Ptak człowieka nie kocha. Najwyżej lubi

Czytaj dalej
Fot. Andrzej Zgiet
Julia Szypulska

Ptak człowieka nie kocha. Najwyżej lubi

Julia Szypulska

Jastrzębia układa się podobnie jak psa. Najpierw stopniowo zdobywa jego zaufanie, a potem nagradza jedzeniem - opowiada sokolnik Grzegorz Paluchowski.

- Pana jastrzębie działają ostatnio w Wysokiem Mazowieckiem. Płoszą tutejsze gawrony i kawki. Na czym polega ta metoda?

- Jastrząb musi się tutaj pokazać, zadomowić, żeby te ptaki, które się tu wcześniej zadomowiły uciekły. Uznając teren, gdzie pojawił się drapieżnik za niebezpieczny.

- Poruszenie już jest?

-Tak, jest chaos. Przez pierwszych kilka dni kiedy tutaj jesteśmy, ptaki zdążyły się przekonać, że ten drapieżnik tutaj jednak występuje. Widać ich zdenerwowanie, widać, że zachowują się chaotycznie. Latają w różnych kierunkach.

- Jak się nazywa jastrząb, z którym pan teraz pracuje?

- To jastrząb Harrisa, zwany myszołowcem towarzyskim. To jest samica Wanda, która ma już trzy lata.

- Inne ptaki też pan ma, słyszałam o sowie, która pokazał pan dzieciom w szkole?

- Mam sokoły, jastrzębie, jak również jedną sowę. Mało kto widział sowę, stąd te ptaki cieszą się sporym zainteresowaniem, zwłaszcza wśród dzieci. Z reguły kiedy widzimy takie ptaki, to są albo bardzo wysoko, albo zbyt daleko od nas.

- Jak pan wyszkolił Wandę, żeby płoszyła inne ptaki? Czy wszystkie drapieżniki układa się tak samo?

- W szkoleniu jastrzębia i sokoła są wspólne elementy, na początku podobnie się z nimi obchodzi. Moje ptaki pochodzą z hodowli. Odbiera się je od rodziców, kiedy mają ok. 2-3 miesięcy i są już samodzielne, tzn. latają i zdobywają pokarm.

Jest to moment, gdy pióra ptaka przestają rosnąć. Mówi się, że ptak jest już suchy tzn. krew odpływa z piór. To jest najlepszy okres by zabrać takiego ptaka i zacząć go układać według własnych potrzeb.

Pierwszą rzeczą jest oswojenie jego strachu przed człowiekiem. To się nazywa ukracanie. Trzeba z ptakiem długo przebywać. Im więcej mu czasu poświęcimy, tym więcej zyskamy, ptak zacznie się do nas bardziej przekonywać. Kiedy do nas trafia jest oczywiście w dużym stresie. Ale zdarza się, że już pod koniec dnia stara się wziąć coś do jedzenia od człowieka. Oczywiście do tego musi być spokój. On musi poczuć, że mu krzywdy nie zrobimy. I tak po trochu przełamuje swój opór. Przekonuje się, że skoro człowiek go karmi, to pewnie nie ma złych zamiarów. I tak czas mija, a z nim pierwszy okres przystosowawczy. Trwa on 2-3 tygodnie. Po tym czasie ptak powinien już swobodnie latać i wrócić z powrotem. Ta więź cały czas się umacnia przez to, że ptaka karmimy, spędzamy z nim czas, opiekujemy się nim. Natomiast nigdy nie jest tak, że ptak tego lęku przed człowiekiem całkowicie się wyzbędzie.

- Nigdy nie będzie takiej relacji jak między człowiekiem a psem?

- Wielkiej przyjaźni nigdy nie będzie. Ten ptak nas nie kocha, on może nas trochę lubi. To jest na zasadzie kumpla z pracy. Można go zawsze zmienić, i pracę też.

