Ekstra
Magazyn
Ekstra Magazyn

Najlepsze teksty z całej Polski, w każdy piątek dla wszystkich prenumeratorów Cyfrowych. Poznaj Ekstra Magazyn

Zamieszkali w obozie w środku lasu. Bronią puszczy

Czytaj dalej
Fot. Adrian Kuźmiuk
Kamila Kalinowska

Zamieszkali w obozie w środku lasu. Bronią puszczy

Kamila Kalinowska

Pisarze, naukowcy, studenci, artyści, przemysłowcy przyjechali do Puszczy Białowieskiej, bo nie chcą, by została zniszczona. Jedni rzucili pracę, inni wzięli urlopy. I nie przeszkadza im, że od miesięcy muszą sobie radzić bez wanny, a do mycia mają tylko zimną wodę.

Obóz funkcjonuje od maja tego roku. Powstał we wsi Pogorzelce, w samym sercu Puszczy Białowieskiej. Siedzibę znalazł w jednym z miejscowych gospodarstw. - Właściciel tej działki udzielił nam pozwolenia na pobyt - zaznacza Joanna Pawluśkiewicz, jedna z uczestniczek obozu. - Super się złożyło, bo Pogorzelce są bardzo fajną miejscowością, dobrze położoną, spokojną, z pięknymi widokami. Zresztą, te niezwykłe widoki są tu wszędzie, w całej puszczy... Aż trudno uwierzyć, że planuje się to zniszczyć...

Joanna jest pisarką, tworzy scenariusze do filmów i seriali. Aby założyć Obóz dla Puszczy, zostawiła pracę w stolicy. Przed przyjazdem do Pogorzelec prowadziła też w Warszawie warsztaty, w czym tymczasowo zastąpili ją przyjaciele.

- Pochodzę z południa Polski, z Nowego Targu. Wychowałam się w Krakowie, a przez ostatnie lata mieszkałam w Warszawie - opowiada artystka. - Ze stolicy często przyjeżdżałam do Białowieży i zakochałam się w puszczy. Na początku samodzielnie uczyłam się lasu, chodziłam sobie po nim i byłam kompletnie zachwycona.

Kiedy zaczęły do niej docierać informacje o prowadzonych w puszczy wycinkach starych drzew, długo się nie wahała.

- Skontaktowałam się z Fundacją Dzika Polska, która prowadziła warsztaty na strażników puszczy, którzy będą patrolować las - wspomina. - A potem narodziła się idea stworzenia obozu w Puszczy Białowieskiej, by móc na miejscu kontrolować sytuację. Po prostu spontanicznie zebrała się grupa ludzi, dla której los puszczy nie jest obojętny - dodaje.

Ludzie z całego świata

Od początku istnienia obozowiska zatrzymało się w nim już prawie tysiąc osób, zarówno z całej Polski, jak i zagranicy. Odwiedzających zaś można liczyć w tysiącach. Obozowisko w Pogorzelcach gościło ludzi m.in. z Czech, Niemiec, Holandii, Danii, Francji, Stanów Zjednoczonych, krajów Ameryki Południowej oraz z Australii. Aktualnie mieszka tu około 30 osób.

- Wśród mieszkańców obozu są biolodzy, informatycy, pisarze, artyści, malarze, sportowcy, ale też i księgowi oraz ludzie, którzy ukończyli studia z leśnictwa - wylicza Joanna. - To osoby, które po prostu chcą ocalić ten nasz najcenniejszy, leśny skarb.

Jedzenie dowożą im sympatycy

Obóz powstał na dużym, gospodarskim podwórku. Aktualnie stoi tam kilkanaście namiotów. Obok - duża stodoła, w której również nocują obozowicze.

- Zbudowaliśmy też sobie fajną, polową kuchnię - pokazuje Joanna Pawluśkiewicz. - Potrzebowaliśmy też miejsca do zmywania naczyń, więc zbiliśmy z desek prostą konstrukcję, napełniliśmy baniaki wodą i już, gotowe. A żeby mieć sanitariaty, wynajęliśmy toi toie. Niektórzy z nas palą, a że nie chcemy, by robili to przy wszystkich, to wybudowaliśmy za stodołą palarnię z desek. Kiedy rodziły się kolejne potrzeby, zawijaliśmy rękawy i do pracy. Wszystko zrobiliśmy sami, własnymi rękoma.

Na terenie obozu znajduje się także spiżarnia, wypełniona po brzegi żywnością.

