Niezrozumiały Bałtyk, który wyprzedza czas

Czytaj dalej
Fot. Grzegorz Dembiński
Karolina Koziolek

Niezrozumiały Bałtyk, który wyprzedza czas

Karolina Koziolek

- Można pójść dalej, zrobić coś, co nas wyprzedza. Co pokazuje, kim chcemy być i jacy chcemy być. Taki jest Bałtyk. Nasz budynek wyprzedza gust przeciętnego poznaniaka - mówi nam Piotr Voelkel w dniu otwarcia tego obiektu.

Bałtyk będzie kolejnym biurowcem w Poznaniu, jednak od początku słyszymy, że zmieni miasto. Dlaczego?

Piotr Voelkel: Zacznę od początku. Kupiliśmy teren w 2008 r. Jasne było, że działka nie jest banalna, że to ważne miejsce w Poznaniu i trzeba do inwestycji podejść odpowiedzialnie i roztropnie. Nie chcieliśmy zrobić głupstwa, które by tę wyjątkową przestrzeń zdegradowało albo stało się kolejnym przejawem kiczu, tandety i przynosiło w efekcie wstyd. Ogłosiliśmy konkurs architektoniczny. Wzięło w nim udział 21 bardzo dobrych pracowni, które zaproponowały kilka śmiałych projektów. W tamtym czasie miejski konserwator zabytków uważał, że w tym miejscu powinien stanąć niski budynek. Jego zdaniem nad terenem miała dominować iglica Targów. Tymczasem konkursowe propozycje architektów przedstawiały przeciwny punkt widzenia, bo większość zaproponowała wieżowiec. Konkurs wygrał jednak projekt niskiego budynku zgodny z wytycznymi miasta.

To przekonało konserwator zabytków?

Wiele było dyskusji z architektami i urbanistami. Pani Maria Strzałko ostatecznie zmieniła zdanie, co uważam za dowód tego, że jest mądrą kobietą. Przed nami otworzyła się nowa perspektywa. To był dobry moment, by porozmawiać z czołową w Europie pracownią urbanistyczną MVRDV, specjalistami od trudnych sytuacji, a nasz przypadek był skomplikowany. Z jednej strony stoi Sheraton, który budzi nieprzychylne emocje, z drugiej strony Akumulatory, nasza Concordia, Targi z Iglicą, hotel Merkury… To wszystko wymagało powiązania.

To się, Pana zdaniem, udało?

Zdecydowanie tak. Teraz, patrząc na Concordię na tle Bałtyku, widzę, że architekci stworzyli dla Concordii kontekst, który nadał jej jeszcze więcej blasku. Z drugiej strony powstał budynek unikalny w skali europejskiej. Budynek jest jak brylant, obserwowany z różnych perspektyw, zawsze wygląda inaczej. Zmienia kształt, kolor, zmienia się na skutek światła, deszczu. Moim zdaniem Bałtyk to dzieło sztuki architektonicznej. Cieszę się, że zdecydowaliśmy się na współpracę z MVRDV, to mistrzowie. Wybraliśmy drogę, którą, wcześniej budując Stary Browar, sprawdziła Grażyna Kulczyk. Postawiliśmy na najwyższą jakość, nie zawsze dbając o koszty.

Gdzie koszty były największe?

Kosztowna jest sama konstrukcja budynku. Bryła jest bardzo wymagająca i koniecznych było wiele elementów, które sprawiają, że obiekt jest stabilny. Po drugie mamy niezwykłą elewację zrealizowaną w zupełnie nowej technologii, którą wykonała poznańska firma Pozbruk. Utalentowany i uparty w dążeniu do trudnych celów Tomasz Nowicki zrobił rzecz unikalną. Architekt Bałtyku Nathalie de Vries powiedziała, że to elewacja, której nie powstydziłby się Louis Vuitton.

Bałtyk z każdej strony wygląda inaczej:

Na czym polega specjalność elewacji?

Została wykonana w technologii wymyślonej specjalnie dla tego budynku. Wiedzieliśmy, że elewacja będzie z betonowych prefabrykatów, ale szukaliśmy efektownej mieszanki. Prób było wiele, wykonane zostały wzorniki w różnych kolorach. Ostatecznie wybraliśmy beton hutniczy, posiadający naturalnie ciemny kolor, który nie będzie się z czasem zmieniał. Do betonu dodaliśmy żwir z kamykami o średnicy od 5 do 20 mm. Uformowane elementy były następnie szlifowane, w efekcie elewacja mieni się wieloma odcieniami i sprawia wrażenie, jakby została wykonana z naturalnego kamienia, np. granitu. Wielkie bloki elewacji są w środku puste. W sumie to 11 kilometrów profili.

