Gabriela Jelonek

Polacy wierzą wróżkom i jasnowidzom. Na ich przepowiednie wydajemy majątek, a w czasie pandemii jesteśmy w stanie zapłacić więcej

W czasie pandemii chętniej korzystamy z pomocy wróżek i jasnowidzów. Fot. 123RF Na wszelkiego rodzaju przepowiednie i horoskopy Polacy wydają rocznie około 2 mld zł.
Gabriela Jelonek

Wróżby andrzejkowe towarzyszą nam co roku. Jak wróżbiarstwo ma się do Polski, uchodzącej za katolicki kraj? Okazuje się, że to biznes wart ponad 2 mld zł rocznie.

Zgodnie z tradycją w wigilię imienin Andrzeja wróżby mają szczególną moc. Dlatego wówczas niezamężne dziewczęta próbowały dowiedzieć się czegoś na temat przyszłości swojego życia uczuciowego. Przez wieki obrzędy andrzejkowe traktowano z wielką powagą. Wierzono na przykład, że gdy w noc z 29 na 30 listopada dziewczyna włoży pod poduszkę męskie spodnie, przyśni jej się przyszły małżonek. Albo jeśli ucięta przez nią gałązka czereśni zakwitnie w Wigilię Bożego Narodzenia, to panna wkrótce wyjdzie za mąż.

Nie tylko dziewczęta chciały zaspokoić swoją ciekawość. W dawnej Polsce kawalerowie także mieli swoje święto. Moc wróżb działała już na kilka dni przed andrzejkami, bo w wigilię imienin Katarzyny (z 24 na 25 listopada). To wówczas młodzi mężczyźni starali się dowiedzieć, gdzie szukać przyszłej żony i po czym rozpoznać, że spotkali tę właściwą dziewczynę. Odpowiedzi na te pytania najłatwiej było uzyskać we śnie, więc pod męskie poduszki trafiały ptasie pióra, karteczki z imionami, a nawet skradziona pannie bielizna. Z czasem Katarzynki straciły na popularności i panowie zaczęli wróżyć sobie tego samego dnia, co ich potencjalne wybranki.

Współczesne andrzejki

Współcześnie andrzejkowe wróżby traktuje się z przymrużeniem oka, a jednak wciąż budzą wiele emocji. Najbardziej znana jest tradycja lania wosku, z którego kształtu po zastygnięciu staramy się wyczytać swoją przyszłość. Restauracje i hotele przed pandemią oferowały bilety na zabawy andrzejkowe, chwaląc się nawet, że należy pielęgnować staropolską tradycję. Podświadomie więc traktujemy te obchody jako coś, co wyrosło z polskiej kultury. Choć wydawać by się mogło, że andrzejki są wytworem słowiańskim, podobnie jak halloween przyszły do nas z zachodu.

- Pochodzenie tych świąt upatruje się w kulturze celtyckiej i starogermańskiej. Związane są z Freyem, bogiem miłości i płodności, urodzaju jeśli chodzi o uprawy, a także bogactwa. Niektórzy upatrują jeszcze starszego rodowodu, a mianowicie ze starożytnej Grecji, podobnie jak imię Andrzej. Św. Andrzej to patron pobożnych panien na wydaniu. Wierzono, że modląc się do niego uda się pozyskać dobrego i bogatego męża. Analogicznie robili kawalerowie, modląc się do Św. Katarzyny o dobrą żonę – wyjaśnia dr Małgorzata Bulaszewska, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS.

Zobacz też: Wróżby andrzejkowe, które zrobisz w domu. Dla dzieci i dorosłych

W Polsce andrzejki, które wcześniej nazywano „jędrzejówkami” znamy od XII wieku. Ten rodzaj zabawy, jednej z ostatnich przed adwentem, popularny był w całej Europie (m.in. w Niemczech, Szwajcarii i na Ukrainie).

- Przedchrześcijańskie obchody, zbliżone, czy też te które moglibyśmy nazwać pierwowzorem dla andrzejek, to były obchody ku czci zmarłych tradycyjnie obchodzone w okresie późnojesiennym. Wierzono, że właśnie wtedy dusze zmarłych mogą nawiązać kontakt z żywymi. Uważano, że zmarli są w posiadaniu tajemnej wiedzy, którą chcą się podzielić z tymi, którzy zostali na ziemi. Zwłaszcza, że ta wiedza miała dotyczyć przyszłości. Dawniej wróżby odprawiano w odosobnieniu i traktowano z namaszczeniem. Powiązano je z zamążpójściem. Dopiero wraz z upowszechnieniem się, nabrały charakteru zbiorowego i wesołego, tak dzisiaj

– dodaje dr Bulaszewska.

