Pandemia zatrzyma zmiany w polskiej psychiatrii? Rozmowa o problemach ludzi cierpiących na zaburzenia psychiczne. „Dosyć już tej krzywdy"

Czytaj dalej
Fot. 123rf
Dorota Abramowicz

Pandemia zatrzyma zmiany w polskiej psychiatrii? Rozmowa o problemach ludzi cierpiących na zaburzenia psychiczne. „Dosyć już tej krzywdy"

Dorota Abramowicz

Codziennie Ministerstwo Zdrowia wysyła komunikaty, informujące o liczbie osób zmarłych z powodu COVID-19. Gdyby tak na pasku informować o liczbie samobójstw, to każdego dnia czytalibyśmy średnio o 15-16 ofiarach. W okresie popandemicznym nie będzie łatwiej - mówi Krzysztof Olkowicz, główny Koordynator do spraw Ochrony Zdrowia Psychicznego w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich, w latach 1996–2015 dyrektor okręgowy Służby Więziennej w Koszalinie. Człowiek, który stanął przed sądem za opłacenie kaucji za chorego psychicznie mężczyznę, kradącego batonik za 99 groszy.

W czasach pandemii obudziły się demony. Ludzie tracą poczucie bezpieczeństwa, pracę, czasem zdrowie, pojawia się depresja, a nawet trauma dająca objawy zespołu stresu pourazowego. Docierają do pana sygnały, że jest gorzej?
Ostatnio dwa razy dziennie odbieram telefon od mamy chłopaka, który miał rodzinę i troje dzieci. Zajmował się filmowaniem i fotografowaniem wesel oraz przyjęć. Wszystko się skończyło z nastaniem epidemii. Młody mężczyzna popadł w depresję, krył się w mieszkaniu, bojąc się nawet podejść do okna. W tym stanie poinformował, że w trzech szpitalach są bomby. Ponieważ dzwonił ze swojego telefonu, został szybko zatrzymany. Nie usprawiedliwiam jego postępowania, ale zachowanie służb było nieproporcjonalne do tego, co zrobił. Zwłaszcza, że od razu było widać, że to osoba chora. Dziś matka boi się o syna i mówi, że odbierze sobie życie, jeśli coś mu się stanie.

Dramat.
Takich sytuacji jest więcej. Codziennie Ministerstwo Zdrowia wysyła komunikaty, informujące o liczbie osób zmarłych z powodu COVID-19. Gdyby tak na pasku informować o liczbie samobójstw, to każdego dnia czytalibyśmy średnio o 15-16 ofiarach. W okresie popandemicznym nie będzie łatwiej. Już teraz martwię się, czy będzie kontynuowany nowy model działania psychiatrii w Polsce. I czy reformy wprowadzane przez ministra Marka Balickiego nie zostaną zahamowane.

Ostatnio w szpitalu na gdańskim Srebrzysku pojawił się plan, by kosztem oddziału psychiatrycznego powiększyć o 28 łóżek oddział psychiatrii sądowej. Lekarze pytają, gdzie odsyłać chorych
.
Kierunkiem rozwoju psychiatrii na całym świecie jest opieka środowiskowa oparta nie o szpitale, ale o centra zdrowia psychicznego. Każdy powinien otrzymać ją na poziomie ambulatoryjnym, a szpital powinien być na końcu tego łańcucha pomocy. Reformowania podjął się minister Marek Balicki, a rozwiązanie to ma powszechną akceptację zarówno resortu zdrowia, jak i pacjentów oraz lekarzy. W Polsce działa na dziś 29 centrów zdrowia psychicznego, które są znacznie korzystniej finansowane.Tam płaci się nie za usługę, a ryczałt na populację obywateli. Rozwiązanie to obroniło się nawet podczas pandemii.

A co z oddziałami sądowymi w szpitalach?
Psychiatria sądowa jest odrębnym problemem. Na oddziały "sądowe" trafiają osoby, które popełniły czyny przestępcze, ale z uwagi na zniesioną odpowiedzialność karną, sąd zastosował środki zabezpieczające. Przy tym nie wiadomo dlaczego z naszej składki zdrowotnej płacimy za pobyt pacjentów na oddziałach psychiatrii sądowej na podstawowym i wzmocnionym poziomie. Finansowanie powinien przejąć resort sprawiedliwości.

