Paweł Stachnik

Rzeczna klęska bolszewików

Rzeczna klęska bolszewików
Paweł Stachnik

27 kwietnia 1920. Pod Czarnobylem dochodzi do bitwy okrętów polskich i bolszewickich. Flotylla pińska odnosi zwycięstwo. To pierwszy sukces polskiej marynarki wojennej od bitwy pod Oliwą.

W marcu 1919 r. posuwające się na wschód oddziały Wojska Polskiego dotarły do Polesia. Na jego teren wkroczyła Grupa Podlaska dowodzona przez gen. Antoniego Listowskiego. 5 marca po walkach z bolszewikami zajęła Pińsk z tamtejszym portem rzecznym.

W pierwszych dniach kwietnia do gen. Listowskiego zgłosił się były porucznik marynarki rosyjskiej Jan Giedroyć. Zaproponował utworzenie oddziału złożonego z pozostawionych przez Niemców motorówek, które operowałyby na „Morzu Pińskim”, zabezpieczając wodne linie komunikacyjne i przeprawy oraz dowożąc zaopatrzenie.

Listowski uznał zasadność tego pomysłu i 19 kwietnia wydał rozkaz powołujący Flotyllę Pińską. Na jej dowódcę wyznaczył Giedroycia, mianowanego porucznikiem polskiej marynarki. Flotyllę utworzyły początkowo cztery poniemieckie motorówki, wyremontowane i uzbrojone w karabiny maszynowe. Tak powstała Flotylla Pińska.

Idea por. Giedroycia była tyleż słuszna, co oczywista. Obszar, na którym przyszło operować Grupie gen. Listowskiego pokryty był mnóstwem rzek, rzeczek, potoków, bagien i obszarów podmokłych. Mało był tam dróg, a najlepszy środek komunikacji stanowiła łódź. Wiosną i jesienią po dużych opadach rzeki i strumienie wylewały, zmieniając dużą część Polesia w obszar pokryty wodą - czyli wspomniane „Morze Pińskie”.

- Flotylla początkowo służyła jedynie w celach transportowych. Brak dróg bitych i linii kolejowych powodował, że rzeki były jedynymi drogami, którymi można było dostarczyć zaopatrzenie na front. Z tego samego powodu na Polesiu bardzo trudno było operować artylerii. Okręty miały tę lukę wypełnić: transportować zaopatrzenie, umożliwiać desantowanie piechoty i dać jej wsparcie artylerii - wyjaśnia Sławomir Zagórski, krakowski historyk, autor książki „Białe kontra czerwone. Polscy marynarze w wojnie z bolszewikami”.

Marynarze w walce

Flotylla rozpoczęła działanie 22 maja 1919 r. od transportowania amunicji, sprzętu i zaopatrzenia. Gdy na Prypeci pojawiły się jednostki bolszewickiej Flotylli Dnieprzańskiej, polskie motorówki przeszły także do patrolowania i śledzenia nieprzyjaciela. Do pierwszego starcia z nim doszło 25 maja pod Mostami Wolańskimi. Trzy polskie łodzie motorowe odparły ogniem broni maszynowej rosyjskie motorówki wykonujące rozpoznanie.

W lipcu trzy okręty wzięły udział w akcji na Łuniniec przeprowadzonej przez Grupę Listowskiego. Marynarze przewieźli pluton żołnierzy, a następnie razem z nimi zajęli atakiem na bagnety wieś Horodyszcze, biorąc jeńców i zdobywając karabiny maszynowe.

Wobec zdecydowanej przewagi sprzętowej nieprzyjaciela, ówczesny dowódca Marynarki Wojennej gen. Kazimierz Porębski podjął decyzję o wzmocnieniu Flotylli Pińskiej. W Pińsku wyremontowano trzy kolejne motorówki, podjęto też próby przesunięcia na Polesie jednostek Flotylli Wiślanej. Jednak ze względu na niski stan wody latem 1919 r., do Pińska z dużym trudem dotarł tylko statek uzbrojony ORP „Bug”.

