Radosław Patroniak

"Razem" można zdziałać więcej, zwłaszcza na tandemach

Przemysław Wegner (z prawej) może pochwalić się już medalami z imprez światowej rangi Fot. Fot. Archiwum Klubu "Razem" Przemysław Wegner (z prawej) może pochwalić się już medalami z imprez światowej rangi
Radosław Patroniak

Klub Niewidomych „Razem” to wyjątkowe miejsca na sportowej mapie Poznania. Rowerowa integracja może mieć różne oblicza.

Klub Niewidomych „Razem” w Poznaniu to miejsce, gdzie integracja nie jest pustym słowem i gdzie każdy może znaleźć miejsce dla siebie. Sympatycy dwóch kółek spełniają dzięki niemu swoje marzenia i dzielą się z innymi swoją pasją.
– W naszej firmie mamy program „Postaw na Ruch”. Wspieramy też trzy kluby tandemowe dla niewidomych. Pracownicy wykręcają kilometry i w ten sposób zdobywają pieniądze dla poszczególnych klubów – tłumaczyła Klaudyna Polanowska-Skrzypek z Kompanii Piwowarskiej.
To ona też przekonała mnie, że warto się spotkać z prezesem klubu „Razem”, Eugeniuszem Taczkowskim. – To człowiek-instytucja, kto raz do niego trafi, szybko przekona się, że niewidomi i niedowidzący to tacy sami ludzie jak wszyscy inni – przekonywała Polanowska-Skrzypek.

Czarna Rola z garażem rowerów i tysiącem pomysłów
Siedziba klubu mieści się w domuprezesa na Czarnej Roli w Poznaniu. Tam też można zobaczyć garaż pełen rowerów i tandemów, bez których trudno sobie wyobrazić prawdziwą integrację.

– Do założenia stowarzyszenia namówili mnie 14 lat temu Ryszard Kożuch i Hanna Pracharczyk. W zasadzie to nie musieli mnie tak bardzo namawiać, bo zawsze lubiłem jeździć na rowerze. Od początku chcieliśmy, żeby klub łączył wyczyn z rekreacją. Myślę, że to dzisiaj obie sekcje prężnie się rozwijają i funkcjonują trochę niezależnie od siebie – wyjaśnił Taczkowski.

Jego zdaniem podział na pełnosprawnych i niepełnosprawnych to już przeżytek. – Mnie denerwują te wszystkie uchwały i podziały. Medycyna idzie do przodu, ale ona ratuje życie, a nie zdrowie. Niepełnosprawnych będzie coraz więcej i już dawno powinniśmy się z tym oswoić i do tego przywyknąć – zauważył prezes poznańskiego klubu.

Takie były czasy...
Dla Taczkowskiego zrównanie nagród dla olimpijczyków i paraolimpijczyków to coś oczywistego. – Sprawiedliwie trzeba powiedzieć, że zmieniło się nie tylko traktowanie sportowców. Kiedyś w urzędach też mnie inaczej traktowano niż obecnie. Było dużo nieprzyjemności i niechęci. W czasach młodości nie miałem łatwego życia. W III klasie szkoły podstawowej w Owińskach uznano, że nie nadaje się do szkoły dla widzących. Pięć lat musiałem więc spędzić za murem w specjalnej szkole w Łodzi. Problem polegał na tym, że ja tam nie miałem zbyt wielu ułatwień. Szkołę średnią skończyłem już w Poznaniu, ale też z mieszanymi uczuciami. Potem jeszcze udało mi się skończyć szkołę masażu dla niewidomych w Krakowie. Wszystko to wspominam pod hasłem „co cię nie zabiję, to cię wzmocni”, ale takie były po prostu czasy – wspominał Taczkowski.

Według niego sportowcy niepełnosprawni powinni startować jak najczęściej z pełnosprawnymi. – Przykład tenisistki stołowej Natalii Partyki dowodzi, że taka rywalizacja ma sens. Poza tym niektórzy sportowcy niepełnosprawni trenują tak jak pełnosprawni wyczynowcy. Mają dwa treningi dziennie, dbają o dietę i odżywki, o to, by się dobrze regenerować i być na bieżąco ze wszelkimi nowinkami. Jak ktoś myśli, że na zawodach niepełnosprawnych startują typowi amatorzy, to jest w dużym błędzie. Aby zdobyć medal na igrzyskach paraolimpijskich naprawdę trzeba wiele dla niego poświęcić – dodał Taczkowski.

Klubowa wizytówka, czyli Przemysław Wegner
Sportową wizytówką poznańskiego klubu jest bez wątpienia Przemysław Wegner, który w duecie z pochodzącym z Olsztyna Arturem Korcem, był na igrzyskach paraolimpijskich w Rio de Janeiro piąty w jeździe indywidualnej na czas, siódmy w wyścigu ze startu wspólnego oraz dziesiąty w rywalizacji na torze.

– Przemek nie zdobył medalu, ale jest piąty na świecie. Ludzie, przecież to jest nieprawdopodobny wynik. Nie pojmuję jak sportowcy mogą się tłumaczyć z zajęcia czwartego miejsca, zwłaszcza jeśli zajęli je na imprezie światowej rangi. Takie zachowanie jest dla mnie mało poważne, tym bardziej, że czasami do podium brakuje komuś ułamków sekundy – stwierdził prezes klubu „Razem”.

