Poznań: Nie zawsze sprzątanie opadających liści ma sens

Czytaj dalej
Fot. Pixabay
Monika Kaczyńska

Poznań: Nie zawsze sprzątanie opadających liści ma sens

Monika Kaczyńska

Wysokie temperatury sprawiły, że na niektórych drzewach wciąż jeszcze są liście. Większość z nich są zobowiązani sprzątać właściciele posesji. Część usuwa Zarząd Dróg Miejskich i Zarząd Zieleni Miejskiej.

Liście opadające z drzew są piękne, ale tylko w parku. Na jezdni czy chodniku mogą być niebezpieczne.

– Mokre liście zalegające na chodniku stanowią zagrożenie dla pieszych, także liście przyklejone do nawierzchni jezdni mogą wydłużyć drogę hamowania – twierdzi Agata Kaniewska, rzeczniczka prasowa ZDM. - Liście są usuwane równolegle przez mieszkańców (właścicieli nieruchomości przyległych do pasa drogowego oraz dozorców) i przez firmy sprzątające na zlecenie ZDM.

Przepisy nie regulują częstotliwości, z jaką właściciele posesji i dozorcy mają sprzątać liście (choć mają taki obowiązek). ZDM dostarcza mi worki i wywozi liście. Jak informuje Agata Kaniewska, wywózka odbywa się co dwa tygodnie, a w razie potrzeby także interwencyjnie. Harmonogram pracy firm, które sprzątają liście na zlecenie ZDM jest ustalany w zależności od miejsca, którego sprzątanie dotyczy.

- W centrum i częściowo w śródmieściu chodniki i miejsca parkingowe SPP sprzątane są dwa razy w tygodniu, sprzątanie obejmuje też usuwanie opadłych liści – informuje Agnieszka Kaniewska.

Sprzątanie w pozostałych miejscach odbywa się, gdy zaistnieje taka potrzeba.

- Dotyczy to także jezdni i terenów zieleni. Nie wygrabiamy liści z szerokich pasów zieleni, koncentrujemy się na wygrabianiu pasów zieleni w bezpośrednim sąsiedztwie jezdni i chodników, żeby zminimalizować problem przewiewania liści

– mówi rzeczniczka ZDM.

ZDM co roku wywozi od 1000 do 1300 ton liści. Ich wywózka zaczyna się w połowie września i trwa aż do sylwestra. Liście trafiają one do biokompostowni w Suchym Lesie. Średni roczny koszt zagospodarowania liści to dla ZDM około 320 tys. zł.

Poznań: Nie zawsze sprzątanie opadających liści ma sens
Pixabay

Zarząd Zieleni Miejskiej usuwa liście z parków i zieleńców. Ale nie wszystkie.

- Oczywiście sprzątamy je z trawników – mówi Małgorzata Sobieszczyk z Zarządu Zieleni Miejskiej. - Wygrabiamy je także ze skupisk krzewów. Ale to z powodu innych zanieczyszczeń, które tam znajdujemy. W innych miejscach liście zostawiamy.

Takie rozwiązanie ma z przyrodniczego punktu widzenia głęboki sens.

- W stertach liści (szczególnie wymieszanych z gałęziami) mogą zimować jeże, węże i ropuchy - wszystkie pożyteczne zwierzęta zjadające wiele szkodników w ogrodach. Liście to źródło mikroelementów dla gleby. Warto pamiętać, że w ciągu roku drzewo wyciągnęło korzeniami z gleby te mikroelementy, żeby liście zbudować.

– wyjaśnia dr inż. Anna Wierzbicka z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu.

Z drugiej strony na liściach mogą rozwijać się grzyby. Jeśli więc liście nie zostaną uprzątnięte w następnym roku mogą zaatakować drzewo. W miastach to właśnie na nich zbierają się zanieczyszczenia, które trafiają do gleby. Co zatem robić? Czy sprzątać każdy listek, czy pozwolić działać przyrodzie?

- Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie – mówi dr Wierzbicka. - Moim zdaniem w lesie liście powinny pozostać na miejscu, z parków czy ogrodów lepiej jednak je sprzątać.

Monika Kaczyńska

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.