Piotr Voelkel o wieżowcu Bałtyku i jego architekturze:

Wysokie biurowce budują miejski pejzaż, są powszechnie znane, ale ludzie rzadko wchodzą do środka, ponieważ są siedzibami korporacji, a mieszkańcy nie mają interesu, by tam wchodzić. Wy postanowiliście zrobić inaczej, zaprosić mieszkańców do środka. Po co?

Bałtyk i jego okolicę traktujemy jako istotną inwestycję w strukturę miasta. Bardzo nam zależało, żeby nie tworzyć zamkniętej enklawy tylko dla pracowników. Parter, pierwsze dwa piętra oraz ostatnia kondygnacja będą otwarte dla wszystkich. Na dole będzie m.in. Starbucks, sushi Yuzu, wyżej biuro podróży, fitness oraz siłownia Fabryka Formy, masaż. Na samej górze muzyczny Mus Bar & View.

Prawie cały budynek jest wynajęty, mamy świetnych najemców. Zostało ostatnie kilkadziesiąt metrów kwadratowych.

Piotr Voelkel, jeden z inwestorów Bałtyku
Grzegorz Dembiński Piotr Voelkel, jeden z inwestorów Bałtyku

Mówił Pan wcześniej, że w Bałtyku będzie miejsce dla każdego, znajdą się lokale także na lżejszą kieszeń. Czy te zapowiedzi się sprawdzą?

Mam nadzieję, że tak. Między Concordią a Bałtykiem powstała przestrzeń, którą nazywamy Przystań. To miejsce dla kiosków czy straganów, które będą proponować przechodniom lody czy kawę. Oprócz tego w piwnicy Concordii, którą otworzyliśmy dzięki tej inwestycji, powstały trzy restauracje. Jedna już działa. To Concordia Taste, która przeniosła się z parteru. Będzie też restauracja japońska ZenOn, którą poprowadzi syn mojej siostry oraz kawiarnia Bar Przystań - lody, gofry, jagodzianki. Wydaje mi się, że każdy coś tu znajdzie.

Lubi Pan powtarzać, że Bałtyk będzie miał charakter miastotwórczy. Osoby nieprzekonane do Bałtyku twierdzą, że więcej w tym zręcznego PR, a Bałtyk nie będzie niczym więcej niż kolejnym biurowcem i to w dodatku nieładnym. W jaki sposób chcecie tworzyć miasto?

Takie stawianie sprawy jest niesprawiedliwe. Concordia działa od pięciu lat, ciągle coś tu się dzieje. Moja córka Ewa wytworzyła relacje z różnymi środowiskami, poczynając od firm, poprzez środowiska twórcze, skończywszy na mieszkańcach Jeżyc. To wszystko razem powinno zniwelować tę nieufność. Ewa, dzięki tej inwestycji rozszerza swoją aktywność. To Concordia będzie zarządzała placem. Stworzymy tu być może cykliczne targi śniadaniowe, kiermasze, będzie kino letnie. Na całym placu co cztery metry jest ukryte przyłącze prądu, wody i kanalizacji. To daje duże możliwości zagospodarowania tego miejsca. Nie chcieliśmy wmurowywać nic na sztywno. To byłaby arogancja i głupota. Chcemy obserwować zmieniające się potrzeby i oczekiwania mieszkańców, przechodniów, gości i dostosowywać się do oczekiwań.

W środku w holu będą seanse kinowe. Schody będą służyły za widownię, wystarczy spuścić ekran i wyświetlić film.

Z tym miejscem wiąże się duży ładunek emocjonalny. Tutaj działało kino Bałtyk, obok była restauracja, dla wielu oznacza to cenne wspomnienia z czasów młodości. Wy przejęliście nazwę ulubionego poznańskiego kina i pytanie, czy uniesiecie ciężar, jaki na nim ciąży?

Rozumiem to, sam mam sentyment do tego miejsca. Podobnie jak moja mama, która studiowała po wojnie w Poznaniu. Opowiadała, że to właśnie w kinie Bałtyk zobaczyła pierwszy w życiu kolorowy film. Była to któraś z bajek Disneya. Sam też studiowałem w Poznaniu i w Bałtyku nieraz przytulałem się do koleżanek, oglądając „Lenina w Polsce” i inne szlagiery tamtych czasów. Nasza inwestycja nie miała jednak dać ludziom szansy na powrót do młodości. Natomiast uważam, że stworzyliśmy coś dobrego, z czego Poznań może być dumny. Już tego doświadczamy. Dwa dni temu weszliśmy z jednym z najemców na pierwsze piętro, żeby obejrzeć plac przy Concordii. Rozejrzał się i powiedział: „Nie wsiadłem do samolotu, a czuję się, jakbym był w Kopenhadze”. Cieszę się, że to miejsce robi wrażenie także na ludziach obytych w świecie, którzy niejedno już widzieli.

Panorama Poznania z Bałtyku:

Traktuje Pan tę inwestycję jako dziedzictwo, pomnik, który Pan po sobie zostawia?

