Monika Wąs

Przychodzimy, odchodzimy. Ostatnie lata Piotra Skrzyneckiego

Piotr Skrzynecki był w szarym, znękanym komunizmem Krakowie zwariowanym architektem osobnego, baśniowego świata: „Piwnicy” Fot. archiwum piwnicy pod baranami Piotr Skrzynecki był w szarym, znękanym komunizmem Krakowie zwariowanym architektem osobnego, baśniowego świata: „Piwnicy”
Monika Wąs

Warszawiak z urodzenia, krakowianin z wyboru. Piotr Skrzynecki (1930-1997), reżyser, scenarzysta, a nade wszystko twórca i kierownik artystyczny „Piwnicy pod Baranami”, to fascynująca postać. Wydawnictwo WAM wydało właśnie jego biografię pióra Moniki Wąs.

Fragment książki.

Piotr nigdy się nie urodził i nigdy nie umrze - napisała o nim Agnieszka Osiecka. Mitologizował się z wolna, wtapiał w krakowską materię. Znali go wszyscy, a on stał się nieodłącznym elementem Rynku. Taksówkarze wozili go za darmo, restauratorzy żywili, kwiaciarki obdarowywały kwiatami…

Kiedy zachorował w połowie lat dziewięćdziesiątych, oddał się za namową przyjaciół pod opiekę profesora Szczeklika, przerzucił na wino, a potem w ogóle przestał pić, przeszedł na dietę.

Chorował od jesieni 1993 roku. Ruth i Maria Buczyńskie gotowały mu obiady, włączała się Agnieszka Chrzanowska. Wojciech Morek przynosił mu do Vis-a-vis połowę porcji zupy, którą zanosił swojej, też wówczas chorej, mamie. Barmanki podgrzewały Piotrowi zupę i serwowały mu przy stoliku. Skrzynecki tak się do tego przyzwyczaił, że kiedy raz czy drugi nie dostał tej darowanej przez los zupy, był oburzony.

Zaczarować rzeczywistość

Trochę bagatelizował swoje problemy, a może po prostu chciał zaczarować rzeczywistość.

„Jak już był chory, nigdy się nie skarżył - wspomina Jan Kanty Pawluśkiewicz. - Ale kiedyś podczas bankietu mówi nagle do mojej żony: «Wiesz, Sylwia, dokładnie mnie przebadano i wiesz, na co mam uczulenie? Na cielęcinkę». A już zaczynał być poważnie chory. «Wiesz, Sylwia - kontynuował - bardzo słabą wątrobę mam. Ale mówił mi lekarz, że do tej wątroby trzeba się uśmiechać. Uśmiechasz się do niej i ona się wtedy regeneruje i jest zdrowa, tylko musisz się uśmiechać»”.

W latach choroby, kiedy akurat nie przebywał w szpitalu, przez ostatnie półtora roku troskliwie opiekował się nim Jan Trybulski, od 1985 roku pracujący w kabarecie jako realizator dźwięku i światła.

Na zmianę z piosenkarką i aktorką Agnieszką Chrzanowską odwiedzali Piotra, sprawdzali, czy zażył leki i czy w odpowiedniej kolejności, przynosili jedzenie, gotowali, czuwali, żeby nie zostawił włączonej kuchenki.

Trybulski troszczył się o Piotra z wyjątkową delikatnością, bez zbędnych komentarzy, których Piotr by sobie nie życzył:

„Trzeba mu było łagodnie tłumaczyć wszystko. Mnie, Agnieszkę i Piotra Ferstera akceptował. Kilka razy, jak wchodziłem z nim do mieszkania, rozbierał się i szedł do łazienki. Piotr był wrażliwy na punkcie kapelusza, mało kto go widywał bez nakrycia głowy. Czekałem, herbatę przygotowywałem, a Piotr siedział w łazience piętnaście minut, nasłuchiwałem, czy coś się nie stało. W końcu wychodził bez kapelusza i udawaliśmy obydwaj, że tego nie widzimy. Nigdy z nami nie rozmawiał o swojej chorobie. Myśmy też nie poruszali tego tematu, żeby go to bardziej nie przygnębiało”.

Z Piwnicy do kliniki

Ostatnie lata swojego życia Skrzynecki po części spędził w klinice profesora Szczeklika przy ulicy Skawińskiej.

Niewątpliwie nie był łatwym pacjentem, nie dało się przyjść, powiedzieć mu, co ma zrobić, i pójść. Trzeba go było ciągle przekonywać, targować się.

„W miarę jak choroba postępowała, pojawiał się u nas w klinice najpierw rzadko, potem niestety coraz częściej i wtedy już kontakt z nim był taki dłuższy, choć ciągle to była relacja chory człowiek i lekarz - opowiada profesor Jacek Musiał. - Wyglądało to tak, że leczyliśmy go jakby «obok». Rozmawialiśmy sobie o różnych sprawach, wtedy zresztą doceniłem intelekt Piotra. Był bardzo oczytanym, mądrym człowiekiem i bardzo chętnie od tych tematów medycznych uciekał do innych spraw. Byłem jednak głęboko przekonany, nie wiem, co mówią jego przyjaciele, że on w tych swoich sprawach osobistych buduje jednak głęboki mur; o świecie mówił niezwykle chętnie i mądrze, ale o sobie nie mówił prawie wcale.

Lekarze wozili go na pół godzinki na sobotnie kabarety, z duszą na ramieniu, ale z przekonaniem, że to najlepsza terapia

Zupełnie inaczej wyglądało przecież życie przedwojenne niż potem wojenne i to pokolenie wybierało sobie potem model życia w nowym świecie, a to był zupełnie nowy świat. Czemu nazywał naszą klinikę «hotelem snów?». Może miewał tu jakieś szczególne sny, co jest możliwe, bo jego choroba mogła wpływać na pewne wrażenia czy marzenia senne. Musiał mieć wiele przeżyć na granicy jawy i snu. Nie interesowała go ani jego choroba, ani sposoby jej leczenia. Miał tu, trzeba przyznać, niezwykłe traktowanie. W dzisiejszych czasach to byłoby niemożliwe, ale wtedy próbowaliśmy mu ten pobyt w szpitalu osłodzić. Troszkę mu ułatwić. Piotr miał olbrzymią ochotę, żeby czasem pójść do restauracji na Kazimierz. Dziś to byłoby traktowane jak wykroczenie. A myśmy szli, cichutko, gdzieś wieczorem wychodziliśmy, pilnując, żeby żadnych przestępstw i ekscesów kulinarnych nie było, i na jakąś godzinkę wymykaliśmy się do tych restauracji, co Piotr niezwykle cenił, bo miał namiastkę swojego świata. Ale ukrywaliśmy, że takie rzeczy robimy. Czasem próbował się targować, czy może kieliszek wypić”.

Profesora Musiała Piotr słuchał podobno bardziej niż profesora Szczeklika. Z profesorem Szczeklikiem przyjaźnił się od lat, wykorzystywał to, żeby buntować się wobec jego zaleceń lekarskich.

Czytaj więcej:

Dziś, Piotr, gdy Ciebie nie ma,

Pieśń tę wznosimy do nieba,

Trwaj tam i czuwaj nad nami,

Noc w noc, usłaną gwiazdami… 

Pozostało jeszcze 59% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Monika Wąs

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.