Rady mistrzyń przed 18. PKO Poznań Maratonem

Czytaj dalej
Fot. Fot. Archiwum Agnieszki Janasiak
Radosław Patroniak

Rady mistrzyń przed 18. PKO Poznań Maratonem

Radosław Patroniak

W niedzielę 18. PKO Poznań Maraton, czyli największe święto biegaczy w stolicy Wielkopolski. Poznańskie mistrzynie długich dystansów radzą zawodnikom jak postępować przed startem i na trasie.

Wielkie święto biegaczy w stolicy Wielkopolski już w niedzielę. O godz. 9 nastąpi bowiem start (z ulicy Grunwaldzkiej, naprzeciwko wjazdu na MTP) 18. PKO Poznań Maratonu. Po przebiegnięciu 42 km i 195 m tysiące biegaczy (będzie ich prawdopodobnie około 7 tysięcy) zafiniszują na Placu Marka na terenie MTP.

Agnieszka Janasiak (nr 792) zachęca początkujących biegaczy do badań krwi i serca przed startem na królewskim dystansie

Na nowej, jeszcze szybszej i bardziej płaskiej niż dotychczas trasie, kibice zobaczą zawodników z 27 państw. Wśród nich faworytami będą Emil Dobrowolski (zwycięzca Poznań Maratonu z 2015 r.), Valdas Dopolskas z Litwy, Mykola Łukymczuk z Ukrainy oraz Boniface Nduva z Kenii. Wśród pań największe szanse na zwycięstwo mają, legitymująca się lepszym od rekordu trasy poznańskiego biegu wynikiem 2:31:17 Japonka Haruna Takada oraz Polki: Arleta Meloch, Izabela Parszczyńska, Aleksandra Lisowska oraz złota medalistka mistrzostw Polski w maratonie i zwyciężczyni ogólnoświatowej edycji Wings for life World Run 2017 - Dominika Stelmach.

– Jeszcze w sobotę będzie można zapisać się na bieg, ale już tylko w biurze zawodów na MTP. Opłata startowa wynosi 150 zł. Na rabat 20 procent mogą jednak liczyć te osoby, które wzięły udział w tegorocznej edycji półmaratonu

– podkreślił dyrektor maratonu, Łukasz Miadziołko.

Nie przesadźcie z treningiem

Większość biegaczy od dawna już ma zagwarantowany udział w zawodach i ich myśli skoncentrowane są na starcie w niedzielnym maratonie. Dwie doby przed nim postanowiliśmy więc sprawdzić, jakie pułapki czekają na uczestników morderczego biegu i jak należy się do niego przygotować, by ich uniknąć. Poradziliśmy się biegowych autorytetów, czyli dwóch niezwykle utytułowanych poznańskich biegaczek, Moniki Stefanowicz i Agnieszki Janasiak.

Ostatnio szeroko opisywany i komentowany był przypadek kenijskiej biegaczki Recho Kosgei, która w warszawskim maratonie 800 m przed metą była pierwsza, ale dopadł ją tak duży kryzys, że nagle padła na asfalt i mimo walki z własną niemocą nie była w stanie przez kilka minut wstać. Po biegu obwiniano organizatorów za to, że biernie przyglądali się dramatycznej sytuacji, ale większość krytyków nie pamiętała o tym, że jakakolwiek pomoc zawodnikowi w trakcie biegu grozi dyskwalifikacją.

Tak ekstremalne sytuacje nie zdarzają się często, ale mogą być też udziałem amatorów. – Na pewno ważna jest rozgrzewka, choć nie przesadzałabym z jej intensywnością, bo jak ktoś spędzi na trasie pięć godzin, to i tak zdąży się rozgrzać. Ważniejsze jest rozciąganie i w przypadku niskiej temperatury rozgrzanie mięśni specjalną, niedrogą maścią. Trudno też porównywać start elity do amatorów, bo ci ostatni muszą się pojawić w sektorze startowym pół godziny przed rozpoczęciem biegu, a ci pierwsi mogą to zrobić pięć minut przed wystrzałem startera. Dlatego wielu biegaczy w niesprzyjających warunkach okrywa się folią izolacyjną – tłumaczyła Stefanowicz.

Według trzykrotnej mistrzyni Polski w maratonie ważne są też godziny i dni poprzedzające start. Często wtedy niektórzy z zawodników przesadzają z intensywnością treningów.

