wód gruntowych na terenach rolniczych i ogrodniczych. By tę wodę zatrzymać i poprawić sytuację hydrologiczną.

Z mniejszych inwestycji, w ramach programu przeciwdziałania skutkom suszy mamy wyznaczone tzw. zlewnie priorytetowe w każdym Zarządzie Zlewni. Jesteśmy na etapie ich wyznaczania. Działania te będą polegały na tym, żeby stosunkowo małymi nakładami pracy, które znacząco nie będą oddziaływały na środowisko, przynieść dużą korzyść przyrodniczą, będą też służyć mieszkańcom. Polegać będą m.in. na odtwarzaniu jazów i zastawek na mniejszych ciekach na terenach rolniczych oraz na wypływach z jezior. Dzięki temu zmagazynujemy wodę w czasie występowania jej nadwyżek, podniesiemy poziom wód gruntowych i zwiększymy przepływy środowiskowe w okresach niżówkowych.

Marta Danielewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

cena obniżona -50%

Dostęp do gazety online na 30 dni za połowę ceny

20,00 40,00

Czytaj aktualną gazetę w formacie PDF bez wychodzenia z domu. Pobierz ją i podziel się z bliskimi. Bądźcie na bieżąco z informacjami!

Kup teraz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.