Prof. Jacek Wysocki: Epidemia w Polsce będzie trwała dłużej i musimy zdawać sobie z tego sprawę

Czytaj dalej
Fot. Karolina Misztal
Mikołaj Woźniak

Prof. Jacek Wysocki: Epidemia w Polsce będzie trwała dłużej i musimy zdawać sobie z tego sprawę

Mikołaj Woźniak

Uzyskaliśmy spłaszczenie rozwoju epidemii. Co to oznacza? Epidemia będzie trwała dłużej i musimy zdawać sobie z tego sprawę - nie ma wątpliwości prof. Jacek Wysocki, był rektor Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu i specjalista chorób zakaźnych. W rozmowie z "Głosem" mówi także o trudnej sytuacji DPS-ów, prognozach na powstanie szczepionki i leku na koronawirusa. Przewiduje, że lato może zatrzymać koronawirusa, ale nie ze względu na wysoką temperaturę. Odnosi się również do bezpieczeństwa przy przeprowadzaniu wyborów prezydenckich w dobie pandemii koronawirusa.

Wszyscy zastanawiają się nad tym, kiedy nadejdzie szczyt epidemii. Prognozy są bardzo różne, pojawiają się głosy, że na tyle spłaszczyliśmy krzywą, że szczyt może nie nadejść. Jaka jest pana prognoza?
Faktycznie uzyskaliśmy spłaszczenie rozwoju epidemii, bo patrząc na dzienne przyrosty zakażonych czy zgonów, nie widać szczytu. Udało się to prawdopodobnie uzyskać wskutek wprowadzonych restrykcji i ich przestrzegania. Tylko co oznacza takie spłaszczenie? To, że epidemia będzie trwała dłużej i musimy zdawać sobie z tego sprawę. Modele przebiegu epidemii są bowiem dwa. Pierwszy to gwałtowne zachorowanie wielu ludzi i szybsze jej wygaśnięcie. Ten model był dla Polski zdecydowanie niekorzystny, bo w pewnym momencie dochodzi do sytuacji, w której szpitale mogą nie podołać liczbie pacjentów. Drugi model to spłaszczenie krzywej, które pozwala rozłożyć zachorowania w czasie, ale jednocześnie wydłuża czas trwania epidemii. Jestem też bardzo ostrożny wobec używania pojęcia "mamy tyle i tyle przypadków zakażeń". Raczej mamy tyle rozpoznanych wypadków zakażeń. Są grupy gdzie zakażenie może przebiegać bardzo skąpoobjawowo, więc bez robienia testów przesiewowych nie wiemy, ile tak naprawdę ich jest.

Czytaj też: Epidemiolog: W Polsce może nie być szczytu zachorowań koronawirusa. Przyrost zakażeń może być stały i wysoki [ROZMOWA]

W Polsce epidemia przebiega inaczej niż we Włoszech czy Wielkiej Brytanii. Z czego to wynika?
Restrykcje zostały wprowadzone dość wcześnie i zapobiegły masowemu rozprzestrzenianiu się wirusa. Dzięki temu przebieg epidemii jest trochę spokojniejszy. Ma swoją specyfikę i wychodzą przy jej okazji słabe ogniwa poszczególnych krajów. W Polsce to np. sytuacja Domów Pomocy Społecznej i niektórych placówek służby zdrowia. Epidemia ma przebieg typowy dla naszych warunków pracy i życia.

Jak długo potrwa?
Myślę, że co najmniej do końca czerwca i latem trochę się uspokoi. Wtedy będziemy żyli w napięciu jesienią – czy epidemia powróci, czy nie. Na pewno będziemy śledzić to, co dzieje się w innych krajach i odnajdywać pewne analogie. Na dzisiaj trzeba więc myśleć o wariancie z uspokojeniem letnim i nawrotem jesienią.