Natomiast staramy się oczywiście ptaka przekonywać, że jesteśmy dla niego tym pozytywnym aspektem życia. Na przykład, że człowiek mu pomoże np. podczas polowania. Bo te ptaki, w naturze też, chwytają często ofiary większe od siebie. Na przykład jastrząb potrafi chwycić zająca, a duży sokół - gęś, czyli zwierzę dwukrotnie od niego większe. Oczywiście musi być odpowiednio przeszkolony i mieć taką swoją łowiecką pasję.

- Pan swoje ptaki poprowadził w kierunku płoszeń.

- Tak, one mają za zadanie nie chwytać ptaków, tylko przelecieć się i pokazać swoją obecność. Oczywiście jastrząb jest tylko zwierzęciem i może w każdej chwili postanowić zaatakować. Ale drugiej strony, te kawki czy gawrony nie dadzą się tak łatwo zaskoczyć. Tak jak dziś, wszystkie zaniepokojone poderwały się do góry tuż nad drapieżnikiem i zaalarmowały resztę. To jest zresztą cały proces, ptaki ze sobą współpracują i informują o tym, że jest drapieżnik. Ptaki żerujące na ziemi, jak gawrony tylko teoretycznie są bardzo łatwym celem. Wydaje nam się, że wszystkie są na ziemi, ale okazuje się, że zawsze któryś z nich jest na górze i wypatruje zagrożenia.

- Jaki był dalszy ciąg układania pańskich jastrzębi? Ponoć proces przypomina tresurę psa.

- Są pewne podobieństwa. W przypadku moich jastrzębi, nie ma tego ostatniego elementu, czyli polowania. Tutaj ptak zostaje na tym etapie, że przylatuje po mięso. Tak, jak na początku ma problem żeby w ogóle przyjąć od człowieka jedzenie, to później go przełamuje pomału zaczyna widzieć suto zastawioną rękawicę, bo tylko tak dostaje jedzenie. To go kusi i skłania żeby przyfrunąć i usiąść na rękawicy.

Później dopiero zaczyna się to właściwe układanie. Stopniowo odległości są coraz większe. Na początku ptak wchodzi na rękawicę, potem przeskakuje, aż w końcu dochodzimy do momentu, że wypuszczony leci do nas z kilkuset metrów, a nawet jak sokół i z kilku kilometrów potrafi przylecieć, gdy go zawołamy. Można to zrobić za pomocą gwizdka, ale z reguły za pomocą gestów. On je rozpoznaje już w momencie gdy sięgamy po gwizdek. Te ptaki są wzrokowcami. Wzrok to ich najważniejszy zmysł.

- Gdzie pan trzyma swoje ptaki? Ma pan dla nich woliery?

- Są woliery, ale trzymam w nich ptaki kontuzjowane bądź przeznaczone do rozrodu. Pozostałe są na podwórku. Mają specjalne siedziska, do których są przywiązywane na dość krótkiej linie, tak by nie mogły sobie zrobić krzywdy. Mają też zadaszenie. Kiedy już sobie polatają, można je „odłożyć” i one będą grzecznie odpoczywać. Będą zbierać siły na kolejny dzień latania, czyli tak jak się to odbywa w naturze, gdy po polowaniu ptaki odpoczywają.

- One to lubią?

- Tak, dla nich to naturalna sprawa. Ptaki drapieżne tak naprawdę dużo odpoczywają. Jeżeli się naje, to może siedzieć na jednym drzewie nawet kilka dni. Chyba, że jest to okres rozrodczy, gdy samiec musi wykarmić i siebie, i samicę, i młode. Ma wtedy pracy co niemiara. My staramy się im dawać tyle jedzenia, żeby następnego dnia były tak samo głodne, żeby znów chciały latać. My je nakłaniamy do współpracy przez to, że je karmimy.

- Proszę coś o tym żywieniu drapieżnych ptaków powiedzieć. Ponoć to najmniej przyjemny aspekt ich hodowli.

- Dla osób nieprzyzwyczajonych - rzeczywiście. Ptaki drapieżniki żywią się innymi zwierzętami.

- Nosi pan myszy w kieszeni?