Tymczasem bolszewicy sformowali w Mozyrzu silną Flotyllę Prypecką, na którą składały się trzy kanonierki uzbrojone w działa kal. 75 i 130 mm, a także dozorowce i motorówki. Była to znacząca siła, znacznie poważniejsza niż licząca sześć motorówek i statek Flotylla Pińska.

W sierpniu 1919 r. dowództwo nad Grupą Poleską WP objął gen. Władysław Sikorski. W podjętych przez niego działaniach zaczepnych udział wzięły okręty Flotylli. 17 września oddziały 9. Dywizji Piechoty uderzyły na miejscowość Petryków koło Mozyrza. Towarzyszyły im dwie motorówki M I i M II, dowodzone przez por. Giedroycia.

W Petrykowie prócz załogi lądowej stacjonowały trzy dobrze uzbrojone i opancerzone rosyjskie jednostki: kanonierki „Trachtomirow” i „Burżyn” oraz transportowiec „Struja”. Gdy rozpoczął się polski atak, okręty te wyszły z portu i zaczęły ostrzeliwać polskich żołnierzy.

Wtedy z mgły wyszły motorówki Flotylli i rozpoczęły ostrzał bolszewickich jednostek. Te odpowiedziały ogniem swoich dział i karabinów maszynowych. Walka trwała godzinę. Wprawdzie polskie motorówki były małe i ruchliwe, a przez to trudne do trafienia, to jednak przewaga ognia bolszewików była zbyt duża i Polacy musieli się wycofać. Sowieckie okręty jednak także odpłynęły.

- Nawet przy szczupłości sił, jakimi dysponowała Flotylla w 1919 r., była ona niezwykle pomocna - prowadziła wywiady, wysadzała desanty na tyłach przeciwnika, a przede wszystkim cały czas utrzymywała radziecką flotyllę w stanie gotowości - mówi Sławomir Zagórski

Wyparcie bolszewików

Gdy po nadejściu zimy zamarzły poleskie rzeki, okręty zebrano w Pińsku, a spieszony oddział marynarzy objął obronę odcinka frontu od Petrykowa do Nowosiółek. Brał udział w zwiadach, patrolach i potyczkach z nieprzyjacielem.

Do działań nawodnych wrócono wiosną 1920 r. Doszło wtedy do niespodziewanego wzmocnienia sił Flotylli. Oto 9. Dywizja Piechoty gen. Sikorskiego wznowiła natarcie i na początku marca zdobyła Mozyrz z dużym portem i stocznią, a także mniejsze porty w Barbarowie, Juriewiczach i Narowli.

Natrafiono tam na zimujące jednostki bolszewickie: wspomniane kanonierki „Trachtomirow” i „Burżyn”, 23 statki transportowe, 10 motorówek, 53 barki i sporo mniejszych jednostek. Zostały one włączone do Flotylli Pińskiej, w znaczący sposób wzmacniając jej siły, choć bardziej te transportowe niż bojowe. Dowództwo marynarki nadesłało około 300 oficerów, podoficerów marynarzy do obsadzenia nowych okrętów.

Flotyllę odtworzono, gdy jesienią Wojsko Polskie odzyskało Polesie.

Flotylla wróciła do działań pod koniec marca 1920 r., wraz z topnieniem lodów. Patrolowała rzeki, transportowała żołnierzy, wspomagała natarcia na lądzie. - Na wiosnę 1920 roku, po znacznym powiększeniu stanu posiadania, dzięki swej mobilności odegrała znaczącą rolę w działaniach na Polesiu i wyparciu z niego bolszewików - mówi Sławomir Zagórski.

Koszarówka

Gdy w kwietniu rozpoczęła się ofensywa kijowska, operująca na Polesiu 9. Dywizja Piechoty otrzymała zadanie zabezpieczania północnego skrzydła wojsk polskich. Podległa jej Flotylla Pińska miała opanować Prypeć, wyprzeć z niej okręty bolszewickie i dotrzeć do Dniepru.

