Błażej Dąbkowski

Poznański Czerwiec '56: Poznań był pierwszym miastem, które się zbuntowało - mówi dr Łukasz Jastrząb

- Mamy chyba jakieś kompleksy i dlatego musimy mieć pierwsze powstanie w PRL. Poznań był pierwszym miastem, które się zbuntowało na taką skalę - nikt Fot. IPN. Koloryzacja Mikołaj Kaczmarek - Mamy chyba jakieś kompleksy i dlatego musimy mieć pierwsze powstanie w PRL. Poznań był pierwszym miastem, które się zbuntowało na taką skalę - nikt nam tego nie odbierze. Podobną sytuację mieliśmy z Powstaniem Wielkopolskim, gdzie historycy na podstawie ankiet kombatantów naliczyli 10 tysięcy uczestników szturmu na gmach policji w Poznaniu, którego de facto nie było - mówi dr. Łukasz Jastrząb, historyk i badacz Poznańskiego Czerwca ‘56.
Błażej Dąbkowski

- Mamy chyba jakieś kompleksy i dlatego musimy mieć pierwsze powstanie w PRL. Poznań był pierwszym miastem, które się zbuntowało na taką skalę - nikt nam tego nie odbierze. Podobną sytuację mieliśmy z Powstaniem Wielkopolskim, gdzie historycy na podstawie ankiet kombatantów naliczyli 10 tysięcy uczestników szturmu na gmach policji w Poznaniu, którego de facto nie było - mówi dr Łukasz Jastrząb, historyk i badacz Poznańskiego Czerwca ‘56.

Jak wyglądał Poznań w 1956 roku?

Łukasz Jastrząb: 11 lat po wojnie w Poznaniu wciąż były widoczne rany po zniszczeniach wojennych i choć tempo odbudowy było dość szybkie, to nie szły za tym równie szybkie inwestycje chociażby w budownictwo mieszkaniowe. Wybudowano osiedle przy ulicach Jarochowskiego, Chociszewskiego, trwała budowa osiedla na Dębcu, ale w skali kraju Poznań był daleko w tyle, jeżeli chodzi o nakłady inwestycyjne. Międzynarodowe Targi Poznańskie pokazywały inny, bogatszy świat, towary, których m.in. na poznańskich półkach brakowało. 28 czerwca 1956 r. było ciepło, w tym dniu poświęcono odbudowaną Katedrę Poznańską... O godzinie 3 nad ranem w zajezdni MPK przy ulicy Gajowej znaleziono kartkę informującą o strajku...

Podobna sytuacja miała także miejsce w innych polskich miastach. Dlaczego akurat w Poznaniu robotnicy zdecydowali się wyjść na ulice? Czym różniła się stolica Wielkopolski od innych dużych ośrodków na Pomorzu, czy na Śląsku?

Przytoczę wypowiedź Józefa Olszewskiego, ówczesnego I sekretarza KW PZPR w Katowicach, który 7 lipca 1956 r. powiedział: "Nie można powiedzieć, że Poznań to jest rzecz zupełnie wyjątkowa (...) jest bardzo dużo niezadowolenia klasy robotniczej, w klasie robotniczej sądzę w całym kraju, u nas na Śląsku również, bardzo głębokie i duże niezadowolenie z powodu trudnych warunków życiowych".

Więc skąd się wzięła ta iskra, która wznieciła ogień w czerwcu 1956 roku?

Poznański Czerwiec można uznać za symbol złego zarządzania, fatalnej dystrybucji, centralnego planowania. W Poznaniu skupiła się jak w soczewce cała patologia ówczesnego systemu gospodarczego i ta bańka pękła w dniu 28 czerwca 1956 r., kiedy robotnicy wyszli na ulice, niosąc hasła jak najbardziej ekonomiczne. Oczywiście Poznański Czerwiec zaskoczył i zszokował elity władzy. Był to pierwszy i jedyny w Polsce Ludowej protest o takiej sile, skali, gwałtowności przebiegu i o największej liczbie ofiar śmiertelnych. Mogło to się wydarzyć wszędzie, ale to właśnie Poznań był pierwszy i takie - tragiczne bądź co bądź - ma miejsce w historii.

Dziś wydarzenia z czerwca 1956 roku często próbuje się przedstawiać jako protest polityczny, a walki opisywane są jakby w Poznaniu doszło co najmniej do rewolucji, która miała miejsce na Węgrzech kilka miesięcy później, gdzie interweniowała Armia Radziecka.

Wydarzenia z czerwca 1956 r. w Poznaniu miały podłoże czysto ekonomiczne, socjalne i taki charakter miała większość z haseł. Pojawiły się na transparentach treści polityczne, ale dopiero w późniejszym etapie i nie zawierały treści takich jak na wiecach październikowych 1956 r. - poznańscy robotnicy nie skandowali haseł progomułkowskich, nie żądali zmian systemowych, tylko "chleba dla swoich dzieci". Do Poznania skierowano dwie dywizje pancerne i dwie dywizje piechoty, ale to nie znaczy, że ta wielka masa wojska - niewspółmierna oczywiście do skali zajść - szarżowała po ulicach Poznania. Większość wojska rozlokowano dookoła miasta, to były jednostki mające doświadczenie frontowe - Wał Pomorski, Kołobrzeg, forsowanie Odry, zaprawione w walkach miejskich. Jeden z dziennikarzy napisał o Poznańskim Czerwcu, że była to „poznańska bitwa pancerna”. Gdyby tak było faktycznie - mielibyśmy drugi Budapeszt. Nie odnotowano wielkich zniszczeń w zabudowie substancji miasta, czołgi oddały tylko trzy strzały z armat, z czego dwa do barykad i jeden w okno z karabinem maszynowym.