To nie mój pomnik, ale jestem szczęśliwy, że mogłem w tym uczestniczyć. Dotychczas zdarzało się, że architektoniczne twory nas w Poznaniu upokarzały. Dla mnie, jako poznaniaka, to zawsze krępujące, gdy przyjeżdżają ludzie z innych stron i gubią się na poznańskim dworcu albo przechodząc w okolicy Starego Rynku, pytają zdziwieni o Gargamela na Wzgórzu Przemysła. W demokracji jestem współodpowiedzialny za to, co robi moje miasto, moja władza. Tworząc Bałtyk, postawiłem na jakość i najlepsze możliwe rozwiązania, żeby pokazać, że stać nas na więcej. Chcę być dumny z Poznania, chcę, żebyśmy wszyscy mogli być dumni z naszego miasta. Cieszę się, że coraz częściej słyszę, jak różni poznaniacy mówią „nasz Bałtyk”, ale są też głosy krytyczne…

Docierają do Pana?

Oczywiście. Wiem, z czego wynikają. Architektura i projekty deweloperskie mogą być na różnym poziomie. Może być tak, że deweloper stawia na jak najlepszy wynik finansowy i redukuje koszty. W końcu wszystkich to upokarza: samego dewelopera i najemców, architektów i użytkowników. Może być też tak, że deweloper przeanalizuje potrzeby mieszkańców i zbuduje coś na ich miarę. Uważam, że takim obiektem jest Andersia. Przyzwoity, nowoczesny budynek na nasze potrzeby. Można też pójść dalej, zrobić coś, co nas wyprzedza. Co pokazuje, kim chcemy być i jacy chcemy być. I takim budynkiem jest Bałtyk. Picasso za życia zrozumiały był dla garstki ludzi, dziś jego obrazy wiszą w najlepszych muzeach, a te które są do kupienia, kosztują po 50 mln dolarów. Nasz budynek wyprzedza gust przeciętnego poznaniaka. Uznawany i ceniony jest przez ludzi obytych z architekturą. Dlatego nie martwię się, gdy mi ktoś mówi, „jakie to brzydkie”. Pytam go wtedy, ile albumów z architekturą światową miał w rękach? Gdzie był na świecie i co widział? Z czym Bałtyk porównuje? Jakie ma kompetencje dla takiej oceny? A jeśli ich nie ma, to życzę mu, żeby zdążył odkryć, że to jest piękny obiekt. Jak nie zdoła sam, to może wnuki?

Dość radykalne podejście.

Może. Jestem dumny z Bałtyku. Architektura zmienia ludzi w sposób szczególny. Proszę spojrzeć, co się stało z Bilbao. Gdy miasto wybudowało słynne muzeum Gugenheima, mieszkańcy nabrali pewności, że mogą być kimś ważnym w świecie. Wcześniej o tym hiszpańskim mieście niewielu słyszało. Kiedy o Bilbao zrobiło się głośno, mieszkańcy uwierzyli w siebie, zaczęli myśleć szerzej. To właśnie w Bilbao powstała marka Mango. Ludzie uwierzyli, że Bilbao to nie prowincja, że może być światowym miastem. W jakimś stopniu Bałtyk będzie spełniał taką rolę w Poznaniu. Doda nam wiary w siebie i będzie pokazywał przyjezdnym, że stać nas na wiele, że jesteśmy nowoczesnym miastem ze światowymi aspiracjami.

Poza Panem za tą inwestycją stoi fundusz inwestycyjny Garvest. Władze miasta i poznaniacy mówią enigmatycznie „Holendrzy”. Nie jest jednak tajemnicą, że Garvest utworzył Arjan Bakker, twórca Allegro, wraz z żoną Magdaleną. Jak to się stało, że postanowiliście wspólnie zbudować Bałtyk?

W pewnym momencie, już po konkursie architektonicznym, o którym wspominałem, przyszła Magda, żona Arjana Bakkera i zapytała, czy nie chciałbym wybudować Bałtyku razem z nimi. Realizowali już Pixela, mieli doświadczenie, jakiego mi wtedy brakowało, chętnie się zgodziłem. Mieliśmy podobne podejście, czuliśmy, że to ważny dla Poznania projekt. Pomysł, by zaangażować pracownię MVRDV, był właśnie Magdy. Ona wniosła do tego projektu wiele mądrych sugestii, inspirowała nas, by zrobić wszystko jeszcze lepiej. Bardzo cenię sobie współpracę z nimi, ponieważ nasze relacje były przyjazne i nastawione na to, by sięgać wyżej.

To jednak Pan jest twarzą tej inwestycji.

