Roman Laudański

Nim trafił do więzienia, przerzucany był z parafii do parafii

Nim trafił do więzienia, przerzucany był z parafii do parafii Fot. Paweł Relikowski
Roman Laudański

Ksiądz Paweł Kania został skazany przez sąd za molestowanie dzieci i obecnie odsiaduje siedmioletni wyrok.

„Biskup, który przenosi księdza, który dopuścił się przestępstwa pedofilii, do innej parafii nie zdaje sobie sprawy z tego, co czyni i powinien złożyć dymisję” (cytat za KAI) - powiedział papież Franciszek.

Tylko, czy polscy biskupi słuchają papieża Franciszka?

W 2005 roku ksiądz Paweł Kania został zatrzymany przez policję we Wrocławiu. Składał dwóm chłopcom nieprzyzwoite propozycje. Policjanci przeszukali mieszkanie księdza. Na plebanii znaleźli treści pedofilskie. Ruszył proces. Ksiądz Kania, pracujący do tej pory w archidiecezji wrocławskiej został zawieszony w wykonywaniu czynności duszpasterskich. Po roku trafił do nowej parafii w diecezji bydgoskiej. Znowu zaczął pracować z dziećmi.

Sprawę księdza Kani przypomniała wczoraj „Gazeta Wyborcza”.

Ksiądz Paweł Kania od lipca 2006 r. do czerwca 2009 r. pracował w parafii Opatrzności Bożej w Bydgoszczy. Pomimo iż trwało prowadzone przeciwko niemu postępowanie karne, w którym przedstawiono mu zarzuty o posiadanie pornografii dziecięcej oraz o usiłowanie doprowadzenia małoletnich chłopców do czynności seksualnych.

W Bydgoszczy opiekował się ministrantami. Został również nauczycielem religii w nieistniejącym już dziś Gimnazjum nr 13. Miał codzienny kontakt z dziećmi. Znowu mógł wybierać sobie ofiary. Ksiądz wypracował sobie własny styl działania. Najpierw wyszukiwał rodziny z problemami. Zaprzyjaźniał się z rodzicami. Przychodził do domów, rozmawiał, wysłuchiwał. Zdobywał zaufanie. A później coraz częściej zapraszał dzieci do siebie. Bardzo to niepokoiło jedną z matek, której syn uczył się w gimnazjum. Uważała, że ksiądz jest niebezpieczny dla dzieci. Sygnalizowała w szkole, że ksiądz zachowuje się co najmniej dziwnie. Próbowała zawiadomić policję, ale policjanci nie podzielili jej wątpliwości. Zniechęcili ją do dalszych działań, bo przecież „to poważne oskarżenie, trzeba mieć dowody, można posądzić niewinnego człowieka” .

Jeden ze skrzywdzonych przez księdza Kanię chłopców wspominał, że ksiądz często opowiadał dowcipy o penisach. Grupie kilku ministrantów puszczał film, w którym występowali nadzy aktorzy. Komentował szczególnie te sceny. Chłopcom zabronił rozmawiać o tym z rodzicami. Kazał zwracać się do siebie „Słoniu” i zaśmiewał się z dowcipów o sterczącej trąbie.

Podarunkami, wspólnymi wypadami na zakupy i za miasto oswajał dzieci. Niby przypadkowo łapał chłopców za różne części ciała lub ocierał się o nich, badając reakcje potencjalnych ofiar. Oswajał ich z dotykiem. Polował. Taki sam mechanizm stosował we wszystkich parafiach, w których przebywał. Nie poprzestawał na tym.

Jak wspominają go byli uczniowie z Gimnazjum nr 13? W 2013 roku „Pomorska” zamieściła ich relacje: „Za każdym razem, gdy ktoś źle wypowiadał się na temat księży i Kościoła, przytaczałem historię tego księdza (Pawła Kani - przyp. red.). Boli, że ktoś, komu wiele osób ufało, zwierzało się ze swoich problemów na gadu-gadu, spotykało się z nim i rozwiązywało problemy, okazał się takim człowiekiem” - pisze nastolatek. - „Był naprawdę w porządku, na wielkim luzie. Ale teraz, po czasie, zaczynam pewne rzeczy kojarzyć” - mówi była gimnazjalistka. - „Przede wszystkim czasami, niby dla zabawy, robił klasie zdjęcia. Tylko my się zakrywaliśmy. Albo podał chłopakom, którzy robili mu kawały, numer swojego telefonu. To było moim zdaniem bardzo dziwne” - opowiada dziewczyna.

W 2009 roku, po sygnałach od dyrekcji szkoły i proboszcza, przeniesiono księdza Kanię do Wrocławia. Został kapelanem w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dorosłych. Nadal molestował ministrantów, których wcześniej poznał. Po prostu sprowadzał ich do siebie, ale w tajemnicy przed prowadzącymi ośrodek siostrami.

Następnie został przeniesiony do parafii w Miliczu. I tam również molestował chłopców. Zapraszał ich do siebie. Jak napisała „Gazeta Wyborcza”, jeden z wikarych w Miliczu, widząc zachowanie księdza Kani, który m.in. łapał ministrantów za krocze, interweniował u miejscowego proboszcza. Ten miał załatwić sprawę wyżej, u biskupa. Efekt był taki, że z parafii musiał odejść nie pedofil, a wikary, który się na niego poskarżył.

W 2010 roku uprawomocnił się wyrok pierwszej sprawy wobec księdza pedofila. Biskup wrocławski zakazał księdzu Kani pracy z młodzieżą.

Ksiądz Paweł Kania został po raz drugi aresztowany w 2012 roku (w hotelu molestował nastolatka). Zachowanie księdza i chłopca wzbudziło zaniepokojenie obsługi, dyrekcja hotelu powiadomiła policję. Zaczął się proces, w którym ksiądz Kania został skazany na siedem lat więzienia.

Nadal toczy się proces kanoniczny o wydalenie go ze stanu duchownego.

Roman Laudański

Nieustającą radością w pracy dziennikarskiej są spotkania z drugim człowiekiem i ciekawość świata, za którym coraz trudniej nam nadążyć. A o interesujących i intrygujących sprawach opowiadają mieszkańcy najmniejszych wsi i największych miast - słowem Czytelnicy "Gazety Pomorskiej"

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.