- Ludzie z całej Polski przysyłają nam różne dary, więc musieliśmy zrobić na nie miejsce - wyjaśnia Joanna. - Otrzymujemy mnóstwo jedzenia. Z całego kraju przychodzą paczki. Ludzie co tydzień przywożą nam warzywa, a jeden pan regularnie dostarcza masło i chleb. Dostajemy też ubrania, ciepłe kurtki, bluzy, bo robi się już coraz zimniej. Czasem to człowiekowi aż się płakać chce na takie wyrazy sympatii, jakie dostajemy z całej Polski. To jest niesamowite, bo czujemy ogromne wsparcie od ludzi w różnym wieku - wyznaje ze wzruszeniem aktywistka.

Joanna dodaje, że obóz jest w stanie funkcjonować w głównej mierze właśnie dzięki tym darom. No i dzięki społecznej zbiórce pieniędzy w internecie.

- Wszystko, co tu mamy, dostaliśmy od ludzi, którzy nas wspierają - przyznaje uczestniczka obozu. - Dostaliśmy np. dwie lodówki, jedną od osób z Mińska Mazowieckiego, a drugą - z Warszawy. Przywieziono nam też m.in. dwa komputery, kawiarkę, czajnik, krzesła, deski, serwetki, lekarstwa, naczynia, sztućce... - pokazuje wzruszona.

Zimna woda pod gwiazdami

Choć warunki w obozie są iście polowe, nikomu zdaje się to nie przeszkadzać.

- Jak dla mnie, to tu jest bardzo wygodnie - zapewnia Łukasz Łyskawka, 26-letni alpinista przemysłowy z Poznania, który w obozie spędził już ponad miesiąc. - Mamy prysznice, które, można powiedzieć, są ogrzewane przez słońce. A jeżeli chodzi o toalety, to też nie jest tak, jak mówi obiegowa opinia, że wypróżniamy się nie wiadomo gdzie, bo przecież mamy toi toie, zresztą regularnie czyszczone przez zajmującą się tym firmę.

W prowizorycznej łazience - urządzonej w jednym z pomieszczeń budynku gospodarczego - obozowicze zamontowali sobie zlewy, lustro, półeczki, szafki... Konstrukcja samych pryszniców jest dość pomysłowa. Na dachu szopy został umieszczony spory pojemnik z wodą, a z niego - do poszczególnych „kabin“, a właściwie odgrodzonych zasłonami brodzików (też podarowanych przez ludzi) - rozprowadzono gumowe rurki, przez które leci woda. Gdy zbiornik się opróżni, obozowicze ponownie napełniają go za pomocą szlaucha.

- Jak jest ciepło, to ta woda trochę się od słońca nagrzewa - mówi 25-letnia Monika z Ostrowca Świętokrzyskiego, która od miesiąca mieszka w obozie w Pogorzelcach. - Teraz już, niestety, to mycie nie jest tak przyjemne jak w pełni lata...

- Ale za to nocą widać stąd przez dach gwiazdy, a w ciągu dnia zagląda tu słońce i gałęzie drzew! - dodaje z uśmiechem stojący obok Wojciech Wilk, 25-latek z Warszawy, który w Pogorzelcach jest od ponad trzech tygodni.

Wojtek od kilku lat pracuje jako socjolog przy badaniach społecznych.

- Moja motywacja, aby tu się pojawić, była trochę mniej ekologiczna, a bardziej związana z praworządnością - wyznaje. - Ostateczną rzeczą, która przeważyła o moim przybyciu do Obozu dla Puszczy było to, że Polska nie zrealizowała zaleceń Trybunału Sprawiedliwości UE. Wydaje się to bardzo niepokojące, ponieważ Trybunał jest bardzo ważnym międzynarodowym organem, podobnie jak np. Trybunał Praw Człowieka, który jest ostatnią instancją dla obywatela.

Obóz ma swój regulamin!

Na terenie działki jest prąd, więc z elektrycznością również nie ma problemu. Kłopotliwy bywa zaś brak zasięgu sieci komórkowych oraz brak internetu.

- No czasami nie mamy kontaktu ze światem zewnętrznym - przyznaje Joanna. - W wielu miejscach w ogóle nie ma zasięgu, ale taka już jest specyfika lasu. Czasami musimy jeździć aż do Białowieży, bo dostajemy różne zapytania od mediów z całego świata, no i wypada im na bieżąco odpowiadać, wysyłać komunikaty i zdjęcia z obozu, bo o to proszą.

Obóz ma swój regulamin, którego wszyscy mieszkańcy muszą bezwzględnie przestrzegać. Obowiązuje tu zakaz spożywania alkoholu i wszelkich substancji odurzających. Każdy ma obowiązek dbania o porządek, jest też zapis o ciszy nocnej, która obowiązuje od godz. 22.