- Akurat kurczaki jednodniowe. Staramy się dobierać pożywienie dopasowane najbardziej do naturalnej diety danego ptaka. To są różnego rodzaju gryzonie czyli myszy, myszoskoczki, szczury, szynszyle. Bywają też gołębie, przepiórki. Dieta jest bardzo ważna, by ptakom nie zabrakło żadnych substancji odżywczych. One nie zjedzą nic poza mięsem, muszą wszystko uzyskać z ciał swoich ofiar. Czy futro, czy pióra, to też im służy. Robią z tego tzw. wypluwki, takie niestrawione resztki formują w kulkę i w ten sposób przeczyszczają swój przewód pokarmowy. Ptaki odwdzięczają się za dobre warunki bytowania.

- A jak jastrząb okazuje, że jest szczęśliwy? Wydaje jakieś specjalne odgłosy?

- Oczywiście wydają różne dźwięki. Ale to po ich zachowaniu widać, czy są zdenerwowane, czy nie. Miarą ich szczęścia jest to, jak bardzo są do nas przywiązane. Jak bardzo nam ufają. Oczywiście ich zachowanie nie przypomina psa, który jak się wystraszy to będzie kulił się przy nodze pana, albo wskoczy mu na ręce. Ptak który się wystraszy będzie raczej szukał drogi ucieczki. Poleci na najwyższe drzewo i tam będzie czekał. Jeżeli widzimy, że ptak nam ufa to np. podczas zabiegów weterynaryjnych jest bardziej spokojny. Wtedy nie zrobi nam krzywdy, choć w panice mógłby nas poturbować. Kiedy przestraszony czymś odleci daleko, to później nas odszuka. Robi tak nie tylko dlatego, że jest głodny. Bywają przypadki gdy wraca ptak w pełni najedzony. Wraca, bo czuje więź z człowiekiem. Mógłby odczekać na wolności i wrócić dopiero gdy zgłodnieje, ale tak nie robi.

- Pański zawód to sokolnik, dlaczego wybrał pan akurat taki?

- Można powiedzieć, że teraz to już rzeczywiście zawód. Wcześniej ptakami zajmowałem się hobbystycznie. Wybrałem ten zawód, bo zawsze chciałem pracować ze zwierzętami. Były moja pasją od dawien dawna. Chciałem zostać leśnikiem ( studiowałem leśnictwo), ale wiedziałem, że mam małe szanse by pracować w tym zawodzie. W byciu sokolnikiem widziałem większe szanse, że zresztą mocno zachęcali mnie do tego znajomi. Początkowo chodziłem ze swoimi ptakami do szkół, a zaproszeń robiło się coraz więcej. Z czasem zająłem się płoszeniem. W sumie sokolnictwem zajmuje się od ośmiu lat, w tym zawodowo od sześciu. Mimo, że czasem jest ciężko, to bardzo to lubię. Płoszenia są niekiedy bardzo uciążliwe. Trwają nieraz wiele godzin dziennie, od świtu do zmierzchu.

- Zdarzyło się panu stracić ptaka podczas wypłaszania? Swego czasu w Kielcach sokolnik stracił jastrzębia, który utopił się w stawie.

- Dwa lata temu miałem taki przypadek, że w parku zabił się mój jastrząb - uderzył w szybę. Miasto to dla drapieżnych ptaków skrajnie niekorzystne środowisko. Wystarczy, że uderzy on w szybę. A trzeba pamiętać, że rozpędzony ptak potrafi lecieć 50-70 km na godz. W linii poziomej to dość szybko. Uderzenie z taką prędkością może spowodować złamanie karku. Poza tym ptak może wpaść pod samochód. Jastrzębie latają dość nisko kiedy próbują podejść swoją ofiarę. Mogą też się poparzyć na drutach wysokiego napięcia. Kilka tygodni temu jeden z moich jastrzębi złamał nogę, a kilka dni wcześniej Wanda zaplątała się w sieć, w której była zdechła kawka. Jastrząb zawisł na drzewie i konieczna była pomoc straży pożarnej.

Julia Szypulska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.