Poznaniacy są przywiązani do samochodów

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Karolina Koziolek

Poznaniacy są przywiązani do samochodów

Karolina Koziolek

Mimo iż poznaniacy narzekają na korki i kłopoty z parkowaniem, to i tak najczęściej wybierają dojazd do pracy własnym samochodem. Czy kiedykolwiek zmienimy nawyki i przesiądziemy się do tramwajów i na rowery?

Mieszkańcy Poznania, choć narzekają na korki, najczęściej do pracy dojeżdżają własnym samochodem. Uważają przy tym, że w ten sposób dojadą najszybciej, mimo że miejskie autobusy mają do dyspozycji buspasy, a tramwaje mogą liczyć na priorytetowe zielone światło.

Z ostatnich badań wynika, że na korki narzeka 97 proc. z nas. Choć narzekamy, to jednak nie mamy zamiaru przesiadać się do tramwajów i autobusów.

Polscy kierowcy tracą przez korki miliardy złotych

Źródło: AIP

Badania wykazały, że cenimy jakość pojazdów oraz bezpieczeństwo komunikacji zbiorowej - kolejno 83 proc. i 80 proc pozytywnych opinii, mimo to uważamy ją za zbyt drogą. To paradoks, ponieważ według badań, dojeżdżając do pracy swoim samochodem, wydajemy aż cztery razy więcej, niż gdybyśmy korzystali z komunikacji zbiorowej.

- Samochód jest po prostu bardziej wygodny. Można mówić, co się chce, ale gdy ma się dzieci, to najwygodniejszy środek transportu. Jednak chodzi o to, by jak najczęściej zastępować go innym środkiem transportu, inaczej w mieście zabraknie miejsca

- mówi Paweł Głogowski ze stowarzyszenia Ulepsz Poznań.

Ulepsz Poznań od lat lobbuje za tym, żeby poznaniacy przesiadali się na rowery i do tramwajów. Ma to swoje uzasadnienie. Według danych GUS na tysiąc poznaniaków przypada 560 samochodów. Dla porównania w takich miastach jak Budapeszt, Amsterdam czy Berlin, jest to 300 samochodów na 1000 mieszkańców.

Dr Hubert Igliński z Katedry Logistyki Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu wylicza, ile jeden samochód potrzebuje metrów kwadratowych, żeby funkcjonować. Okazuje się, że to przestrzeń wielkiego mieszkania albo nawet domu.

- Jeden samochód zużywa od 100 do 200 mkw. - mówi. - Łatwo to policzyć, gdy przyjmiemy, że jedno auto potrzebuje do sześciu miejsc parkingowych: pod domem, w miejscu pracy, w centrum handlowym, pod urzędem, pod restauracją czy instytucją kultury, z której korzystamy

- wylicza dr Igliński.

Polska polityka prosamochodowa, mamy ponad 20 mln aut
Nie dość, że samochód zajmuje dużo miejsca, to jeszcze może przewieźć stosunkowo niewielu ludzi. Przy czym najczęściej wiezie tylko jedną osobę.

Tymczasem według GUS, w 2015 r. w Polsce zarejestrowanych było 20,7 mln samochodów. To o 15 mln więcej niż jeszcze w 1990 r. Samochody nie mieszczą się na drogach.

- Na Zachodzie zdążono wybudować autostrady miejskie, zresztą miasta są rozleglejsze, więc ruch samochodowy rozmywa się. U nas auta kumulują się na niewielkim obszarze. No i mamy korek

- mówi dr Igliński.

Zachodnie miasta radzą sobie z natłokiem aut za pomocą wysokich opłat. Na przykład opłat parkingowych. W Szwajcarii na sam parking można miesięcznie wydać nawet 600 franków, czyli ponad 1 tys. Zł.

- W Polsce mamy wciąż silną politykę prosamochodową. Parkingi są stosunkowo tanie, nie ma ograniczeń przy wjeździe do centrum dla starszych aut, a za wjazd nie trzeba płacić - mówi dr Bartosz Kaźmierczak, urbanista z Politechniki Poznańskiej. - Na Zachodzie ludzie przyzwyczaili się już, że kierowcy nie cieszą się szczególnymi przywilejami w centrach miast - mówi Kaźmierczak.

