Radosław Patroniak

Poznańskie futsalistki wbrew przeciwnościom chcą znów być najlepsze

Alicja Zając potrafi cieszyć się po zdobytej bramce tak samo efektownie jak najlepiej opłacani piłkarze świata Fot. archiwum AZS UAM Poznań Alicja Zając potrafi cieszyć się po zdobytej bramce tak samo efektownie jak najlepiej opłacani piłkarze świata
Radosław Patroniak

AZS UAM Poznań ma najlepszą ekipę futsalistek, choć ma budżet mniejszy od pensji piłkarza Lecha. Panie wciąż są traktowane z przymrużeniem oka, mimo iż odnoszą w futbolu coraz większe sukcesy.

Stolica Wielkopolski od wielu lat nie ma zbyt wielu sukcesów w grach zespołowych. Tymczasem w mijającym roku aż trzy razy (ekstraliga, akademickie MP i piłka plażowa) po tytuł mistrza Polski sięgały futsalistki AZS UAM Poznań.

Ktoś może powiedzieć, że w dyscyplinie niszowej, ale sami zainteresowani nie przejmują się takimi opiniami. Robią swoją i obiecują walkę o kolejne trzy mistrzowskie korony. Dobry początek, został zrobiony, bo podopieczne Wojciecha Weissa wygrały już dwa mecze w nowym sezonie ekstraligi.

Strzał w dziesiątkę Weissa

Ojcem sukcesów poznańskich akademiczek jest wspomniany Weiss, który od początku roku jest też selekcjonerem kadry futsalistek.

– Jako 12-latek grałem w Olimpii Poznań. W 1995 r. jako 16-latek i jednocześnie najmłodszy gracz w historii Warty Poznań zadebiutowałem w ekstraklasie. Niestety najpierw z drużyną spadłem z ligi, a potem zacząłem grać w niższych klasach – w Luboniu, Pobiedziskach, Dopiewie, Lwówku i Buku. A kończyłem karierę piłkarską w TPS Winogrady, gdzie też poprowadziłem swoje pierwsze treningi z juniorami w 2008 r. Już wcześniej skończyłem jednak studia na poznańskiej AWF i założyłem sekcję piłki nożnej kobiet na UAM. To był strzał w dziesiątkę, bo w pierwszym roku zgłosiło się na treningi prawie sto dziewczyn. Pięć lat temu zagraliśmy na pierwszym turnieju akademickich MP w futsalu. W 2010 r. zdobyliśmy pierwszy srebrny medal. W międzyczasie prowadziłem też żeńskie drużyny Poznaniaka i Koziołka Poznań w składach 11-osobowych – wspominał 38-letni szkoleniowiec.

Trener jest ugodowy, a nie wybuchowy

Praca trenera nigdy nie jest łatwa, ale ta z kobietami uchodzi za bardzo wymagającą, bo mówi się, że słabsza płeć jest bardziej kapryśna i obrażalska.

– Coś w tym jest, bo rzeczywiście dziewczyny mają trudne charaktery. Faceci dadzą sobie po strzale na treningu, a potem zapominają o wszystkim i idą na piwo. Kobiety natomiast duszą problemy w sobie. Nie ma jednego sposobu na rozwiązanie konfliktu w żeńskim zespole. Osobiście wychodzę z założenia, że warto dbać o dobrą atmosferę. W wydobyciu ewentualnych żali i pretensji pomaga chyba też nakłanianie podopiecznych do szczerości i mówienia o pewnych rzeczach wprost

– przyznał Weiss.

W podobnym tonie wypowiedziała się jedna z liderek poznańskiego zespołu, Alicja Zając, która w piłkę zaczynała grać w Trzciance, ale w świat poważniejszego futbolu wkroczyła dopiero po przyjściu na studia na poznańskiej AWF.

– Każda z nas ma inną osobowość. Jedna ma dystans do siebie, druga nie. Kobiety chyba są rzeczywiście bardziej specyficzne od mężczyzn, ale nie jest tak, że nie można się z nimi dogadać. Nasz trener ma dobre podejście, bo jest bardziej ugodowy niż wybuchowy. Stara się łagodzić konflikty, a nie jest podsycać – zauważyła Zając.

Z jej opinią zgodziła się Dominika Machnacka, ale dodała do niej jeszcze jeden wymiar, który nie pasuje na pewno do wizerunku grzecznych dziewczynek.

- Kobiety są na pewno bardziej wrażliwe, ale gorzej od mężczyzn radzą sobie z problemami życiowymi. Baby są za to bardziej zadziorne na boisku

– podkreśliła futsalistka AZS UAM i piłkarka GOSiRKi Piaseczno, drużyny z ekstraligi.

Kobiety może są trudniejsze w prowadzeniu, ale na boisku zazwyczaj mają lepsze maniery. – Generalnie zgadzam się z powyższą tezą, choć pięć lat temu na meczu Poznaniaka widziałam jak jedna dziewczyna uderzyła drugą w twarz. Z drugiej strony byłam niedawno jako widz na spotkaniu męskiej okręgówki i wulgarność słów była dla mnie porażająca. W ekstraklasie mam nadzieję, że jest większa kultura gry – dodała Zając, która w sezonie letnim reprezentuje barwy Polonii Poznań, a od kilku miesięcy prowadzi też zajęcia z dziewczynkami w Lech Poznań Football Academy.

