Poznań: Lokator może wyjść z długu, jeśli chce. ZKZL mu pomoże. Są jednak tacy, którzy mówią: nie płaciłem, nie płacę i nie będę płacił

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Bogna Kisiel

Poznań: Lokator może wyjść z długu, jeśli chce. ZKZL mu pomoże. Są jednak tacy, którzy mówią: nie płaciłem, nie płacę i nie będę płacił

Bogna Kisiel

Najemcy mieszkań komunalnych i socjalnych potrafią nie płacić czynszu przez rok, kilka lat, a nawet kilkanaście. W Poznaniu zaległości w opłatach w przypadku lokatorów sięgają 110 mln zł, a łączny dług najemców lokali użytkowych wynosi 21,6 mln zł. Do tego trzeba jeszcze doliczyć odsetki, a także mieć na uwadze fakt, że część należności postanowieniem komorników została uznana za nieściągalne. ZKZL stosuje różne metody, aby odzyskać pieniądze należne miastu. I efekty są!

- Przez 15 lat, co roku kwota zadłużenia wzrastała. Naszym celem było powstrzymanie tego wzrostu - zaznacza Michał Prymas, wiceprezes Zarządu Komunalnych Zasobów Lokalowych. - Co roku dług wzrastał o 7-10 milionów. To, że dług przestał rosnąć w takim tempie, jest zasługą naszego zespołu i ogromnego nakładu pracy pracowników działu windykacji.

Spółka ZKZL zarządza ok. 12 tysiącami mieszkań komunalnych i socjalnych oraz ok. 3 tysiącami lokali użytkowych, które są własnością Poznania. Wcześniej windykacją najemców tych lokali, zalegających z opłatami, zajmował się zarządca budynków komunalnych, którym była zewnętrzna firma. Taki system nie sprawdził się, dlatego postanowiono, że spółka zajmie się tym sama. Podjęto wówczas decyzję o utworzeniu Działu Windykacji i Eksmisji.

- Przyszłyśmy do pracy na początku 2017 roku - twierdzi Violetta Kustoń, kierownik tego działu. - Zbudowaliśmy zespół i zaczęliśmy windykować należności zgodnie ze zmienioną polityką firmy. Nie mówimy mieszkańcowi „zapłać”, ale pytamy: dlaczego nie płacisz?

Pierwsze efekty tego nowego podejścia do klienta były już widoczne w 2018 r. Wtedy zadłużenie po raz pierwszy od lat wzrosło jedynie o 2,5 mln zł. Natomiast do listopada ubiegłego roku wpływy - ponadto co lokatorzy powinni zapłacić - były większe o 800 tys. zł. Dług przestał wzrastać, a co ważne zaczął być spłacany. Co istotne wielu mieszkańców zaczęło płacić bieżący czynsz.

110 milionów złotych winni są miastu lokatorzy mieszkań komunalnych i socjalnych. Kwota ta nie obejmuje odsetek

- Od 2018 roku widać, że progres jest bardzo duży - wskazuje Agnieszka Kabacińska, zastępca kierownika działu windykacji.
- Staramy się zabezpieczyć należności miasta, jednak przy podejmowaniu postępowania egzekucyjnego zawsze bierzemy pod uwagę również aspekt ludzki. Lokatorzy nie powinni się bać do nas przychodzić, bo chowanie głowy w piasek nie jest dobrym wyjściem. Każda osoba, która podejmuje się spłaty zadłużenia oraz podejmie bieżące płatności ma szansę wyjść z zadłużenia. Unikanie kontaktu i brak dokonywania wpłat powoduje dalsze wpadanie w spiralę zadłużenia, z której często jest bardzo trudno wyjść.

- Dane pokazują, że wcale nie trzeba straszyć eksmisją, aby wyegzekwować należności - podkreśla Prymas. I dodaje: - Nie wszyscy lokatorzy chcą lub mogą płacić. Nasz zasób jest bardzo trudny, w dużej mierze mieszkają w nim poznaniacy o najniższych lub bardzo niskich dochodach.