Mamy jakiekolwiek przesłanki, by myśleć, że lato faktycznie może zatrzymać koronawirusa? Na teorie, że może zadziałać wysoka temperatura od razu pojawiają się kontrargumenty, że przecież epidemia rozwija się także w krajach z o wiele cieplejszym klimatem.
Oczywiście i nie sądzę, by akurat czynnik temperatury był decydujący. Chodzi bardziej o to, że latem – w lipcu i sierpniu – zamiera wiele aktywności życiowych, takich jak zajęcia w szkołach i na uczelniach, spotkania, konferencje. Zmniejsza się liczba okazji do zakażenia. Dodatkowo przeniesienie się wielu aktywności człowieka na zewnątrz, na otwarte przestrzenie trochę spowalnia rozwój chorób przenoszonych drogą kropelkową. Najbardziej zarażamy się w zamkniętych pomieszczeniach.

Jaka jest więc prognoza na wakacje? Podróże będą możliwe?
Chyba nie będzie podstaw, by nie pozwolić ludziom wyjechać gdzieś i odpocząć. Ale jednocześnie nie bardzo widzę te zatłoczone plaże nad Bałtykiem, masowe wędrówki po górach. Tegoroczne wakacje mogą być odkrywaniem zupełnie nowych, spokojnych miejsc. Odżyć może np. agroturystyka, bo daje szanse na wakacje w bezpiecznych warunkach.

A podróże zagraniczne?
Krajowe podróże powinny być możliwe, ale nie widzę możliwości bezpiecznego odpoczynku w miejscach o bardzo dużym ruchu turystycznym. Nie wiem, jak miałoby to funkcjonować.

Sprawdź: Kiedy koniec epidemii w Polsce? Lato może zatrzymać koronawirusa. Kiedy pojawi się szczepionka i czy jest szansa na inny lek?

Pod względem liczby testów nadal jesteśmy w tyle światowej stawki. Jakie to może mieć konsekwencje?
Na początku laboratoriów było niewiele, a więc i nasza wydolność robienia testów – niska. Dlatego przyjęliśmy zasadę, że żeby wykonać test, musi być uzasadnione wskazanie lekarza czy sanepidu. Badaliśmy osoby z objawami i z podejrzanymi kontaktami. Dla dalszego spokojnego przebiegu epidemii ważne jest przejście na bardziej masowe testowanie i wykrywanie. W tym kierunku idzie wiele krajów, które planuje odmrożenie gospodarki. Izoluje się osoby zakażone, chroni te z grupy ryzyka. Dla przywrócenia masowego handlu, gastronomii, hotelarstwa – testowanie jest niezbędne.

Polska jest przygotowana do takiego masowego testowania?
Pojawia się coraz więcej prywatnych przedsiębiorstw i instytucji prywatnych oferujących testy. To jest w Polsce swego rodzaju ratunek – tam, gdzie rozruszanie machiny państwowej jest trudne i długotrwałe, do gry wchodzą prywatne firmy. Oczywiście, mogą tu być wpadki, błędne wyniki testów, ale dlatego państwo musiałoby uruchomić system atestacji. Laboratoria powinny być sprawdzone, certyfikowane. Skala testowania może być w ten sposób większa, ale pozostaje jedno pytanie – kto za te testy zapłaci? NFZ na razie nie refunduje masowych, przesiewowych badań, więc ludzie często musieliby wyjąć pieniądze z własnego portfela i to może być ograniczenie.

Rząd przedstawił konkretne etapy ponownego wchodzenia w normalność, odmrażania gospodarki. Jak szybko możemy do nich przechodzić i jakie będą wtedy scenariusze rozwoju epidemii?
Rząd musiałby nakreślić rozsądny plan tego, co jest najważniejsze dla ponownego uruchomienia gospodarki. Gdyby spojrzeć na wyniki ekonomiczne z zeszłego roku – wielką rolę odgrywał np. handel. Jego przywrócenie jest ważne. Ale jak opracować warunki bezpiecznego handlowania? Które sklepy otworzyć? Jak z tych sklepów korzystać? Czy mieć maski, rękawiczki? Ile osób może być w sklepie? To pytania dla rządzących we współpracy ze służbami epidemicznymi. Trzeba śledzić raporty – nie tylko te, które mówią ile osób jest zakażonych, ale także – skąd się zakażają. Jeżeli dużo będzie pacjentów o nieustalonym źródle zakażenia, oznacza to, że w populacji jest wiele osób przechodzących zarażenie bezobjawowo albo skąpoobjawowo i nie potrafimy ich śledzić. Im więcej będzie „poziomego” zakażania, tym bardziej będzie to hamowało wszelkie odmrażanie życia i gospodarki.

