Porwanie Jarosława Ziętary: Szef Elektromisu Mariusz Ś. mówi prawdę w sprawie zbrodni na poznańskim dziennikarzu? Właśnie przesłuchał go sąd

Czytaj dalej
Fot. Łukasz Gdak
Łukasz Cieśla

Porwanie Jarosława Ziętary: Szef Elektromisu Mariusz Ś. mówi prawdę w sprawie zbrodni na poznańskim dziennikarzu? Właśnie przesłuchał go sąd

Łukasz Cieśla

Nie znałem Jarosława Ziętary, dopiero kilka lat temu dowiedziałem się o jego zaginięciu w 1992 roku – tak w czwartek zeznał w sądzie twórca Elektromisu Mariusz Ś. Tymczasem prokuratura przekonuje, że to na terenie Elektromisu, w obecności Mariusza Ś., w 1992 roku biznesmen Aleksander Gawronik podżegał do zabójstwa dziennikarza. Porywaczami mieli być z kolei ochroniarze Elektromisu, zaufani pracownicy Mariusza Ś.

Jarosław Ziętara, 24-letni dziennikarz „Gazety Poznańskiej”, zniknął 1 września 1992 roku. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Po latach krakowska prokuratura uznała, że przed jego zniknięciem doszło do narady na terenie poznańskiej firmy Elektromis. Podżegać do zabójstwa dziennikarza miał wówczas biznesmen Aleksander Gawronik, z kolei twórca Elektromisu Mariusz Ś. miał być świadkiem tej rozmowy. Porywaczami Ziętary mieli być z kolej trzej ochroniarze z Elektromisu. Jeden z nich nie żyje, a dwaj pozostali „Ryba” i „Lala” mają proces za porwanie i pomocnictwo w zabójstwie dziennikarza.

WIĘCEJ: Sprawa Ziętary: prokuratura wskazuje, kto podżegał i kto porywał, ale nie ustaliła zabójców dziennikarza

W czwartek w poznańskim Sądzie Okręgowym odbyła się kolejna rozprawa przeciwko byłym ochroniarzom, którzy kategorycznie odrzucają zarzuty i do winy się nie przyznają. Przesłuchano ich dawnego szefa - twórcę Elektromisu Mariusza Ś. Przytoczono również wcześniejsze zeznania Mariusza Ś. Stanowczo zaprzecza, by miał wiedzę o losach dziennikarza oraz by angażował się w jakiekolwiek działania przeciwko niemu.

Szef Elektromisu podaje różne daty, kiedy miałby dowiedzieć się o zniknięciu dziennikarza Jarosława Ziętary

Mariusz Ś. przekonuje, że z Aleksandrem Gawronikiem nigdy nie miał bliskich kontaktów i nigdy nie naradzali się, by pozbyć się dziennikarza. Zapewnia też, że Jarosława Ziętary nigdy nie poznał, a o jego zaginięciu dowiedział się dopiero z mediów. Kiedy dokładnie?

WIĘCEJ:"Dziennikarz dostał w ucho pod Elektromisem". Tak zeznał jeden z ochroniarzy tej firmy

Choć sprawa jest głośna od lat 90., Mariusz Ś. twierdzi, że przez wiele lat o niej nie słyszał. W 2015 roku, podczas pierwszego przesłuchania (w prokuraturze), zeznał, że o sprawie Ziętary dowiedział się mniej więcej dopiero w 2012 roku, kiedy krakowska prokuratura po wielu latach wznowiła śledztwo w tej sprawie. Wtedy też polecił swojemu pracownikowi, by przejrzał stare numery nieistniejącego już pisma „Poznaniak”. Mariusz Ś. był właścicielem tego pisma, które, jak sam przyznał, zamieszczało "sporo sensacji i było w nim dużo krwi".

- Po latach okazało się, że „Poznaniak” kiedyś sporo pisał o Ziętarze. Ja czytałem w tamtych latach swoją gazetę, ale nie zwróciłem wówczas uwagi na artykuły o jego sprawie

– przekonywał Mariusz Ś.