Lokale komunalne i socjalne zajmują osoby, których nie stać na kupno mieszkania czy ofertę tbs-u. Nie oznacza to jednak, że dana rodzina nie posiada gotówki. Stąd tak ważne jest indywidualne podejście do klienta.

- Jeśli komornik chce windykować należności, to oficjalnie pieniędzy nie ma, ponieważ różnego rodzaju dodatki, zasiłki, świadczenia rodzinne, w tym 500 plus nie podlegają zajęciu, choć faktycznie są - tłumaczy Kustoń. - Podczas rozmowy z klientem zapewniamy go, że chcemy pomóc mu wyjść z zadłużenia. Mówimy mu, że widzimy takie czy inne rozwiązanie. Większość z tych propozycji korzysta.
Co proponuje się dłużnikowi?

- Rozłożenie długu na raty, odpracowanie długu, zamianę na inny lokal, w szczególnych przypadkach zarząd spółki może wyrazić zgodę na przekształcenie mieszkania w którym dana rodzina mieszka w najem socjalnego lokalu

- wymienia Kustoń.

ZKZL proponuje dłużnikom porozumienia ratalne

ZKZL może zawrzeć z lokatorem porozumienie, dotyczące spłaty długu w ratach. - To najkorzystniejsza sytuacja dla dłużnika - uważa Kabacińska. - W przypadku terminowej realizacji porozumienia oraz bieżących opłat wstrzymujemy naliczanie odsetek, zadłużenie dłużnikowi nie wzrasta.

Mieszkaniec płaci czynsz plus ratę ustaloną według faktycznych dochodów, czasami spłaca dług po 100, 200 zł miesięcznie. Nie chodzi bowiem o to, by rata wynosiła tysiąc złotych, jeśli rodzina nie będzie jej w stanie udźwignąć.

390 tysięcy złotych wynosiło zadłużenie jednej z rodzin, która zajmowała mieszkanie komunalne

W 2015 r. ZKZL zawarł tylko 47 porozumień ratalnych, rok później - 200. To się zmieniło, w 2017 r. było ich już 600, a w 2018 r. ponad 1221, które opiewały na kwotę ponad 43 mln zł. Obecnie obowiązujących porozumień jest 1364.

- Przy wysokich zadłużeniach porozumienia zawieramy na dwa lata. Po tym czasie odwiedzamy dłużnika, by sprawdzić co u niego się zmieniło - twierdzi Kabacińska. - Czasami jego sytuacja poprawiła się lub pogorszyła. W ten sposób uzyskujemy informacje, które pozwalają nam na renegocjację porozumienia i podjęcie decyzji co do dalszych działań.

Zdarza się, że najemca podpisze zobowiązanie do spłaty długu i na tym koniec, dlatego należy cały czas monitorować dłużnika.

Mieszkańcy mogą odpracować dług

Osoby, które popadły w tarapaty finansowe mogą skorzystać z programu „Dozorca”, którego realizację pilotażowo ZKZL rozpoczął w połowie 2018 r.

- Dedykowany jest on osobom w szczególnie trudnej sytuacji materialnej, które nie posiadają dochodu. Odpracowują one zadłużenie poprzez wykonywanie prostych prac porządkowych na terenie miejskich nieruchomości - tłumaczy Kabacińska. - Pieniądze nie są im wypłacane, tylko księgowane na poczet zadłużenia.

Czytaj też: Poznań: ZKZL szuka gospodarzy domu i chce zatrudnić około 300 osób, które będą sprzątać w miejskich budynkach i pielęgnować zieleń

Z tej oferty skorzystało dużo osób, spółka podpisała ponad 500 porozumień. Średnio w miesiącu taką pracę wykonuje ok. 100 poznaniaków. - Do końca 2019 roku w ten sposób odpracowali oni około 700 tysięcy złotych - mówi Kustoń. - Co istotne 70 procent z nich zdecydowało się przejść do programu „Gospodarz domu”. Odpracowali dług, sprawdzili się w roli dozorcy, będą to robić na umowę o pracę.