Gdzie trafiają najbardziej niebezpieczni pacjenci?
W Polsce są dwa oddziały o maksymalnym poziomie zabezpieczenia - w Branicach i w Starogardzie Gdańskim. W Starogardzie na 70 pacjentów mamy 14 terapeutów, ośmiu pracowników resocjalizacji i budżet na poziomie ok.12 mln zł z Ministerstwa Zdrowia. Ów budżet wystarcza na to, by oprócz funkcji izolacyjnej realizować funkcję leczniczą i resocjalizacyjną. W szpitalu psychiatrycznym nie ma bowiem nic gorszego, jak nuda, bezczynność i karmienie pacjentów lekami. Czy pani wie, ale to na Pomorzu jest pacjent, który w oddziale psychiatrii sądowej przebywa już 50 lat?

Nawet skazany na dożywocie może ubiegać się o warunkowe zwolnienie po 25 latach. Co zrobił ten człowiek?
Popełnił podwójne zabójstwo. Przez te pół wieku opieka nad nim była na bardzo marnym poziomie. Pacjent dopiero po 49 latach po raz pierwszy zobaczył niebo, gdy wyszedł na zewnątrz oddziału na terenie szpitala.. Przy czym ile można mówić o terapii w takich placówkach jak Starogard, to na pozostałych oddziałach o poziomie wzmocnionym czy podstawowym, przy niewielkiej liczbie specjalistów, terapia jest fikcją. Nie zawsze więc opłaca się przejście z ośrodka o maksymalnym stopniu zabezpieczenia do "lżejszych" placówek, gdzie jeden terapeuta ma pod opieką 40 pacjentów.

To taka zasłona dymna, byśmy - jako społeczeństwo - czuli się bezpieczniej?
Bezpieczniej? Jeździłem trochę po szpitalach psychiatrycznych. Dowiedziałem się, że w jednym z nich w izolacji sądowej przebywa pacjent skazany z art.244, który mówi o odpowiedzialności karnej za niezastosowanie się do sądowego zakazu, m.in. prowadzenia pojazdów. Byłem przekonany, że to jakiś "kolarz", który mimo zakazu sądu wsiadł na rower. Okazało się, że to starszy, schorowany człowiek, który nie był w stanie zapewnić właściwej opieki dla swojego inwentarza. Jedna z krów przez dziurawe ogrodzenie wychodziła na zewnątrz i pasła się przy drodze, stanowiąc zagrożenie dla bezpieczeństwa ruchu drogowego. W Polsce prawo karne zastępuje politykę socjalną państwa i łatwiej go użyć, niż pomóc niezaradnemu człowiekowi. Zapadł wyrok zakazu hodowli zwierząt gospodarczych. Krowa wyroku nie zrozumiała, nikt nie pomógł załatać płotu i zwierzę wyszło w szkodę. Ruszyła machina wymiaru sprawiedliwości - rolnik w ramach środków zabezpieczających trafił do szpitala. Leżał w łóżku, nie wychodził na zewnątrz. Był tam już osiem lat, gdy go odwiedziłem.

Dlaczego tak długo?
W opiniach,które co pół roku muszą być przesyłane do sądu, pisano, że pacjent nadal zamierza hodować zwierzęta gospodarskie. I to wystarczało do przedłużenia przymusowego pobytu na oddziale. Na wniosek Rzecznika Praw Obywatelskich wywalczyliśmy, by sąd, decydując o dalszej izolacji wzywał i wysłuchiwał taką osobę. Osobiście, do samego końca, gdy Sejm nowelizował kodeks postępowania karnego, starałem się także o wprowadzenie poprawki pozwalającej na to, by wzorem sądów penitencjarnych także sąd decydujący o przedłużeniu izolacji, odbywał posiedzenia w szpitalu. Ważne jest by sędzia zobaczył człowieka, o którego losie decyduje. Jeśli pacjent był w Starogardzie, a sprawa o przedłużenie pobytu odbywała się np. w Lublinie, organizowanie konwojów było niezrozumiałe, kosztowne i kłopotliwe. O ile w wyniku nowelizacji sądem właściwym do rozpoznania przedłużenia środka jest już sąd w miejscu pobytu pacjenta, to nadal trzeba pacjentów wozić do sądu. Minister sprawiedliwości uznał, że taka nowelizacja jest niepotrzebna.