Czy uprawnione jest zatem stwierdzenie, że mieliśmy do czynienia ze zbrojnym powstaniem antykomunistycznym?

Teza o powstaniu jest sztucznie podtrzymywana przez wąskie grono wyznawców. Opierają się oni na zdaniu jednego z profesorów, który w 1982 r. napisał, że w 1956 r. „mieliśmy wtedy do czynienia z powstaniem robotników poznańskich, którzy wystąpili w obronie ideałów socjalistycznych”. Zwolennicy cytują tylko pierwszą część zdania, drugiej o powstaniu w obronie socjalizmu już nie. Zdecydowana większość historyków i badaczy okresu krytycznie odnosi się do powstańczej idei 1956 r. To był strajk ekonomiczny, który zakończył się starciem zbrojnym z siłami porządkowymi, zakończonym zresztą w ciągu zaledwie kilku godzin.

O poznaniakach zwykło się mówić, że są na wskroś pragmatyczni i zdroworozsądkowi. Nie wydaje się Panu, że jak przychodzi im mówić o Czerwcu’56 wpadają w pułapkę mitologizowania historii?

Mamy chyba jakieś kompleksy i dlatego musimy mieć pierwsze powstanie w PRL. Poznań był pierwszym miastem, które się zbuntowało na taką skalę - nikt nam tego nie odbierze. Podobną sytuację mieliśmy z Powstaniem Wielkopolskim, gdzie historycy na podstawie ankiet kombatantów naliczyli 10 tysięcy uczestników szturmu na gmach policji w Poznaniu, którego de facto nie było. Ustalona została przeze mnie - po wieloletnich badaniach - liczba 57 ofiar, ale niektórym to za mało.

Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej ustalił, że ofiar było 58.

Inni z kolei uparcie twierdzą, że było ponad 100, nie mając żadnych podstaw - chociażby w badaniach naukowych, których nie prowadzą. Paradowanie kombatanta w mundurze podpułkownika, który opowiada, że spalił w 1956 r. 30 czołgów, drukowanie wspomnień czterolatki, która przemierzała Poznań na plecach babci i "widziała powstanie 1956 r.", relacje człowieka, który widział w czołgach Mongołów w radzieckich mundurach potrafię jakoś zrozumieć jako zwykłą ludzką chęcią poczucia, że brało się udział w czymś ważnym i istotnym z punktu widzenia historii. Natomiast niepokojącym dla mnie zjawiskiem jest pojawienie się parę lat temu jakiegoś dziwnego "społecznego opiekuna zabytków" - jak się sam tytułuje - który wygłasza tezy i opinie o Czerwcu 1956 r., dawno już zweryfikowane i obalone przez poważnych historyków. Osoba ta nie prowadzi badań naukowych, nie publikuje wyników, natomiast na konferencjach informuje, że jest "oburzony", że inni badają Poznański Czerwiec i apeluje do IPN o usuwanie ich tekstów naukowych ze stron edukacyjnych. To jest dopiero bardzo niebezpieczna pułapka mitologizowania historii Poznańskiego Czerwca 1956 r. poprzez leczenie własnych kompleksów.

Jest Pan jedyną osobą, która dotarła do rodzin wszystkich ofiar i wysłuchał ich relacji. Z Pana badań wynika, że zdecydowana większość z nich były to ofiary przypadkowe.

Odpowiem Panu na to pytanie cytatami z listów i relacji rodzin... "Brat wyszedł rano po bilety do kina, mieliśmy uczcić zakończenie roku. Wszystkie koleżanki zazdrościły mi przystojnego brata... Rozcięła go na pół seria z karabinu....". "Mąż z ciekawości poszedł na Kochanowskiego... Dostał strzał w oko... Poroniłam, trzymając go za rozbitą głowę....". "Przypadkowo znaleźliśmy się w Poznaniu - nasz pociąg zatrzymali, jechaliśmy do Warszawy. Tata z ciekawości poszedł z nami na Dąbrowskiego.... Strzał rozbił mu czaszkę, kości i mózg ochlapały mojego młodszego brata, a tata z połową czaszki przewrócił się na mnie. Wyciągnęli mnie spod niego inni ludzie, brat doznał takiego szoku, że trafił do zakładu psychiatrycznego, gdzie spędził resztę życia... Mój ojciec powstańcem 1956? Co pan!!!???". "Mąż zginął przypadkowo, nie był żadnym powstańcem... Byłam w czwartym miesiącu ciąży. Dałam synowi imię i nazwisko po mężu...". "Brat był zwykłym żołnierzem z poboru, dostał serię w brzuch... Ojciec oszalał i zmarł dwa lata później....". "Cywile z dachu strzelili do niego.... Nie obudził po postrzale... Pyta pan, co po pogrzebie...? Jego żona do psychiatryka, a dzieci do domu dziecka... Bzdura, a nie powstanie, powiedz to pan tym dzieciom, to pan zobaczysz....". "Co ja myślę? Czy to było powstanie? Idź pan na cmentarz i zobacz pan, co jest napisane na nagrobku [„Mój jedyny syn”]".

Przypadkowe są również twierdzenia, że wydarzenia z 1956 roku stały się mitem założycielskim "Solidarności"?

To bardzo mocno naciągana koncepcja i nadinterpretacja faktów. Poznański Czerwiec 1956 r. przyspieszył przemiany w Polsce w 1956 r., ale bardzo trudno jest dowieść, że był on początkiem kolejnych przemian z roku 1968, 1970, 1980 i 1981. Taką rozwojową koncepcję Poznańskiego Czerwca 1956 r. można odrzucić, bo każde z tych wydarzeń ma swoją specyfikę i odrębność.

Błażej Dąbkowski

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.