„Gospodarz domu”, będący kontynuacją programu „Dozorca”, ruszył w styczniu tego roku. Został on rozszerzony, bo umożliwia zatrudnienie na etat mieszkańców kamienic komunalnych, zainteresowanych wykonywaniem pracy dozorcy, a nie mających już zadłużenia.

Są jednak tacy, którzy wcześniej twierdzili, że nie mają z czego spłacić należności, a gdy zaproponowano im odpracowanie długu, to odmówili. - Nie będę sprzątał, bo sąsiedzi zobaczą - tłumaczyli.

Windykator na wizji terenowej

Lokatorzy mieszkań komunalnych i socjalnych nie płacą czynszu z różnych powodów. Sporo osób unika podjęcia pracy, korzysta z pomocy społecznej. Kierują się dewizą: - Nie płaciłem, nie płacę i płacić nie będę. Czują się bezkarni, ponieważ pobierane świadczenia nie podlegają zajęciu przez komornika, a wiedzą, że mają prawo do lokalu socjalnego.

Są jednak tacy ludzie, którzy popadli w długi, bo na przykład zachorowali, są nieporadni życiowo, na starość zostali sami, mają skromne emerytury czy renty. Pracownicy działu windykacji muszą ustalić, co jest przyczyną powstania zaległości, aby pomóc takiej osobie. Nie uda się to, jeśli ograniczą się tylko do lektury dokumentów. I tak się nie dzieje. W 2017 r. podjęto decyzję o zatrudnieniu pracowników terenowych. Są oni „oczami” działu windykacji w terenie.

- Rocznie przeprowadzamy ponad tysiąc wizji terenowych w domach klientów czy u najemców lokali użytkowych. Nie zdążyliśmy jeszcze dotrzeć do wszystkich, a taki mamy cel

- twierdzi Kustoń. - Dzięki temu możemy więcej dowiedzieć się o lokatorze. Mamy możliwość sprawdzić, czy mieszkanie jest zdewastowane, czy też jest biednie, ale schludnie oraz w jakiej sytuacji materialnej i rodzinnej znajduje się dłużnik.

Zdarza się, że ludzie przychodzą do ZKZL-u, płaczą, pokazują dokumenty, a gdy pracownik przychodzi do ich domu, to okazuje się, że jest on wyposażony w najnowszy sprzęt.

- Jedna pani przedstawiała dokumenty, że ma niepełnosprawne dziecko, którym musi się opiekować, a dług jest naszą winą, bo nie pozwoliliśmy jej wykupić mieszkania. Chciała znaleźć kupca na lokal i spłacić należność - opowiada Kustoń.

- Złożyliśmy jej 15 wizyt o różnych porach dnia. W końcu udało się nam wejść do lokalu, by przeprowadzić eksmisję. Okazało się, że żadnych dzieci tam nie było. Co więcej nie mieszkała tam. Dłużniczka wygenerowała dług sięgający 260 tysięcy złotych.

Wywiady w terenie sprawiają, że ZKZL wie, gdzie ludzie podnajmują lokale, a gdzie rzeczywiście mieszkają i potrzebują pomocy.

Działania podjęte przez pracowników terenowych - rozmowy z sąsiadami, odnalezienie rodzin, znajomych dłużników - przynoszą rezultaty. - ZKZL odzyskał 143 mieszkania bez udziału komornika, które były porzucone czy też podnajmowane, a tylko 53 lokale w wyniku eksmisji z udziałem komornika - dodaje Kustoń.

Zmiana podejścia do dłużników znajduje też swoje odzwierciedlenie w liczbie spraw kierowanych na drogę sądową. W 2014 r. było ich 1300, w 2015 r. - 1000, w 2016 r. - 1100, ale już w 2017 r. - 369, a w 2018 r. - 193.

- Uzyskanie kolejnego nakazu zapłaty, nie gwarantuje skutecznego odzyskania należności, wręcz przeciwnie dokłada dłużnikowi jeszcze koszty sądowe i egzekucyjne - zaznacza Kabacińska. - Natomiast indywidualne potraktowanie każdego klienta sprawia, że - podpisując porozumienie - dług staje się realny do spłaty, przestaje rosnąć.