Jak skończyła się historia właściciela krowy?
Doszło do kasacji wyroku. Dziś jest on prawdopodobnie w jakimś DPS-ie.

Smutne.
Przynajmniej nie jest już pozbawiony wolności. Chociaż jest jeszcze jeden problem. W szpitalu otrzymywał całą rentę, teraz dostaje 30 proc. Dlatego część pacjentów kalkuluje, że lepiej pozostać w szpitalu, by odłożyć pieniądze lub wspomagać nimi rodzinę.

Ilu takich ludzi mogłoby funkcjonować w społeczeństwie?
Tego nie wiem. Na pewno problemem jest opiniowanie sądowo-psychiatryczne. W 2016 r. wprowadzono ustanowienie odpowiedzialności karnej biegłego za nieumyślne sporządzenie fałszywej opinii .Może zdarzyć się, że jeśli jakiemuś politykowi nie spodoba się opinia, jej autor stanie przed sądem. A przecież nikt nie da stuprocentowej gwarancji, jak zachowa się internowany po zakończeniu przymusowej internacji. Pamięta pani sprawę kierowcy, który w 2014 roku wjechał samochodem na główny deptak i molo w Sopocie? Ile było emocji w jego sprawie po wydaniu opinii, pozwalającej mu na opuszczenie szpitala psychiatrycznego!. Sprawa dotarła aż przed Sąd Najwyższy,który odrzucił skargę kasacyjną ministra sprawiedliwości. Żeby jednak sprawa tak się skończyła, trzeba było profesjonalnych psychiatrów, którzy umieją skorzystać ze swojej niezawisłości.

Ponoć osoba chora psychicznie zgodnie z polskim prawem nie powinna znaleźć się w więzieniu, tylko się leczyć . Od razu przypomina mi się zabójca prezydenta Pawła Adamowicza, który odbywał wyrok ze stwierdzoną schizofrenią. Jak to jest?
Na bazie casusu Stefana W. została nawet powołana specjalna komisja, której celem była zmiana przepisów. I nic z tego nie wyszło. Powinno być przy tym mniej polityki, a więcej profesjonalizmu.

Dalej nie wiem, czy choroba psychiczna wyklucza odsiadkę?
Choroba psychiczna powinna oznaczać przerwę w karze. Tymczasem w polskich więzieniach wyroki odsiaduje ponad 400 osób chorych psychicznie, wobec których sądy penitencjarne nie chcą orzekać takich przerw. Zdaniem specjalistów w dziedzinie psychiatrii to kompletna bzdura. Od ordynatora oddziału psychiatrii sądowej w Gnieźnie usłyszałem o pacjencie skierowanym tam na obserwację sądowo-psychiatryczną z aresztu w Poznaniu. Choć lekarze stwierdzili chorobę psychiczną i podjęli leczenie, sąd zadecydował o powrocie mężczyzny do aresztu. Ordynator wystąpił o zmianę decyzji, sąd odmówił. Wówczas ordynator poprosił, by sąd przeczytał art.260 kpk.

O czym mówi ten artykuł?
W paragrafie 1 czytamy: "Jeżeli stan zdrowia oskarżonego tego wymaga, tymczasowe aresztowanie może być wykonywane tylko w postaci umieszczenia w odpowiednim zakładzie leczniczym, w tym w zakładzie psychiatrycznym." Sąd zarządził przerwę i skierował pacjenta na oddział w Gnieźnie.

