Nie był jedynym, na którego wylewano jad. Słowo, jak widać, potrafi zabijać

Czytaj dalej
Dorota Abramowicz

Nie był jedynym, na którego wylewano jad. Słowo, jak widać, potrafi zabijać

Dorota Abramowicz

Był ciepłym, radosnym człowiekiem, który nie zamykał się tylko w kręgu spraw miasta. On wyrastał ponad Gdańsk - mówi o zmarłym prezydencie Bogdan Borusewicz, wicemarszałek Senatu, przyjaciel Pawła Adamowicza.

Jakim człowiekiem był Paweł Adamowicz?

Ciepłym, radosnym, dowcipnym. Lubił się bawić. Miał olbrzymią ilość spotkań i był otwarty dla ludzi. Nie bał się ich, nie odgradzał się, umiał słuchać. Ważne, że nie zamykał się tylko w kręgu spraw miasta. Bardzo stanowczo walczył o samorządy, broniąc ich przed zawłaszczeniem i próbami podporządkowania władzy centralnej. Był wśród innych prezydentów miast liderem, przeciwstawiającym się planowanym zmianom w ustawie o samorządach. Nie musiał tego robić, ale robił... Walczył też bardzo ostro o niezależne sądownic-two. Zwłaszcza w ostatnim okresie spowodowało to wściekłe ataki na niego, zwłaszcza ze strony telewizji Jacka Kurskiego, lokalnej i ogólnopolskiej. To go jednak utwardzało w tej walce.

Czy po wygranych, kolejnych wyborach samorządowych i po ponad dwudziestu latach rządzenia gdańszczanom trudno będzie wyobrazić sobie innego prezydenta?

Ktoś będzie musiał go zastąpić. Ale to jest tragedia. Zginął polityk w średnim wieku - Paweł Adamowicz miał zaledwie 53 lata - który wyrastał poza Gdańsk.

Dlaczego akurat prezydent Gdańska stał się ofiarą nożownika-zabójcy?

To nie był przypadek. Atak na prezydenta Pawła Adamowicza był zwieńczeniem kampanii nienawiści organizowanej wobec niego chociażby przez telewizję publiczną. Określano go jako złodzieja i łapownika. Grano przede wszystkim jego błędami w oświadczeniu majątkowym. Zaangażowano do walki z nim prokuraturę. Pomawiano go. W ubiegłym roku podczas uroczystości na Westerplatte przedstawiciel ministerstwa zapytał prezydenta, czy on i jego urzędnicy mają niemiecki paszport. Pojawiły się sugestie o wysługiwaniu się Niemcom. I teraz widzimy skutki bezpardonowej walki politycznej.

Borusewicz: Nie uważam, by w Polsce znaleźli się ludzie, którzy świadomie mieliby dążyć do tej zbrodni. Można oczywiście snuć różne teorie

Sprawca nie miał nic wspólnego z polityką.

W tym wszystkim znalazł się wielokrotny przestępca, który miał pretensje do wymiaru sprawiedliwości i do Platformy i wykrzykiwał to głośno ze sceny. Powtarzał tezy propagandy, mówiącej - na podstawie zaledwie dwóch przypadków - o sędziach złodziejach, orzekających w okresie stanu wojennego. Tej samej propagandy, żądającej „oczyszczenia” sądów i upowszechnianej w formie kampanii billbo-ardowej. Znalazł się człowiek, który oglądał to, słuchał i postanowił się odegrać.

To były tylko słowa.

Słowo, jak widać, może zabijać.

Czy sądzi pan marszałek, że dramat, do jakiego doszło w Gdańsku, zmieni publicznie wypowiadane słowa i czyny?

Nie jestem optymistą. Ci, którzy organizowali kampanie nienawiści, w tej chwili prześcigają się w składaniu kondolencji. No i dobrze, ale konieczna jest jakaś refleksja nad tym, co robili. Mogę tylko apelować, by to się nie po-wtórzyło. Zwłaszcza że Paweł Adamowicz nie był jedynym człowiekiem, na którego wylewano jad w publicznych środkach przekazu. Wystarczy, że posłuchamy audycji na temat Donalda Tuska. Mówi się o nas „zdrajcy”, „sprzedający Polskę”. Nie jest tak, że słowa bardzo ważnych, a właściwie najważniejszych w Polsce polityków, pozostają bez echa. One także wpływają na to, co taki przestępca czy nawet człowiek chory psychicznie może zrobić. To wszystko nakręca tego typu ludzi.

Borusewicz: Ktoś będzie musiał go zastąpić. Ale to jest tragedia. Zginął polityk, który wyrastał poza Gdańsk

Tracimy poczucie bezpieczeństwa?

W naszym Gdańsku nigdy nic takiego wcześniej się nie wydarzyło. Tu były jakby inne proporcje. A przy tym ofiarą stał się Bogu ducha winien prezydent Adamowicz, który nie miał nic wspólnego z człowiekiem, który go za-atakował. Doszło do mnie, że być może przestępca był pod wpływem narkotyków, ale to nie zmienia faktu, że wcześniej wszystko sobie dokładnie zaplanował. Przedmiotem ataku był tylko Paweł Adamowicz. Nie zaatakował prezydenta na ulicy, w drodze do pracy. Wybrał moment największej oglądalności telewizyjnej, gdy podczas finału WOŚP odbywa się akcja Światełko do Nieba.

Pojawiły się opinie, że sprawca nie działał sam. Uważa pan, że to kolejna teoria spiskowa?

Nie wiem. Sądzę, że najwyżej pośrednio nakręcanie atmosfery miało na niego wpływ. A bezpośrednio? Nie uważam, by w Polsce znaleźli się ludzie, którzy świadomie mieliby dążyć do tej zbrodni. Można oczywiście snuć różne teorie. Podobnie przecież powstawały teorie o zamachu smoleńskim, według których ktoś miał zaplanować czy zorganizować katastrofę. Jednak akurat ja nie będę takich teorii wysuwał.

[reklama]

Dorota Abramowicz

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2024 Polska Press Sp. z o.o.