Grzegorz Okoński

Okupacja w Kraju Warty. Dla Polaków nie miało być miejsca

Arthur Greiser (trzeci od lewej) przed Zamkiem w Poznaniu Fot. Bundesarchive Arthur Greiser (trzeci od lewej) przed Zamkiem w Poznaniu
Grzegorz Okoński

Po odzyskaniu niepodległości Poznań niedługo cieszył się wolnością. Od zwycięstwa Powstania Wielkopolskiego, do klęski kampanii wrześniowej minęło tak niewiele czasu, że mieszkańcy doskonale pamiętali rządy zaborcy.

Ale nawet oni nie wiedzieli, że tym razem najeźdźcy nie przewidują współistnienia Polaków i Niemców. Arthur Greiser, który objął bezwzględne rządy w Poznaniu, jako namiestnik Rzeszy w Kraju Warty, nie ukrywał, że „zniemczenie Warthegau oznacza według mnie, że żaden inny naród oprócz narodu niemieckiego nie ma prawa tam mieszkać. To jest różnica między moją kolonizacją, a starą kolonizacją Bismarckowską”. Według niego „element polski musi być wytępiony”, a do tego „należy unikać wszelkich gestów przyjaźni wobec Polaków, a nienawiść wobec nich powinna być zasiana w każdym niemieckim sercu. Bóg pomógł nam podbić naród polski, który musi zostać zniszczony…

Przebieg kampanii wrześniowej był dużym zaskoczeniem dla polskich mieszkańców Poznania. Tu przed wojną stacjonował garnizon,

a patriotycznego ducha podtrzymywali powstańcy wielkopolscy. Ale miasto nie było przewidziane do obrony w razie najazdu według założeń polskiego planu wojny z Niemcami, jedyne kilkudniowe działania miały mieć charakter osłonowy dla prowadzonej mobilizacji.

Na ulice opuszczonego przez wojsko i policję Poznania, pierwszy niemiecki oddział rozpoznawczy wjechał 10 września - tworzyło go czternastu motocyklistów ze 148. Pułku Grenzschutzu. Straż Obywatelska - polska formacja porządkowa tych dni - nie strzelała: nie było żadnych szans na obronę miasta, pozbawionego wojska przed nadciągającą armią wroga. Pierwszym niemieckim komendantem miasta został w tym dniu rotmistrz Moritz Ratibor. 14 września do Poznania przyjechał jego przyszły kat i władca, Arthur Greiser.

- Początkowo pod parasolem niemieckiej okupacji życie w Poznaniu toczyło się dosyć spokojnie. Niemcy zachowywali się stosunkowo cywilizowanie. Dla nas było rzeczą pewną, że ten sztuczny spokój to preludium do ciężkich czasów i tak się oczywiście stało. Na razie nowi władcy zajęci byli rozprowadzaniem żywności (kupony żywnościowe), organizowaniem miejskiego transportu, rejestracją mieszkańców, etc. Nie stracili odrobiny czasu na zarekwirowanie aparatów radiowych oraz broni palnej. Znalezienie tej ostatniej u Polaków groziło natychmiastową egzekucją - wspominał urodzony w 1923 roku Stanisław Szafran. Pisał dalej o tym, że już w trzecim dniu okupacji Niemcy zatrzymywali na ulicy ludzi i kierowali ich do rozbiórki Pomnika Wdzięczności.

Niemcy, którzy wkroczyli do Poznania, byli natchnieni koncepcją stworzenia wzorcowej stolicy okręgu, miasta wyłącznie dla Niemców, bez Żydów - których należało zniszczyć w pierwszej kolejności - i bez Polaków. Ci z obywateli polskich, którzy na razie nie byli aresztowani, rozstrzelani, czy wywiezieni do miejsc kaźni, mieli mieć bardzo mocno ograniczone prawa, nawet włącznie z wąskim katalogiem imion, jakie wolno było nadać dziecku. Ale nadzieje okupanta na całkowite zniemczenie miasta nie powiodły się, a poznaniacy przetrwali - co więcej tworzyli w skrajnie niebezpiecznych warunkach Polskie Państwo Podziemne.

Adolf Hitler wydał 8 października 1939 roku dekret o wcieleniu do III Rzeszy przedwojennych województw pomorskiego, poznańskiego i śląskiego, a także części województw białostockiego, kieleckiego, krakowskiego, łódzkiego i warszawskiego. Jednym z kolejnych tworów administracyjnych był okręg Kraj Warty (Reichsgau Wartheland, wcześniej Reichsgau Posen), na który składały się ziemie przedwojennego województwa poznańskiego, część województwa pomorskiego (powiaty szubiński, inowrocławski, nieszawski, włocławski), Łódź i powiaty łódzki, łaski, sieradzki, wieluński, łęczycki, zachodnie części powiatów brzezińskiego, radomszczańskiego i piotrkowskiego, a także należące do województwa warszawskiego powiaty gostyniński i kutnowski. Kraj Warty stał się największą jednostką administracyjną w Rzeszy, a na jego terenie mieszkało 4 mln 900 tys. osób.

Już 4 listopada zostało wydane zarządzenie nakazujące Polakom i Żydom kłanianie się Niemcom, kilka dni później następne -

zabraniające Polakom zmiany miejsca zamieszkania, wyznaczono też godziny, w których wolno było tym ostatnim dokonywać zakupów artykułów spożywczych. Przy okazji - Niemcy w sklepach mieli być zawsze obsługiwani przed Polakami. Wyróżniono lokale kategorii „tylko dla Niemców” i zabroniono Niemcom zwracania się do Polaków per „pan”. Polakom nakazano oddać do zniszczenia wszystkie modlitewniki, w których znajdował się tekst pieśni „Boże coś Polskę”. Jednocześnie zakazano jej śpiewania, tak jak i innych pieśni wykorzystujących jej melodię. Ograniczono też możliwość używania rowerów przez obywateli polskich i zabroniono im korzystać z publicznych telefonów. Niemcy rozpoczęli też rewizje w mieszkaniach, w poszukiwaniu broni, aparatów radiowych i zapasów żywności.

Od 12 września działała grupa operacyjna policji bezpieczeństwa, a od 7 listopada - owiany szczególnie złą sławą urząd gestapo. W szykanowaniu ludności polskiej brali udział miejscowi Niemcy, którzy uczestniczyli w łapankach i rewizjach, znali język polski i chętnie wykorzystywali swoją wiedzę o polskich sąsiadach.

Arthur Greiser (trzeci od lewej) przed Zamkiem w Poznaniu
Grzegorz Okoński

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.