Śledztwo ws. więzienia w Koziegłowach i Lecha Poznań ruszyło po samobójczej śmierci funkcjonariusza. Jest dwóch nowych podejrzanych

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Łukasz Cieśla

Śledztwo ws. więzienia w Koziegłowach i Lecha Poznań ruszyło po samobójczej śmierci funkcjonariusza. Jest dwóch nowych podejrzanych

Łukasz Cieśla

W śledztwie ws. wyciągania więźniów z zakładu karnego w Koziegłowach, którzy mieli być zatrudniani przez poznańskiego Lecha, są kolejni podejrzani. Są też nowe informacje rzucające światło na to, dlaczego prokuratura i CBA zaczęły badać tę sprawę. - Śledztwo wszczęto po samobójczej śmierci funkcjonariusza z zakładu karnego w Koziegłowach. Zostawił list pożegnalny, w którym zarzucił kierownictwu zakładu rozmaite patologie. Zaczęto badać jego zarzuty, w tym sposób, w jaki więźniowie wychodzili na wolność – mówi nam osoba znająca szczegóły sprawy.

O śledztwie w sprawie zakładu karnego w Koziegłowach i kierowania więźniów do pracy w Lechu Poznań piszemy od maja. Doszło wówczas do zatrzymania przez CBA Henryka Szlachetki, byłego policjanta, od lat pracującego dla Amiki Wronki i Lecha Poznań. Odpowiada za bezpieczeństwo na poznańskim stadionie. Jemu zarzucono powoływanie się na wpływy, a poznańskiej adwokat Agnieszce P. płatną protekcję. Powołując się na Henryka Szlachetkę, miała przyjąć pieniądze od jednego z więźniów za załatwienie mu w sądzie wcześniejszego wyjścia na wolność.

Czytaj też Do pierwszych zatrzymań doszło w maju. Henryk Szlachetka zaprzecza zarzutom i zgadza się na podanie swoich danych

Choć prokuratura nie informowała o przyczynach wszczęcia śledztwa, dowiedzieliśmy się, że sprawa została zainicjowana w nietypowych okolicznościach. Kilka lat temu kierownictwo zakładu w Koziegłowach miało ukarać pracującego tam funkcjonariusza, któremu zarzucono nielegalne relacje z więźniami.

- Jeden z więźniów owinął go sobie wokół palca, a on miał mu załatwiać mu na przykład telefony i inne rzeczy ułatwiające odbywanie kary. Ten funkcjonariusz został wyrzucony z pracy. Wkrótce popełnił samobójstwo. Zostawił po sobie list pożegnalny, w którym przedstawił szereg zarzutów pod adresem kierownictwa więzienia, w którym pracował. Opisał, że niektórzy więźniowie są po znajomości wypuszczani na wolność

– mówi jedno z naszych źródeł.

Co na to prokuratura? Sprawę prowadzi poznański Wydział Zamiejscowy Prokuratury Krajowej. Prokurator Lucyna Szewczykowska powiedziała nam, że dla dobra wciąż trwającego śledztwo prokuratura nie udzieli żadnych komentarzy.

Czytaj też W śledztwie sprawdzano również wątek współpracy Lecha Poznań z zakładem karnym w Koziegłowach

Więzień Jarosław M. potwierdził część zarzutów z listu pożegnalnego funkcjonariusza z Koziegłów

Wiadomo jednak, że prokuratura wszczęła śledztwo w 2016 roku. Zaczęto przesłuchiwać świadków, w tym poszczególnych więźniów i weryfikować informacje z listu pożegnalnego funkcjonariusza więziennego. Sprawdzono na przykład, którzy więźniowie z podpoznańskich Koziegłów byli wypuszczani do pracy na stadionie przy ul. Bułgarskiej. Było to możliwie na mocy porozumienia między więzieniem, a Lechem Poznań. W końcu śledczy dotarli do Jarosława M., który odsiadywał wyrok w Koziegłowach.

- On poskarżył się, że musiał zapłacić łapówkę za wyjście na wolność. Wsypał więźnia Tomasza M., który odesłał go do adwokat Agnieszki P., a ta z kolei w nagrywanych rozmowach powoływała się na Henryka Szlachetkę, jego znajomości i rzekome możliwości załatwienia różnych spraw – opowiada nam osoba znająca kulisy sprawy.

Jarosław M. opowiedział śledczym, że za pierwszym razem dał adwokat Agnieszce P. 30 tys. złotych. Wtedy jednak nie załatwiła mu wyjścia na wolność.

Czytaj też ABW sprawdzała czy były pracownik Elektromisu wyciągał z więzień skazanego policjanta, radcę prawnego i kryminalistów

- Ona ociągała się z oddaniem mu tych pieniędzy. W końcu jednak zwróciła całość i niebawem podjęto drugą próbę. Wtedy ten więzień Jarosław M., już mocno wkurzony na panią adwokat, zaczął ją nagrywać. Dał jej już znacznie mniejszą kwotę, mówiąc, że resztę ureguluje po załatwieniu mu przedterminowego zwolnienia. Wkrótce dyrektor zakładu poparł jego wniosek o przedterminowe zwolnienie i odzyskał wolność. Nagrania jednak zachował i początkowo ponoć próbował nimi handlować. Nie znalazł na to kupca. Gdy potem, podobnie jak do innych więźniów, zgłosiła się do niego prokuratura, opowiedział śledczym o tych nagraniach

– kontynuuje nasz rozmówca.

Nowi podejrzani w śledztwie to bracia B. Jeden z nich przyznał się do winy, bo również został nagrany

Z nagrań wynika, że więzień Jarosław M. nagrywał więźnia Tomasza M. oraz adwokat Agnieszkę P. Nagrany nie został za to Henryk Szlachetka, na którego pomoc i koneksje miała powoływać się pani adwokat. Nagrani Tomasz M. i adwokat Agnieszka P. oraz nienagrany Henryk Szlachetka usłyszeli zarzuty związane z wyjściem na wolność więźnia Jarosława M. Żaden z nich nie przyznał się do winy.

Czytaj też Areszt Śledczy w Poznaniu: były zastępcy dyrektora oskarżony o dotykanie pracownic w miejsca intymne

W ostatnich dniach prokuratura postawiła zarzuty dwóm kolejnym osobom. To bracia B., którzy również siedzieli w więzieniu. Oni również mieli w przeszłości obiecywać Jarosławowi M. załatwienie mu wyjścia na wolność. Mieli zażądać 5 tysięcy złotych - po tysiąc złotych za każdy miesiąc jego skróconej odsiadki. Niczego jednak nie załatwili. Jeden z braci, ten który również został nagrany, przyznał się do zarzutów. W tej chwili jest jedyną osobą spośród pięciu podejrzanych, która przyznała się do winy.

Śledztwo prokuratury wciąż trwa.

--------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Łukasz Cieśla

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.