Przed siedmioma laty jako dyrektor okręgowy Służby Więziennej w Koszalinie wpłacił pan kaucję za upośledzonego Arkadiusza K., który najpierw ukradł batonik za 99 groszy, a potem nie zapłacił 100 zł grzywny. Ściągnął pan kłopoty na siebie.
Nawet doczekałem się wyroku. Siedząc na sali sądowej czułem bezradność i zastanawiałem się, czy jako "podżegacz" do popełnienia wykroczenia nie zostałem przez to członkiem zorganizowanej grupy przestępczej. Skazany za kradzież batonika był wcześniej utalentowanym muzykiem,szachistą.Został potrącony przez samochód, doszło do urazu mózgu. Miał schizofrenię paranoidalną. Jak ktoś chory, całkowicie ubezwłasnowolniony, ze skierowaniem do DPS w ogóle trafia do więzienia?

Zna pan odpowiedź?
Znam. Sąd orzekając wyrok w ogóle nie widział skazanego. Jest to problem do dziś nierozwiązany. Miałem wówczas taki prywatny ranking skazanych za minimalne kwoty. Przed człowiekiem od batonika był inny więzień, który poszedł siedzieć za 1,20 zł. Pojechałem wówczas do więzienia, by zobaczyć Arkadiusza. Stanął przede mną więzień ucharakteryzowany na Elvisa Presleya i zaśpiewał "Love me tender". Poprosiłem rzeczniczkę prasową, by popytała się o niego w miejscu zamieszkania. Kiedy dowiedziałem się, że jest to osoba, która ma opiekuna prawnego, uznałem, że należy naprawić błąd wymiaru sprawiedliwości.

A wymiar sprawiedliwości zaczął pana za to ścigać, bo prawo przewiduje, że tylko skazany miał obowiązek osobiście wpłacić 100 złotych grzywny.
Zgadzałem się z częścią uzasadnienia wyroku, mówiącego, że kradzież batonika czy pięciu cukierków może być nawet niewielką winą, ale przecież nie można karać osoby chorej psychicznie. Gdyby chociaż policjant napisał w protokole zatrzymania, że osoba ta dziwnie się zachowywała. Z ludźmi cierpiącymi na zaburzenia psychiczne trzeba postępować bardzo ostrożnie. Także teraz, w trakcie pandemii. Właśnie zajmuję się sprawą mężczyzny leczonego od lat psychiatrycznie, któremu kazano się rozbierać na komisariacie do slipek. Przesłuchanie było dla niego koszmarem. Zajmując się osobami chorymi trzeba wiedzieć, że ich ból, strach,cierpienie są szczególne, nieadekwatne do sytuacji zewnętrznej.

Walka o prawa chorych psychicznie - przy nadal pokutujących uprzedzeniach - to chyba syzyfowa praca?
Cały czas podkreślam, że osoby te potrzebują środowiskowego wsparcia i pomocy, na której dopiero końcu jest szpital psychiatryczny. Musi to być system zorganizowany na poziomie lokalnym. Z gwarancją funkcjonowania mieszkań chronionych, środowiskowych domów samopomocy i innych placówek wsparcia. Z dostępem do psychologów, psychiatrów, terapeutów. Z finansowaniem nauki młodzieży powyżej 18 roku życia, przebywającej na oddziałach dziennych. A mamy z tym w Gdańsku problem, bo minister zdrowia mówi, że placówkę powinien finansować fundusz, a fundusz, że minister. Żenada. Za chwilę te osoby, jeśli nie dostaną wsparcia, przyjdą do oddziałów psychiatrycznych. Tych samych, które już pękają w szwach, niosą za sobą cierpienie i izolację. Dlatego z nadzieją i niepokojem czekam na efekty reformy psychiatrii. Dosyć już tej krzywdy.

---------------------------

Zainteresował Cię ten artykuł? Szukasz więcej takich treści? Chcesz przeczytać więcej artykułów z najnowszego wydania Dziennika Bałtyckiego Plus?

Wejdź na: Najnowsze materiały w serwisie oraz gazeta w formacie PDF do pobrania>>>

W naszym specjalnym serwisie znajdziesz artykuły z Pomorza, a także Polski i świata oraz teksty magazynowe. Dołącz do naszych stałych Czytelników i czytaj, jak lubisz! PROMOCJA: Przez kwartał w niższej cenie!

Dorota Abramowicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.