Tradycja czy zabobon?

Jak religijność Polaków ma się do wierzeń we wróżby czy horoskopy? Według danych CBOS z 2018 roku (badanie „Co przyniesie przyszłość – o horoskopach, wróżkach i talizmanach” nr 103/2018) połowa z nas czyta horoskopy, a aż 15 proc. badanych korzystało lub korzysta z usług wróżki czy jasnowidza. Według „Pulsu biznesu” Polacy wydają rocznie około 2 mld złotych na usługi wróżenia. Dr Małgorzata Bulaszewska określa wróżenie w andrzejki jako usankcjonowany kulturowo obyczaj.

- Religijność i wiara w horoskopy czy też wróżby to dwa osobne porządki. Ten Pierwszy dotyczy sacrum i współegzystuje z ludową obrzędowością, nie mając wpływu na religijność Polaków. Zresztą badania CEBOSu wskazują, że ta religijność w znacznej mierze jest deklaratywna, podobnie zresztą jak wiara w horoskopy i wróżby. To znaczy, że chętnie czytamy czy wróżymy sobie, ale raczej traktujemy to jak formę rozrywki i nie stosujemy się do zaleceń - podkreśla kulturoznawczyni.
Z badania wynika też, że częściej z usług wróżek korzystają kobiety niż mężczyźni, ponadto osoby o najniższych dochodach, słabo wykształcone i będące w specyficznych sytuacjach życiowych np.: rozwiedzeni czy wdowcy. Okazuje się, że chętniej sięgamy po przepowiednie w czasie pandemii koronawirusa. Co sprawia, że w nie wierzymy?

- Jest to przejaw magicznego myślenia o funkcjonowaniu świata. Nie wierzymy w sprawczość zwykłej osoby, wpływ na swój los. Zwykle tak się dzieje, gdy mamy niskie poczucie własnej wartości. Wtedy wydaje się nam, że potrzebujemy wsparcia czegoś/kogoś potężnego… a kultura podsuwa nam bogów i bóstwa, które w mitach i podaniach opiekowały się maluczkimi

– mówi ekspertka.

Magia osładza codzienność

Jak się okazuje, jest wiele osób, które w ogóle nie mają bliskich przyjaciół, z którymi mogliby o różnych ważnych dla siebie rzeczach porozmawiać. Pandemia pogłębiła ten problem. Dlatego wróżki, jasnowidze itp. wypełniają tę niszę. Niestety, często takie osoby okazują się być naciągaczami czy oszustami. Jak się przed tym uchronić?

- Nie ma innego sposobu, jak edukacja oraz wiara we własną sprawczość. Mój los zależy od tego, jak ja go zbuduje, nikt i nic tego za mnie nie zrobi – podkreśla dr Małgorzata Bulaszewska.

Korzystanie z wróżbiarstwa może wpędzić nas w błędne koło, a nawet uzależnienie. Wielu ludzi przepowiedniom podporządkowuje swoje decyzje. Najbardziej narażone są na to osoby starsze lub samotne.

- W pułapkę najczęściej wpadają osoby o niskim poczuciu sprawczości, gorzej wykształcone, które nie biorą odpowiedzialności za własne życie… Wszelkie porażki przypisują „fatum”, że coś wyszło, albo się „udało”. W Polsce kulturowo osiągnięcia jednostki nie są postrzegane jako efekt osobistych predyspozycji, starań czy pracy… ale właśnie jako coś „co się udało”, jakby „fuksem”, przypadkiem, „zrządzeniem losu” itd. - zauważa kulturoznawczyni.

Sprytna manipulacja?

- Z mojej perspektywy wróżki i wróżowie uprawiają psychologię społeczną w praktyce. Być może nie do końca zdają sobie sprawę z funkcjonowania ludzkiego mózgu, procesów poznawczych i motywacyjnych, uprawiając swój zawód – mówił na jednym ze swoich wykładów dr hab. Tomasz Grzyb, psycholog z Uniwersytetu SWPS.

Technika, którą stosują ma nawet swoją nazwę w psychologii – to efekt Barnuma lub efekt Forera, powszechnie znany jako efekt horoskopowy. Według niego ludzie uznają za bardzo trafione opisy swojej osobowości, które w rzeczywistości są zestawami danych odnoszącymi się do znacznej grupy ludzi. Dodatkowo uniwersalność podkreśla zestaw konkretnych słów, np.: czasami, niekiedy, miewasz, zdarza się, możliwe.

Zobacz też: Życzenia na imieniny Andrzeja

- Przypomina mi to nieco prognozę pogody i stwierdzenie „miejscami możliwe opady”. Proszę zauważyć, że sprawdzalność takiej prognozy jest niemal 100-procentowa, bo nie wiemy, jakie to są miejsca – wyjaśnia dr hab. Tomasz Grzyb.

