Natalia Grosiak z Mikromusic: Muzykę nagrywaliśmy w lesie i sadzie

Czytaj dalej
Fot. Małe Szare Studio
Marek Zaradniak

Natalia Grosiak z Mikromusic: Muzykę nagrywaliśmy w lesie i sadzie

Marek Zaradniak

Z liderką zespołu Mikromusic, Natalią Grosiak, rozmawiamy o najnowszej płycie zespołu - "Mikromusic z dolnej półki"

Wasz najnowszy krążek nosi tytuł „Mikromusic z dolnej półki”, dlaczego? Przecież jesteście jednym z czołowych i najbardziej lubianych polskich zespołów. Świadczy o tym choćby częstotliwość waszych koncertów w Poznaniu?
Wiele z naszych tytułów brzmi bardzo przekornie. Na przykład „Tak mi się nie chce” lub „Piękny koniec”. Z jednej strony jest to żart i puszczanie tzw. oczka ze strony zespołu. Po pierwsze mieliśmy ideę, aby płytę nagrać nie w studiu, tylko w różnych miejscach na żywo. I to są wszystko nagrania na żywo. Po drugie na instrumentach bardzo złej jakości. Z tymi instrumentami złej jakości do końca nam się nie udało. Aczkolwiek mamy akordeon Roberta Jarmużka, który ma już wiele lat i nie jest najlepszej jakości. Robert dostał go z okazji swojej pierwszej komunii świętej. Występuje tu także szereg akustycznych instrumentów. Większość z nich ma bardzo małe rozmiary. Są to fleciki, małe gitarki. Dawid Korbaczyński nie gra w żadnym z utworów na zwykłej gitarze tylko na ręcznie wykonanych przez niego gitarach albo przez Mika Sikorskiego przyjaciela, który robi instrumenty z pudełek po cygarach i z różnych niepotrzebnych rzeczy.

Skąd pomysł na wykorzystanie tych nietypowych instrumentów?
To wzięło się z pasji części zespołu. Chłopcy z zespołu kolekcjonują albo stare instrumenty, które znaleźli na targach staroci, albo też gdzieś na stronach internetowych, które ciągle przeglądają. Z drugiej strony w pewnym momencie sami zaczęli robić instrumenty. Na przykład nasz basista ma już drugą gitarę basową, którą sam stworzył. Dawid Korbaczyński także zaczął robić gitarki trzystrunowe, czterostrunowe, dwugryfowe, które brzmią bardzo unikatowo.

To jest płyta nagrana na żywo. Lubicie nagrania na żywo? Co decydowało o doborze miejsc?
Na początku to był przypadek, bo chcieliśmy po prostu nagrać live session i wybraliśmy sobie nasze zaprzyjaźnione miejsce. Najpierw była to kawiarnia „Rozrusznik”, która fatalnie brzmiała, ale to pewnie też nam pomogło w doborze tytułu tego projektu. Robert Szydło, który miksuje wszystkie nasze płyty, miał wielką trudność, aby to dobrze zmiksować ale ja uważam, że zrobił to znakomicie. Później doszło do realizacji naszego marzenia, czyli sesji w lesie. Okazało się, że akustyka lasu brzmiała fenomenalnie. Byliśmy zachwyceni tym, że tam nagrywamy i że to tak pięknie brzmi. Wtedy powstał pomysł, aby to kontynuować na dworze. Dlatego następny był ganek niebieskiego domku Pauliny Korbaczyńskiej, sad moich rodziców, była też Wieża Matematyczna Uniwersytetu Wrocławskiego. W planach było też jeszcze pole sąsiada naszych rodziców i jego traktor. Mieliśmy nagrywać właśnie na traktorze, ale deszcz przekreślił nasze plany stąd ostatnie dwa utwory, które są na płycie, ale video do nich ukaże się za jakiś czas nagrywane były w wielkiej hali fabrycznej.

Wśród nagranych utworów jest „Kołysanka Pani Broni”. Skąd pomysł na nią wszak to kołysanka ludowa?
To prawda. Jest to kołysanka ludowa, której nauczyła mnie pani Bronisława Chmielowska. Jest to pieśniarka kresowa. Skarbnica pieśni ze wschodu. Urodziła się koło Lwowa i tam spędziła dzieciństwo, a po wojnie musiała emigrować z matką i z siostrą i przeprowadzić się do Polski. Były to bardzo ciężkie czasy i ona już jako dziecko słyszała wiele z tych pieśni. które uczyły jej mama i

Natalia Grosiak, liderka Mikromusic uważa, że rozpoznawalny zespół ma szansę na to, by jego utwory przetrwały dłużej...
Maciej Stanik

babcia. Te kobiety cały czas śpiewały pracując w polu. Pani Bronisława przywiozła wiele z tych pieśni, których nauczyła się od matki i od innych pieśniarek. Śpiewała bardzo długo w zespole ludowym. W tym momencie zdrowie już jej niestety na to nie pozwala. Panią Bronisławę poznałam w trakcie kręcenia programu „Szlakiem Kolberga”. Ekipa telewizyjna zasugerowała, aby pani Bronia nauczyła mnie dokładnie tej piosenki, bo w tym utworze jest magia. Zakochałam się w tej piosence i postanowiłam zrobić z nią coś więcej. Cieszę się, że teraz więcej osób może usłyszeć ten utwór. Istnieją oczywiście ludzie, którzy znają tę piosenkę kolekcjonerzy starych pieśni, którzy nagrywają je, przechowują i śpiewają je. Natomiast wiadomo, że jako liderka zespołu, który jest już bardzo rozpoznawalny mam większą szansę na to, że piosenka pozostanie żywa.

Intryguje mnie cały czas nazwa waszego zespołu. Gracie taką fajną muzykę, a nazywacie się Mikromusic?
Może chodzi w tym wszystkim o wspomnianą już przekorę o to podchodzenie pod włos do pewnych spraw, ale nie ma szerszej filozofii związanej z tą nazwą. Wiele lat temu może 15 albo 18 szukaliśmy po prostu fajnie brzmiącej nazwy.

Ostatnio graliście w Poznaniu dwa razy. Czy w takim razie skoro jest nowa płyta będzie trasa i znów zagracie w Poznaniu?
Tak. Trasa zaczęła się w dniu premiery płyty. Jesienią zagramy około 20 koncertów. W styczniu jak zawsze zrobimy sobie przerwę od koncertów i znów zaczniemy grać od lutego. Wiem, że w Poznaniu zagramy 14 listopada w Auli Artis.

Marek Zaradniak

Dodaj pierwszy komentarz

Komentowanie artykułu dostępne jest tylko dla zalogowanych użytkowników, którzy mają do niego dostęp.
Zaloguj się

plus.gloswielkopolski.pl

Polska Press Sp. z o.o. informuje, że wszystkie treści ukazujące się w serwisie podlegają ochronie. Dowiedz się więcej.

Jesteś zainteresowany kupnem treści? Dowiedz się więcej.

© 2000 - 2019 Polska Press Sp. z o.o.