Wspomniane „maskowanie” społeczeństwa ma sens?
Jest dyskusyjne. Powstrzymuje rozsiewanie kropelek śliny i kataru wokół siebie. Pełni rolę podobną do dystansowania społecznego. Jeżeli na pewnym etapie ma pomóc w zahamowaniu transmisji wirusa, to spełnia swoją rolę i teraz nie jest złe. Sam jednak zastanawiam się jak maskowanie będzie funkcjonować, gdy przyjdą upały. Jak używać masek w temperaturze 30 stopni Celsjusza? Już dziś spotykam nawet młodych ludzi, którzy mówią, że jak idą w masce to jest im duszno.

Jak do tej pory zareagowaliśmy na epidemię jako społeczeństwo?
Wydaje mi się, że Polacy po prostu się wystraszyli, ale w pozytywnym sensie. Zaczęli chronić rodziców, dziadków, zabezpieczali ich. Dodatkowo kolejne organizacje zaczęły szyć maseczki na dowód społecznej solidarności. Jednak to co teraz zaczyna mnie martwić, to że na portalach medyków pojawiają się zdjęcia karteczek wtykanych np. w drzwi z napisem „proszę wynieść się z tego mieszkania, bo nas pani pozaraża”. To jest dramatyczne i świadczy o tym, że ludzie nie rozumieją, iż praca medyków ratuje wielu osobom życie i gdy ich zabraknie, znacząco wzrośnie liczba ofiar.

Tym bardziej, że z różnych źródeł słyszymy, że sytuacja w służbie zdrowia nie jest łatwa. Najpierw nawiążmy jednak do zakażeń w DPS – co zawiniło w ich przypadku?
DPS od kilku lat nie są placówkami ochrony zdrowia, a służba zdrowia nie ma z nimi nic wspólnego. Te placówki bazują na niemedycznym personelu i zatrudniają pojedyncze pielęgniarki czy lekarzy. Pracujący tam dodatkowo personel, pracował w szpitalach i stanowił bardzo niebezpieczne połączenie placówek ochrony zdrowia z DPS. To nigdy nie powinno się zdarzyć. DPS powinny mieć wydzielony personel, który nie ma kontaktu z chorymi. Druga sprawa, to jak one są w ogóle przygotowane na jakiekolwiek epidemie. Mówimy o koronawirusie, ale nie byłoby o wiele lepiej, gdyby w DPS-ie pojawiła się potężna grypa. Jeżeli sale są wieloosobowe, łóżka stoją blisko siebie to jest mało możliwości izolowania. W takiej placówce teoretycznie powinna być opcja natychmiastowego odseparowania osoby z objawami infekcji dróg oddechowych czy gorączki. Czy tak jest w praktyce? Śmiem wątpić.

Sprawdź: Wsparcie już nie tylko dla szpitali, ale także domów pomocy społecznej. Pilnie potrzebne są osoby, które skoordynują pomoc dla DPS

Jak w takich warunkach rozchodzi się zakażenie?
Bardzo szybko. Są dwie drogi – pensjonariusz może zakazić pensjonariusza jeżeli leżą blisko siebie. Druga to personel, który zajmuje się wszystkimi chorymi. Jeżeli nie utrzymuje się reżimu sanitarnego, to zakażenie się przenosi.

Wysoki jest też współczynnik zakażeń w szpitalach.
Ale mimo wszystko są lepiej przygotowane. Od lat funkcjonują w nich zespoły zwalczania zakażeń szpitalnych. Każdy przypadek jest analizowany, szpitale mają swoje procedury. W dobie COVID-19 aktualizują je co dwa-trzy dni. Nie powiem, że szpitale są w pełni dobrze przygotowane, ale zdecydowanie lepiej niż DPS.