Może się on pochwalić także złotym medalem Wegnera, w parze z Arkadiuszem Garczarkiem, na MŚ w 2009 r. – W Brazylii mieliśmy jeszcze dwóch swoich członków, ale w barwach gorzowskiego klubu. Triathloniści, pilot Tomasz Domagała i niedowidzący Łukasz Wietecki wystąpili w... biegu na 1500 m i zajęli piąte miejsce. A pojawili się na bieżni lekkoatletycznej tylko dlatego, że w programie igrzysk ku zaskoczeniu wielu osób nie było tym razem męskiego triathlonu – podkreślił Taczkowski i dodał, że w wyczynowej rywalizacji często pilotami zostają mastersi ze względu na doświadczenie i przygotowanie fizyczne.


Pilotem amatorem nie może być każdy kto chce

Sekcja turystyczna nie chce być w poznańskim klubie gorsza od wyczynowej i imponuje swoją aktywnością, choć jak się okazuje nawet w tak dużym mieście jak Poznań nie jest łatwo znaleźć zdeterminowanych pilotów.

– Mamy w bazie 20 nazwisk, ale to nie znaczy, że nie przydałoby się więcej. Problem polega na tym, że niektórzy mają trochę złe wyobrażenia. Myślą, że jak pojawią się w klubie dla niewidomych, to wystarczy, że przejadą w tandemie 2-3 km i wszyscy będą usatysfakcjonowani. Tymczasem my mamy większe ambicje i możliwości. Chcemy jeździć jednorazowo nawet po 60 km. Nie każdy jest w stanie to wytrzymać. Z drugiej strony nie ma co też przesadzać. Pilotem może zostać praktycznie każdy kto umie jeździć na rowerze. Musi jednak wykazać się cierpliwością, silną wolę i przede wszystkim musi nabrać wprawy – podkreślił prezes, który do wspólnej przejażdżki namówił też swego czasu prezydenta Poznania, Jacka Jaśkowiaka.

Według Taczkowskiego mocną stroną jego klubu jest to, że można spotkać w nim zarówno zawodników w wieku 17 lat, jak i takich, którzy dobiją do 60-tki. – Stałym punktem w naszym programie są już coroczne dwutygodniowe wyjazdy zagranicę. Kilka lat temu pokonaliśmy maraton z Triestu do Rzymu. W sumie zrobiliśmy 1200 km. Warto dodać, że cały wyjazd zorganizowały wtedy dwie osoby i to niewidome. Mamy również wspólne wyjścia do teatru, na basen, atakże zajęcia, które nie kojarzą się przeciętnemu człowiekowi z życiem niepełnosprawnych, a więc loty motolotnią czy obozy przetrwania. U nas naprawdę nikt nie narzeka na nudę – przekonywał Taczkowski.

Klub nie może być biurem podróży
Uważa on, że w klubie sportowym nie ma miejsca na papierkową robotę i buchalterię. – Zawsze dbam o to, żeby z klubu nie zrobić biura podróży. Klub ma żyć, a nie być tylko wpisany do rejestru. Wiadomo, że ktoś to musi koordynować i napędzać, ale ja wychodzę z założenia, że w klubie, tak jak w tandemie, muszą obowiązywać stosunki partnerskie – stwierdził szef 39 niedowidzących kolarzy, którzy mają do dyspozycji 20 rowerów-tandemów.

Klub „Razem” chlubi się tym, że jako jedyny w Polsce ubiera zawodników od stóp do głów. – Największy problem mamy z przechowaniem rowerów, bo każdy z nich ma długość 2,5 metra. Czasami też brakuje nam już pomysłów na nowe wycieczki, bo wszystkie miejsca w Poznaniu i wokół niego już zwiedziliśmy. Jasne, że można wybrać się gdzieś pociągiem, ale wtedy znów pojawia się kłopot z przewiezieniem rowerów. Do pociągu wchodzą co najwyżej 3-4 tandemy, a czasami w niedzielę chętnych do przejażdżki jest ponad 20 osób. Tandem tym się różni od zwykłego roweru, że bardziej preferuje płaskie trasy. Pod górę bywa trudny do opanowania, zwłaszcza jak jadą nim debiutanci – zauważył Taczkowski.


Jak pilotka słabsza, to chłopak musi być mocniejszy

Klasyczna trasa członków poznańskiego klubu przebiega przez Winogrady, Rusałkę, Strzeszynek, poligon w Biedrusku i Naramowice. – Takie 40-kilometrowe kółko jest najbardziej popularne, ale oczywiście jeździmy też w innych kierunkach. Chcemy przecież, by trasy były jak najbardziej urozmaicone – przyznał Taczkowski.
Na koniec spotkania zapytałem go o to jakby zachęcił kogoś, do tego, by być „Razem”. – Zawsze warto spróbować czegoś nowego. Zawsze też podkreślam, że my może jesteśmy i niepełnosprawni, ale nie jesteśmy na pewno niedołężni. Jak ktoś do nas trafi, to rzadko się zniechęca. Raczej zostaje na dłużej. A tym przygotowaniem kondycyjnym i siłą mięśni nie ma się co za bardzo przejmować. Jak pilotka jest słabsza, to zawsze jej daję mocniejszego chłopaka –żartował Taczkowski i prosił, żeby nie zapomnieć o podziękowaniach dla UM Poznania.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Radosław Patroniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.