Robert Bagiński

Platforma drugiej świeżości... - komentarz Roberta Bagińskiego

Platforma drugiej świeżości... - komentarz Roberta Bagińskiego
Robert Bagiński

W Radomiu odbyła się konwencja Platformy Obywatelskiej, na której nie zabrakło licznej delegacji z Lubuskiego. Moja kryształowa kula w tym temacie nie zawiodła: mieli dobre samopoczucie i gromko klaskali, gdy mowa była o wspieraniu słabych oraz mniejszości. - My tego plucia w twarz ludziom nie zapomnimy - perorował Tusk.

Lubuskim działaczom jego partii nie przeszkadzał fakt, że sami mają poważny problem wizerunkowy. Oskarżenia o mobbing i molestowanie w gorzowskim WORD bezlitośnie obnażyły ich wizerunek, odzierając z pudru rzekomej troski oraz pięknych słów. Chcąc piętnować rządzących Polską, nie można być hipokrytą. Jeśli ktoś nie potrafi zrobić porządku na własnym podwórku samorządowym, nie ma żadnego prawa, by wymądrzać się wobec innych. Skąd się bierze ten rozdźwięk pomiędzy słowami, a działaniem? Z kombinacji dwóch czynników: pewności siebie podpartej latami „doświadczenia” w postępowaniu z takimi sprawami, a także na nieświeżym do nich podejściu.

Przy okazji przypomniała mi się pewna historyjka. Szef knajpy w teatrze Varietes Andriej Fokicz jest postacią fikcyjną z „Mistrza i Małgorzaty” M. Bułhakowa. Sprzedawał klientom towar stary i na odległość śmierdzący, a dokładniej cuchnące jesiotry. Mocno poirytowało to Volanda. - Takiego jesiotra drugiej świeżości nam przysłano - tłumaczył się Fokicz, na co usłyszał zdanie, które jak ulał pasuje do polityków PO i sobotniego wydarzenia: Świeżość jest tylko jedna, pierwsza i zarazem ostatnia!

Świeżość lubuskiej PO w wątpliwość poddana została już wielokrotnie, ale ostatnio szczególnie; nie pachnie to ładnie - jak u Fokicza. Gorzowska afera brutalnie zweryfikowała wizerunek liderów tej partii: poseł Sibińskiej i marszałek Polak, a szczególnie wicemarszałka Marcina Jabłońskiego. Ten ostatni potwierdził obiegową tezę hodowców zwierząt, że starych psów trudno nauczyć nowych sztuczek - ot choćby takich, że ważnych spraw nie zamiata się pod dywan, ale nadaje im oficjalny bieg. Bycie politykiem ma sens tylko wtedy, gdy jest się uczciwym wobec elektoratu; tu zabrakło jej nawet w stosunku do partyjnych koleżanek.

To konkretne postawy oraz reakcje tworzą autorytet polityków, a nie PR-owe eventy i wielkie ogólnopolskie konferencje, nawet jeśli wypowiadane są tam szlachetne hasła. Czarnym rewersem lubuskiej „sexafery” jest mechanizm solidarności partyjnej; tu ważniejsza jest Krysia, Marcin czy Waldek z Elą, niż prawa i odczucia ofirary. Parafrazując klasyka z sobotniej konwencji: kto jest przeciwny mobbingowi i molestowaniu, nie głosuje na PO.

[polecane]23193931[/polecane]

Robert Bagiński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2022 Polska Press Sp. z o.o.