Opolanie wyładowują frustracje i lęki na medykach. Jakie szykany się zdarzają?

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Olkowski
Mirela Mazurkiewicz

Opolanie wyładowują frustracje i lęki na medykach. Jakie szykany się zdarzają?

Mirela Mazurkiewicz

O problemach boją się mówić otwarcie, żeby nie prowokować kolejnych sytuacji. Z tego samego powodu nie zgłaszają takich incydentów na policję. Szukają natomiast pomocy prawnej.

- Może nie jest to nagminne, ale słyszę o takich sytuacjach od znajomych - mówi pielęgniarka, pracująca w jednym z opolskich szpitali. - Są docinki na klatce schodowej i sugestie, że przez takich jak my, zaraza roznosi się po kraju. Znajomej pielęgniarce ktoś zostawił kartkę za wycieraczką w aucie, że „piguła ma wypier... z osiedla”.

Do rękoczynów na szczęście nie doszło (a przynajmniej nie ma ich w policyjnych statystykach).

Od opolskich medyków słyszmy natomiast, że zdarza się poszturchiwanie w kolejce, połączone z dosadnymi komentarzami. Atakowani z dziennikarzami rozmawiać nie chcą. Boją się, że to ośmieli sprawców.

- Nie wiem, czy to jest strach przed medykami, czy po prostu chęć wyżycia się na kimś. Bo w dobie epidemii lekarz czy pielęgniarka na kozła ofiarnego nadaje się świetnie - mówi jeden z opolskich medyków. - Ci, którzy dotąd wyżywali się na siłowniach, przymusowo siedzą w domach. Może dlatego szukają worka treningowego na osiedlu czy na ulicy?

Robert Czochara jest ratownikiem medycznym w opolskim pogotowiu. On sam agresji nie doświadczył (wręcz przeciwnie - było sporo dowodów sympatii ), choć słyszał o takich przypadkach.

Ludzie dedukują, że skoro potencjalnie mamy kontakt z zakażonymi, to jesteśmy zagrożeniem. A tymczasem bardziej ryzykowne jest wyjście na zakupy i dotknięcie marketowego wózka - mówi ratownik. - Jadąc do pacjenta stosujemy środki ochrony osobistej. Przecież później wracamy do naszych rodzin, więc z całą pewnością nie chcielibyśmy ryzykować ich zdrowia. Gdyby istniał choć cień podejrzenia, że mogłem się zakazić - nie wróciłbym do domu.

Medycy, którzy doświadczają szykan w związku z pracą jaką wykonują, mogą liczyć na bezpłatną pomoc prawną. - W ciągu miesiąca zgłosiło się do mnie kilkanaście osób - mówi mec. Marian Jagielski, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Opolu. - O pomoc poprosiła na przykład pielęgniarka, której mąż nie może chodzić do pracy, bo jego współpracownicy boją się zakażenia. Zdarzają się też przypadki hejtowania lekarzy czy wymalowywania obraźliwych haseł na płotach i autach.

Medycy mogą skontaktować się mec. Jagielskim telefonicznie, dzwoniąc na numer 604 930 751 lub pisząc e-mail na adres: mec.m.jagielski@onet.eu

Mirela Mazurkiewicz

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.