- Samochód w mniejszym stopniu stanowi tam o statusie materialnym osoby.

Do centrum jedzie się metrem lub autobusem, bo inne możliwości są bardzo ograniczone - dodaje dr Igliński.

Bartosz Kaźmierczak jednak zwraca uwagę, że w Poznaniu jest odwrotnie, brakuje wygodnej alternatywy dla samochodu, szczególnie dla osób spoza śródmieścia. - To osoby, które mogłyby spod domu dojechać samochodem do punktu przesiadkowego na obrzeżach miasta i przesiąść się do tramwaju. Nie ma jednak w Poznaniu parkingów Park&Ride, nie ma też punktów przesiadkowych. Dlatego osoby dojeżdżające z powiatu wybierają samochód - tłumaczy urbanista.

Poznań planuje rozbudować swój system tramwajowy. Od lat mówi się o linii tramwajowej na Naramowice, w planach była linia na os. Kopernika. Ulica Naramowicka słynie z tego, że to najbardziej zakorkowana i najwolniejsza ulica w Polsce. Twórcy aplikacji Yanosik z Poznania (nawigacja z komunikatorem) sprawdzili szybkość ulic w miastach całej Polski.

- Obliczyliśmy średnią prędkość różnych ulic w kraju w godzinach szczytu. Okazało się, że najwolniejsza jest właśnie ul. Naramowicka. Podczas największego natężenia ruchu kierowcy poruszają się tu z prędkością 2,3 km/h

- mówił w ubiegłym roku „Głosowi” Krzysztof Baranowski, współautor badań. Sam mieszka na Naramowicach od trzech lat i bardzo liczy, że władze w końcu rozwiążą ten problem.

Pierwszy pomysł, by na Naramowice zbudować linię tramwajową, pojawił się w 2001 r. Szybko jednak wylądował w koszu, zastąpiła go tzw. Nowa Naramowicka. Miała to być szeroka arteria przecinająca dzielnice na pół. Na to nie zgadzali się mieszkańcy, słusznie obawiając się, że trasa tranzytowa oznaczać będzie hałas, zanieczyszczenia, a w rezultacie spadek jakości życia. Inne pomysły to trolejbus lub BRT, czyli szybki autobus. Już nieaktualne.

Obecnie władza obiecuje tramwaj oraz nową drogę. Tramwaj ma prowadzić w śladzie tzw. Nowej Naramowickiej, wykorzystując planowaną jedną jezdnię pod układ drogowy, a drugą pod torowisko tramwajowe.

Poszerzenie dróg nie pomoże na korki
Codziennie do Poznania wjeżdża około 90 tys. samochodów z powiatu. Tylko nieliczni rezygnują, inwestując w bilet metropolitalny, który jest wspólnym biletem na pociąg i tramwaj. - Zrezygnowałam z samochodu przez korki, trudności ze znalezieniem miejsca do parkowania oraz ze względu na koszty. Na dojazdy samochodem wydawałam 600 zł, teraz mam bilet metropolitalny, który kosztuje 200 zł - mówi Hanna Milewska, która dojeżdża codziennie do Poznania z Pobiedzisk.

Komunikacja miejska w Poznaniu

Źródło: gloswielkopolski.pl

Dodaje, że pociąg jeździ średnio co pół godziny, a dzięki krótszemu przejściu na przystanek tramwajowy po kilku minutach jest już w pracy. Nie wszyscy jednak mają tyle szczęścia.

Dla niektórych samochód jest jedyną szansą dostania się do pracy. Jedno jest pewne, poszerzanie dróg nie oznacza końca korków.

- Dlatego że szerokie arterie zachęcają kolejnych kierowców, to zamknięte koło. W urbanistyce panuje obecnie trend, by drogi zwężać, zniechęcać do jeżdżenia

- mówi B. Kaźmierczak. - Ruch w centrach miast należy ograniczyć z przyczyn oczywistych. Wszyscy widzimy, że samochodów jest tam coraz więcej i nie starcza już miejsca na zwykłe życie. Auta zajmują chodniki, parkują na części jezdni, wciskają się wszędzie - dodaje.