W ramach tych zadań okręty Flotylli wsparły próbę przełamania frontu w okolicach Koszarówki. Doszło tam do walki z rosyjskimi jednostkami, podczas której szczęście to opuszczało, to dopisywało stronie polskiej.

Najpierw cztery motorówki podeszły skrycie pod okręty sowieckie i chciały je ostrzelać, ale... wszystkie weszły na mieliznę. Dostrzegli je bolszewicy, którzy zbliżyli się i rozpoczęli ich ostrzał. Najcięższe polskie działo (kal. 75 mm) zacięło się po pierwszym strzale, co osłabiło odpowiedź strony polskiej.

Na szczęście działo z jednej z motorówek trafiło w komin kanonierki „Prytkij”, wywołując wybuch kotła i pożar okrętu. To spowodowało zamieszanie wśród bolszewików, podczas którego Polakom udało się ściągnąć swoje motorówki z mielizny i odpłynąć.

Pod Czarnobylem

Jeszcze większym starciem była bitwa pod Czarnobylem, miastem na Ukrainie, w którym 66 lat później dojdzie do słynnej katastrofy elektrowni jądrowej. Zadanie zdobycia Czarnobyla otrzymała grupa mjr. Jaworskiego wspierana przez zespół bojowy Flotylli Pińskiej złożony z trzech uzbrojonych motorówek, motorówki pancernej MP 1 i kanonierki „Pancerny 1”.

Rankiem 27 kwietnia 1920 r. płynące Prypecią polskie okręty natknęły się pod wsią Lelów na pięć ostrzeliwujących ją bolszewickich jednostek. Polacy otworzyli ogień z dział 75 mm i zaliczyli kilka trafień. Ogniem kierował por. mar. Stanisław Hryniewiecki, który był zawodowym artylerzystą z dawnej floty carskiej. Wskutek celnego ognia Rosjanie wycofali się.

W międzyczasie lądowa grupa mjr. Jaworskiego atakowała miasto Czarnobyl i po zaciętych walkach zdobyła je. Stacjonujące w tamtejszym porcie bolszewickie jednostki odpłynęły, ostrzeliwując nacierające polskie oddziały. W pościg za nimi ruszyły okręty Flotylli Pińskiej.

Do spotkania doszło w miejscu, w którym koryto Prypeci było szerokie, co pozwalało na manewrowanie jednostkami. Rosjanie zajęli dogodne pozycje, mieli też znaczną przewagę liczebną i uzbrojenia. Dysponowali pięcioma kanonierkami mającymi w sumie dwa działa kal. 130 mm i aż 12 dział kal. 76 mm. Polacy mieli tylko trzy działa kal. 75 mm.

Dowodzący polskim zespołem por. Borys Mohuczy kazał wysadzić na brzeg obserwatorów, a następnie zajął odpowiednie pozycje i rozpoczął ostrzał nieprzyjacielskich jednostek z odległości 4-5 km. Walka ogniowa trwała dwie godziny.

W pewnym momencie pocisk z „Pancernego 1” trafił w rosyjskiego „Gubitielnego”, na którym wybuchła amunicja. Kanonierka przełamała się i poszła na dno, pociągając za sobą część załogi. W takiej sytuacji pozostałe rosyjskie jednostki podniosły kotwice i odpłynęły. Polacy ruszyli za nimi w pościg i zaliczyli kolejne trafienia trzech wrogich okrętów. Teraz bolszewicy mieli już dość: wzięli na hol trafione okręty i ostatecznie wycofali się. Bitwa pod Czarnobylem była wygrana.

- Flotylla osłaniała skrzydło oddziałów lądowych, udaremniając kontrakcję sowieckich okrętów. Ponadto dzięki zatopieniu jednej kanonierki i uszkodzeniu trzech kolejnych, pokiereszowana Dnieprzańska Flotylla Wojenna musiała wycofać się, otwierając tym samym drogę na Dniepr i do Kijowa. Umożliwiło to szybkie dostarczenie zaopatrzenia oddziałom, które znalazły się w stolicy Ukrainy - opisuje znaczenie bitwy pod Czarnobylem Sławomir Zagórski.

