Maciej Zakrzewski, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Nieudany zamach stanu w Niemczech. Edgar Julius Jung modyfikuje swój plan

Edgar Julius Jung i kanclerz Franz von Papen Fot. archiwum, Bundesarchiv Edgar Julius Jung i kanclerz Franz von Papen
Maciej Zakrzewski, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Krakowski Oddział IPN i "Dziennik Polski" przypominają. 17 czerwca 1934 r. Wicekanclerz Rzeszy Franz von Papen miał wygłosić przemówienie na Uniwersytecie w Marburgu. Tekst, jak zazwyczaj, sporządził jego współpracownik Edgar Julius Jung.

Przemówienie, znane później jako mowa marburska, kanclerz otrzymał do wglądu w dniu wygłoszenia, w pociągu do Marburga. Papen zwykle nie ingerował w przygotowane wcześniej przemówienia, ale na wszelki wypadek tym razem Jung się dodatkowo zabezpieczył - jego przyjaciel Fritz von Tschirschky miał poinformować kanclerza, że tekst mowy już jest kolportowany w całych Niemczech. Na odwrót było za późno.

Konserwatysta z rewolwerem

Edgar Julius Jung, urodzony 6 marca 1894 r. w Ludwigshafen w nadreńskim Palatynacie, był jednym z przedstawicieli pokolenia niemieckiej młodzieży, która w swoje dorosłe życie wkraczała w burzliwych latach I wojny światowej. Zanim wybuchł konflikt, który zmienił oblicze Europy, zdołał ukończyć dwa semestry prawa na uniwersytecie w Lozannie.

Do wojska zaciągnął się na ochotnika niemal natychmiast po wybuchu wojny, 7 sierpnia 1914 r. W szeregach 3. Bawarskiego Regimentu Kawalerii walczył na froncie zachodnim. W maju 1918 r. rozpoczął służbę w siłach powietrznych, jednak zdołał jedynie ukończyć kurs szkoleniowy. Zanim mógł włączyć się do walki powietrznej, wojna osiągnęła swój kres.

Dla Niemców, szczególne frontowej młodzieży, klęska była szokiem. Tym bardziej, że wojenna katastrofa zbiegła się z tzw. rewolucją listopadową. Wtedy narodził się mit tzw. ciosu w plecy. Sądzono, że cesarstwo nie zostało zwyciężone, ale zdradzone przez rodzimych rewolucjonistów. Powracający do domów weterani dostrzegli, iż świat, do którego wracali, był zasadniczo inny niż ten, który opuszczali cztery lata wcześniej. Dawny blask cesarstwa rozpłynął się we mgle.

W rewolucyjnej wrzawie przetaczającej się przez Niemcy upadła monarchia Hohenzollernów, tracono znaczne części terytorium, a miejscami na sile nabierały próby ustanowienia nad Sprewą Republiki Rad. Jung po zakończeniu wojny podjął na nowo studia prawnicze, jednocześnie angażując się coraz mocniej w sprawy kraju. W szeregach freikorpsu von Eppa walczył przeciwko efemerycznej Bawarskiej Republice Rad. Politycznie zbliżył się do Niemieckiej Partii Ludowej (DVP), od 1922 r. pracował w kancelarii posła do Reichstagu Alberta Zapfa.

W jego rodzinnej Nadrenii-Palatynacie od grudnia 1918 r. rozpoczęła się okupacja wojsk ententy, co więcej, uaktywniły się, wspierane przez Francuzów, organizacje separatystyczne. W listopadzie 1923 r. Franz Josepf Hienz (zwany Heinz-Orbis) z poparciem sił francuskich powołał Autonomiczną Republikę Palatynatu, był to pierwszy krok w kierunku oderwania się od Republiki Weimarskiej i związania z Francją. Działania Heinza-Orbisa nie były wynikiem jedynie wpływów francuskich, ale wieloletnich tendencji autonomicznych regionu, wzmocnionych szalejącą hiperinflacją w Niemczech. Stąd jednych z pierwszych decyzji separatystycznego rządu było przyjęcie jako waluty franków francuskich.

Działania te spotkały się z radykalną odpowiedzią. Od 1923 r. funkcjonował Nadreńsko-Palatynacki Związek Bojowy.

Sam Jung był jednym z głównych organizatorów zamachu na Heinza-Orbisa, który nastąpił 9 stycznia 1924 r. w restauracji Wittelsbacher Hof w Spirze. Zamach w Niemczech został odebrany pozytywnie. Wprawdzie morderstwo przywódcy palatynackich separatystów nie zatrzymało ostatecznie ich aktywności, to jednak położyło kres politycznej dynamice. Większości prasy traktowała separatystów jako zdrajców, a zamach jako akt sprawiedliwości. Władze niemieckie nie podjęły żadnych działań przeciwko zamachowcom. Sam Jung wyjechał do Monachium, gdzie kontynuował działalność polityczną. Wiosną 1924 r bezskutecznie ubiegał się o mandat do Reichstagu z ramienia DVP.