- A nic tak nie zniechęca pieszych jak ordynarnie zaparkowany samochód. Sami często się denerwujemy, że ktoś zastawił nam przejście. Dlatego dobrze, że centra miast powoli wracają we władanie pieszych - mówi dr Hubert Igliński.

Zdaniem doktora Kaźmierczaka Poznań, wprowadzając strefę Tempo 30, wpisuje się w nowoczesne trendy, ale zawodzi realizacja idei.

- Brakuje infrastruktury, która byłaby alternatywą dla korzystania z samochodu. Nie ma obwodnic, punktów przesiadkowych na I, II i III ramie komunikacyjnej, gdzie można zostawić samochód.

Nie jesteśmy w tej chwili przygotowani na tak drastyczne zamykanie centrum dla samochodów, jak to ma obecnie miejsce. Osoby z dalszych dzielnic Poznania nie mają jak inaczej niż samochodem dostać się do miasta - mówi.

Czy poznaniacy kiedykolwiek zmienią nawyki i masowo zrezygnują z dojazdów do pracy własnym samochodem?

- Jeśli będą mieli do dyspozycji sprawnie działającą komunikację miejską. W tej chwili ten obszar kuleje. Sam mieszkam na Strzeszynie i wielokrotnie denerwuję się, czekając 20 minut na autobus linii 64. W rezultacie kolejnym razem, nie chcąc się spóźnić, wybieram samochód. Zresztą na tej linii autobusy nie mają priorytetu, stoją w tym samym korku, co samochody. Tak samo ja, jak i wielu innych poznaniaków, skoro już stoimy w korku i czekamy, wolimy to robić we własnym samochodzie, słuchając ulubionej muzyki niż w zatłoczonym autobusie, często na stojąco - tłumaczy Paweł Głogowski.

Dr Hubert Igliński dodaje jednak, że wspólne podróżowania służy budowie społeczeństwa obywatelskiego.

- Podróżowanie samemu atomizuje

- dodaje.

Zrezygnować z samochodu na rzecz ekologii?
Nawet gdyby poznaniacy zrezygnowali z samochodów, niewiele zmieniłoby to, gdy chodzi o czystość powietrza w mieście, twierdzi dr Bartosz Czernecki z Zakładu Klimatologii na UAM. Jego badania pokazują, że większość zanieczyszczeń powietrza pochodzi z kominów naszych domów.

Poznaniacy są przywiązani do własnych samochodów. I wolą stać w korkach, niż jeździć tramwajami
Łukasz Gdak Poznaniacy są przywiązani do własnych samochodów. I wolą stać w korkach, niż jeździć tramwajami

- Właśnie opublikowaliśmy badania, z których wynika, że zanieczyszczenie powietrza, które powoduje komunikacja zbiorowa w Poznaniu - nie dzieląc na prywatne samochody czy komunikację zbiorową - wynosi od 20 proc. do 25 proc. zanieczyszczeń. Ponad 50 proc. szkodliwych pyłów w Poznaniu pochodzi z kominów domów jednorodzinnych oraz kamienic ogrzewanych węglem - mówi naukowiec.

Owszem w powietrzu można zaobserwować, że w godzinach szczytu zanieczyszczenie powietrza jest większe, choć normalnie w tych godzinach jest ono mniejsze.

- Naturalna amplituda zanieczyszczeń obniża się rano, wraz ze świtem. Tymczasem w Poznaniu widać, że rano stężenie pyłów nie spada. Powoduje to szczyt komunikacyjny.

Podobnie w godzinach popołudniowych, według naturalnego cyklu stężenie pyłów powinno spaść, tymczasem w wyniku popołudniowego szczytu utrzymuje się stale na wysokim poziomie. Oznacza to, że powietrze w mieście nie ma czasu się oczyścić. Inaczej jest w weekendy. Mniejszy ruch samochodów od razu był widoczny w pomiarach. Powietrze podlegało naturalnym spadkom stężenia pyłów. W weekendy wartość zapylenia powietrza była niższa nawet o 20-30 proc. - mówi dr Czernecki.

Dodaje też, że w Poznaniu przekroczenia norm stężenia pyłów są na porządku dziennym.

- Żeby tak nie było, musielibyśmy nie tylko przestać jeździć samochodami, ale także przestać palić w piecu. Ale to utopia -

konkluduje.

Karolina Koziolek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.