Stanisław Mrowiński rysunkami komentował rzeczywistość i słynne dzieła sztuki

Czytaj dalej
Fot. Adrian Wykrota
Marek Zaradniak

Stanisław Mrowiński rysunkami komentował rzeczywistość i słynne dzieła sztuki

Marek Zaradniak

W poniedziałek mijają 22 lata od śmierci Stanisława Mrowińskiego zwanego Mrowiną, cenionego poznańskiego grafika, rysownika i karykaturzysty.

W poniedziałek minęły 22 lata od śmierci Stanisława Mrowińskiego zwanego "Mrowiną", cenionego poznańskiego grafika, rysownika, karykaturzysty, ilustratora, malarza, scenografa, ale także kolekcjonera, rzeźbiarza, projektanta ekslibrisów, znaczków pocztowych, autora wystroju stoisk na Międzynarodowych Targach Poznańskich. Najbardziej znany był z exlibrisów i karykatur, które przez wiele lat ukazywały się na łamach „Expressu Poznańskiego”. Pierwszy ekslibris wykonał jeszcze na studiach w roku 1949. Potem poprzestał na dwa lata tworzyć exlibrisy. Gdy powrócił do nich w roku 1951, wykonywał je do 1997 roku.

Urodzony 17 marca 1928 roku w Poznaniu artysta należał do najbardziej lubianych postaci poznańskiej bohemy. Był absolwentem ówczesnej Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Poznaniu (w pracowni malarstwa prof. Wacława Taranczewskiego). Gdy w 1955 oku rozpoczął pracę w wydawnictwie Nasza Księgarnia w Poznaniu, ilustrował między innymi książki przyrodnicze takie

Pracownia Stanisława Mrowińskiego
Archiwum Stanisław Mrowiński zwany Mrowiną był nie tylko grafikiem, ale także malarzem, scenografem i karykaturzystą

jak „Zwierzęta z lasu dziewiczego” Arkadego Fiedlera czy „Przez dżungle i pustynie”, „Z kwiatka na kwiatek”, „Zwierzątka i zwierzęta na sześciu kontynentach” L. Konopińskiego. W roku 1957 wpadł na pomysł satyrycznego Bazylka. Ta jedna z najpopularniejszych satyr PRL-u ukazywała się najpierw w piśmie „Kaktus”, a potem także w „Tygodniku Zachodnim”, „Ziemi Kaliskiej” czy „Ziemi Nadnoteckiej”.

W 1958 roku Stanisław Mrowiński został etatowym scenografem Ośrodka Telewizji Polskiej w Poznaniu i był nim przez 20 lat.
Poznański artysta lubił swymi rysunkami komentować nie tylko otaczającą go rzeczywistość, ale i słynne dzieła sztuki. Robił to szczególnie w pierwszej połowie lat 50. ubiegłego stulecia. Powstały w ten sposób 2222 szkice dotyczące prac wielkich malarzy Picassa, El Greco, Michała Anioła czy Veronesa.

Stanisław Mrowiński jednym z ostatnich artystów, których inspirowała przyroda. Zachwycał się naturą, lecz jednak nie jej pięknem zewnętrznym. Pasjonowała go istota natury. Korzenie i bulwy czy rodzące się kwiaty. A był znawcą i miłośnikiem przyrody. Jego pasja wsparta na rzetelnej wiedzy przejawiała się m.in. liczną kolekcją motyli i kolczastych kaktusów, ale także tysiącami szkiców i rysunków z natury Każdy rysunek był pewną metaforą. Przyroda stanowiła punkt wyjścia dla wizji artysty. Wiele z rysunków drzewa to metafory rzeczywistości okresu w których powstawały.

W 1965 roku Stanisław Mrowiński otrzymał od władz miasta Poznania pracownię przy ulicy Wodnej 17/19. Pełna pamiątek po artyście czynna jest do dziś, a nad spuścizną jaka pozostała czuwa żona Irena Rychły-Mrowińska organizująca w całej Polsce mnóstwo wystaw poświęconych niezapomnianemu artyście. Z okazji 85. rocznicy urodzin Stanisława Mrowińskiego na budynku tym odsłonięto tablicę jemu poświęconą. Zaprojektował ją Witold Zakrzewski, a wykonał Roman Kosmala.

- Staszek miał niewielką pracownię na Żydowskiej. Zaraz z brzegu za dawnym klubem Od Nowa. To były takie kanciapki. 11 metrów kwadratowych, a może mniej. A ten dom, w którym Staszek działał od 1965, odbudowała od zera ówczesna Poznańska Fabryka Maszyn Żniwnych. To były takie czasy, że Związek Polskich Artystów Plastyków postarał się, aby mogła tu znajdować się pracownia - wspomina żona artysty.

- W tym pomieszczeniu nie ma normalnych okien. Tylko takie małe pod sufitem. Nie ma kuchni. Nie ma też korytarza. Tylko dwa pokoje i mała łazienka. Gdy Staszek zobaczył takie pomieszczenie, to zwariował z radości. Było puste i było tu tyle miejsca. A potem życie się tak potoczyło, że pracownia stała się mieszkaniem. Dzięki władzom miasta nastąpiła zmiana przeznaczenia i Staszek tutaj był zameldowany - wspomina Irena Rychły-Mrowińska.

- To dzięki temu, że mam te materiały i się w tym wszystkim orientuję mogę przygotowywać wystawy. Materiały są zawsze dostępne. Wszystko jest uporządkowane. Jeśli chcę wiedzieć, co Staszek myślał o sztuce, sięgam do jego pamiętników. Na wystawach ludzie czekają aż coś powiem na to, że coś powiem. Zawsze mówię słowami Staszka, bo ja go bardzo kochałam. Niczego nie muszę wymyślać - mówi Irena Rychły-Mrowińska.

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.