– Nie będę odkrywcza, jeśli powiem, że ostatnie godziny trzeba przeznaczyć na odpoczynek. Dla mnie to dobry moment, żeby przygotować ubranie, numer startowy, bidon i wyjść z domu, by zrobić lekki trening. U mnie sprowadza się to do przebiegnięcia 6 km, a więc bardzo małego dystansu. Nie wolno się przeforsować, bo może się to skończyć tragicznie. Niektórzy próbowali przebiec dystans maratoński tydzień przed imprezą. To karkołomny pomysł i zdecydowanie go odradzam. Warto też zwrócić uwagę na dietę w przeddzień biegu, czyli jeść dużo makaronów i unikać smażonych potraw – dodała biegaczka Grunwaldu Poznań, która ma na swoim koncie starty w igrzyskach i w najbardziej prestiżowych biegach na świecie.

Koniecznie odwiedzajcie punkty gastronomiczne

Podobna historia, co Kenijkę Kosgei spotkała Janasiak sześć lat temu na maratonie w Łodzi. Do mety zamiast 800 miała tylko 100 m, ale też ją „odcięło od prądu” i to tak dramatycznie, że zamiast świętować zwycięstwo tuż za metą płakała, bo straciła je na ostatnim metrze...

– Są podobieństwa obu sytuacji, ale są też różnice. W moim przypadku niefortunne okazało się zbiegnięcie do hali, bo właśnie wtedy dodatkowo obciążyłam mięsień czworogłowy i dlatego ugięły się pode mną nogi. Potem przewróciłam się jeszcze raz, a mimo to wydawało się, że wygrana jest już na wyciągnięcie ręki. Nogi jednak znów odmówiły posłuszeństwa, choć głowa pracowała na pełnych obrotach i daleka byłam od utraty przytomności. Z Kenijką było trochę inaczej, bo ona odwodniła organizm. Nie posilała się na punktach gastronomicznych, a to ogromny błąd. Czasami lepiej się zatrzymać lub wrócić do niego i stracić cenne sekundy niż potem... stracić świadomość – słusznie zauważyła wicemistrzyni Polski w maratonie z 2009 r.

Jej zdaniem dystans maratoński wymaga odpowiedniego przygotowania i monitorowania własnego organizmu. – Początkujący biegacze przed startem w maratonie powinni sobie zrobić badania krwi i serca. W ten sposób mogą się dowiedzieć, czy mają niedobory magnezu lub żelaza. Amatorzy często też mają problemy z techniką biegania. Błędy łatwo wyeliminować, ale wcześniej trzeba przeanalizować biomechanikę biegu i zapytać się o dietę, bo i w tej materii zdarzają się poważne wpadki – dodała 6-krotna uczestniczka poznańskiego maratonu (dwa razy stawała w nim na podium – w 2008 i 2009 r.).

O wyniku i samopoczuciu podczas maratonu niejednokrotnie decyduje sprzęt. Ostatnio furorę robi odzież kompresyjna. – Rzeczywiście niektórzy mogą być z niej zadowoleni, bo rozgrzewa im mięśnie. Inni z kolei powiedzą, że ich za bardzo uciska. Dlatego uważam, że w tym przypadku liczy się indywidualne podejście. Na pewno natomiast hołduję zasadzie, że nie wolno zakładać na maraton nowych butów, skarpetek czy koszulki. Wszystko wymaga przetestowania – podkreśliła Janasiak.

Pomocnik może być na rowerze, a energia... w plastrach

Akcesoria biegaczy z roku na rok są bardziej wyszukane i bardziej skomplikowane, dotyczy to zwłaszcza zegarków mierzących czas i tętno. – Wiem, że niektórzy przyczepiają sobie też do pasków bidony i w taki sposób uniezależniają się od organizatorów. Dla mnie to jednak kiepskie rozwiązanie, bo każdy dodatkowy element przeszkadza w biegu. Warto jednak pamiętać, że zawodnicy z elity często mają pomocnika na rowerze, który rozwiązuje za nich wiele spraw – podkreśliła poznanianka, która poza tym, że regularnie biega udziela się jako biegowy trener personalny.

17. PKO Poznań Maraton - tak było na mecie

Janasiak, podobnie jak inny znany poznański zawodnik, Marcin Kęsy, używa nanoplastrów, które są coraz popularniejsze wśród biegaczy. – To połączenie medycyny zachodniej ze wschodnią. Nanoplastry wzmacniają przepływ energii, zapobiegają zakwaszeniu mięśni i poprawiają wydolność oraz szybkość. Co ciekawe każdy rodzaj odpowiada za coś innego, ale nie ma przeciwwskazań, by kleić je w różnych miejscach i jednocześnie używać kilku rodzajów. Może nie wygrywam dzięki nim z rywalkami, ale na pewno pomagam swojemu organizmowi przetrwać trudne chwile, a tych w maratonie nigdy nie brakuje – zakończyła Janasiak.

Radosław Patroniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.