Wiele osób wskazuje, że zatrzymać i zakończyć epidemię może wynalezienie szczepionki. Pan się z tym zgadza? Kiedy ona może się pojawić?
Szczepionka to nie jest bliska perspektywa. Optymiści mówią, że być może będzie dostępna za rok – przed latem przyszłego roku. Zwykle wynalezienie nowej szczepionki trwa od 5 do 10 lat. Teraz chcemy to zrobić błyskawicznie. Pracuje nad tym mnóstwo ludzi. To może przyspieszyć jej odkrycie, ale skonstruowanie szczepionki nadal nie jest proste. Nawet okrycie metody wytwarzania przeciwciał w organizmie człowieka nie oznacza, że będą to przeciwciała ochronne. Szczepionka musi też być przecież bezpieczna. Wreszcie – jeżeli okaże się, że mamy szczepionkę, to jak wyprodukować 5-7 mld dawek? Kto, jak, gdzie i kiedy to zrobi? Produkowane dzisiaj preparaty, to nie szczepionki, które można wyprodukować w każdym zakładzie farmaceutycznym w ciągu miesiąca. Jest mnóstwo problemów technologicznych, więc nie bardzo wierzę, że w rok może się pojawić szczepionka, która zatrzyma epidemię koronawirusa.

Czytaj również: Czy szczepionka na COVID-19 będzie obowiązkowa? Na czym polega leczenie osoczem chorych na koronawirusa? Zapytaj ekspertów

Może więc sposobem jest wyprodukowanie leku?
To drugi nurt, bardzo istotny. Patrząc na przebieg epidemii jasno widać, że nie wszyscy przechodzą zakażenie bardzo ciężko. Lek byłby potrzebny dla ciężko chorujących zarażonych. Obecnie trwają badania kilku różnych modeli leczenia. W literaturze do dzisiaj nie widać, by jakiś preparat dawał naprawdę obiecujące wyniki. Przewijały się różne leki, ale pierwsze doświadczenia nie są na razie optymistyczne.

W rozmowach z ekspertami słyszeliśmy choćby głosy, że na znaną nam od lat grypę – także nie mamy skutecznego lekarstwa.
Mamy. Są dwa leki, które działają na wirusa grypy i są szeroko stosowane. Jeden jest w postaci tabletek, a drugi to lek wziewny. Wobec tego na grypę mamy i lek, i szczepionkę. A na koronawirusa ani tego, ani tego.

Zbliża się termin wyborów, a wraz z nim narasta dyskusja. Wybory korespondencyjne to bezpieczne rozwiązanie czy zagrożenie epidemiczne?
Polskie Towarzystwo Epidemiologów i Lekarzy Chorób Zakaźnych, do którego należę, wykonało w tej sprawie analizy. Świat mediów skupia się na tym, czy na kopercie można przenieść wirusa itd. To jedna sprawa. Druga to przeprowadzenie masowej akcji w całym kraju, gdzie do każdego obywatela musi dotrzeć i skontaktować się z nim listonosz, a później miliony wyborców muszą się gdzieś udać i oddać pakiety wyborcze. Dodatkowo kolejne osoby pracują przy liczeniu głosów. To olbrzymie przedsięwzięcie organizacyjne, które do pewnego stopnia łamie zasady epidemiczne, ponieważ takich masowych akcji nie powinno się prowadzić.

Sprawdź: Wyborów prezydenckich nie będzie 10 maja? Opozycja: Jarosław Gowin nowym marszałkiem Sejmu, a Zjednoczona Prawica może się rozpaść

Odnosząc się do tego pierwszego aspektu – przeniesienie wirusa na kopercie jest możliwe?
Literatura mówi, że koronawirus może przetrwać około doby. Ale pamiętajmy, że to nowy wirus i dopiero się go uczymy. Mało o nim wiemy, a opieramy się na kilku publikacjach. Prowadzono badania ile wirus może się utrzymywać na metalu, plastiku czy innych tworzywach. Akurat na papierze i kartonie wyszło, że 24 godziny. Ale więcej o koronawirusie będziemy wiedzieli dopiero za kilka miesięcy.

------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Mikołaj Woźniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.