Co więcej, człowiek wierzy w przepowiednie, gdy jest przekonany, że zostały one przygotowane specjalnie dla niego, np.: po podaniu daty urodzin czy udzieleniu odpowiedzi na kilka pytań. Dodatkowo jeśli przepowiednia opisuje głównie nasze dobre cechy, jesteśmy skłonni uznać ją za prawdę. Ważnym czynnikiem jest też autorytet wróżki czy wróża – tu rolę może odgrywać polecenie znajomej nam osoby, obecność w telewizji, czy udowodnienie, że wróżka wyczuwa, kto wątpi w jej dar przewidywania.

- Dość często wróżki stosują pewien trik. Gdy przychodzimy po raz pierwszy, często pada stwierdzenie „nie będę pani/panu wróżył”. Zastanawiamy się wówczas, dlaczego. Pada odpowiedź, że wróżka nie pracuje z kimś, kto jej nie ufa. Paradoksalnie to niebywała inwestycja, bo odmówienie 50 czy 100 zł za wizytę wydaje się niczym, w porównaniu z tym, co wydarzy się za chwilę w poczekalni

- wyjaśnia psycholog.

- Gdy ktoś wychodzi po 3 minutach, zamiast po 15, ludzie zaczynają dociekać, co się stało. Kiedy okazuje się, że wróżka nie chciała komuś przepowiedzieć przyszłości, budzi się przekonanie, że jest wiarygodną osobą, bo nie wróży każdemu i dla pieniędzy. Zyskuje tym zaufanie - mówi dr hab. T. Grzyb.

Dodatkowo wszyscy parający się przewidywaniem przyszłości wykorzystują wiedzę na temat mowy ciała. Zadając nam szereg pytań, są w stanie zaobserwować, jakie są nasze reakcje i sprytnie pokierować rozmową.

Dlaczego dajemy się nabrać?

- Można powiedzieć, że w piramidzie Maslowa, poniżej wszystkich potrzeb, fizjologicznych, bezpieczeństwa itd. jest jeszcze jeden szczebelek – potrzeba sensu, poczucia kontroli. Nie chodzi tu jednak o prawdziwą kontrolę, lecz przekonanie, że ktoś wie, jak przyszłość przewidzieć i możemy się tego dowiedzieć – wyjaśnia psycholog.

Wróżki czy jasnowidze najczęściej mówią przecież, że „z przeznaczeniem nie wygrasz”, „wszystko jest zapisane w gwiazdach” itd. Nie podają konkretnych rozwiązań. Gdy pójdziemy do wróżki, zyskujemy pewne przekonanie, że będzie tak, jak ona to zapowiedziała. Że wszystko co się w naszym życiu dzieje ktoś przewidział.

- Niepewność znika, ale jest to pewnego rodzaju złudzenie, za które jesteśmy w stanie zapłacić. Gremialnie rocznie są to ponad 2 mld zł, więc jak widać, to złudzenie jest coś warte

– kończy psycholog.

Zobacz też: Najlepsze memy i demotywatory o andrzejkach i Andrzejach

Nasza chęć poznania przyszłości sprowadza się do jeszcze jednego zjawiska – samospełniającej się przepowiedni. Polega ona na tym, że wierząc w jakąś przepowiednię przyszłości, sami nieświadomie postępujemy tak, aby się ona spełniła. Najprostszym przykładem jest plotka o tym, że dany bank w najbliższym czasie upadnie. Ludzie wierząc w nią, przekazują sobie tę informację i masowo wypłacają oszczędności. Rezultatem takiego działania jest pozostawienie banku bez klientów, pieniędzy na kontach, a tym samym doprowadzenie do jego upadku. Tym samym przepowiednia się spełniła, ale nie przez magiczny zbieg okoliczności, lecz nasze własne działania.

Zobacz też: Wróżby andrzejkowe. Jak dawniej obchodzono to święto?

(Dzień Dobry TVN)

-------------------------
Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej tego typu treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Głosu Wielkopolskiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie Głos Wielkopolski Plus

Znajdziesz w nim artykuły z Poznania i Wielkopolski, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe.

Przeczytasz również wywiady z ludźmi polityki, kultury i sportu, felietony oraz reportaże.

Pozostało jeszcze 0% treści.

Jeżeli chcesz przeczytać ten artykuł, wykup dostęp.

Zaloguj się, by czytać artykuł w całości
  • Prenumerata cyfrowa

    Czytaj ten i wszystkie artykuły w ramach prenumeraty już od 2,46 zł dziennie.

    już od
    2,46
    /dzień
Gabriela Jelonek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.