WIĘCEJ: Dziwne zeznania byłego szefa tygodnika "Poznaniak". Zasłania się niepamięcią, wspomina o groźbach

W sądzie odczytano też drugie zeznania, które Mariusz Ś. składał w sądzie 2016 roku w procesie Aleksandra Gawronika. Wtedy podał inną datę, w której miałby dowiedzieć się o kimś takim, jak Jarosław Ziętara. W 2016 roku Mariusz Ś. twierdził, że sprawę dziennikarza poznał około 2014 roku. Wtedy właśnie doszło do zatrzymań trzech osób: Aleksandra Gawronika oraz dwóch byłych ochroniarzy z Elektromisu.

Jednocześnie w swoich zeznaniach Mariusz Ś. twierdził, że zdaniem poznańskich dziennikarzy, Jarosław Ziętara został wykreowany na znaczącego dziennikarza, a przecież nie miał istotnych dokonań. Dopytywany, na czym opiera swoją opinię, stwierdził, że taką ocenę wyraził kiedyś jego rzecznik prasowy Konrad Napierała.

Mariusz Ś. przyznaje, że mógłby poprosić o wstrzymanie negatywnej publikacji w "Gazecie Poznańskiej", w której pracował Jarosław Ziętara

W swoich zeznaniach Mariusz Ś. opowiadał ponadto o Elektromisie, wielkiej firmie handlowej stworzonej pod koniec lat 80. ubiegłego wieku. Wskazał, że był osobą, która faktycznie kierowała holdingiem Elektromis. Odniósł się do żartów, że jedyną oficjalną funkcją jaką tam pełnił, było stanowisko szefa zakładowej straży pożarnej.

- W Elektromisie powstała zakładowa OSP. Strażacy poprosili mnie o zostanie jej honorowym szefem, a ja oczywiście się zgodziłem na tę wyłącznie honorową funkcję

– tłumaczył Mariusz Ś.

To właśnie nielegalnymi interesami Elektromisu miał się interesować Jarosław Ziętara. Mariusz Ś. zapewniał jednak, że jego firma prowadziła normalną działalność. Owszem, zatrudniał byłych esbeków i milicjantów, ale dlatego, że miał do nich zaufanie jako do byłych pracowników instytucji państwowych. Uznał, że to gwarancja ich sumiennego podejścia do obowiązków służbowych. Zaprzeczał, by w Elektromisie istniała specjalna komórka do inwigiliacji i podsłuchów oraz by przechowywano fikcyjne mundury policyjne, by stał tam fikcyjny radiowóz. O takich zdarzeniach oraz o przebranych za policjantów porywaczach Ziętary mówili bowiem inni świadkowie.

Opisywał też swoje relacje z mediami w latach 90. Wskazywał, że nigdy nie opłacał żadnych dziennikarzy i może dlatego jego firma była negatywnie opisywana. Przyznał jednak, że miał bardzo dobre relacje z jednym ze współwłaścicieli „Gazety Poznańskiej”, w której pracował Jarosław Ziętara. Mariusz Ś. wskazał, że gdyby któryś z dziennikarzy tego tytułu chciał opublikować o nim negatywny tekst, jego znajomość ze współwłaścicielem „Poznańskiej” pozwoliłaby mu poprosić o niepuszczenie takiego artykułu.

Były oficer UOP głównym świadkiem ws. porwania Ziętary. "Jego usługi polecił były milicjant Krystian Cz."

Twórcę Elektromisu zapytano także o głównego świadka prokuratury, który pogrążył środowisko Elektromisu w sprawie Ziętary. Chodzi o Jerzego U., byłego oficera UOP, z przeszłością w SB. Zeznał on, że w 1992 roku przyjął tajne zlecenie od Elektromisu na inwigilację Jarosława Ziętary, który interesował się przemytem w firmie. Jerzy U. opowiedział śledczym, że był naocznym świadkiem, jak trzech ochroniarzy Elektromisu porwało dziennikarza. Miał zostać przewieziony do siedziby Elektromisu i tam zakatowany.