Magda mieszka daleko, Arjan rzadko bywa w Poznaniu… mieli mniej czasu dla Bałtyku niż ja. Magda jest bardzo uczuciowo związana z Bałtykiem, Arjan może trochę mniej. Niestety, ani jedno, ani drugie nie może być w Poznaniu na otwarciu. Mają swoje życiowe sprawy. Ja bardziej rzucam się w oczy, bo tu mieszkam, jestem pod ręką.

Jak Pan ocenia zmiany komunikacyjne w Poznaniu? Wolałby Pan, żeby ludzie do Bałtyku przyjeżdżali samochodem, tramwajem czy na rowerze?

Sam jeżdżę na rowerze i bardzo sobie cenię ten środek lokomocji. Myślę, że prezydentowi Jackowi Jaśkowiakowi jest bardzo trudno wprowadzać zmiany, ponieważ Polska i Poznań są w okresie przełomu, gdy chodzi o komunikację. Stan idealny jest w Berlinie. Tam większość ludzi nie ma lub nie używa na co dzień aut. Mam tam przyjaciół, wiem, że wielu sprzedało samochód i są szczęśliwi. Szkoda im pieniędzy na parking, ubezpieczenie. Gdy chcą pojechać na urlop, wynajmują auto, które akurat im odpowiada. Po mieście z kolei najwygodniej im poruszać się komunikacją miejską, która jest sprawna i punktualna. W dobrze zorganizowanym mieście posiadanie samochodu przestaje mieć sens. Niestety, nie można tego samego powiedzieć o Poznaniu, który jest na początku tej zmiany. Okres przejściowy jest najtrudniejszy. Jeszcze nie ma warunków dla idealnej komunikacji publicznej, a już bardzo trudno jeździć autem własnym, które często jest jedynym rozwiązaniem. Wydaje mi się, że problemy komunikacyjne to trudny temat. Prezydent go podjął i ma z nim kłopot. Wdać spore niezadowolenie posiadaczy aut. Sam jeżdżę rowerem, więc tego całego bałaganu wokół zmian na ulicach nie dostrzegam. W imieniu najemców Bałtyku walczę jednak z Urzędem Miasta o to, by zmienić organizację świateł na rondzie Kaponiera, żeby nasi najemcy wyjechali po pracy z parkingu przed nocą.

W czym problem?

Samochody wyjeżdżające z parkingu podziemnego spod Bałtyku mają problem z włączeniem się do ruchu. O godzinie 16 przed rondem jest dziki korek. Spotkałem się z prezydentem Maciejem Wudarskim w tej sprawie, ale na razie nie ma dobrego rozwiązania. Trochę trudno to wszystko zrozumieć, bo na etapie projektu miasto oczekiwało od nas zgodnie z normami wybudowania trzech kondygnacji parkingu podziemnego, a teraz nie umie umożliwić sprawnego wyjazdu takiej liczby samochodów, jakie tam parkują. Pracujemy z ekspertami nad zmianą organizacji ruchu w tym rejonie i wierzę, że wspólnie znajdziemy rozwiązanie.

Będziemy wśród pracowników Bałtyku promowali podróżowanie środkami transportu publicznego, bo to najlepiej skomunikowane miejsce w Poznaniu, a tramwaje i autobusy coraz lepsze. Liczymy też na to, że także młodzi menedżerowie, którzy będą pracowali w Bałtyku, docenią zalety transportu publicznego albo pójdą moim tropem i wsiądą na rowery.

Oficjalnie nie angażuje się Pan w politykę, ale wiele osób przypuszcza, ze finansował Pan kampanię Joanny Schmidt i samą Nowoczesną. To prawda?
Nie popierałem przesadnie Joanny Schmidt. Była dobrym kanclerzem mojej szkoły i z mojej perspektywy szkoda, że odeszła. Z drugiej strony niezwykle fascynowała ją kariera polityczna. Nie mogłem jej się skutecznie przeciwstawić. Mając do wyboru przeszkadzanie jej lub pomoc, wybrałem to drugie. Wspierałem ją słowem, ale nie materialnie, bo nie potrzebowała takiego wsparcia.

Ponoć wspierał pan z drugiej strony kampanię Bartłomieja Wróblewskiego z PiS. Takie głosy też się pojawiają.
A to wesoła historia. Nie, nie wspierałem finansowo Bartłomieja Wróblewskiego. Profesor Wróblewski pracował u mnie w SWPS, ale znamy się mało i mamy sporadyczny kontakt.
Z Joanną czasami rozmawiamy bo interesuje ją nowa ustawa o szkołach wyższych i jest ciekawa mojego zdania w różnych kwestiach.

W kwestii afery związanej z wyjazdem do Portugalii Joanna Schmidt również się Pana radziła?
Nie, akurat tu nie. Szkoda.
Żałuję, że skompromitował się lider KOD-u. Na jego miejscu z honorem odsunąłbym się w cień.

Karolina Koziolek

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2021 Polska Press Sp. z o.o.