Władztwo miernot

Jung szybko rozczarował się możliwościami prowadzenia polityki w oparciu o tradycyjne partie związane z masowym wyborcą. Od drugiej połowy lat 20. angażował się w bardziej elitarne przedsięwzięcia (m.in. założył „Jung Akademischer Club”), aktywnie zwalczał parlamentaryzm kojarzony przez niego z rządami skorumpowanych partii. Szczególnie wyróżniał się jednak na polu ideowym. W 1927 r. ogłosił swój najważniejszy traktat pt. „Władztwo miernot. Jego rozpad i narodziny Nowego Imperium”, który uczynił go jednym z najważniejszych myślicieli tzw. rewolucji konserwatywnej w Niemczech. Autorzy spod jej znaku (jak np. Oswald Spengler czy Ernst Jünger) aktywnie występowali przeciwko porządkowi ustanowionemu na zasadach Konstytucji Weimarskiej i Traktatu Wersalskiego.

Domagali się odnowienia życia politycznego na konserwatywnych fundamentach, które przeciwstawiali tradycji wywodzonej z czasów oświecenia. Rewolucjonizm przejawiał się głównie w założeniu, że odnowienie Rzeszy może nastąpić poprzez obalenie istniejącego porządku politycznego i społecznego, który ich zdaniem powodując rozpad naturalnych więzi wspólnotowych tworzył przestrzeń dla nihilistycznej dyktatury.

Sam traktat dziś odzwierciedla oprócz świadectwa tęsknoty za utraconym przednowoczesnym porządkiem i chęci jego restauracji wiele innych wątków, charakterystycznych dla ówczesnych czasów, niemieszczących się w kanonie zasad konserwatywnych. Do dojścia Hitlera do władzy na płaszczyźnie politycznej i publicystycznej Jung mobilizował niemieckich konserwatystów przeciwko porządkowi weimarskiemu. Jednak daleki był od akceptacji dla rosnącego w siłę ruchu hitlerowskiego, który postrzegał jako kolejny przejaw, zakorzenionego w masach, władztwa miernot.

Mowa marburska

Od jesieni 1932 r. Jung współpracował blisko z ówczesnym konserwatywnym kanclerzem Franzem von Papenem, dla którego zaczął pisać przemówienia. Von Papen, odwołany w grudniu 1932 r., po krótkiej przerwie powrócił do rządu w styczniu 1933 r. Z ramienia Niemieckiej Narodowej Partii Ludowej (DNVP) wszedł jako wicekanclerz do koalicyjnego gabinetu, na czele którego stanął Hitler. Jung ponownie podjął współpracę z Papenem, starając się wpływać na niego w kierunku ograniczenia wpływów narodowych socjalistów. Liczył, że przy silnej pozycji Hindenburga i wojska można zatrzymać NSDAP w pochodzie do władzy.

Z czasem, widząc przejmowanie przez nazistów kontroli nad kolejnymi obszarami życia politycznego i społecznego, jego działania stały się bardziej jednoznaczne. Planował zorganizować zamach stanu. Do maja 1934 r. nosił się z zamiarem przeprowadzenia zamachu na Hitlera. Ostatecznie zmodyfikował swój plan. Zamierzał spowodować, aby inicjatywę przejęły siły konserwatywne skupione wokół wojska i prezydenta Hindenburga.

Temu właśnie miała służyć tzw. mowa marburska. Papen miał być w jego planach nieświadomym „zapalnikiem” politycznego wstrząsu. Uprzednio przygotowana mowa została wydrukowana w 1000 egzemplarzach i rozesłana do gazet. Co zawierał ów tekst? Nie było to otwarcie wypowiedzenie nazistom politycznej wojny. Zastosowano typową dla tamtego okresu frazeologię tzw. rewolucji narodowej, jednak wymowa była jasna, iż zmierza ona ku złowieszczej tyranii. Adresatem nie były masy, które kilka miesięcy wcześniej wyniosły Hitlera do władzy, ale niemieckie elity. Symbolicznie przemówienie wieńczyło zdanie: Historia czeka na nas, ale tylko wtedy, kiedy okażemy się jej godni.

Reakcja na wydarzenia z Marburga była błyskawiczna. Świat komentował z wielką przychylnością odwagę Papena, ten natomiast w następny dzień pokajał się przed Hitlerem. Cenzura Geobbelsa szybko uniemożliwiła jakikolwiek kolportaż przemówienia. Jung i krąg jego najbliższych przyjaciół (m.in. Herbert von Bose) pozostali osamotnieni. 25 lipca Hitler osobiście wydał nakaz aresztowania niepokornego konserwatysty. W cieniu rozliczenia Hitlera z dawnymi towarzyszami z SA w trakcie tzw. nocy długich noży, 1 lipca 1934 r., Edgar Julius Jung został zastrzelony pod Oranienburgiem. Dzień wcześniej został zamordowany von Bose. Papen podał się do dymisji, później został wysłany na placówkę dyplomatyczną do Ankary.

Plan Junga nie grzeszył zbytnim politycznym realizmem, był działaniem spontanicznym. Rewolucyjny konserwatysta z Palatynatu liczył na odpowiedzialność i zdecydowanie elit. Bezskutecznie. Jednak to on okazał się być godnym historii, a jego inicjatywa była najpoważniejszą próbą pozbawienia Hitlera władzy w przedwojennych Niemczech.

Maciej Zakrzewski, historyk, pracownik IPN Oddział w Krakowie

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2020 Polska Press Sp. z o.o.