Przyjechała na studia do Poznania, chociaż porusza się na wózku inwalidzkim. Tak wygląda dzień z życia Magdy Majewskiej

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Nicole Młodziejewska

Przyjechała na studia do Poznania, chociaż porusza się na wózku inwalidzkim. Tak wygląda dzień z życia Magdy Majewskiej

Nicole Młodziejewska

Z powodu uszkodzonego rdzenia kręgowego od dziecka porusza się na wózku inwalidzkim. Wyprowadziła się z Konina, by studiować w Poznaniu. Jest jedynym niepełnosprawnym wolontariuszem, a nie podopiecznym, w fundacji Wózkowicze.pl. W wolnych chwilach uczy się migowego i spotyka się z przyjaciółmi. Jak mówi, wózek jest jej częścią.

Godzina 7.15. Akademik Zbyszko przy ul. Piątkowskiej. W jednym z pokoi na parterze do kolejnego dnia przygotowuje się Magdalena Majewska - studentka drugiego roku dziennikarstwa, która od dziecka porusza się na wózku inwalidzkim.

Pierwsze, co rzuca się w oczy w jej pokoju, to porządek. Pościelone łóżko i ułożone na biurku książki. Na rączce od lodówki przewieszone są hawajskie kwiatki, na ścianie wisi kolaż zdjęć ze znajomymi, a cały parapet zastawiony jest kosmetykami. Są tam różne palety z cieniami, błyszczyki i dużo pędzli, niemal jak w drogerii. Obok stoi nawet profesjonalne, podświetlane lustro do makijażu.

- Bardzo lubię się malować - przyznaje Magda.

- Dużo osób postrzega nas, niepełnosprawnych, jako takich, którzy siedzą zamknięci w czterech ścianach, ciągle się wstydzą, nie dbają o siebie, nie malują się. To przykre, bo przecież jesteśmy normalnymi ludźmi.

Na co dzień Magda wybiera naturalne kolory. - Kiedy idę na imprezę, wtedy, jak najbardziej można, a nawet trzeba zaszaleć - śmieje się i po chwili dodaje: - Jestem też trochę leniwa i jak mam zajęcia rano, to wolę dłużej pospać, niż tracić czas na jakiś duży makijaż.

Rozmawiamy o tym, co skłoniło niepełnosprawną dziewczynę do studiowania i mieszkania samej w dużym mieście.

- Przede wszystkim bardzo chciałam się usamodzielnić - wyjaśnia Magda.

Wcześniej nigdzie nie bywała sama. Jak mówi, nawet do sklepu chodziła z mamą.

- Pierwszy dzień w Poznaniu spędziła ze mną mama i razem poznawałyśmy miasto. Wszędzie mnie odwoziła i była ze mną przez te 24 godziny. Kolejnego dnia już byłam zdana sama na siebie. To było trochę stresujące, ale bardzo tego chciałam

- wspomina.

Magda opowiada, że początki nie były łatwe. Wstawała bardzo wcześnie rano, co po czasie okazało się bezsensowne, ale nie umiała jeszcze wtedy oszacować, jak dużo czasu zajmie jej dotarcie gdziekolwiek.

- Później okazywało się, że sama jestem w stanie dotrzeć gdzieś dużo szybciej niż z kimś. Bo na przykład droga jest z górki i wózkiem prędzej po niej zjadę niż ktoś, kto idzie pieszo - przyznaje Magda.

Podkreśla, że mimo, iż jest niepełnosprawna, to nie ma dla niej rzeczy niemożliwych. - Jak mam dwie sprawne ręce i mogę mówić, to nie ma rzeczy nie do załatwienia - mówi machając rękoma.

Sama się kąpie, szykuje, robi pranie, wynosi śmieci. Sama również porusza się po mieście i korzysta z komunikacji miejskiej.

Tylko niskopodłogowe

Przychodzi pora, o której musimy wyjść. O 8.12 ma przyjechać tramwaj, którym Magda dojedzie na uczelnię. Dziewczyna z niskiego wieszaka bierze kurtkę, a z podłogi czarny plecak i sprawnie zawiesza go na rączkach wózka. Wychodzimy, Magda zamyka drzwi na klucz. Idziemy przez korytarz do głównego holu akademika. Magda się zatrzymuje.

- Stop. Muszę wrócić. Zapomniałam książki od angielskiego - tłumaczy. Po minucie wraca z książką na kolanach, prosi, żeby włożyć ją do plecaka. Przed nami schody, które prowadzą do głównego holu i wyjścia. Magda od razu zwraca się do portiera.

- Dzień dobry! Zjedzie mi pan windą? - mówi rozpromieniona i ustawia się przed specjalną platformą.

- A nie można tak nad schodami i telemarkiem? - żartuje z nią portier.