WIĘCEJ: Były oficer UOP: zostałem tajnym współpracownikiem Elektromisu. Widziałem, jak ochroniarze tej firmy porywają Jarosława Ziętarę

Mariusz Ś. przekonywał w sądzie, że osobiście nie miał kontaktów z Jerzym U. Zaprzeczał jakoby były oficer UOP w latach 90. wykonywał „brudną robotę” dla Elektromisu, w tym tajną obserwację jakiejkolwiek osoby.

- W latach 90. Elektromis nie miał potrzeb, by zatrudniać firmy detektywistyczne, by kogokolwiek obserwować. Ten Jerzy U. to znajomy Krystiana Cz., który kiedyś jako milicjant kontrolował moją firmę, a potem został u mnie handlowcem. Następnie awansował na dyrektora i na prezesa. W 2015 roku Krystian Cz. powiedział mi, że od tego swojego znajomego dowiedział się, że policja i prokuratura z Krakowa chcą podrzucić ludzkie szczątki na teren dawnego Elektromisu. Mówił, że ten jego znajomy pije wódkę ze śledczymi z Krakowa. Wydałem wtedy polecenie zabezpieczenia terenu firmy, aby zapobiec prowokacji. Zatrudniliśmy dodatkową ochronę, w tym firmę ochroniarską Jerzego U. Dlaczego właśnie ją? Bo tę firmę rekomendował Krystian Cz., do którego mam duże zaufanie. Krystian Cz. mówił, że tego Jerzego U. zna długo i można mu ufać – zeznawał w sądzie Mariusz Ś.

WIĘCEJ: Ludzie Elektromisu zapłacili głównemu świadkowi pół miliona złotych, by wycofał swoje zeznania w sprawie zbrodni na Ziętarze?

Elektromis najpierw nie zawiadamia prokuratury i mediów, ale potem zmienia stanowisko

Dlaczego Mariusz Ś. w 2015 roku nie zawiadomił śledczych oraz mediów, że rzekomo ktoś chce podrzucić ludzkie szczątki na teren dawnego Elektromisu? Mariusz Ś. odpowiedział, że do prokuratury nie miał zaufania, bo miał informacje, że śledczy fałszują dowody ws. Ziętary, a do mediów nie chodzi.

Jednak zupełnie inaczej zachował się w 2018 roku. Wówczas środowisko Elektromisu zawiadomiło prokuraturę oraz wydało oświadczenie do mediów w sprawie Jerzego U. Doszło do tego w okresie, gdy ludzie Elektromisu wiedzieli już, że Jerzy U. jest głównym świadkiem prokuratury ws. porwania Ziętary. W 2018 roku publicznie zarzucili Jerzemu U., że ich szantażował i domagał się 3 milionów złotych za zmianę zeznań. Prokuratura niedawno umorzyła tę sprawę.

WIĘCEJ:Środowisko Elektromisu kwestionuje wiarygodność głównego świadka prokuratury

Dlaczego w 2018 roku środowisko Elektromisu zmieniło stanowisko i poszło ze sprawą do prokuratury oraz do mediów? Mariusz Ś. odpowiedział, że przecież można zmienić zdanie.

WIĘCEJ:Były milicjant Krystian Cz., który miał polecać usługi byłego oficera UOP, w sądzie dyskredytuje swojego znajomego

O relacje z Jerzym U., głównym świadkiem prokuratury, w zeszłym roku pytano wspomnianego Krystiana Cz. Choć miał przyprowadzić Jerzego U. do Elektromisu i zachwalać jego usługi, Krystian Cz. w ubiegłorocznych zeznaniach dyskredytował swojego znajomego. Twierdził, że Jerzy U. to konfabulant i zazdrości każdemu, kto ma od niego wyższą pozycję.

Łukasz Cieśla

Komentarze

1
Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Piotr Galas

Ja wiem że świtalski wie że kazał zabić gawronik A on zlecił to swoim ludziom wiedział o tym p.pezemyslaw pogodny pracownik elektroniki redaktor poznaniaka jednak gdy wyszło na jaw że jego szef zlecił zabójstwo nie wytrzymał tej wiedzy i zmarł na zawał to pewne switalskiego powinni oskarzyc

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.