Odwrót i samozagłada

W wyniku ofensywy kijowskiej wojska polskie zajęły stolicę Ukrainy i doszły do Dniepru. W maju okręty Flotylli Pińskiej wpłynęły na tę rzekę. „Pancerny 1” i dwie motorówki wysłane zostały natomiast na zwiad do Kijowa, do którego dotarły 15 maja 1920 r.

Gdy pod koniec maja ruszyła bolszewicka kontrofensywa, okręty Flotylli wzięły udział w próbach jej odparcia. Przewoziły żołnierzy, przeszkadzały w przeprawach, dostarczały sprzęt, potem zaś ewakuowały polskie oddziały.

Natarcie bolszewickie było jednak nie do zatrzymania i strona polska przeszła do odwrotu. Na zachód wycofywały się też okręty Flotylli. Niestety, tym razem los im nie sprzyjał. Wobec przełamania frontu przez bolszewików i odcięcia dróg wodnych por. Mohuczy wydał rozkaz zatopienia jednostek. Dokonało się to w dniach 10-11 czerwca 1920 r. u ujścia Desny.

Wraki polskich okrętów do dziś rdzewieją w rzekach Ukrainy i Białorusi.

- Podejmując decyzję o samozatopieniu dowództwo nie miało innego wyboru - bolszewicy deptali im po piętach. Może wydać się to dziwne, ale samozatapianie jednostek rzecznych jest częścią taktyki działań flotylli - unieruchamia jednostki na krótki czas w nadziei, że po odrzuceniu przeciwnika uda się je odzyskać. Tak się stało w tym przypadku - wyjaśnia Sławomir Zagórski.

Zasłużona jednostka

Próbę odtworzenia siły bojowej Flotylli podjął w lipcu nowy jej dowódca, ppłk Jerzy Wołkowicki (uczestnik bitwy pod Cuszimą). Udało się to częściowo, ale bolszewicka ofensywa postępowała i siły polskie na Polesiu musiały się wycofać.

Wobec niskiego stanu wód i złego stanu szlaków wodnych próba przepłynięcia odtworzonej Flotylli na Wisłę nie udała się. Wydano więc po raz kolejny rozkaz zniszczenia i zatopienia wszystkich jednostek. Odbyło się to w okolicach Pińska. 2 sierpnia 1920 r. Flotylla Pińska została formalnie rozwiązana, a jej oficerów i marynarzy wcielono do Flotylli Wiślanej.

Jak podsumować rolę Flotylli w wojnie polsko-bolszewickiej? - Była to wojna niewielkich oddziałów i w taki obraz wpisuje się Flotylla Pińska. Dla całości była małym trybem. Dla Frontu Poleskiego była niezbędna. Jej waga wzrosła po zdobyciu Kijowa. Dowódcy usilnie domagali się, aby przydzielić im okręty. Gen. Śmigły-Rydz wręcz je zawłaszczył, nie informując o tym generałów Listowskiego i Sikorskiego. Była to jednostka niezwykle zasłużona dla zwycięstwa nad bolszewikami - ocenia Sławomir Zagórski.

Flotyllę odtworzono, gdy jesienią Wojsko Polskie odzyskało Polesie. Nie odegrała już jednak znaczącej roli. Znacznie rozbudowano ją natomiast w okresie międzywojennym. Kolejny raz Flotylla Pińska przystąpiła do walki we wrześniu 1939 r., stawiając czoła siłom bolszewickim i niemieckim. Ta nierówna walka zakończyła się zagładą. Wraki polskich okrętów (np. monitora ORP „Kraków”) d o dziś rdzewieją w wodach rzek Ukrainy i Białorusi...

Cykl powstaje we współpracy z krakowskim oddziałem Instytutu Pamięci Narodowej. Autorzy są historykami, pracownikami IPN.

Paweł Stachnik

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.