Platforma bardzo wolno zjeżdża w dół. Kiedy zatrzymuje się na równi z ziemią, Magda otwiera drzwiczki i wyjeżdża.

Drogę na tramwaj Magda pokonuje w szybkim tempie. Niejednokrotnie trzeba wręcz za nią biec.

Dochodzimy do schodów prowadzących na przystanek tramwajowy na Słowiańskiej. Obok jest specjalny objazd dla wózków i rowerzystów.

- Kiedy zjeżdżam tędy, to wszystko jest super. Ale jak wracam z uczelni i mam wjechać pod tę górkę, to wtedy jest to moje znienawidzone miejsce - wzdycha i po chwili dodaje:

- Ta górka jest bardzo stroma, pod nią jest bardzo trudno podjechać. Jak mam zajęcia do 20, wracam i jest ciemno, zimno i na przykład jeszcze pada deszcz, to wtedy się zastanawiam, po co mi te studia.

Magda opowiada, że zawsze gdy ma jechać tramwajem wcześniej sprawdza, o której godzinie jedzie tramwaj niskopodłogowy i do tego dostosować cały swój plan.

- Nie ma opcji, żebym wsiadła do tych wysokich. To dla mnie niewykonalne. Ale to nie jest aż taki problem - tłumaczy. - Po prostu muszę pamiętać, żeby to wcześniej sprawdzić w aplikacji lub na rozkładzie. Tyle.

To jednak nie jest jedyna rzecz, o której Magda musi pamiętać, wybierając się w podróż tramwajem.

- Tramwaje, nawet te niskopodłogowe, są wyżej niż chodnik. Zawsze, gdy jadę sama, muszę poprosić kogoś, kto też wsiada, żeby mi pomógł ten próg ominąć - tłumaczy.

W wielu innych, codziennych sytuacjach, Magda musi prosić obcych ludzi o pomoc.

- Jestem już do tego przyzwyczajona, tak wygląda moje życie - komentuje.

- Owszem, czasami są takie momenty, że bardzo chciałabym coś zrobić sama, ale fizycznie nie mogę. Wtedy sobie tłumaczę, że przecież nie ma na świecie osób, które są w stu procentach niezależne, bo każdy gdzieś, w którymś momencie będzie potrzebował takiej czy innej pomocy. To takie ludzkie, że możemy sobie pomagać nawzajem, prawda?

- pyta.

Codziennie w tramwaju Magda spotyka się z przyjaciółką z roku - Patrycją.

- Mieszka na Batorego, to dwa przystanki wcześniej. Też jest z Konina, ale nie znałyśmy się wcześniej. Dopiero studia nas do siebie zbliżyły, a w sumie to pierwsza sesja - opowiada o relacji z Patrycją.

Godzina 8.12, na przystanek wjeżdża tramwaj linii nr 12. Magda ustawia się przed środkowymi drzwiami. To z nich po chwili wysiada Patrycja. Dziewczyna od razu chwyta za rączki wózka Magdy i pomaga jej ominąć próg. Następnie wypowiada głośne „przepraszam” i ustawia Magdę w miejscu przeznaczonym dla wózków inwalidzkich. Dziewczyny przez całą podróż rozmawiają.

Drogę z tramwaju na uczelnie Magda pokonuje już z pomocą koleżanki.

- Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to że mieszka sama - opowiada Patrycja. - Później, jak zobaczyłam tę górkę, pod którą codziennie musi podjeżdżać, to już w ogóle byłam dla niej pełna podziwu. Kolejne, co mnie zaskoczyło, to jak powiedziała, że w przyszłości chciałaby mieszkać w Nowym Jorku.

Patrycja dodaje, że Magda jest bardzo pewna siebie. - Czasami ona ma więcej determinacji w sobie niż my. Nam się czegoś nie chce, narzekamy, ale jak spojrzymy na Magdę, to od razu czujemy taką motywację do działania.

Dziewczyny wchodzą na uczelnię. Na szczęście, jak mówią, wtorek to taki luźniejszy dzień, bo kończą po 13.

Popołudnia z przyjaciółmi

Po zajęciach Magda i Patrycja siedzą w kawiarni. Często tak spędzają czas.

Kiedy kelner przynosi dziewczynom kawy i ciasto, Magda od razu bierze telefon i fotografuje swoje zamówienie. - Lubię robić zdjęcia. Tylko nie sobie - mówi. - Jak gdzieś jadę, albo jest jakiś fajny moment ze znajomymi. Nie widzę sensu w robieniu selfie.

Przyjaciółki opowiadają, że wyjścia na kawę to nie wszystko. W weekendy chodzą też do pubów i imprezują w klubach.