Obozowicze nocują w stodole lub w rozstawionych na podwórku namiotach.- Przy ustawionych w stodole stołach jemy też posiłki - dodaje Monika. - No i mamy w niej również biblioteczkę i kącik graficzny - pokazuje z dumą.

Wnętrze stodoły jest szczelnie obklejone różnego rodzaju plakatami i banerami. Można na nich przeczytać takie hasła, jak: „Cała puszcza parkiem”, „Nie odpuszczamy”, „Sto lat rośnie, w trzy minuty jest ścinane”. - Walczymy o to, by cała puszcza była parkiem narodowym, to jest cel przyświecający wszystkim, którzy zdecydowali się tu zamieszkać - wyjaśnia Monika.

A jaka atmosfera panuje w obozie?

- Jest bardzo przyjacielsko, wszyscy się świetnie dogadujemy - zapewnia Łukasz Łyskawka. - Mimo, że mamy dużo pracy, staramy się jakoś aranżować to życie w taki sposób, żeby mieć też czas na relaks. Czasem wieczorami oglądamy razem filmy, zdarzają się też krótkie wyjazdy. Na przykład 2 września w pobliskich Teremiskach był teatr, na który z przyjemnością wybrała się część obozowiczów. Gdybyśmy przez tyle miesięcy zajmowali się tylko sytuacją w Puszczy Białowieskiej, to chyba byśmy oszaleli. Trzeba znaleźć czas na odpoczynek.

Patrole przez cały dzień

Każdego wieczora w obozie odbywają się zebrania organizacyjne. Omawia się na nich wydarzenia minionego dnia, ustala plan kolejnego. Każdy dzień zaczyna się tu bardzo wcześnie.

- Rano wyruszamy na patrole po puszczy - wyjaśnia Monika. - Każdego dnia odbywają się przynajmniej dwa, na które udajemy się pieszo albo na rowerach, to zależy od odległości, jaką mamy pokonać.

Patrole mogą odbywać się w różnych porach, zarówno w dzień, jak i w nocy. Czas ich trwania też nie podlega jednolitym kryteriom. Bywa, że patrol zajmuje kilka godzin, ale może też trwać cały dzień. To, ile osób jednorazowo w nich uczestniczy jest uzależnione od potrzeb.

Jaki jest cel tych zwiadów?

- Sprawdzamy, czy w lesie są prowadzone jakieś wycinki albo wywózki drzew - wyjaśnia Monika. - Badamy, czy na przykład w lesie pracują harwestery albo forwardery.

Obozowicze, oprócz nadzorowania sytuacji w puszczy, aktywnie uczestniczą też w protestach i blokadach sprzętu dokonującego wycinek.

- Brałem udział w jednej blokadzie nielegalnej wycinki, tej z 31 sierpnia, którą Obóz dla Puszczy prowadził razem z Greenpeacem - przyznaje Wojciech Wilk. - Blokowałem także wyjazd TIRa z Nadleśnictwa Białowieża, z którego nie wolno pozyskiwać drewna. Obydwie sytuacje wiązały się z łamaniem tymczasowego wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, więc można powiedzieć, że działałem w sytuacji wyższej konieczności. Bo jeśli to zalecenie zostaje zignorowane i drzewa w dalszym ciągu są cięte i wywożone, to kiedy trybunał ostatecznie zadecyduje o nielegalności wycinek, będzie już za późno, by tę puszczę uratować.

Spacery po puszczy i nauka o ptakach

Obozowicze zajmują się również prowadzeniem działalności edukacyjnej: organizują spacery po puszczy z biologami i leśnikami, prowadzą warsztaty ornitologiczne dla dzieci i dorosłych.

- Chcemy być takim swoistym centrum dialogu - podsumowuje Joanna Pawluśkiewicz. - Zdecydowaliśmy się na pobyt w Pogorzelcach, żeby rozmawiać z lokalną ludnością, nawiązać współpracę z mieszkańcami tych terenów. Mamy nadzieję, że nasza obecność tutaj pomoże przetrwać temu niesamowitemu zakątkowi i skarbowi przyrody.

Tutaj się czyta. Bez reklam.

Tak jak w kiosku. Kupując prenumeratę cyfrową, możesz czytać codzienne wydanie Głosu Wielkopolskiego.

Co zyskujesz:

  • dostęp do wszystkich treści Głosu Wielkopolskiego
  • codzienne e-wydanie Głosu Wielkopolskiego
  • artykuły, reportaże, wywiady i multimedia
  • co tydzień nowy numer Ekstra Magazynu
Kamila Kalinowska

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2017 Polska Press Sp. z o.o.

Monitorujemy anonimowo aktywność na stronie, korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.