Mają kasę, a nie płacą

Zdarzają się tacy, którzy uporczywie unikają spłaty należności, choć mają pieniądze. Wtedy nie pozostaje nic innego niż eksmisja. Dług rekordzistów w jednym lokalu wynosił ok. 390 tysięcy. W tym przypadku dopiero, gdy zapadł wyrok i został wyznaczony termin eksmisji, przedstawicielka rodziny przyszła i wpłaciła 100 tys. zł oraz zadeklarowała dalszą spłatę należności.

Inna lokatorka przez lata nie płaciła czynszu, a gdy znalazła się w podbramkowej sytuacji, to zapłaciła 70 tys. zł. Na pytanie skąd miała pieniądze? Powiedziała, że „z oszczędności”. W jej przypadku pozostała do spłaty niewielka część zadłużenia, została rozłożona na raty.

Sprawdź też: Zwiększa się liczba pustostanów w Poznaniu. ZKZL zapewnia: Większość jest w trakcie zagospodarowania

Celem spółki nie jest eksmisja dłużników, a wywiązywanie się z obowiązków lokatorskich. Najważniejszym z nich jest terminowa płatność za bieżące należności. - Uczymy dłużników, że trzeba płacić, by mieć dach nad głową - dodaje Kabacińska. - Jeśli to się udaje, to korzyść jest obustronna. Nam zadłużenie spada, a nie wzrasta, a lokator zaczyna wychodzić na prostą.

Podają lokatorowi pomocną dłoń

Nie zawsze dłużnicy są eksmitowani. Zdarza się, że zajmowane przez nich mieszkanie komunalne decyzją zarządu spółki staje się lokalem socjalnym. Dłużnicy nie muszą go wtedy opuszczać, a czynsz socjalny jest niższy. Tak dzieje się w przypadku osób chorych lub posiadających dzieci z niepełnosprawnościami, nad którymi opieka uniemożliwia podjęcie pracy zarobkowej.

Z taką sytuacją zetknął się pracownik terenowy, który odwiedził jedną z dłużniczek w domu. Była godzina 14.00. Długo czekał, nim kobieta otworzyła mu drzwi, ale nie chciała z nim rozmawiać. Wrócił do siedziby ZKZL przekonany o konieczności podjęcia windykacji. Jednak po dwóch godzinach dłużniczka zadzwoniła i zaprosiła go do siebie. Tego samego dnia pracownik jeszcze raz pojechał do lokatorki.

- Byłam dla pana niegrzeczna, bo dopiero co zasnęłam. Całą noc nie spałam. Zajmowałam się córkami, są leżące. Teraz śpią, dlatego możemy porozmawiać. Mąż zmarł - tłumaczyła kobieta.

Matka musi opiekować się chorymi, niepełnosprawnymi córkami, nie może podjąć pracy, jest zdana wyłącznie na innych ludzi.
- Nie mamy wątpliwości, że takim osobom należy pomagać - mówi Kabacińska.

Prymas podkreśla, że za każdym razem dłużnicy są informowani o tym, jakie prawa im przysługują, gdzie mogą zwrócić się o pomoc.

- Osoby w trudnej sytuacji materialnej mogą ubiegać się o dodatek mieszkaniowy. Dotyczy to osób posiadających tytuł prawny do lokalu lub osób, które mają orzeczony wyrok eksmisyjny z prawem do lokalu socjalnego i oczekują na jego wskazanie

- twierdzi Kabacińska.

Pracownicy ZKZL mówią, że eksmisje to ostateczność. - Nam zależy na tym, by pobudzić dłużników do płacenia. Mówimy im: zostań w lokalu miejskim, dbaj o niego i płać - zapewnia Kustoń. I podkreśla: - Jednak licz się z konsekwencjami przyjmowania biernej postawy lub niewywiązywania się z zawartych ustaleń dotyczącej spłaty należności.

Bogna Kisiel

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.