- Lubię wszystkie puby, do których tylko nie prowadzą schody. Jednak w niektórych są takie wysokie stoły. Przyznam się, ja za nic nie rozumiem tych stołów - śmieje się Magda. - Ani osoby w pełni sprawne nie lubią przy nich siedzieć, bo są niewygodne, ani ja ich nie lubię. Już nawet pal licho, że taki stół jest na wysokości czubka mojej głowy, ale ja przy nim zwyczajnie nie słyszę moich znajomych.

Magda nie boi się trudnych sytuacji.

- Nie chcę rezygnować z życia studenckiego. Jak klub czy pub jest w piwnicy, to znajomi mnie wciągają albo proszą ochroniarzy, którzy też są bardzo chętni do pomocy

- wyjaśnia.

Z relacji Patrycji wynika, że Magda w klubie nie odstaje od pełnosprawnych osób. Tak samo świetnie się bawi i tańczy. Jednak sama Magda przyznaje, że zawsze jest jedynym wózkowiczem w klubie i często wzbudza sensację.

- Ludzie zaczynają do mnie podchodzić, przybijać mi piątki, stawiać drinki, których ja nawet nie chcę - mówi. - Zdarzało się, że robili sobie ze mną zdjęcia. Kiedyś doszło nawet do tego, że jakiś chłopak wziął mnie na ręce i zaczął nosić. To było bardzo dziwne. Moja przyjaciółka była przerażona - wspomina. I dodaje: - Ale wiadomo, był pijany. Jak mu spokojnie, po raz kolejny powiedziałam „posadź mnie”, to posadził mnie z powrotem.

Magda przyznaje, że nie dziwi się, że z powodu takich zachowań brakuje w klubach niepełnosprawnych. Ale jak sama mówi, jej to nie rusza i nie zamierza z tego rezygnować.

W niepełnosprawność widzi też... plusy.

- Mam mnóstwo zniżek. Wchodzę za darmo do kina, przepuszczają mnie w kolejkach - wylicza. - Zresztą, co ważne, to wózek odpycha… nie chcę powiedzieć „złych” ludzi, ale takich, z którymi niekoniecznie chciałabym się zadawać. Przyciąga za to samych wartościowych i życzliwych.

Siła od mamy

Magda nie przejmuje się niepowodzeniami i nie narzeka na to, co ją spotkało.

- Ja sobie nie wyobrażam, żeby w momencie, kiedy coś nie wychodzi, usiąść, załamać ręce i zacząć płakać. Mam taki instynkt, że wiem, że trzeba sobie z tym poradzić - mówi.

I po chwili namysłu dodaje: - Mam chwile słabości. Chociaż nie, nie słabości. U mnie to bardziej frustracja. Wkurzam się, że czegoś nie mogę zrobić lub znów o czymś wcześniej nie pomyślałam i pewnie będzie problem.

O wózku mówi, że jest jej częścią i nie wyobraża sobie życia bez niego.

- Wiem, że wózek mi bardzo dużo dał, że byłabym zupełnie inna bez niego. A ja bardzo lubię to, jaka jestem. To nie jest tak, że ja komuś zazdroszczę, że np. może poskakać na trampolinie, nie mam takich odruchów

- podkreśla.

Magda przyznaje, że dużo zawdzięcza mamie, która od zawsze uczyła ją samodzielności.

- Mam porównanie mamy i taty. Mama, zawsze mówi, żebym się nie bała, robiła wszystko, na co mam ochotę. Tata najchętniej trzymałby mnie w domu, żebym nigdzie nie wychodziła i nie jeździła. W wielu przypadkach wpływ na osoby niepełnosprawne, na to, jakie one są, mają właśnie rodzice

- mówi.

Wieczór - relaks i przyjaciele

Po kawie z koleżanką Magda wraca do akademika. Po drodze robi jeszcze zakupy. - Nie gotuję, bo nie lubię. Wolę wyjść na miasto z przyjaciółmi i tam coś zjeść. Jak już kupuję, to bardziej tak, żeby mieć na śniadanie i kolację - zaznacza.

Zakupy idą jej sprawnie. Szybko przemieszcza się między alejkami, a wszystkie produkty układa na kolanach.

- Jak potrzebuję czegoś z górnych półek, to kogoś proszę, ale to jest logiczne. Podobnie mają przecież też niscy ludzie - śmieje się.

Po zakupach Magda wraca do swojego pokoju. Wieczorem ma przyjść do niej na noc przyjaciółka, z którą znają się jeszcze ze szkoły podstawowej.

- Tak wyglądają moje wieczory. W zależności od tego, jaki mam plan na kolejny dzień, albo spędzam je sama oglądając seriale, albo właśnie ktoś do mnie wpada. Bardzo lubię towarzystwo - przyznaje Magda.

Nicole Młodziejewska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.