Życiowa pasja, do której trzeba dokładać

Poznańskie futsalistki zachowują się jak profesjonalistki, mimo iż ich zarobki są symboliczne.

– Dziewczyny nie mają kompleksów wobec siatkarek, koszykarek czy piłkarek ręcznych. Futsal to dla nich największa życiowa pasja, coś co bezgranicznie kochają. Dzięki niej nie zarabiają jednak na życie, tylko do niej dokładają. Wystarczy tylko powiedzieć, że budżet naszej sekcji jest mniejszy odpensji większości piłkarzy Lecha. To frustrujące, bo połowa z nich to reprezentantki Polski. Kadrowiczki z dnia na dzień nie staną się jednak finansową forpocztą całego środowiska futsalistek.

Reprezentowanie barw narodowych to tylko zaszczyt, satysfakcja i duma, a nie okazja do podreperowania budżetu

– tłumaczył Weiss.

Słabością finansową futsalu nie jest zachwycona także Zając. – Po zdobyciu tytułu otrzymałyśmy bony na sprzęt sportowy od sponsora drużyny i koszulkę z napisem „Mistrz Polski”. Piłka nożna kobiet jest wciąż gorzej traktowana, zwłaszcza w PZPN. O zawodzie piłkarki można mówić tylko w dwóch klubach w Polsce, czyli Medyku Konin i Górniku Łęczna.A wszystkie futsalistki grają zimą jedynie dla przyjemności – podkreśliła czołowa snajperka AZS UAM.

Problemy z przebiciem w mediach

Zdaniem Weissa problemem piłki nożnej kobiet w Polsce jest brak przebicia w mediach.

– Wciąż traktowana jest ona jak sport niszowy. Dziewczyny coraz rzadziej, ale nadal spotykają się ze złośliwymi komentarzami. Dla tych, którzy „siedzą” w sporcie takie reakcje mogą wydawać się dziwne. Gdyby ich jednak nie było, to pewnie bylibyśmy już na innym etapie rozwoju. Z drugiej strony i tak jest dużo lepiej pod tym względem niż kilka lat temu - stwierdził Weiss.

Jego podopieczna uważa, że nie ma sensu narzekać, tylko zakasać rękawy i samemu zadbać o medialną promocję. – Nie ma sensu narzekać, że ktoś się nami nie interesuje. Jak będziemy walczyć o swoje, to z czasem na pewno wskoczymy na wyższy pułap. A co do dziwnych reakcji, to niestety wciąż się one zdarzają. Niedawno na okresowych badaniach lekarskich pielęgniarka z niedowierzaniem przyjęła informację, że uprawiam piłkę nożną. Ogólnie jednak akceptacja dla tego, co robimy jest na pewno większa niż kilka lat temu – dodała Zając.

Trenerka Lech Poznań Football Academy uważa, że sytuacja polskich futsalistek zmieniłaby się, gdyby wydłużono sezon.

– Gdyby sezon trwał, tak jak w Hiszpanii i Rosji, od września do czerwca, to pewnie specjalizacja futsalowa posunęłaby się dalej. A tak 3/4 zawodniczek łączy futsal z trawą. Sama zresztą to robię, choć wolę futsal, bo jest szybszy, bardziej techniczny, w przeciwieństwie do trawy, która bardziej służy fizycznym zawodniczkom

– przekonywała piłkarka Polonii.

Kadra nie będzie poznańska, ale będzie się uczyć od innych

Ona, tak samo jak kilka innych zawodniczek AZS UAM, może liczyć na powołanie do kadry, która dopiero raczkuje w międzynarodowym futsalu.

– Odrodzenie narodowej drużyny futsalistek to przede wszystkim zasługa dwóch osób – prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka i szefa futsalu w piłkarskiej centrali, Bogdana Duraja, który namówił go do tego, by znów dać szansę futsalistkom.

Imprezą docelową w tym roku będzie grudniowy Turniej Państw Wyszehradzkich na Słowacji. Na razie nie ma w kobiecym futsalu ME i MŚ, ale decyzja o organizacji imprez może zapaść w każdej chwili

– zauważył Weiss.

Uważa on, że biało-czerwone nie będą chłopcem do bicia, choć też rywalki mają na pewno większe umiejętności i doświadczenie. – Z AZS UAM w ubiegłym roku zajęliśmy czwarte miejsce w klubowych ME, jeździmy też regularnie na turnieje międzynarodowe. Myślę, że nie mamy się czego wstydzić, choć w takich krajach jak Włochy, Rosja, Ukraina, Hiszpania, Węgry czy Czechy drużyny narodowe istnieją od dawna i grają ze sobą już od wielu lat – dodał szkoleniowiec poznańskich akademiczek.

Nie martwi się on, że ktoś posądzi go o to, że foruje swoje futsalistki. – Propoznańskie nastawienie przy powołaniach nieżyczliwi mi na pewno zauważą. Tego typu obawy nie mogą jednak zablokować drogi do kadry tym moim zawodniczkom, które zasługują na grę w koszulce z orzełkiem na piersi. Z mojej perspektywy to wygląda tak, że ja chcę stawiać na najlepsze i selekcję przeprowadzać tak, by nieprzychylnych komentarzy było jak najmniej. U mnie nie ma powołań po „znajomości” – zakończył Weiss.

Chcesz skontaktować się z autorem informacji? r.patroniak@glos.com

Radosław Patroniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.